Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 7/10 kreska: 7/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 16
Średnia: 7,12
σ=1,17

Wylosuj ponownieTop 10

Kiseiju

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 1990-1995
Liczba tomów: 10+
Tytuły alternatywne:
  • Parasyte
  • 寄生獣
Postaci: Obcy; Rating: Przemoc; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność

Obcy, ludzie i filozofia. Czy to połączenie może wypaść dobrze? Zapewne tak, ale nie tym razem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Na Ziemię spada niezliczona ilość kulistych tworów wielkości piłek tenisowych. To inwazja! Z kulek „wykluwają się” podobne do węży stwory i atakują ludzi. Dostawszy się do głowy „zjadają” ją, przejmując kontrolę nad resztą ciała. Od tej chwili pasożyt w ciele żywiciela pędzi dalszy żywot, raz po raz pożerając kolejnych ludzi. Jeden z najeźdźców, tytułowy pasożyt, ma pecha – jego ofiara, siedemnastoletni Shinji Izumi, w ostatniej chwili broni się przed atakiem. W konsekwencji musi „zamieszkać” w prawej ręce ofiary (oczywiście po jej pochłonięciu i zamienieniu się w nią). Dla pasożyta to kompletna porażka. Jako ręka nie ma kontroli nad resztą ciała, a ewentualna „przeprowadzka” jest trudna i bardzo ryzykowna. Zostaje. Można sobie wyobrazić, jakie perypetie czekają Shinjiego i jego pasożyta – jak będą się do siebie przyzwyczajać, poznawać się, uczyć się żyć razem pomimo swej odmienności (bo trzeba wiedzieć, że pasożyty są istotami rozumnymi, o intelekcie na poziomie ludzkiego). W nowych realiach tylko współpraca pozwoli im przetrwać – a to nie lada wyzwanie dla tej dwójki, złączonej wspólnym losem.

Jak na kosmicznych najeźdźców, pasożyty są początkowo dość niepozorne. Posiadają jednak niezwykłe zdolności – potrafią dowolnie zmieniać kształt i strukturę swego ciała. Dzięki temu pasożyt jako głowa eks­‑człowieka może zmieniać jej wygląd, jak guma rozciągać się, aby jednym kęsem pożreć głowę swojej ofiary (człowieka) albo formować długie, ostre jak brzytwa „macki”, którymi rozcina swoich przeciwników. Można powiedzieć, że są one bardzo wdzięcznym obiektem kreacji, wręcz idealnym (z autorskiego punktu widzenia), gdyż pozwalają się kształtować w prawie dowolny sposób, jaki tylko przyjdzie twórcy na myśl. Ludzi traktują jako gatunek niższy, choć jednocześnie są od nich zależni. Oczywiście nasuwają się pytania co do pochodzenia pasożytów oraz celu ich istnienia. Iwaaki jednak nigdy tego nie wyjaśnia, co jest jeszcze o tyle znośne, że wedle jego zamierzeń nie ma to być historia science­‑fiction, lecz metafora z domieszką filozofii. I tu tkwi gwóźdź do trumny Kiseiju.

Autor niewątpliwie miał ambicje filozoficzne i nie poprzestał na zamiarach, choć tak byłoby dla niego lepiej. Już od początku daje odczuć czytelnikowi, że to nie ma być manga tylko rozrywkowa. Przyznam, że bardzo się ucieszyłem z tego powodu, lecz z czasem mina mi zrzedła, bym na koniec nie krył już rozczarowania – czułem się oszukany przez autora. Po lekturze próbowałem jeszcze znaleźć jakąś interesującą wykładnię tego dzieła. Niestety, interesującej nie znalazłem. Otóż ludzie to istoty egocentryczne, które dbają wyłącznie o swoje dobro doczesne (tu autor wskazuje m.in. na zgubną politykę nadmiernego wykorzystywania dóbr Ziemi), uważając się za panów „swojej” planety i wszystkiego, co na niej się znajduje. Czym więc są pasożyty? No właśnie, są ludźmi! Oczywiście nie literalnie, ale aluzja jest aż nadto widoczna. Tak jak ludzie bezwzględnie korzystają z planety, tak oni „korzystają” z ludzi. Jednak ich zaborczy stosunek do swoich żywicieli ostatecznie przecież uderza w nich samych, gdyż „jadą na jednym wózku” – jeśli zginą żywiciele, to i ich pasożyty przestaną istnieć. A ludzie? To oni tu reprezentują całe środowisko „okołoludzkie” naszego codziennego świata. Proste to, prawda? A to nie wszystko, bo autor jeszcze w samej mandze karmi czytelnika komunałami, że ludzie, zamiast być pasożytem Ziemi, powinni żyć z nią w symbiozie. Tak pokrótce można wyłożyć przesłanie Kiseiju. Owszem, znalazłem też inne sposoby „odczytania” go, ale wcale nie lepsze, no i właśnie ten przez autora został wyróżniony. Ale to nie jest najgorsze. O wiele większy żal mam o to, że pomimo tego, iż Iwaaki dotknął w mandze poważnej problematyki, zostawił czytelnika z pamięcią tego dotknięcia zamiast go z nią zapoznać. I co z tego, że mamy zalążek pewnych metafizycznych wątków dotyczących pasożytów, skoro w takim stadium zostały one do końca. Niezwykle ciekawy motyw übermensch (nadczłowieka) zostaje ledwie ruszony, ukazany zresztą w bardzo prostej formie (jej „nośnikiem” jest główny bohater – Shinji, ewoluujący psychicznie poprzez współdzielenie komórek ze swoim pasożytem, Migim), a zamknięty tym, że pomimo wielu ułomności ludzkich człowieczeństwo jest i tak najlepsze. Kiseiju jest to wprawdzie jedna z niewielu mang mających filozoficzne ambicje, ale ich realizacja była fatalna (także z powodu infantylności przekazu, a pod koniec nachalności, będącej jakby próbą uratowania całości), a uczucie bycia oszukanym (po zakończeniu lektury) – dojmujące. Jedynym pocieszeniem jest całkiem ciekawe przedstawienie relacji między dwoma głównymi bohaterami – Shinjim i Migim.

Shinji był w zasadzie niczym niewyróżniającym się nastolatkiem, kiedy atak pasożyta zmienił jego życie na zawsze. Jako pierwszy poznał prawdę o inwazji i, nie chcąc pozostawać obojętny na krzywdy innych ludzi, postanawia walczyć z najeźdźcami. Postanowienie to jest tym silniejsze, im bardziej osobiście jest w nową sytuację uwikłany. Współdzielenie ciała z Migim, poza nowymi możliwościami fizycznymi (jest sprawniejszy od każdego człowieka), odmienia jego psychikę – stopniowo staje się nieludzki, pragmatyczny i chłodny, co niebawem zauważają jego bliscy. Shinji szybko się zmienia, lecz nie zauważa tych przemian, a nawet dziwi go, gdy inni o tych zmianach mówią, za co autorowi należy się pochwała (prezentuje się to bardzo realistycznie – w końcu zmiany w nas samych najtrudniej zauważamy). Dość interesująco wypada ewolucja przyjaźni Shinjiego z Migim – istot zupełnie różnych, o odmiennych poglądach na świat, o innej filozofii życiowej, choć niepotrzebnie pod koniec pokolorowanej patetycznością. Shinji stoi przed licznymi dylematami – walka z pasożytami w pojedynkę to jak donkiszoteria, podobnie jak próba ocalenia wszystkich. Musi wybrać, kim chce być, co jest dla niego najważniejsze. Nie wszystkie decyzje są łatwe do podjęcia, a część z nich dodatkowo zahacza o filozoficzne problemy – np. czym jest człowieczeństwo (założenia dobre, lecz o ich realizacji wspominałem wcześniej).

Migi – przyjaciel, broń i „maskotka” Shinjiego, jest daleko bardziej tajemniczy i sceptyczny. Świat widziany jego oczyma, choć ten sam, w którym żyje Shinji, jest jednak inny, bo odbierany z zupełnie innej perspektywy – innego gatunku, innych celów, innej osobowości. Migi to chłodny „kalkulator”, który na pierwszym miejscu stawia swoje dobro (poniekąd też Shinjiego, jako że ten jest jego żywicielem), a potem swojego gatunku, dzięki czemu możemy spojrzeć na ludzi i człowieczeństwo z odmiennego punktu widzenia. Dodatkowo Migi wprowadza do mangi trochę humoru (na Shinjiego w tej kwestii nie ma co liczyć). Najczęściej jest to humor sytuacyjny, związany z możliwościami zmiany kształtu ciała Migiego, ale przynajmniej sceny te nie powtarzają się zbyt często. Zresztą do bawienia czytelnika predestynuje go już sam sposób, w jaki został narysowany.

Pasożyty w oryginalnej formie wyglądają niepozornie i raczej komicznie niż przerażająco, co w połączeniu z makabrycznymi mordami, jakich dokonują, daje efekt groteski. Migi najczęściej przedstawiony jest jako twór amebopodobny z wypustką zakończoną okiem i ustami (jakby wyciętymi z czyjejś twarzy), co w połączeniu z prostą kreską, jaką raczy nas Iwaaki, daje bardzo zabawny efekt. To właśnie m.in. ten element zadecydował o tym, że sięgnąłem po Kiseiju – bo choć kreska jest raczej staromodna i prosta, to jednak jest też „żywa”, wypełniona emocjami i uczuciami, no i oczywiście bardzo zabawna momentami, bo nawet odcięte głowy monstrów o fantazyjnych kształtach potrafiły śmieszyć. Słabszymi elementami rysunku są tła – ich ubóstwo rzuca się w oczy. Autor nie opanował także umiejętności rysowania ludzi w szerszej perspektywie, „z oddali” – widoczna jest spora niedokładność, schematyczność i liczne błędy w proporcjach (czasem wręcz śmieszne). Mimo wszystko rysunek prezentuje się przyzwoicie.

Okrasą tej mangi są liczne walki między parą Shinji­‑Migi a innymi pasożytami, czy też sceny napaści pasożytów na ludzi, gdyż wbrew filozoficznym pozorom akcja Kiseiju biegnie całkiem szybko. Zapewne wyżej ceniłbym sobie ten tytuł, gdyby odjąć mu niepotrzebne (bo zaprzepaszczone) liczne wtręty filozoficzne. Niekorzystne wrażenie, wyniesione z lektury, jeszcze wzmocnione zostaje patetycznym i przedramatyzowanym zakończeniem, które spełnia prawie wszystkie cechy sztampy – a wystarczyło zmienić raptem jeden element, jedno zdanie skierować ku innemu adresatowi, a całość zyskałaby nie tylko cechy niebanalności, lecz i tak poszukiwana przez autora filozofia człowieka zyskałaby w tym utworze zupełnie inny, wyższy wymiar. Jaka szkoda! Nisko oceniam tę mangę, więc tym bardziej zaskoczony byłem naprawdę wysokimi notami, jakie ona zbiera na skądinąd poważnych zagranicznych portalach. Biorąc pod uwagę, że coś ważnego mogło mi umknąć, z ciekawością zapoznałem się z opiniami innych. Niestety nigdzie nie znalazłem odpowiednio silnych, rzeczowych argumentów, popartych jakąś inną wykładnią tego dzieła, bym zdanie miał zmienić. W związku z tym niespecjalnie ją polecam osobom, które oczekują czegoś ambitnego, zwabione autorskimi zakusami filozoficznymi. Na pewno lepiej do lektury podejść z nastawieniem na ciekawą, szybką akcję, z wartościowymi dodatkami (m.in. relacji Shinji­‑Migi), choć ostrzegam – Iwaaki potrafi być bardzo łopatologiczny.

SixTonBudgie, 17 sierpnia 2009

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kodansha
Autor: Hitoshi Iwaaki