Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 kreska: 7/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 21
Średnia: 7,05
σ=1,21

Wylosuj ponownieTop 10

Mimi no Kaidan

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2002-2003
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • Mimi's Ghost Stories
  • ミミの怪談
Gatunki: Dramat, Horror
Widownia: Seinen; Postaci: Duchy, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność

Scooby Doo dla dorosłych, czyli jedna z najnormalniejszych (chyba) mang twórcy Gyo i Uzumaki.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Ruka

Recenzja / Opis

Na początku chciałabym ostrzec wszystkich fanów Junjiego Itou, że jest to recenzja pisana z perspektywy osoby, która do tej pory nie miała styczności z dziełami tego mangaki i nie odczuwa potrzeby zaznajomienia się z nimi. Nie, nie czytałam Gyo, a także Uzumaki, dlatego osoby spodziewające się wyczerpującej analizy porównawczej Mimi no Kaidan z innymi pracami artysty mogą czuć się zawiedzione. Cóż, mówi się trudno, nie potnę się z tego powodu.

Wracając jednak do mangi – Mimi no Kaidan to zbiór sześciu opowieści grozy połączonych osobą bohaterki, studentki Mimi. Trzeba przyznać, że dziewczyna ma nieprawdopodobnego pecha i właściwie przyciąga kłopoty w postaci duchów i innych dziwnych istot. Nieważne czy Mimi przeprowadza się, jest na spacerze z chłopakiem czy jedzie na wakacje ze znajomymi, na pewno spotka ją coś niesamowitego i mrożącego krew w żyłach, teoretycznie…

Poziom prezentowanych historii jest bardzo różny, najlepiej wypadają pierwsza i czwarta, najgorzej piąta. Pierwsza opowiada o nietypowych sąsiadkach Mimi, które zawsze chodzą od stóp do głów ubrane na czarno i nigdy nie odsłaniają twarzy (a nie pochodzą z krajów islamskich); czwarta to zapis tragicznej w skutkach wyprawy dziewczyny i jej trzech kolegów nad morze – to jednocześnie najmroczniejsza i najtragiczniejsza z opowieści, zaś piąta – najsłabsza, to krótka historyjka o tym, jak bohaterka jest zmuszona opiekować się córeczką przyjaciół rodziców, wyraźnie obawiającą się czegoś. Rozdziały drugi i trzeci mają znacznie lżejszy, powiedziałbym wręcz komediowy nastrój i stanowią udany przerywnik między poważniejszymi opowieściami, do których zalicza się również ostatnia.

Jak wspomniałam we wstępie, to pierwsza manga Junjiego Itou, po jaką sięgnęłam, i chociaż nie znam pozostałych dzieł autora z autopsji, sporo o nich czytałam. Być może miłośnicy twórczości mangaki zarzucą mi herezję, a na pewno dyletanctwo, ale wydaje mi się, że na tle jego innych dokonań, Mimi no Kaidan wypada zaskakująco normalnie. Ot, bardzo klasyczne i nieprzesadzone opowieści grozy, które owszem, intrygują fabularnie i potrafią zainteresować, ale z pewnością nikogo nie przestraszą (chyba że ktoś ma wyjątkowo słabe nerwy). Możliwe, że wynika to z faktu, iż komiks powstał na podstawie książki Shin Mimi Bukuro, luźno nawiązującej do znanego dzieła Mimi Bukuro, czyli liczącego dziesięć tomów zbioru tradycyjnych podań i legend o duchach. Trochę to skomplikowane, istotne jest jednak to, że oryginalne historie zostały przetworzone przez artystę na potrzeby komiksu, ale nie są jego własnym pomysłem. Uczciwie mówiąc i tak nie spodziewałam się niczego konkretnego, ponieważ na nazwisko autora zerknęłam już po zakończeniu lektury – niespodziankę miałam więc po fakcie.

Kolejne rozdziały nie łączą się ze sobą w żaden sposób, oprócz tego, że ich bohaterką jest jedna i ta sama osoba. Pierwszym moim skojarzeniem podczas czytania był amerykański serial animowany Scooby Doo, tyle że tam sprawcą zamieszania zazwyczaj okazywał się człowiek. Zresztą mam na myśli głównie specyficzny klimat, mimo kilku śmierci zaskakująco „optymistyczny”, przede wszystkim dzięki uroczo nieporadnej bohaterce i jej chłopakowi niedowiarkowi, który nawet będąc świadkiem kilku strasznych wydarzeń, w ostatniej części twierdzi, że duchy to wymysł dziewczyny. Serio, panna nawet z wyglądu przypomina jedną z bohaterek Scooby Doo, Daphne – poza tym jest równie bierna i słodka. To jedynie milczący świadek, nie mający żadnego wpływu na to, co się dzieje, nawet jeśli jest mocno zaangażowany w zaistniałą sytuację. Mimi nie zajmuje się rozwiązywaniem nadnaturalnych zagadek, najwyżej próbuje zaspokoić swoją ciekawość – ale jak mówi stare przysłowie, ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Wracając jednak do mojego odważnego porównania – mam wrażenie, że twórca nie do końca poważnie traktował pracę nad tym komiksem, albo inaczej – świetnie się bawił, tworząc go. Wielokrotnie puszcza oko do czytelnika, odzierając poszczególne historie z logiki i podlewając je czarnym humorem. Tym razem nie dostajemy misternie ułożonej układanki czy psychodelicznej opowieści, a studenckie wieczorne ognisko, podczas którego każdy opowiada straszną historyjkę o tym, co się przydarzyło znajomemu jego znajomego. Naturalnie, nie każdemu odpowiada taka stylistyka, ale mi wyjątkowo przypadła do gustu, zwłaszcza że nie przepadam za horrorami, w których krew leje się strumieniami, a jedynym sposobem na przestraszenie odbiorcy jest zaprezentowanie mu czegoś obrzydliwego. Horror powinien wciągać fabularnie, tak, by nie można było oderwać wzroku od lektury/ekranu i wydaje mi się, że akurat ten postulat Mimi no Kaidan spełnia dobrze.

Nieco słabiej wypadają bohaterowie, głównie dlatego, że nie dowiadujemy się o nich zbyt wiele, a i nie ma okazji do tego, by ich osobowości nabrały bardziej wyrazistych barw. Są przeciętni aż do bólu, ale dzięki temu wzbudzają sympatię czytelnika i nadają całości niewielki rys realizmu. Oczywiście nie mam na myśli spotkań z topielcami i krwawych plam pożerających ludzi, ale pewną więź, jaka istnieje się między Mimi a pozostałymi bohaterami. Jej relacje z otoczeniem są niezwykle naturalne, widać, że to normalna studentka, taka, jaką moglibyśmy spotkać w prawdziwym życiu. Poza przyciąganiem istot nadprzyrodzonych dziewczyna prowadzi zaskakująco zwyczajne życie – uczęszcza na zajęcia, spotyka się ze znajomymi, jeździ na wakacje i chodzi na randki z chłopakiem. Tyle, że każde z tych wydarzeń zazwyczaj kończy się jakimś nieprzyjemnym incydentem, ale gdyby zerwać całą potworną otoczkę i zastąpić ją codziennymi problemami, otrzymalibyśmy klasyczną obyczajówkę. Chodzi mi o to, że jedynym elementem decydującym o tym, że Mimi no Kaidan to horror, są duchy. Ich obecność buduje mroczny nastrój, acz głównie ze względu na następstwa spotkania z nimi, a nie wygląd.

A skoro przy wyglądzie jesteśmy, słów kilka o stronie graficznej mangi. Kreska jest zaskakująco przeciętna. Owszem, podobają mi się realistyczne, zróżnicowane i oszczędne projekty postaci, staranność widoczna na każdym panelu, umieszczanie bohaterów w konkretnych, dokładnie rozrysowanych przestrzeniach, ale… Wszystkie składowe, połączone w spójną całość, nie zachwycają, nie przykuwają wzroku, a jedyne słowo, jakie przychodzi na myśl, to „poprawne”. Sytuacji nie ratują projekty duchów, wyjątkowo schematyczne i nijakie – ot, rozmazane buźki, żywcem wzięte z Krzyku Muncha. Widziane po raz enty (w moim przypadku ostatnio w kinie na Szeptach), nie wzbudzają większych emocji, nie mówiąc o straszeniu. Jedynym wyjątkiem od zasady jest tajemnicza istota z pierwszego rozdziału, faktycznie interesująca i niespotykana. Niestety jej oryginalność działa na niekorzyść artysty, gdyż wydaje się, że w kolejnych opowieściach po prostu poszedł na łatwiznę. Drugą rzeczą, jaka mnie drażniła, jest szczątkowe cieniowanie – co prawda mangaka cieniuje ręcznie, co się chwali, ale często robi to na pamięć i brutalnie mówiąc, na odwal się. Dziwi to o tyle, że kreska Junjiego Itou jest zróżnicowana, widać iż autor ma zacięcie graficzne i woli wszystko wykonywać sam, nie polegając zbytnio na rastrach. Takie podejście ma też poważną wadę – stosowane przez artystę linie są zazwyczaj delikatne, a o końcowym efekcie decyduje gęstość ich położenia oraz kierunek. W przypadku tego drugiego, istnieje zasada, że nie powinno się na jednym rysunku łączyć zbyt wielu kierunków, bo wychodzi chaos, a praca staje się nieczytelna (wiem z doświadczenia). Tymczasem pan Itou lubi takie zabawy kreską i zdarza mu się przesadzić, co sprawia, że scena traci siłę oddziaływania.

Mimi no Kaidan z pewnością nie jest dziełem wybitnym i wydaje mi się, że należy do słabszych dokonań słynnego mangaki. Mimo to nie uważam czasu spędzonego przy tej mandze za stracony, wręcz przeciwnie. Bawiłam się dobrze, choć nie dostałam nawet gęsiej skórki. Komiks to ciekawostka dla osób lubiących klasyczne opowieści grozy, mające korzenie w japońskim folklorze, ale uwspółcześnione i dostosowane do nieco młodszego czytelnika (przy czym nie mam na myśli dzieci, a starszą młodzież lub studentów). Rzecz bezpretensjonalna i momentami zabawna, choć z pewnością niepozostająca na dłużej w pamięci. Ot, typowe „czytadło”, tyle że napisane ręką ikony, można poświęcić kilka chwil na lekturę, ale nie należy podchodzić ze zbyt wygórowanymi oczekiwaniami.

moshi_moshi, 8 lipca 2012

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Media Factory
Autor: Junji Itou