Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Pandora Hearts

Tom 17
Wydawca: Waneko (www)
Rok wydania: 2015
ISBN: 978-83-64508-47-9
Liczba stron: 194
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

W trakcie starcia między Bakerville’ami i członkami Pandory zostaje rozbity jeden z kryształów skrywających ciało Jacka Vessaliusa… A przynajmniej tak sądzili wszyscy zainteresowani, którzy zaszokowani odkrywają, że zapieczętowana głowa należy do Glena Baskerville’a, a tajemniczy bohater przejmujący czasami kontrolę nad Ozem kłamał. Co takiego chciał ukryć Jack i co naprawdę wydarzyło się w Sablier ponad sto lat temu? Książę Barma i sam przodek Vessaliusów postanawiają podzielić się wiedzą na ten temat. Rufus wyjaśnia wszystko zgromadzonym wokół zniszczonego kryształu, a Oz zostaje wciągnięty w wir wspomnień Jacka.

Tak oto na scenę wkracza powód całego zamieszania – Lacie. Naturalnie w towarzystwie innych osób, które w mniej lub bardziej istotny sposób przyczyniły się do tragedii w Sablier. Jednak motorem napędowym wszystkich wydarzeń okazują się relacje na linii Jack­‑Lacie­‑Glen. Żądni wiedzy fani powinni być zadowoleni, gdyż nie zabraknie również wyjaśnień na temat Oza i Alice, choć paradoksalnie nie znaczy to, że sami zainteresowani będą zachwyceni tym, czego się dowiedzą. Ale przecież bardzo chcieli poznać prawdę… czyż nie?

Jeżeli ktokolwiek z czytelników miał wątpliwości, czy Jun Mochizuki lubi się znęcać nad swoimi bohaterami, to po lekturze tego tomiku zapewne się ich pozbędzie. Nie powiem, lubię, kiedy mangacy przegonią od czasu do czasu swoich „pupili” po rozżarzonych węglach, ale to, co robi autorka, to już czyste okrucieństwo. Jej bohaterowie nigdy nie mieli lekko, ale te pięć rozdziałów pokazuje, co autorka naprawdę potrafi. Trzeba jej przyznać, że z prawdziwą klasą przy pomocy walca (ale bardzo zacnego, nie byle jakiego) miażdży morale Oza i spółki. Manga w żadnym momencie nie zamienia się we łzawy melodramat, bo pani Mochizuki z wyczuciem balansuje na cienkiej granicy między tym, co porusza, a tym, co niezamierzenie bawi. Tym bardziej, że stworzone przez nią postaci na szóstkę z plusem wywiązały się z misji „polub mnie bardzo albo chociaż na tyle, by w razie tragedii mi współczuć”. Wydarzenia mówią same za siebie i nie potrzeba łopaty na czytelnika.

Sposób potraktowania bohaterów to jedno, a sposób przedstawienia wydarzeń to drugie. Tomik w ponad 99% składa się z retrospekcji (które od teraz będą pojawiać się znacznie częściej, ale to w tym tomiku jest ich najwięcej), tylko gdzieniegdzie poprzetykanych scenkami z teraźniejszości. Oczywiście to chwila, na którą czekała większość fanów, bo układanka wreszcie zaczyna nam się sama układać, ale podejrzewam, iż niektórych może to zmęczyć i będą czekali na moment, kiedy „właściwa” akcja ruszy do przodu. Ja nie mam nic przeciwko takiemu wyjawieniu większości tajemnic, ponieważ przynajmniej jest to uporządkowane, a nie wyrywkowe i chaotyczne. Podsumowując: dużo „mięska” fabularnego i mało akcji, a kolejny tomik to również spora ilość retrospekcji.

Chyba nikogo nie zdziwi, że na okładce (czyli obwolucie) tej części wita nas nie kto inny, jak namalowana w chłodnej kolorystyce młodziutka Lacie, która pojawiła się już na ostatnich stronach szesnastego tomu, z tyłu obwoluty zaś pokazany został tajemniczy pan, którego poznacie w trakcie lektury. Niestety rysunek na odwrocie odrobinę szpeci biały pasek z samego brzegu, jakby obwoluta była niedopasowana. Pod nią na czytelnika czeka dodatek humorystyczny, jak zwykle świetnie parodiujący mangę – tym razem reklama gry randkowo­‑bijatykowej z udziałem postaci ze świata Pandora Hearts. W środku umieszczono obrazek z serii „krzesełkowej”, na którym widać Lacie już w wersji dorosłej; warto zwrócić uwagę na tę ilustrację i porównać ją z wcześniejszymi, żeby docenić umiejętność planowania fabuły przez autorkę. Następna strona to spis treści (ponownie średnio przydatny ze względu na sporadyczną numerację stron). Wyraźnemu drukowi tylko minimalnie ustępuje jakością śnieżnobiały, ale odrobinę zbyt cienki i przez to miejscami prześwitujący papier. Dobrze spisali się graficy, zastępując wszystkie onomatopeje i dopiski polskimi wersjami. Jeżeli ktoś już zdążył (zapewne tak, biorąc pod uwagę, że to siedemnasty tomik, a powtarzanie tych samych zarzutów nie ma sensu) się przyzwyczaić do niedoskonałości tłumaczenia, to zapewne bez problemu przełknie i tę część, którą czyta się nieźle i bez większych zgrzytów. Do korekty nie mam żadnych zastrzeżeń, bo nie wyłapałam jakichkolwiek błędów, chyba że jakiś drobiazg mi umknął. Na samym końcu czekają na nas dwustronicowe podziękowania z rysunkiem Oza. Reklam brak.

Podejrzewam, że większość osób po lekturze tego tomiku z niecierpliwością będzie wyczekiwać kolejnego, bo chociaż ta część nie urywa się w kluczowym momencie, to niewątpliwie wzmaga nie do końca zaspokojony głód wiedzy. Bez wątpienia warto było czekać, aż autorka postanowi odpowiedzieć na nurtujące nas pytania. A że to nie koniec… Cóż, byle do następnego tomu!

Enevi, 12 czerwca 2015
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 10.2012
2 Tom 2 Waneko 12.2012
3 Tom 3 Waneko 2.2013
4 Tom 4 Waneko 4.2013
5 Tom 5 Waneko 6.2013
6 Tom 6 Waneko 8.2013
7 Tom 7 Waneko 9.2013
8 Tom 8 Waneko 11.2013
9 Tom 9 Waneko 1.2014
10 Tom 10 Waneko 4.2014
11 Tom 11 Waneko 5.2014
12 Tom 12 Waneko 8.2014
13 Tom 13 Waneko 9.2014
14 Tom 14 Waneko 12.2014
15 Tom 15 Waneko 2.2015
16 Tom 16 Waneko 3.2015
17 Tom 17 Waneko 5.2015
18 Tom 18 Waneko 7.2015
19 Tom 19 Waneko 10.2015
20 Tom 20 Waneko 11.2015
21 Tom 21 Waneko 2.2016
22 Tom 22 Waneko 3.2016
23 Tom 23 Waneko 6.2016
24 Tom 24 Waneko 7.2016