Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Komentarze

Nabari no Ou

  • Avatar
    M
    Qashqai 2.09.2010 15:20
    Jedna z moich ulubionych mang, chociaż nie spodziewałabym się. Cóż, czytałam ją ze dwa lata, zanim się skończyła i zdążyłam się przywiązać.
    Fabuła na początku wydaje się prosta, i właściwie… jest prosta. Jeden cel przyświeca bohaterom przez mangę – pozbyć się mocy, która spoczywa w głównym bohaterze. No dobrze, w międzyczasie nasz hero postanawia pomóc emo­‑ninjy z wrogiej grupy, co trochę komplikuje sprawy,  kliknij: ukryte . Było parę zaskoczeń, np. kiedy okazało się, kto tak naprawdę jest „głównym złym”, ale fabuła, mimo że generalnie trzymała się kupy, nie była jakaś wyjątkowa, trzymająca w napięciu… Najsłabszym punktem fabularnym, jak mniemam, jest  kliknij: ukryte . Za najlepszy uważam natomiast wspomnienia Thobariego i wątek w akademii Alya – akurat wtedy seria trzymała mnie w napięciu.
    Jednakże~ nie dla fabuły czytałam tę mangę. Czytałam ją dla postaci, bo wszystkie postaci polubiłam. Fakt, rodzeństwo Shimizu było failem, oboje byli równo poryci, ale po „pogodzeniu się” już nie odwalali takich głupot i dali się lubić, i to nawet bardzo. Nawet Yoite, którego emoness irytowała mnie od początku, polubiłam.  kliknij: ukryte . Główni bohaterowie ładnie rozwijali się na przestrzeni kolejnych rozdziałów, np. Miharu wreszcie zaczął trzymać się swoich postanowień, Thobari przestał być tak bezużyteczny… Szkoda tylko, że nawet przy zakończeniu wzięto pod uwagę właśnie jedynie głównych bohaterów. Cóż, przynajmniej dla nich, według mojej interpretacji, historia skończyła się fajnie, tj.  kliknij: ukryte . Generalnie też doceniłam postaci za to, że żadna nie była tak ewidentnie zła lub dobra, ale też przy okazji nie wychodziła na niezdecydowaną  kliknij: ukryte .
    Kreska w mandze średnio mi przypadła do gustu; postaci były przede wszystkim za chude, ale… Co mi się zaczęło w czasem w niej podobać to to, jakie wymowne były ekspresje postaci. O ile generalnie styl był najlepszy moim zdaniem gdzieś tak w połowie serii, to później te strony/panele bez słów robiły na mnie takie wrażenie, że ogółem rysunki mi się nadal podobały. Tła były ładne, szczególnie jakieś drzewka, laski itp. Świetne były również kolorowe strony; szkoda, że w gruncie rzeczy nie było ich wiele.
    Ogółem, tak jak mówiłam, manga jest jedną z moich ulubionych, sama nie wiem czemu, ale mnie urzekła. Na MALu postawiłam w stu procentach subiektywne i nie poparte logicznymi argumentami 10/10. :D
  • Avatar
    M
    AiNoRyoushu 31.08.2010 12:07
    Do moderatorów
    Manga została zakończona w tym roku i ma 14 tomów. To tak do poprawienia w informacjach. ;)
  • Avatar
    M
    NatiChan 19.04.2010 22:26
    Im dalej w las, tym lepiej.
    Fanką ninja nazwać się nie mogę. Bohater z super mocą, która aktywuje się zawsze w Śmiertelnych Sytuacjach™ też nie należy do 'moich' mocnych stron. Sytuacji, gdzie ktoś wygłasza wzruszający monolog (taaa, wszyscy płaczemy!), w zasadzie tylko po to, by to było „wzruszające”, nie łykam. A pomimo tego, że owa seria sprawia wrażenie raczej mocno naciąganej i schematycznej, a wiele elementów są typu znane i (nie)lubiane, to ma w sobie coś, co przyciąga. Ale po kolei.
    Fabuła do najoryginalniejszych nie należy. Mamy Miharu z jakimiś niesamowitymi mocami, jakiś tam jego „towarzyszy”, których zdobywa od 'niechcenia'... Nie, nie dla mnie takie bajeczki. A już wątek klanu Shimizu mnie rozbroił totalnie. Kto czytał, ten wie. Braciszek wybił całą rodzinkę (czy my tego skądś nie znamy?), a jego jedyna pozostała przy życiu siostrzyczka chce go zabić – no litości! Jego konkluzja de facto też nie za dobra. No bo ja przepraszam bardzo, ale  kliknij: ukryte  Szczyt wszystkiego! Właściwie to nie byłam wtedy pewna, czy mam się śmiać (że to koniec), płakać (nad tą „tragedią”) czy litować (chyba najlepsza opcja). Jednak główny (jeden z najważniejszych?) wątek, a mianowicie rozwijająca się przyjaźń między Miharu i Yoite nadrobił wszystkie kompletnie poboczne. Chociaż raz w takich przypadkach słowa nie były rzucane na wiatr, a bohaterowie nie tak łatwo wymigiwali się od tego, co powiedzieli. I przedstawiany został w naprawdę ciekawy i wzruszający sposób. Nie, nie mam na myśli  kliknij: ukryte 
    Postacie raczej sztampowe, na pierwszy rzut oka. Jedyną osobą, która od razu mi się spodobała był główny bohater – niby taki obojętny na wszystko, a mały diabełek ;) Także rozwój tej postaci jest dosyć interesujący, niestety wyraźne staje się to dosyć późno. Mniejsza. Doszedł nic­‑nie­‑robiący­‑poza­‑emowaniem­‑się­‑Yoite, który też mocno przykuł moją uwagę. Biedaczek. I także reszta bohaterów z czasem zyskiwała sympatię w moich oczach. Nawet głupiutka Raimei przestała tak irytować. No i pojawiła się Shijima oraz kochaniutki Yukimi.
    Niestety, niektóre frazy przez nich wypowiadane potrafiły do reszty zażenować czytelnika… Przykładów przytaczać nie będę, ale wiadomo, że chodzi mi o ich „ciepłe” wyznania (odnosi się to to trzeciego zdania).
    Mimo wszystko to co najbardziej mnie rozwaliło było to, że  kliknij: ukryte 
    A, żeby jeszcze sprostować zdanie drugie z początku – na szczęście tutaj walk jest tak dużo, że szkoda słów, więc takich sytuacji jest raczej malutko ;D

    Od strony graficznej średnio mi się ta manga podoba(ła). Postacie mający głowę większą od ciała (a może to ja?), co później się nieco wyrównało. Tła chyba gdzieś wyjechały, bo rzadko je coś spotykam ostatnio. Ale w gruncie rzeczy, im dalej tym lepiej. Znowu!

    W zasadzie wypisuje najogólniejsze wady serii, zalet niewiele, a oceniam tak wysoko. Czemu? Sama nie wiem. „Nabari no Ou” posiada to coś, co sprawia, że nie tylko się wciągnęłam, a wprost pokochałam. )Okazuje się, że początki nie zawsze muszą być dobre, a dopiero rozdziały 40+ poprawiają cały wizerunek. A może ja zbyt ulegam wszelakim tragedią, chorobą (sic!) itp.? Ode mnie 8,5/10.