Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 kreska: 10/10
fabuła: 9/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,50

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 65
Średnia: 8,82
σ=1,25

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Vagabond

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 1998-
Liczba tomów: 33+
Wydanie polskie: 2005-
Liczba tomów: 9+
Tytuły alternatywne:
  • バガボンド
Postaci: Samuraje/ninja; Rating: Nagość, Przemoc, Seks; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Przeszłość

Jak się okazuje, droga tego, który chce zyskać miano najsilniejszego pod słońcem, nie jest usłana różami. Wielokrotnie nagradzana manga, oparta na klasyku japońskiej literatury.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

W 1998 roku „Weekly Morning” rozpoczęło publikację nowej mangi Takehiko Inoue, który zdążył już zasłynąć Slam Dunk, popularnym sportowym shounenem, traktującym o koszykówce. Vagabond to z kolei seinen, oparty na klasyku japońskiej literatury, czyli powieści Musashi autorstwa Eijiego Yoshikawy. Książka ta jest fikcyjną opowieścią o życiu Musashiego Miyamoto (znanego także jako Takezou Shinmen, Bennosuke Miyamoto czy Douraku Niten) – legendarnego japońskiego fechmistrza, który zapoczątkował szkołę walki dwoma mieczami naraz – „jedną drogę dwóch mieczy” (Hyouhou Niten Ichi­‑ryuu). Musashi znany jest jednak również (a może i przede wszystkim) z dzieła, które zwieńczyło jego burzliwe życie; słynnej Księgi Pięciu Kręgów (Go Rin no Sho). W niniejszej recenzji pozwolę sobie jednak nie zagłębiać się w fakty historyczne, czy też różnice między powieścią a mangą. Skupię się na samym komiksie. Jak już większość wie, lub zdołała się po powyższym wstępie domyślić, głównym bohaterem jest nie kto inny, jak legenda we własnej osobie, czyli Musashi Miyamoto. Ma się rozumieć, początek mangi równa się początkowi jego przygody – nasz bohater dopiero marzy o sławie, jeśli zaś chodzi o szermierkę, to jeszcze daleko mu do doskonałości. Nawet nie zwie się jeszcze Musashim – poznajemy go jako Takezou Shinmena…

Ostatni rok szesnastego wieku, Japonia między okresem Sengoku a Edo – bitwa pod Sekigaharą. Zwycięstwo klanu Tokugawa nad Totoyomi zapewniło temu pierwszemu ponad 250 lat panowania, ustanawiając ostatni szogunat w historii. Takezou Shinmen, wraz ze swoim kompanem, Matahachim Hon’idenem, cudem uniknęli śmierci, walcząc po przegranej stronie. Wcześniej we dwóch zdecydowali się opuścić rodzinną osadę, by za wszelką cenę zdobyć sławę i uczynić swoje nazwiska słynnymi w całej Japonii. Wycieńczeni i ranni zostali uratowani przez kobietę imieniem Oko i jej córkę Akemi. Wkrótce, kiedy za ich sprawą zostaną wplątani w konflikt z gangiem Tsujikaze, ich drogi się rozchodzą. Matahachi ucieknie z Oko i zacznie wieść życie prawdziwego hedonisty. Takezou zaś wróci do osady, w której zresztą zawsze traktowany był jako barbarzyńca, a ostatecznie zostaje schwytany jako niebezpieczny, poszukiwany listem gończym przestępca. Pod wpływem spotkania z Takuanem – dosyć oryginalną wariacją na temat buddyjskiego mnicha, i Otsu – byłą narzeczoną Matahachiego, z którą przyjaźnili się w dzieciństwie, decyduje się kontynuować swoją podróż już jako Musashi Miyamoto. Chociaż wciąż jest zdecydowany zrobić wszystko, by zyskać miano „najsilniejszego pod słońcem”, to jednak powoli zaczyna pojmować drogę miecza. Krwiożercza bestia zaczyna stawać się prawdziwym wojownikiem… Właściwa fabuła zaczyna się w momencie, w którym Musashi przybywa do Kioto, by rzucić wyzwanie szkole Yoshioka. Vagabond to epicka, wciągająca opowieść o człowieku, który przebywa długą drogę ku samorealizacji fizycznej i duchowej.

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy, jest bez wątpienia kreska. Bez bicia przyznam, że zupełnie mnie oczarowała. Pod względem graficznym Vagabond niewątpliwie znajduje się w czołówce komiksów, które udało mi się do tej pory przeczytać. Wszystko tu robi naprawdę spore wrażenie i trzyma najwyższy poziom. Zaczynając od tła – wszelkie krajobrazy, jak również wnętrza, są dopracowane i szczegółowe. Projekty postaci nie są gorsze – anatomię oddano raczej realistycznie (pomijając stopy, które autorowi w niektórych ujęciach potrafią wyjść dosyć przeciętnie). Ponadto twarze bohaterów mają naprawdę bogatą paletę emocji. Nie ma też problemów z odróżnianiem postaci. Vagabond jest jednak przede wszystkim mangą akcji. Wszystkie starcia prezentują się naprawdę wybornie i czyta się je bardzo przyjemnie. Ruch i dynamikę oddano tutaj wzorowo. Warto też wspomnieć, że wszelkie potyczki zachowują względny realizm. Zdarzają się też przypadki, w których większość walki rozgrywa się głównie w głowach stojących naprzeciw siebie przeciwników, a następujące po nim „machanie mieczami” potrafi trwać zaskakująco krótko. Mangaka postarał się też o różnorodność – nie ograniczył się jedynie do tradycyjnych samurajskich mieczy. Ponadto ważniejsi bohaterowie mają swoje style walki. Na koniec akapitu poświęconego oprawie warto wspomnieć o bardzo dobrych kolorowych stronach. Użycie w nich pastelowych barw, kontrastujących z brutalnym klimatem całości, okazało się strzałem w dziesiątkę. Ma się rozumieć, z powodu swojego gatunku i charakteru recenzowana przeze mnie manga pełna jest przemocy. Mamy również do czynienia z niewielką ilością erotyki. Reasumując, jeśli idzie o oprawę graficzną, Vagabond według mnie zasługuje na najwyższą możliwą ocenę. Argumentami, które przekonały mnie do wystawienia „dyszki”, są oczywiście interesująca kreska (co więcej, niektórzy są skłonni przyznać że w tej mandze Azjaci naprawdę wyglądają na Azjatów), śliczne i dopieszczone tła oraz przede wszystkim perfekcyjnie zrealizowane sceny bitewne.

Chociaż w Vagabondzie dialogów jest stosunkowo mało (aczkolwiek warto podkreślić, że niektóre kadry tej mangi potrafią powiedzieć więcej niż zrobiłyby to rozbudowane dialogi) nie jest on jednak jedynie sekwencją epickich scen akcji, okraszoną jakimś tandetnym lub po prostu przeciętnym scenariuszem. Wręcz przeciwnie – pod względem fabularnym jest naprawdę solidną i ciekawą pozycją. Zbyt wiele nie można jej zarzucić, a pisać o niej w superlatywach można długo. Oczywiście większość pochwał trudno skierować w stronę samego mangaki, mamy wszak do czynienia z adaptacją. Niemniej jednak pan Inoue wprowadził kilka wartych wzmianki zmian w stosunku do powieści, które wyszły jak najbardziej na plus. Wróćmy jednak do fabuły. Vagabond opowiada o długiej i krętej drodze, którą przebywa ambitny, aczkolwiek pozbawiony ogłady i samokontroli mężczyzna. Dążenie do samorealizacji, próbę odnalezienia odpowiedzi na pytanie „kim właściwie jestem?”, a także swojego miejsca w świecie, stanowiące swego rodzaju główny wątek, przedstawiono w sposób wiarygodny, ale jednocześnie taki, który potrafi zainteresować czytelnika. W rezultacie motyw ten na przestrzeni wszystkich dostępnych na chwilę obecną tomów jawi się jako naprawdę udany. Odbiorcy nie powinno być zatem trudno obdarzyć głównego bohatera sympatią i zacząć przejmować się jego losami. Musashiemu na nasze szczęście nie wszystko przychodzi łatwo. Zanim tytuł najsilniejszego pod słońcem znajdzie się w jego zasięgu, spotka na swojej drodze wiele przeszkód, a „wyboje” te nie ograniczają się jedynie do kolejnych głów do ścięcia. Musashiemu przyjdzie stanąć przed trudnymi dylematami. I to nie tylko tymi dotyczącymi drogi miecza.

Vagabond jest pozycją dojrzałą, pozbawioną podziału na biel i czerń, dobro i zło. Jego świat jest pełen brutalności i niesprawiedliwości, ale zarazem pięknych i bezcennych rzeczy, wartości. Zamieszkują go ludzie o odrębnych historiach i niekoniecznie szlachetnych pobudkach. Trudno tu trafić na postać jednoznaczną. Żeby się za dużo nie rozpisywać, wspomnę tylko, że mają tu miejsce nawet sytuacje, w których jedna retrospekcja potrafi dodać głębi postaciom drugoplanowym, o znikomym znaczeniu dla głównych wątków. Prócz zagwozdek dotyczących trudów życia wojownika, Vagabond delikatnie dotyka ponadczasowych i właściwie fundamentalnych kwestii dotyczących ludzkiego życia – szepcząc nie nachalnie do ucha czytelnika. Najłatwiej usłyszeć rzecz oczywistą w przypadku serii opowiadającej o człowieku, który uparcie dąży do konkretnego celu… Jaką wartość mają marzenia? Jak wiele jest się w stanie poświęcić i czego można się wyrzec, aby je zrealizować? Czy odrzucając szczęśliwe, spokojne życie, które ma się na wyciągnięcie ręki, w imię niepewnej przyszłości, postępuje się dobrze? Może jednak rezygnując z marzenia, popełnia się największy błąd, skazując się tym samym na prawdziwe nieszczęście? Co jeśli to my jesteśmy czyimś marzeniem? Wiem, nie jestem dobry w takich dywagacjach, lepiej ocenić to samemu, czytając Vagabonda. Gdyż jeśli chodzi o „drugie dno”, czyli aspekty filozoficzne wykraczające zresztą poza to, co przytoczyłem, to jak i cała warstwa fabularna, według mnie zasługują one na uznanie. Do odnotowania pozostaje również fakt, że bardzo naturalnie przedstawiono wątpliwości dręczące głównego bohatera. Przechodzi on wszak metamorfozę z żądnej krwi i chwały bestii w prawdziwego wojownika, potrafiącego dobierać sobie przeciwników i walki. Dlatego też szybko zostaje uświadomiony, że życia, które zabrał, by zrealizować swoje marzenia, należały, no właśnie – do ludzi takich jak on sam.

Nasz bohater ma złożoną osobowość, która, wzbogacana o kolejne doświadczenia, dynamicznie się rozwija. A że autor pokazuje to z polotem i finezją, Vagabond może pochwalić się niezwykle interesującym protagonistą. W tym miejscu pozwolę sobie zauważyć, że nie tylko kreacja Musashiego zasługuje na uwagę. Reszta „obsady”, począwszy od jego największego rywala, a skończywszy na bohaterach drugoplanowych, nie odstaje od niego poziomem dopracowania charakteru. Trudno nie wspomnieć o nieudacznym hedoniście, do bólu ludzkim Matahachim, czy też jego matce, żyjącej w świecie własnych złudzeń. Ponadto znajdziemy tu subtelnie wpleciony wątek miłosny i choć w niewielkiej liczbie, to jednak obecne – elementy humorystyczne. Super­‑deformed i głupich scenek tu jednak nie uświadczymy, w takiej mandze nie ma na nie po prostu miejsca. Znaleźć można jedynie motywy, które nie są wprawdzie czysto komediowe, ale potrafią sprawić, że na twarzy czytelnika zagości uśmiech. Rozpędziłem się i prawie zapomniałbym o ważnej sprawie – niektóre rozwiązania fabularne, stosowane przez autora, potrafią naprawdę zaskoczyć. Na przykład nie spodziewałem się tego, jak wyglądać będą tomy 14­‑20. Nie chcę za dużo zdradzać, więc przypomnę tylko to, o czym już zdążyłem napisać: nie tylko Musashiemu autor poświęci więcej uwagi.

Zbliżając się powoli do końca recenzji pozwolę sobie podsumować warstwę fabularną. Scenariusz trzyma wysoki poziom. Vagabond w żadnym wypadku nie jest mangą o młóceniu się katanami. Całość jest naprawdę epicka i wciągająca, o czym najlepiej zresztą przekonać się samemu. Poza tym – seria ta nie zagłębia się co prawda w jakąś specjalnie skomplikowaną i złożoną problematykę, niemniej jednak elementy świadczące o jej dojrzałości są zrealizowane w sposób ambitny i interesujący, nie pozostawiający zbytniego pola do krytyki. Również kreacje bohaterowie zasługują na uznanie. Ich osobowości są przemyślane i wiarygodne, a ich rozwój wypada przekonująco. Chyba największą zaletą fabuły Vagabonda jest jednak to, że jest zaskakująco równa (pozbawiona też rzucających się w oczy dziur czy sprzeczności). Często przecież zdarza się, że niektóre wielotomowe mangi po naprawdę porywających chwilach potrafią zaskoczyć czytelnika negatywnie – wyraźnym spadkiem jakości w późniejszych tomach. W Vagabondzie zdarzają się oczywiście troszeczkę słabsze od reszty rozdziały, jednak ani przez chwilę, na przestrzeni tych już dwudziestu dziewięciu tomów, autor nie spadł poniżej pewnego poziomu. Zarówno jeśli chodzi o pokazanie walk, rozwijanie fabuły, jak i elementy poważniejsze. Co więcej, do dziś potrafi zaskakiwać czytelnika, zapewniając ambitną rozrywkę na wysokim poziomie. Rzeczą, o której wcześniej nie napisałem, ale bezsprzecznie wartą odnotowania, jest sposób przedstawienia realiów historycznych, zarazem wiarygodny, ale też i przystępny dla osób niegustujących w tego typu klimatach.

Vagabond jest, mimo kilku odrobinkę słabszych momentów, pozycją ze wszech miar godną uwagi. Smaczku lekturze dodaje świadomość, że Musashi jest postacią autentyczną, a trzon fabuły opiera się na faktach. Co prawda można znaleźć tytuły bardziej imponujące, jednakże w starciu z nimi najsławniejsze dzieło pana Inoue broni się solidnością. Oczywiście nie żądam, by osoby nastawione sceptycznie do „mang samurajskich” i ogólnie komiksów akcji rzuciły wszystko i zweryfikowały prawdziwość stwierdzeń zawartych w tej recenzji. Niemniej jednak Vagabond jest serią, której śmiało można dać szansę. Spodobać się powinna zarówno tym, którzy oczekują sporej dawki mocnej, cudownie narysowanej akcji, jak i osobom, które szukają dobrej fabuły i ciekawych, wiarygodnych bohaterów. Mnie manga pana Inoue oczarowała. Wdarła się przebojem na listę moich ulubionych tytułów, wciąż z entuzjazmem przyjmuję nowe jej rozdziały i jestem pewien, że tak będzie do końca. Niewiele znam mang, które polecałbym bardziej od tej (chociaż i w tym przypadku nie osiągnięto cudu – to nie jest seria dla każdego). Z bardziej równym „tasiemcem” też do tej pory nie udało mi się zapoznać. Z tego powodu jest mi niezmiernie przykro, że z wiadomych powodów Vagabond w Polsce raczej już nigdy nie przekroczy liczby dziewięciu wydanych tomów. No cóż, kolekcję znajdującą się na mojej półeczce będę musiał uzupełnić anglojęzycznym wydaniem…

gentle monster, 12 czerwca 2009

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kodansha
Wydawca polski: Mandragora
Autor: Takehiko Inoue
Tłumacz: Cezary Komorowicz

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Mandragora 9.2005
2 Tom 2 Mandragora 11.2005
3 Tom 3 Mandragora 1.2006
4 Tom 4 Mandragora 3.2006
5 Tom 5 Mandragora 6.2006
6 Tom 6 Mandragora 9.2006
7 Tom 7 Mandragora 1.2007
8 Tom 8 Mandragora 4.2007
9 Tom 9 Mandragora 12.2007