Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Copernicon 2017 - konwent

Psy na mangę

Tom 1
Wydawca: Waneko (www)
Rok wydania: 2015
ISBN: 978-83-64891-72-4
Liczba stron: 170
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Uwielbiam mangi. Przepadam zwłaszcza za komediami romantycznymi i tytułami, w których pojawia się dużo bishounenów. Gdy Waneko ogłosiło wydanie GDGD Dogs, czyli Psów na mangę, pomyślałam, że prawdopodobnie tytuł ten przypadnie mi do gustu. Fabuła, obracająca się wokół tworzenia mang, zapowiadała się interesująco. Obecność męskiego haremu stanowiła dodatkowy smaczek. Do tego za niewątpliwy plus uznałam to, iż seria jest zakończona, a całość zamknięto tylko w trzech tomach. Zatem z zaciekawieniem przeczytałam pierwszą część, która wywarła na mnie piorunujące wrażenie. Co to ma być? Gdzie w tym wszystkim sens? Czy jest na sali lekarz (najlepiej taki od głowy)? Nadmiar sprzecznych wrażeń, a może raczej obezwładniający upał, jaki panował, kiedy oddawałam się lekturze, źle wpłynął na mój mózg. Trudno mi było zabrać się do pracy nad recenzją, ale po kilku głębszych oddechach mogę w końcu spróbować opisać swoje wrażenia. Tylko spokój, porządek i metoda mogą mnie uratować.

Kanna Tezuka, piętnastoletnia wielbicielka mang, rozpoczyna naukę w liceum, w nowo utworzonej klasie o profilu mangowym. Wiąże z tym spore nadzieje, zupełnie bezpodstawnie. Okazuje się, że na pierwsze zajęcia przyszło tylko kilka osób, mimo dwudziestu nazwisk w dzienniku. A lekcje i tak się nie odbywają, gdyż nie zatrudniono jeszcze nauczyciela rysunku, który mógłby je poprowadzić. Uczniowie, zgodnie ze słowami wychowawcy, mogą robić, co im się żywnie podoba. A ja myślałam, że takie rzeczy to tylko w Erze. Racja, albo w mangach, ot typowy obraz japońskiej szkoły. Wychowawca też jest dziwny: ilekroć pojawiał się na kartach tomiku, zastanawiałam się, czy to na pewno mężczyzna. Wygląda i zachowuje się jak kobieta, ale w wypowiedziach używa form męskich np. „będę ciężko pracował”, a Kanna zwraca się do niego „proszę pana”. Nie podejrzewam tłumaczki o to, że nagle dokonała tajemniczej zamiany płci. Wytłumaczenie może być tylko jedno – w mangach takie rzeczy się zdarzają. Śliczna dziewczyna może okazać się chłopakiem i odwrotnie. Nie powinnam się już niczemu dziwić.

Kanna postanawia skorzystać z okazji i popracować nad własną mangą. Ponieważ zadebiutowała w magazynie mangowym, teraz musi oddawać w terminie kolejne rozdziały i zmagać się z niewielką popularnością swojej serii o jakże wdzięcznym tytule Ucz mnie, Buddo, miłości!. Chce również utrzymać swój debiut w tajemnicy przed resztą społeczności szkolnej. Jednak gdy wyciąga manuskrypt i zaczyna rysować, przyłapują ją na tym trzej przystojni koledzy z klasy: Fumio Akatsuka, Fujio Fuji i Shouta Ishinomori. Chcą, żeby Kanna jako profesjonalistka nauczyła ich, jak tworzyć mangi, ale szybko okaże się to bardzo trudnym, wyczerpującym i irytującym zadaniem. Chłopcy nie palą się do rysowania, marzą o szybkim debiucie bez jakiejkolwiek pracy, za to z chęcią rozważają problemy takie jak: wybór pseudonimu artystycznego, sposoby wydania pieniędzy z nagrody za debiut czy wpływ daty urodzenia na otrzymywanie prezentów od fanów. Do tego są ewidentnym dowodem na to, o czym wiedzą dziennikarze wielu gazet i stacji telewizyjnych, czyli że manga źle wpływa na młodzież. W tym konkretnym przypadku na pewno wypaczyła bohaterom mózgi. Pod koniec tomu pojawia się kolejny uczeń klasy mangowej, który znacząco zyskuje na urodzie po zdjęciu grubych okularów i na pewno knuje coś niedobrego.

Wolumin prezentuje dobry poziom edytorski. Do uchybień można zaliczyć bardzo sporadycznie występującą numerację stron – da się ją zapewne policzyć na palcach obu rąk, oraz wyraźnie widoczne obcięcie niektórych kadrów. W ten sposób np. strona osiemdziesiąta stała się ósmą, zaś litera p straciła ogonek i ma tylko brzuszek wystający z brzegu kartki. Tomik został wydany w standardowym dla Waneko formacie na białym papierze. Na okładce, pod obwolutą, zamieszczono postaci z mangi rysowanej przez Kannę, utrzymane w biało­‑różowej kolorystyce. W tomiku znajduje się jedna kolorowa kartka, wydrukowana na kredowym papierze, przy czym lewy róg na drugiej stronie zawiera spis treści. W pierwszej chwili go nie zauważyłam i pomyślałam, że wolumin nie został w niego zaopatrzony. Białe, niewielkie cyferki zlewają się z różową szachownicą tła, choć w sumie przy szczątkowej numeracji stron przydatność spisu treści i tak jest niewielka. Na końcu tomiku znajdują się: posłowie od autorki, dwie części komiksu Zmartwienia Kanny, słowniczek nazw, terminów i nazwisk, stopka redakcyjna oraz reklama sklepu internetowego Waneko. Na szczęście pani Toyama darowała sobie publikowanie wynurzeń na temat tego, co jadła, piła, robiła, czytała, oglądała (niepotrzebne skreślić, potrzebne dopisać) i w tej części nie ma żadnych ramek i marginesów odautorskich.

Bardzo przypadło mi do gustu tłumaczenie. Przekład jest żywy, naturalny, pełen smakowitych wyrażeń. Wydaje mi się tylko, że na określenie trudnej sytuacji bez wyjścia, gdy człowiek jest zawalony pracą, używa się potocznie wyrażenia „być w czarnej dupie”, a nie „być w ciemnej dupie”. Wszystkie onomatopeje zostały wyczyszczone i zastąpione polskimi odpowiednikami.

Czy warto zapoznać się z Psami na mangę? Po pierwszym tomie mam mieszane odczucia. Z jednej strony odwrócony harem rozczarowuje, a głupota bohaterów poraża, odbierając im w moich oczach wszelki urok. Rozumiem, że prawdopodobnie był to celowy zabieg ze strony autorki, żeby podkreślić pewne zachowania, ale ja się na to nie zgadzam. Protestuję! O wiele ciekawszą postacią jest Kanna. Na razie nie zarysowały się też żadne wątki romantyczne. No jak to? Bohaterka otoczona gromadką wielbicieli (talentu wprawdzie) i nic nie iskrzy, nie rodzi się żadne uczucie? Po prostu rozczarowujące. Może to dlatego, że Kanna cały czas powtarza, że woli 2D od 3D. W zasadzie dla uprawdopodobnienia jakiegokolwiek związku między nią a którymś z jej kolegów, bohaterka musiałaby ciężko zranić się w głowę. Być może czeka nas nagła metamorfoza mangowych przystojniaków albo okaże się, że harem nie ma mózgów, bo tak naprawdę to roboty, zaprogramowane i wysłane przez kosmitów do zbadania ludzkich zainteresowań? Z drugiej strony manga dostarczyła mi miejscami niezłej rozrywki, ukazując pewne zachowania i schematy w krzywym zwierciadle.

Jeśli liczba wychodzących w Polsce serii spędza ci sen z powiek i ciągle zastanawiasz się, skąd wziąć pieniądze na kolejne tomy, możesz darować sobie zakup Psów na mangę. Według mnie omawiana seria nie należy bowiem do tytułów z gatunku „to trzeba mieć”, przy których nie można oderwać się od lektury i z niecierpliwością czeka się na kolejne części, żeby wiedzieć, co będzie dalej. Jeśli jednak masz wolne środki pieniężne i ochotę na coś lekkiego i zabawnego, możesz śmiało dokonać zakupu. Do plusów zaliczam również podjęcie tematyki tworzenia mang, odniesienia do fandomu i bycie zamkniętą, zakończoną serią.

Dida, 14 lipca 2015
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 6.2015
2 Tom 2 Waneko 8.2015
3 Tom 3 Waneko 10.2015