Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Komentarze

Akatsuki no Yona

  • Avatar
    M
    Lenneth 29.12.2016 20:29
    Przyjemna, nawet jeśli momentami monotona
    Na ogół nie gustuję w gatunku shoujo, ale „Akatsuki no Yona” okazała się dla mnie przyjemnym czytadłem.

    Fabularnie jest całkiem nieźle i epicko, zwłaszcza jak na shoujo. Początkowe założenia, tj. morderstwo, zdrada ze strony najbardziej zaufanej osoby, ucieczka, konieczność ukrywania twarzy i tożsamości itp. bardzo przypadły mi do gustu. Podczas szukania smoków, akcja minimalnie siada, ale potem robi się jeszcze dziwniej – liczyłam na  kliknij: ukryte  tymczasem dostałam rozdziały o wesołym życiu Robin Hoodów, IMO jedne z najsłabszych, przynajmniej dopóki nie wmieszał się  kliknij: ukryte . Sama nazwa „Happy Hungry Bunch” była dla mnie na tyle durna i nieśmieszna, że prawie rzuciłam lekturę; na szczęście szybko gdzieś się zgubiła, a Yuna i koledzy zajęli się czymś bardziej konstruktywnym. Wprawdzie wciąż mam wrażenie, że mimo nakreślonej z grubsza motywacji głównej bohaterki, snuje się ona po świecie bez wyraźnego celu czy planu, ale mniejsza o to. Bardzo, bardzo doceniam to, że manga nie skupia się tylko na wałkowaniu relacji między postaciami, że bohaterowie są aktywni, podróżują i poznają świat, i że znalazło w tym świecie miejsce dla wojen, rebelii i polityki, nawet jeśli w mocno uproszczonym wydaniu.

    Co mnie czasem w tej mandze drażni, to że ten cały kraik jest taki mały. Bohaterowie wszędzie łażą na piechotę i docierają tam błyskawicznie. Za granicami są praktycznie nierozpoznawalni – wszyscy mówią tym samym językiem, ba, nawet akcent nikogo nie zdradza. Żal mi też potraktowanych po macoszemu bitew (no cóż, shoujo) oraz absurdalnie przepakowanych postaci, które potrafią własnoręcznie wycinać w pień armie złożone z tysiąca żołnierzy (sic!).

    Wspomniane już postacie wypadają różnie. Nie sposób nie docenić Yony, która od naiwnej, infantylnej dziewuszki przechodzi długą i wiarygodną drogę do silnej, zaradnej bohaterki. Na szczęście nie zmienia się przy tym w żadnego babochłopa, wciąż pozostaje szesnastoletnią dziewczyną o wrażliwym sercu, ale potrafi też, jeśli trzeba, zaplanować akcję, uratować towarzyszy czy posłać wrogowi strzałę prosto w oko. Fakt, zwykle to ją trzeba ratować, ale to nie przeszkadza, bo nawet wtedy Yona nie zamienia się z powrotem w bezradną, bezwolną mimozę. Podoba mi się, że bohaterka nadal często się boi, płacze, przeżywa chwile zwątpienia, ale raz, to jest w jej sytuacji całkiem normalne, a dwa, Yona sobie z tymi trudnościami wspaniale radzi, czy to sama, czy to z pomocą haremu/przyjaciół.

    Harem ten, niestety, nie dorasta jej do pięt, głównie dlatego, że niewiele się różni od zbioru chodzących klisz, definiowanych przez stały, ograniczony zestaw cech. Dobranych oczywiście tak, by każda czytelniczka mogła znaleźć swój ulubiony typ i dla niego przewracać kolejne kartki. Mnie żaden ze smoków nie porwał, tzn. zdali mi się sympatyczni, ale, o zgrozo, średnio atrakcyjni wizualnie, a przede wszystkim mało ciekawi. Praktycznie cały czas dogadują się między sobą świetnie, a tam, gdzie nie ma tajemnicy czy konfliktu, robi się nudno.
    Hak był w porządku, może dzięki temu, że dostał najwięcej czasu i miejsca, plus między nim, Yoną a Soo­‑wonem ciągle iskrzyło od świetnie budowanego napięcia, nie tylko romantycznego. Wszystkie momenty poświęcone relacjom tej trójki bardzo mi się podobały. Cieszę się, że jego relacja z Yoną  kliknij: ukryte 

    Główny antagonista – o ile można go w ogóle tak nazywać – to natomiast, jak dla mnie, bezsprzecznie najlepszy element tej mangi. Świetna, niejednoznaczna, porządnie wykreowana postać. Człowiek niepozbawiony sumienia, o szlachetnych intencjach, ujmująco grzeczny i charyzmatyczny, a jednocześnie błyskotliwy, racjonalny i bezwzględny (przynajmniej we wszystkim, co nie tyczy się Yony czy Haka). Uwielbiam to, w jaki sposób balansuje między miękkim, dyplomatycznym, a twardym i agresywnym załatwianiem spraw, jak potrafi celowo sprawiać wrażenie beztroskiego lekkoducha, a jednocześnie niezwykle skutecznie pociągać za cudze sznurki.
    W sumie to zabrałam się za mangę głównie dla niego samego oraz po to, żeby dowiedzieć się, jak co się właściwie stało między Yun­‑honem, jego ojcem, a Królem Ilem. Odpowiedź  kliknij: ukryte 

    Czytam dalej.
  • Avatar
    M
    kuroioni 21.08.2015 07:01
    Przypuszczenia odnosnie Krola Il'a.
    Ponizej znajduja sie moje mysli na temat Krola Il'a, co poniektorych luznych watkow serii, oraz to w jaki sposob moga one byc powiazane. Poprzedzone to jednak jest lista faktow, o ktorych wiemy z mangi/anime. Z powodow oczywistych, wszystko to walne w jedna wielka, tlusciutka znikajke.

    To, co wiemy:

     kliknij: ukryte 

    Wiele tu przypuszczen oraz gdyban, nie przecze. Mozliwe ze mam duzo racji, prawdopodobnie jakas czesc sie zgadza, a przypuszczalnie bredze zupelnie. Zebralo mi sie jednak z czasem dosyc duzo luznych watkow i moja proba splecienia ich ze soba dala powyzsza makatke. Tok mysli, przyznaje, jest wysoce subiektywny, jako ze lubuje sie we wszelkiego rodzaju deformacjach psychicznych, wiec bierzcie to jak chcecie.
    • Avatar
      Marilee 25.11.2015 10:28
      Re: Przypuszczenia odnosnie Krola Il'a.
      Ewidentnie widać, że te postaci nie są albo białe albo czarne ale z odcieniami szarości. Dlatego seria jest dużo ciekawsza. Król Il, wydaje mi się, że to był taki „cwaniak” i dla swojej rodziny był dobry i uchodził za dobrodusznego a jak przyszło co do czego to stać go było na różne okropne rzeczy. Ale czyż tak nie zachował się również Soo­‑Won? Wiadome od zawsze, że ofiary zawsze jakieś będą podczas czyjegoś panowania.
      • Avatar
        Patatay 18.02.2016 20:20
        Re: Przypuszczenia odnosnie Krola Il'a.
        Fandom zagraniczny zastanawia się, czy na przykład powodem morderstwa Yu­‑Hona (ojca Soo­‑Wona) nie było fakt, że  kliknij: ukryte 
        Oczywiście to tylko spekulacje, bo nigdzie nie ma nawet najmniejszych sugestii, że coś takiego miało miejsce.
    • Avatar
      Lenneth 30.12.2016 00:41
      Re: Przypuszczenia odnosnie Krola Il'a.
      Nie wiem, o co chodzi z tymi „deformacjami psychicznymi”, ale teoria brzmi sensownie.
      I tylko nie bardzo wiem, jakim cudem chowanie Yony pod kloszem miałoby ją uchronić przed czymkolwiek – Il chyba zdawał sobie sprawę z tego, że nie będzie żył wiecznie (Yona w końcu obejmie rządy, kompletnie na to nieprzygotowana), a osłabiony kraj w końcu przyciągnie kolejnych wrogów, zewnętrznych czy wewnętrznych. Ale może nie bardzo, może był aż tak słabym królem albo, jak piszesz, strach o córkę zaćmił mu umysł. Przychodzi mi jeszcze do głowy, że Il, zamykając Yonę w pałacu, z dala od broni etc., mógł chcieć ją ochronić przed choćby przypadkowym kontaktem ze smokami i „aktywowaniem” przepowiedni.
      (Znaczy, wiem, że nie na tym ta przepowiednia polegała, ale kto wie, co tam sobie myślał opiekuńczy ojciec).

      Co do zakazu poślubienia Soo­‑wona, mogło chodzić nie tylko o ochronę Yony przed morderstwem. Jeśli Il nie zgadzał się z metodami swojego brata (a nie zgadzał się mocno, vide np.  kliknij: ukryte ), a Soo­‑won był już wcześniej postrzegany jako godny następca swojego ojca, to Il mógł po prostu nie chcieć, żeby ten następca zasiadł na tronie poprzez małżeństwo z Yoną. Równie dobrze mogła go tu motywować troska o los kraju pod rządami Soo­‑wona.
      • Avatar
        kuroioni 31.12.2016 09:32
        Re: Przypuszczenia odnosnie Krola Il'a.
        Przychodzi mi jeszcze do głowy, że Il, zamykając Yonę w pałacu, z dala od broni etc., mógł chcieć ją ochronić przed choćby przypadkowym kontaktem ze smokami i „aktywowaniem” przepowiedni.

        Dokladnie. Szczegolnie, ze smoki same wiedza (wiec moze to wlasciwie *jest* czescia legendy?) ze mniej wiecej 'poznaja Hiryuu kiedy go zobacza twarza w twarz', co tez napedza ich – jak to celnie ujelas – 'aktywacje'.
        Nie glupio by bylo zatem zalozyc, ze inni (jak na przyklad krol Il) o tym tez wiedza.

        to Il mógł po prostu nie chcieć, żeby ten następca zasiadł na tronie poprzez małżeństwo z Yoną. Równie dobrze mogła go tu motywować troska o los kraju pod rządami Soo­‑wona.

        Rozumiem o co ci chodzi, mozliwe ze masz racje. Jednak jak ja na to patrze, na zachowanie Krola Il'a znaczy, to wszystko cokolwiek on robi jest dla Yony, nie dla krolestwa. Pokazany nam zostal niekompetentny krol, naiwny, slaby, ten ktory wrecz niszczy swoj wlasny kraj przez zaniedbanie. I moglo sie na tym skonczyc. Jednak jest nam specjalnie pokazane ze on wcale nie jest ani tchozliwy, ani miekki; moze i bronic i postawic na swoim. A jako ze akcja mogla tak samo dobrze truchtac do przodu i bez tych wstawek, ich obecnosc przekonuje mnie ze jest nam dawane do zrozumienia ze cos jest na rzeczy.
    • Avatar
      Uratugo 16.10.2017 08:43
      Re: Przypuszczenia odnosnie Krola Il'a.
      Teoria wydaje się ciekawa, choć mamy za mało informacji, by być czegokolwiek pewnym.

      Również podejrzewam, że Król Il zdawał sobie sprawę z faktu, że Yona jest inkarnacją Hiryuu. Jako pacyfista chciał uniknąć jej przeznaczenia, więc zamknął ją w mydlanej bańce, nieświadomą trudów państwa i bez prawa do sięgania po broń. To jest wręcz bardzo prawdopodobne i dobrze komponowałoby się z faktem, że zakazał on rozprzestrzeniania legendy o Hiryuu i smokach, co w oderwaniu od tego kontekstu jest o tyle dziwne, że jest to praktycznie mit założycielski Kouki.

      Byłoby to sensowne również z tego powodu, że to on został wybrany na króla, a nie Yu­‑Hon, choć ten miał większe predyspozycje. Pytanie, czemu Il zabił swojego brata? Uważam, że wyznanie Yu­‑Hona wobec syna (o tym, że nie zależy mu na tronie, tylko na Kouce) było szczere i ten naprawdę w to wierzył. Co jednak poszło nie tak?

      Mianowicie z Soo­‑Wonem jest jeden problem- posiada aurę przypominającą aurę Yony. Między innymi dlatego Kija nie był w stanie go zranić. Różni się to od tego, co wywołuje w smokach Yona, ale jednak ewidentnie jest coś na rzeczy. No i kwestia upewniająca mnie w mojej teorii (którą zaraz przedstawię), to Zeno, który zadał pytanie Soo­‑Wonowi: „Czy planujesz użyć Smoków?”, na co ten odpowiedział, że nie, nie bardzo, po czym Zeno się uśmiechnął i powiedział „To dobrze” (jakoś tak to leciało, już dokładnie nie pamiętam, ale sens zachowałem).

      Moja teoria (uważam, że mamy podstawy do takich podejrzeń) polega na tym, że Hiryuu odrodził się w dwóch osobach: w Yonie i w Soo­‑Wonie. Różnice są ewidentne- to Yona przebudziła smoczą krew, to Yony narodziny wyczuwał Zeno (tego jestem prawie pewien, choć nie pokazano tego dosłownie), to Yona odziedziczyła po Hiryuu szkarłatne włosy i boską charyzmę. Nie wiem, jaka różnica występuje między nią, a Soo­‑Wonem, ale również on wydaje się posiadać cechy króla Hiryuu.

      Co to wszystko znaczy? Otóż Yu­‑Hon mógł uświadomić sobie ten fakt. To, oraz polityka Il'a sprawiły, że brat stanął przeciw bratu. Yu­‑Hon słynął ze swojej brutalności i bezkompromisowości. Początkowo zapewne tolerował rządy brata, nawet jeśli pogarszały sytuację Kouki, ale kiedy uświadomił sobie, że jego syn również może być inkarnacją Hiryuu, zaczął mieć pretensje do tronu. Il- jako pacyfista posiadający w rękach moc do realizacji pokoju nawet kosztem swojego kraju, dodatkowo ojciec dziewczynki, której przeznaczeniem jest walka i noszenie broni, postanowił zabić brata oraz nie dopuścić do małżeństwa Yony i Soo­‑Wona, ponieważ przeznaczenie musiałoby się zrealizować. Możliwe też, że sam Yu­‑Hon może i nie chciał tronu, ale żądał zapewnienia, że Yona oraz Soo­‑Won się zaręczą i jego syn obejmie tron, co przeraziło brata.

      Myślę też, że polityka Il'a nie tylko była, jaka była, z powodu troski o Yonę (choć może to przede wszystkim), ale z powodu jego ideałów. Nienawidził wojen i walk, więc rozpoczął ugodową politykę względem sąsiadów. Z tej ideologii również wynika obawa o los Yony i chowanie jej pod kloszem. Z tego też powodu nie chciał oddać tronu Soo­‑Wonowi, który- jako również inkarnacja Hiryuu- nie tylko silą rzeczy zwiększyłby prawdopodobieństwo, że Yona stanie się wojownikiem, ale też wznowiłby politykę opartą na sile militarnej. Il chciał wydać Yonę za Haka. Hak jest wspaniałym wojownikiem i użytkowanie broni mu nieobce, ale jest to chłopak o czystym sercu i król mógł zdawać sobie sprawę, że Hak nie pozwoli Yonie sięgnąć po broń i być może będzie kontynuatorem „pokojowej” polityki Kouki.
  • Avatar
    M
    DDT 3.03.2015 10:28
    dla kumatych
    Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać: Soo­‑Won rzucił do boju batalion Panzerkapmfwagen VI! No sorry, ale tak to właśnie odbieram, jak zastosowanie nowej wunderwaffe na Łuku Kurskim (chociaż tam Hitler rzucił do boju akurat Panzerkapmfwagen V, co zresztą też dałoby się „symbolicznie narysować ;)
    • Avatar
      Morg 3.03.2015 22:11
      Re: dla kumatych
      Huh? O który dokładnie fragment mangi Ci chodzi, bo nie kojarzę?
      • Avatar
        DDT 3.03.2015 22:33
        Re: dla kumatych
        Rozdział 71 albo 72:  kliknij: ukryte 
        Męczą mnie już kolejne tanie chwyty, które mają pokazać jakim to Soo­‑won jest wybitnym strategiem i przebiegłym wodzem, a tak naprawdę są to fortele mające niewiele wspólnego z realną wojną (a w tym rozdziale jest dużo więcej podobnych kwiatków).
        • Avatar
          Morg 3.03.2015 23:46
          Re: dla kumatych
          Well, masz rację, tym niemniej ja nie przywiązywałem do tego aż takiej wagi, bo to było moim zdaniem coś bez większego znaczenia. O wyniku bitwy zadecydował  kliknij: ukryte 
        • Avatar
          LKao 8.04.2015 17:14
          Re: dla kumatych
          Wiesz nie do konca tak z tymi tygrysami, jak bywam na szkoleniach z psycholigii oddzialywania na tlum -- samo wyobrazenie daje efekty.
          W koncu w glownej mierze to mozg steruje naszymi zachowaniami i nie rozroznia, czy tygrys jest prawdziwy.

          Jesli pojdziesz w nasze gory i zobaczysz slady/odciski niedzwiedzich albo wilczych lap to zareagujesz i nie bedziesz sie zastanawial, czy to odcisnal czlowiek dla zartu, czy tez byl tu albo siedzi gdzies w poblizu niedzwiedz…

          Byly tu blisko za nasza wschodnia granica plemiona ktore wykorzystywywaly niedzwiedzie do pracy w polu…
          wiec skoro mozna niedzwiedzie toczemu nie tygrysy?

          Znajoma tresuje cudze koty: siad, lezec, czekaj, podaj lape, do mnie, na miejsce itp. Chodza na zawolanie, jedza i wykonuja jej polecenia po 2 zaledwie m­‑cach tresury. A ponoc koty trudniej ;))
    • Avatar
      czarna mamba 10.03.2015 23:06
      Re: dla kumatych
      Nie byłabym tego taka pewna. Na plac boju nigdy nie wysyłano koni, które boją się własnego cienia. Wierzchowce selekcjonowano bardzo skrupulatnie pod względem odwagi i, co nie zostaje pokazane nigdy, przyzwyczajano stopniowo do ekstremalnych warunków. W tym wypadku mogło być tak samo. Z resztą, sam człowiek pachnie koniowi jak drapieżnik, a jednak udało mu się go ujeździć, więc fortel ze skórami mógł udać się w podobny sposób, jak ze skrzydłami polskiej Husarii. Wojna to nie tylko nawalanka czym popadnie, to również (a może przede wszystkim) gra psychologiczna.
      • Avatar
        DDT 22.03.2015 23:17
        Re: dla kumatych
        Na plac boju nigdy nie wysyłano koni, które boją się własnego cienia. Wierzchowce selekcjonowano bardzo skrupulatnie pod względem odwagi i, co nie zostaje pokazane nigdy, przyzwyczajano stopniowo do ekstremalnych warunków.

        Ale zmyślasz! Polska husaria w latach świetności nie miała żadnych przytroczonych do siodła skrzydeł, a konie boją się chociażby wielbłądów i każdych innych zwierząt z których zapachem nie są zaznajomione. A już wilków czy tygrysów w szczególności!
        • Avatar
          czarna mamba 23.03.2015 16:10
          Re: dla kumatych
          Gdyby nie było tak, jak pisałam, żadna armia nie mogłaby używać wierzchowców na placu boju. Konie, zamiast nacierać na wroga, uciekałyby w popłochu. Nieprzyzwyczajony do ekstremalnych warunków koń jest bezużyteczny dla wojska.

          My tego nie wiemy, czy ten fortel ze skórami nie był przygotowywany od dłuższego czasu, możemy jedynie snuć domysły. Skoro koń przyzwyczaił się do zapachu jednego z czołowych drapieżników, jakim dla niego był człowiek, zanim rozpoczęła się historia hippiki, to do zapachu innych zwierząt też mogły być stopniowo przyzwyczajane, zwłaszcza jeżeli widziały, że obiekt wydzielający ten zapach nie goni ich w celu schwytania i zabicia. Poza tym, to tylko baśń. Nie można wszystkiego brać na serio.
          • Avatar
            DDT 23.03.2015 16:38
            Re: dla kumatych
            Konie, zamiast nacierać na wroga, uciekałyby w popłochu.

            I wielokrotnie w historii tak się właśnie działo:
            [link]
            • Avatar
              czarna mamba 6.11.2015 23:43
              Re: dla kumatych
              Bredzisz, chłopie, jak potłuczony. Jest udokumentowane przez historyków stosowanie przez Husarię skrzydeł, przytroczonych do siodła. Nie używała ich cała kawaleria, najczęściej stosowane były przez jeźdźców z pierwszego rzędu formacji, w celu nastraszenia koni przeciwnika. Do tego celu stosowano również proporce, przytwierdzone do końcówki 6­‑cio metrowej kopii. Szeleszcząc na wietrze, proporce również miały za zadanie spłoszyć konie przeciwnika. Wojna to nie tylko nawalanka, ale przede wszystkim gra strategiczna i psychologiczna. Jeździec, który nie mógł opanować swojego konia, był bezbronny i głównie na tym bazowała strategia Husarzy w walce z kawalerią wrogich oddziałów. Gdyby nie sprawdzała się w boju, nie stosowano by jej.

              Żeby było śmieszniej, na pohybel osobom, dla których odziane w
              skóry tygrysie konie żołnierzy Soo­‑Wona, wydają się ekstremalną głupotą, dodatkowo w skład „odzienia” Husarza wchodziła zwierzęca skóra, pozyskana z tygrysa, lamparta, ocelota, itd. (czyli same drapieżniki), zarzucona przez ramię, która również miała oddziaływać na psychikę przeciwnika. Do niej także biedny rumak musiał się przyzwyczaić, czy tego chciał czy nie.

              Konie husarskie były pieczołowicie selekcjonowane do walki z dwóch powodów: pierwszy – były piekielnie drogie. Każdy Husarz posiadał co najmniej 2 konie na wypadek, gdyby jeden z nich zginął, musiał zastąpić go drugi. Sam koń stanowił największy wydatek, jaki ponosił rycerz, w stosunku do ceny całego oręża, więc nie mógł to być koń byle jaki, niezdatny do walki w każdych warunkach. Drugi powód był taki, że dobry i dobrze wyszkolony koń stanowił połowę sukcesu w boju. Nie mógł on wystraszyć się byle wystrzału, dziwnego dźwięku czy niespodziewanego ruchu. Miał za zadanie szarżować w kierunku wroga i tylko to miało go obchodzić. Koń nie mógł zawieść, gdyż oznaczałoby to utratę życia Husarza i klęskę w walce, a jak wiadomo, Husaria była niezwyciężona przez przeszło 100 lat, więc proszę Cię o to, byś nie pieprzył takich farmazonów, że nie da się przyzwyczaić konia do określonych sytuacji, dźwięków czy zapachów. Sam człowiek przecież pachnie koniowi drapieżnikiem. Jakoś udało się człowiekowi oswoić i udomowić konie, bez których nasza cywilizacja nie miałaby racji bytu. Przez tysiące lat konie były naszym głównym środkiem transportu, zanim nastała era motoryzacji, więc nie próbuj mi wmówić, że konia nie da się oswoić z sytuacjami, które normalnie wywołują u niego strach lub co najmniej dyskomfort. Gdyby w istocie było tak, jak piszesz, żadnemu człowiekowi nigdy nie udałoby się wsiąść na koński grzbiet.
              • Avatar
                DDT 7.11.2015 10:16
                Re: dla kumatych
                Uprzejmie uprasza się moderację, o usunięcie w całości tego chamskiego i obraźliwego komentarza. Jeśli ktoś używa argumentów w rodzaju:
                Bredzisz, chłopie, jak potłuczony

                czy
                nie pieprzył takich farmazonów,

                to nie zasługuje na merytoryczną polemikę.
                • Avatar
                  czarna mamba 19.11.2015 00:09
                  Re: dla kumatych
                  Najpierw trzeba mieć pojęcie o temacie, żeby móc prowadzić merytoryczną polemikę.

                  Nie przeczę, że konie to płochliwe stworzenia z racji tego, że stoją najniżej w łańcuchu pokarmowym zaraz przed zieleniną, ale są również stworzeniami, które uczą się nowych sytuacji i zachowań. To nie jest kalkulator, w którym obliczysz procenty, ale nie pograsz w WoWa czy nie obejrzysz filmu, bo po prostu nie da się ze względu na ograniczenia, których fizycznie nie da się przeskoczyć. Początkowo każdy koń jest płochliwy, dlatego oswajanie zaczyna się metodą małych kroków. Młody koń nie toleruje choćby rzędu, który służyć ma za pomoc jeźdźcowi do końca życia konia, nie mówiąc już o samym jeźdźcu, którego koń próbuje pozbyć się za wszelką cenę. Próbuje zrzucić z grzbietu wszystko, co zanjduje się na nim, włącznie z siodłem. Dlatego nieprzyzwyczajony do dyskomfortu koń wymaga ujeżdżenia. Konie wojskowe dodatkowo odczulane są na wystrzały, błyski i gwar, który ma miejsce w trakcie walki. Ta samo można przyzwyczaić konia do obcych zapachów, włącznie z zapachem drapieżnika, którego normalnie bałby się, gdyby nie przeszedł odpowiedniego treningu. Dlatego uważam, że fortelu ze skórami tygrysa nie należy traktować jako fikcji oderwanego od rzeczywistości wariata, który konia widział jedynie na zdjęciu, a o strategii wojennej ma tyle pojęcia, co przedszkolak na temat zderzacza hadronów.
  • Avatar
    M
    Nanami 18.01.2015 19:29
    Zachęcona ciekawym anime i głodna „co dalej” sięgnęłam po mangę. I jest mi z tym źle… ale tylko dlatego, że dobiłam do momentu, w którym muszę czekać na więcej. Bo jak już się dossałam, to w kilka dni 101 rozdziałów pochłonęłam.
    Im dalej w las, tym historia nabiera coraz większy rozmach. W anime myślałam, że po zebraniu czterech smoków reszta pójdzie dosyć szybko ku zakończeniu, takiemu czy innemu… teraz mam wrażenie, że wprost przeciwnie – to był dopiero sam początek. Dopiero teraz zaczynamy mieć sensowny wgląd w wewnętrzną politykę, intrygi, relacje z innymi krajami, wędrujemy po różnych zakątkach kraju i nawet poza. Dopiero teraz historia nabiera rumieńców.
    Bohaterowie są przesympatyczni. Ich relacje są ukazane w niezwykle przemyślany sposób, są dosyć zawiłe. Każdy ma zupełnie inne motywacje – i zdecydowanie nie sprowadzają się do zalecania się do głównej bohaterki. Szanują się, wspierają – ale jak jedna rodzina, przyjaciele. Na dobrą sprawę wątek romantyczny jest jeden i też dobrze wpleciony. A że kibicuję im, to czasem woooolny rozwój trochę irytujący, ale ma w sobie mnóstwo uroku. W końcu Yona ma dopiero 16 lat.
     kliknij: ukryte 
    Co tu dużo mówić, nie mogę się doczekać dalej – a pewnie sporo czasu minie zanim manga się skończy. Smuteczek. Zarzekam się (na tę chwilę), że basta z mangami, które wciąż się ukazują. Tak się nie da…
    • warsix 20.01.2015 21:54:55 - komentarz usunięto
    • Avatar
      kuroioni 21.08.2015 08:44
      Co do Yony i Soo­‑Wona.
       kliknij: ukryte 

      A tak bardziej ogolnie – rozumiem cie doskonale. Sama rzucilam sie na mange, jak tylko ed ostatniego epa anime przeminal. Widzialam ze manga nadal wychodzi, wiedzialam lepiej niz sie za nia zabierac pomimo tego… a jednak. Peklam jak ta schodzona gumka na babcinych pantalonach. Podobnie jak ty, ja rozniez naiwnie myslalam, ze znalezienie smokow to bedzie to. Ha­‑ha. Ha. I teraz bede tak wisiec, przez cholera wie ile lat, z wywieszonym ozorem. Sigh. Chociaz w sumie, tak miedzy nami, ta historia jest na tyle dobra, ze w glebi ducha nawet to mi nie przeszkadza.
  • Avatar
    M
    Li 4.12.2014 13:41
    Jedna z lepszych przygodowych mang shoujo, jakie dorwałam. Przede wszystkim, siła mangi nie opiera się w głównej mierze na bishach. Bishe tutaj są, że tak to ujmę, miłym i dobrym dodatkiem do całej reszty.
    Manga ma wciągającą i dobrą fabułę, konkretną i porządną główną bohaterkę, która z czasem zmienia się tylko na lepsze (a taką bohaterkę ciężko znaleźć w ostatnich mangach shoujo…), ciekawy i rozbudowany świat, jak również oryginalnych bohaterów. Jeśli miałabym to do czegoś porównać, to taka lepsza wersja Fushigi Yuugi, która bardziej opiera się na akcji niż na romansie.
    Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić tę mangę z czystym sercem.
    • Avatar
      Hiromi 19.01.2015 00:20
      Nie ma wiecznego jęczenia TOMAHOME! a to już ogromny PLUS!
    • Avatar
      Hiromi 19.01.2015 00:23
      Mam pomysł, jeżeli w najbliższym czasie, któreś z wydawnictw poprosi o zaproponowanie ciekawych tytułów do wydania, to piszemy wszyscy „Akatsuki no Yona”!
  • Avatar
    M
    Namida 3.12.2014 22:30
    Chętnie bym ją kupiła, albo w polskim wydaniu, albo angielskim. Szkoda, że jeszcze nie ma nawet w planach.
  • Avatar
    M
    Majka1256 25.11.2014 17:16
    Manga jest bardzo fajna i wciągająca polecam ją ;) mam zamiar zacząć oglądać anime ale jeszcze nie wszystkie odcinki są dodane :(
  • Avatar
    M
    warsix 23.11.2014 19:19
    Fajne shoujo, w którym heroina nie jest jakąś totalnie bezmózgą cizią. :)
    Na prawdę dobry humor, przyjemna kreska i ciekawe historie, które przydarzają się głównym bohaterom.
    Zdecydowanie polecam!
  • Avatar
    M
    Elfik 18.11.2014 16:31
    Anime bardzo mi się podoba, chętnie sięgnęłabym po mangę. Polskiego wydania wiadomo nie ma, ale czy jest gdzieś do kupienia w naszym kraju wydanie angielskie? Czy takie w ogóle się ukazało?
    • Avatar
      Hiromi 19.11.2014 02:38
      Niestety muszę Cię rozczarować nawet Amerykanie nie wykupili licencji na ten tytuł, dostępna jest jedynie anglojęzyczna fanowska wersja, choć polska też za pewne się pojawi biorąc pod uwagę popularność tytułu, to tylko kwestia czasu.
      • Avatar
        odkrywca sennej krainy 19.11.2014 05:54
        Polska fanowska wersja też jest i z tego co pamiętam przetłumaczono z 7 rozdziałów na razie.
        • Avatar
          Hiromi 19.11.2014 14:54
          No to świetnie już któraś grupa podjęła pracę nad tym projektem.
  • Avatar
    R
    . 9.11.2014 21:48
    Jak już pisałam, Son­‑woo wcale nie zapowiada się na czarny charakter


    Chyba powinno być tam „Soo­‑won”.
    • Avatar
      moshi_moshi 9.11.2014 22:48
      Powinno, już poprawione. Dziękuję za zwrócenie uwagi. :)
      • Avatar
        Hiromi 10.11.2014 00:48
        A mnie pewne założenia fabularne zawarte w „Akatsuki no Yona” przywołują na myśl mangę i anime „Fushigi Yuugi”.
        • Avatar
          moshi_moshi 10.11.2014 20:42
          Wierzę na słowo, bo akurat z Fushigi Yuugi nie miałam styczności.
          • Avatar
            Hiromi 10.11.2014 22:02
            Podobny klimat ma też manga „Tsuki no Shippo”.
    • Avatar
      Lucy 2.03.2015 12:11
      Chciałbym przeczytać mangę polskiego wydania,ale nawet tu jej nie ma zawiodłam się. Zostało czytanie po angielsku trudno :).
      • Avatar
        Hiromi 2.03.2015 15:45
        A co z fanowską wersją tłumaczenia?
        • Avatar
          Lucy 4.03.2015 12:08
          Akatsuki no Yona czyta moja znajoma i ona znalazła Akatsuki no Yona przetłumaczone do 19 rozdziału i dalej trzeba czytać po angielsku.
          • Avatar
            Hiromi 4.03.2015 12:59
            Wiadomo, chociaż 19 rozdziałów to i tak dużo biorąc po uwagę, to kiedy anime się pojawiło, grupa zabrała się za mangą, więc tyle rozdziałów w tak krótkim czasie to tak sukces. Masz pojęcie ile pracy to wymaga?
            • Avatar
              Lucy 11.03.2015 21:55
              Wiem,bo sama tłumaczyłam piosenki. Zdaję sprawę ile pracy trzeba w to włożyć,nie potrzebuję pouczenia. Powiedziałam tylko swoje zdanie,że jest mi szkoda.