Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Wydawnictwo Waneko 2

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 kreska: 6/10
fabuła: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,40

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 31
Średnia: 7
σ=1,83

Wylosuj ponownieTop 10

Bijo ga Yajuu

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2003-2005
Liczba tomów: 5
Tytuły alternatywne:
  • Beauty is the Beast
  • 美女が野獣
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm, Trójkąt romantyczny

Czy przeprowadzka do internatu może być początkiem nowego życia? Jak najbardziej!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Łakomczuszek Pospolity

Recenzja / Opis

Rodzice Eimi postanawiają się przeprowadzić, jednak dziewczyna nie chce przerywać nauki, więc ostatecznie zamieszkuje w szkolnym internacie. A tam, jak się okazuje, czeka pasmo samych niespodzianek. Już na samym wstępie Eimi trafia się dość nietypowa współlokatorka, jednak nie ona jedna ma dziwne przyzwyczajenia i pasje. W dodatku okazuje się, że tradycją internatu jest „chrzest”, który ma sprawdzić odwagę i pomysłowość każdej nowej mieszkanki. Eimi ma za zadanie zakraść się do budynku chłopców i z drzwi wyznaczonego pokoju zabrać tabliczki z nazwiskami tych, którzy tam mieszkają. Wszystko idzie jak po maśle, aż do czasu, gdy ktoś zauważa intruza i wydaje się, że to już koniec. Jednakże z nieoczekiwanej strony nadchodzi pomoc i w ten sposób Eimi poznaje Takamiego.

Zaczyna się zwyczajnie, rozwija się zwyczajnie i kończy się zwyczajnie… Znaczy… Nie do końca, bo jeśli o samym pomyśle spokojnie można powiedzieć, że jest niekoniecznie oryginalny czy wręcz mało wyszukany, to z pewnością nie można tak określić sposobu prowadzenia fabuły. Założenie jest proste jak drut, ale jego realizacja zdecydowanie może zaskoczyć nietypowym podejściem. Czemu nietypowym? Bo całość opowiedziana jest ze sporym dystansem i dużą dawką zdrowego humoru, bez uciekania się do wysłużonych schematów. Nie trzeba chyba zaznaczać, że mamy do czynienia z romansem, ale takim w zupełności normalnym. Eimi co prawda dość szybko deklaruje, że Takami jej się podoba, ale zauroczenie to nie przesłania jej całego świata i dziewczyna przechodzi do porządku dziennego nad faktem, że kolega niekoniecznie jest nią zainteresowany. Ale czy to znaczy, że się poddaje? Ależ oczywiście, że nie! Nie wpycha mu się jednak na siłę w życie, wykorzystuje za to różne okazje, by się do niego zbliżyć. Tak zupełnie naturalnie i bez wrażenia, że autorka chce ich na siłę ze sobą związać.

Na równi z wątkiem romantycznym (a właściwie zawierając go w sobie) stoją perypetie mieszkańców internatu. W życiu uczniów dzieje się całkiem sporo, jednak nikt nie ucieka się do wielopiętrowych knowań, by osiągnąć jakiś cel. Brak tu często występujących pokładów mroku i cukru, mamy za to masę prostych i codziennych problemów, które w porównaniu do wydumanych intryg są tak prozaiczne, że zapewne większość twórców uważa je po prostu za nudne i mało efektowne. Z drugiej strony Tomo Matsumoto dodaje sporo niekonwencjonalnych elementów, które sprawiają, że rzeczywistość jest może odrobinę przejaskrawiona, ale przez to na pewno ciekawsza. Ostatecznie mamy do czynienia z nieskomplikowaną fabułą, ale mniejsze i większe smaczki w postaci podejścia do tematu, niesamowicie naturalne (mimo pewnej absurdalności) i skrzące się humorem pomysłowe dialogi potrafią nawet najprostszy pomysł pokazać w ciekawym świetle. Całość potraktowano również ze sporym przymrużeniem oka, co bardzo pomaga wczuć się w (nie)zwyczajny i praktycznie namacalny klimat szkolnego internatu, tylko „odrobinę” nietypowego.

Niestety, nie obędzie się bez rysy na szkle i to całkiem sporej. Historia rozwija się bowiem całkiem płynnie i naturalnie bez zbędnych dłużyzn czy nagłych zwrotów akcji i przyspieszeń, ale gdy nieuchronnie zbliża się koniec, ma się nieodparte wrażenie, że zabraknie miejsca na w pełni satysfakcjonujące domknięcie wszystkich wątków. Nie, całość nie zostaje nagle ucięta i pozostawiona bez odpowiedzi, ale wygląda to mniej więcej tak, że fabuła idzie sobie spokojnie wyznaczonym szlakiem i w momencie, gdy powoli zbliża się do końca, nagle spada w głęboką przepaść, by równie niespodziewanie wynurzyć się po jej drugiej stronie i w ekspresowym tempie dotrzeć do epilogu, który pojawia się bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. Dlatego mimo klarownego zakończenia trudno powiedzieć, że manga jest kompletna, gdyż ostatnia część mogłaby zająć przynajmniej jeden dodatkowy tom, a może nawet dwa.

Powyższe braki jednak z nawiązką nadrabiają bohaterowie, którzy są niepodważalnie największą zaletą Bijo ga Yajuu. Najważniejszą ich zaletą jest to, że z łatwością wymykają się utartym schematom dzięki nieco podkolorowanym charakterom. Tak się da? Oczywiście, że się da. Idealnym przykładem jest para protagonistów, ale o pozostałych można powiedzieć dokładnie to samo. Eimi jest niekoniecznie bystra czy spostrzegawcza, ale mimo dość częstego błądzenia z głową w chmurach niespodziewanie mocno trzyma się jednak ziemi. Jest mało zorientowana, zwłaszcza w sprawach uczuciowych (jak ¾ bohaterek shoujo), ale z łatwością nadrabia to nietypowym podejściem do świata, okazjonalnym rozsądkiem, szczerością, zdecydowaniem, charyzmą i, paradoksalnie, najnormalniejszymi reakcjami na przeróżne rzeczy, jakie jej się przytrafiają. Kto z łatwością wskaże mi drugą mangową licealistkę, która nie zaczerwieni się, widząc półnagiego bishounena, wyłaniającego się nagle spod prysznica? Dziewczyna jest po prostu niesamowicie urocza w swojej prostocie i pewnej ekscentryczności jednocześnie.

Wspomniany bishounen to oczywiście Takami, częściej zwany „Wanichinem” od nazwiska (Eimi ma zwyczaj nadawania nowo poznanym znajomym różnych dziwacznych przezwisk). Wysoki, ciemnowłosy, niesamowicie przystojny, małomówny, zdystansowany, nieco mrukliwy i… (niespodzianka!) zdecydowanie niepopularny wśród dziewcząt. Wyrobił sobie opinię tajemniczego i trochę niebezpiecznego outsidera, który pewnie w ciemnościach nocy para się chuligaństwem lub czymś podobnym. Nic bardziej mylnego, jak się potem okazuje. A ze szczelnej skorupy wydobywa go bardzo powoli właśnie Eimi, która w przeciwieństwie do innych uczennic nie przejmuje się plotkami i podchodzi do chłopaka najzwyczajniej, jak tylko się da. Zagaduje do niego, stara się o nim jak najwięcej dowiedzieć, a to przez najzwyklejsze spędzanie z nim wolnego czasu. Sam Takami jest chyba najlepiej przedstawioną postacią w całej mandze, bo o ile o Eimi dowiadujemy się sporo ze scenek z codziennego życia, o tyle historia jej kolegi zajmuje znacznie więcej miejsca. „Wanichin” nie ma łatwego charakteru i to widać, ale czytelnicy mają szansę dowiedzieć się, dlaczego tak jest i od czasu do czasu historia daje nura do jego przeszłości. Niezbyt radosnej, nieco dramatycznej, ale jednak całkowicie naturalnej, wyważonej i przede wszystkim przekonującej. To i aktualne wydarzenia czynią chłopaka jedną z bardziej wiarygodnych i sympatyczniejszych postaci, z jakimi miałam do czynienia w najróżniejszych historiach spod znaku shoujo i nie tylko.

Z kolei reszta uczniów (i nie tylko) to grupka przeróżnych dziwolągów, równie udanych, jak główny duet. „Dziwolągi” to może lekka przesada, ale powierzchowne schematy kryją bardzo sympatycznych osobników o nierzadko oryginalnych zainteresowaniach i podejściu do życia. Prym wiodą tu oczywiście koleżanki Eimi, ale znajdzie się również kilka równie niecodziennych postaci spoza szkoły. W sumie niecodziennych, a jednak wydawałoby się całkiem normalnych. W tym szaleństwie jest metoda i jak się okazuje, nawet najbardziej dziwaczne charaktery mają całkiem zwyczajne oblicza. Wystarczy mieć trochę umiaru, dystansu i umieć uniknąć pułapek schematów.

Jeśli ktoś naczytał się już wielu shoujo, nie zdziwi go za pewne szata graficzna, którą najłatwiej określić przymiotnikami: przeciętna i prosta. Nic nowego, nic nadzwyczajnego, a po prostu tzw. mangowy standard, może niekoniecznie przesadnie słodki, bo w przypadku niektórych tytułów lukier wylewa się nie tylko z fabuły, ale również z kreski. Mimo to grafika ma się całkiem nieźle, a mimo oszczędności może znaleźć fanów. Bohaterowie wyglądają dość standardowo (szczupli i wygładzeni), nie są też przesadnie udziwnieni. Tła występują w zależności od zapotrzebowania i są to zwykle różne ujęcia internatu, bądź w przypadku wnętrz: okazjonalne meble, ściany, podłogi i tak dalej. Rzuca się za to w oczy ilość rastrów, które nie tylko często wypełniają puste przestrzenie, ale pojawiają się też na ubraniach, nieraz jako próba cieniowania. W skrócie: kreska spełnia swoje zadanie raczej poprawnie, bez jakichkolwiek fajerwerków czy wręcz przeciwnie – potworków. Ot, standard i nic poza tym.

Bijo ga Yajuu to tytuł przede wszystkim sympatyczny i nieco mniej typowy niż zwykle. Pozorny natłok schematów dość szybko się rozmywa i odsłania udaną wariację na temat internatowego życia bez szczególnych udziwnień fabularnych, za to z bardzo udanymi dialogami. Mimo okazjonalnie przewijających się odrobinę poważniejszych motywów, całość zachowuje lekki klimat, który towarzyszy nam do samego końca. Manga bardzo wyraźnie pokazuje, że nawet o najbardziej prozaicznych rzeczach (o życiu codziennym w szkolnym internacie) można napisać coś ciekawego bez konieczności uciekania się do sztucznego dramatyzmu i wielopiętrowych intryg: wystarczy przyprawić je szczyptą absurdu. Historia jest spokojna, niewymagająca, ale przede wszystkim niesamowicie przyjemna w odbiorze, gdyż wyraźnie widać, że nic nie dzieje się na siłę, bohaterowie płyną sobie bez pośpiechu razem z kolejnymi dniami, a ich uczucia stanowią część codzienności, nie zaś oś fabuły. I gdyby tylko zakończenie nie było tak przyspieszone i prawie ucięte, manga zasłużyłaby na zdecydowanie wyższe noty. Mimo wszystko bez wahania polecę ten tytuł miłośnikom shoujo przerysowanego w dobrym znaczeniu tego słowa.

Enevi, 13 marca 2012

Recenzje alternatywne

  • Salva - 25 marca 2012
    Ocena: 9/10

    Kiedy mamy piękność i bestię, niemal na pewno dostaniemy i happy end. Co się stanie jednak gdy to piękność jest bestią? więcej >>>

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Hakusensha
Autor: Tomo Matsumoto