Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 kreska: 7/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 9
Średnia: 7,56
σ=0,68

Wylosuj ponownieTop 10

Moony - Oukaryou Trilogy

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2003
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • MOONY 桜花寮トリロジ-
Tytuły powiązane:

Kolejne oblicza trudnej miłości według Kano Miyamoto. Tym razem miejscem dramatu jest męskie dormitorium, a bohaterami niezbyt rozgarnięci studenci.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Soe

Recenzja / Opis

Moony – Oukaryou Trilogy to pierwsza część cyklu opowiadającego o mieszkańcach pewnego dormitorium i przede wszystkim ich problemach sercowych. W odróżnieniu od kontynuacji, czyli Kare no Niwa ni Saku Hana, kolejne historie ściśle łączą się ze sobą, a losy poszczególnych bohaterów bez przerwy się przeplatają. Tym razem pierwsze skrzypce gra Yuusuke Satou, który pozostaje w dormitorium w czasie wiosennych ferii razem z małomównym i introwertycznym Moriyą. Wkrótce Yuusuke odkrywa sekret kolegi: otóż ma on problemy ze wzrokiem – bardzo źle widzi w nocy, przez co ciągle chodzi poobijany. Co gorsza, nocna dolegliwość zaczyna się pogłębiać. Bohater postanawia pomóc chłopakowi, który powoli zaczyna się otwierać i okazuje się szalenie sympatycznym towarzyszem. Między panami rodzi się delikatna więź zrozumienia, szybko ewoluująca w coś więcej, zwłaszcza ze strony Yuusuke. Czyżby happy end? Nie, gdyż Moriya zdecydowanie nie należy do osób ufnych i z łatwością wyrażających swoje uczucia. W tym miejscu na scenę wkracza trzecia i właściwie najważniejsza osoba dramatu, Jun Suwa. Jako człowiek doświadczony w tej materii, stanowi oparcie dla Yuusuke, oczywiście czerpiąc z tego pewne korzyści. Sytuacja komplikuje się, a szczęśliwe zakończenie przestaje być tak oczywiste.

Tym razem nie skaczemy od pary do pary, a przynajmniej nie do końca. Kolejne historie łączą się ze sobą i to nie tylko ze względu na miejsce, ale głównie bohaterów, z Junem na czele. Dzięki temu manga sprawia wrażenie spójnej opowieści, a nie jedynie zbioru oneshotów połączonego motywem tragicznej miłości. W przeciwieństwie do melancholijnego Kare no Niwa ni Saku Hana, Moony – Oukaryou Trilogy ma w sobie więcej ciepła, optymizmu i nadziei. Wyjątkiem od reguły pozostaje krótki powrót do przeszłości Juna (Frozen), z punktu widzenia czytelnika konieczny do zrozumienia jego swobodnego trybu życia i braku emocjonalnego zaangażowania w związek. Chociaż Kano Miyamoto jak zawsze na pierwszym miejscu postawiła nastrój i uczucia, znacznie wyraźniej widać tu realia, w jakich przyszło egzystować jej zbłąkanym owieczkom. O dziwo, przedstawiona rzeczywistość jest zaskakująco „baśniowa”: pomijając stężenie osób homoseksualnych na metr kwadratowy, reakcje otoczenia na „wyskoki” bohaterów są szalenie spokojne. Życie w męskim dormitorium zostało pokazane z dbałością o szczegóły, w rodzaju totalnego bajzlu w kuchni, „znikającego” jedzenia i ogólnej luźnej atmosfery. Nieco inaczej ma się sprawa podejścia studentów do homoseksualizmu kolegów – serio, nie bardzo chce mi się wierzyć, że wszyscy przynajmniej tolerują zachowanie Juna czy związek Yuusuke i Moriyi. Tymczasem żaden z panów nie spotyka się nawet z cieniem ostracyzmu społecznego, może poza Moriyą na początku, ale bardziej wygląda to na jego świadomy wybór. Nie chciałabym zostać źle zrozumiana, nie oczekuję do mangi yaoi czy jakiejkolwiek innej pokładów dramatyzmu oraz morza łez, natomiast po dość przygnębiającym Kare no Niwa ni Saku Hana nie spodziewałam się aż takiej zmiany nastroju w pierwszej części.

I tu dochodzimy do pewnego „problemu”. Otóż, biorąc pod uwagę wszystkie wydarzenia, nie jestem w stanie określić chronologii obydwu części. Jasne, wiadomo, co zostało wydane pierwsze, ale nie w tym rzecz. W drugiej odsłonie perypetii mieszkańców dormitorium autorka opisuje burzliwy romans Juna z jego wykładowcą, ale nijak nie jestem w stanie dojść, kiedy mniej więcej miał on miejsce. Końcówka pierwszej części sugeruje, że Jun ma wreszcie szansę na normalny związek, wypadałoby więc, że jego romans wydarzył się wcześniej, ale kiedy konkretnie? To trochę czepialstwo, ale dla mnie istotne o tyle, że w porównaniu z innymi miłosnymi przygodami, ten pozostawił po sobie pokaźną bliznę, porównywalną z tą, jaka została bohaterowi po pierwszej wielkiej miłości. Tymczasem w Moony – Oukaryou Trilogy Jun zachowuje się zupełnie normalnie, a jeśli jego tragiczny romans miał miejsce faktycznie później, to dlaczego nigdzie na horyzoncie nie widać Mamoru, chłopaka, który bardzo serio myśli o kochanku? Przy czym, jak już wspomniałam, to tylko moje prywatne dywagacje, które nie mają wpływu na przyjemność płynącą z lektury.

Ano właśnie, mangę czytało się dobrze, pani Miyamoto jak zwykle stanęła na wysokości zadania, ale… Uwielbiam jej słodko­‑gorzkie romanse z nieco rozmamłanymi bohaterami, śladową ilością cukru i sporą dozą uroku. Mimo to wyżej cenię jej historie z dreszczykiem, tajemnicą i atmosferą niesamowitości. To, co urzekło mnie w Nemureru Tsuki czy Kare no Niwa ni Saku Hana, w Moony – Oukaryou Trilogy występuje w ilościach śladowych, podczas gdy okruchy życia i romans wysuwają się na pierwszy plan. Wątek nadnaturalny zawiera jedynie historia dodatkowa, także umiejscowiona w dormitorium, ale skupiająca się na zupełnie innych bohaterach. Tak jak cały komiks, jest nieco lżejsza nastrojem od opowieści zawartych w drugiej części, ale w tym przypadku optymistyczne zakończenie nie jest już tak oczywiste. W moim przekonaniu to jeden z najlepszych fragmentów mangi, nawiązujący klimatem do najciekawszych dzieł autorki.

Tym razem bohaterowie, z wyjątkiem Juna, nie oberwali od losu aż tak mocno. Otoczenie akceptuje ich wybór i w dużej części mogą liczyć na wzajemność uczuć. Oprócz Juna, który chociaż jakimś dziwnym sposobem pomaga wszystkim dookoła, działając z raczej niskich i egoistycznych pobudek, sam pozostaje pechowcem. Nawet kiedy trafia los na loterii w postaci pociesznego Mamoru, nie do końca potrafi z tego skorzystać. Tym razem każdy z bohaterów dostaje od autorki znacznie więcej niż tylko promyk nadziei po osobistej tragedii, nawet Jun, którego przeszłość jest wyjątkowo nieprzyjemna i w zupełności wyjaśnia obecne podejście do życia. Przy czym autorka wiedziała w jakich ilościach dawkować cukier, żeby nie przesadzić. Aby nie wyszło zbyt różowo i pysznie, z pełną świadomością dodała szczyptę grubej soli w postaci zdrady. Chociaż to nie do końca to… Otóż zawsze intryguje mnie, ile jest prawdy w stwierdzeniu, że mężczyźni w przeciwieństwie do kobiet odróżniają miłość od seksu. W mangach Kano Miyamoto wydaje się to normą, gdyż nawet po wygłoszeniu romantycznej deklaracji bohaterom zdarza się skok w bok i często nie widzą w tym nic złego, a i ich partnerzy może nie do końca z łatwością, ale jednak wybaczają. Bywa, że ten element zachowania postaci drażni mnie, ale zastanawiam się, ile winy za taki stan ponosi moja kobieca duma, która w podobnym przypadku kazałaby mi pana wywalić za drzwi. Z drugiej strony doceniam tę nutkę realizmu, bo przecież idealne związki nie istnieją, każdy ma jakieś problemy i być może faktycznie jest tak, że panowie potrafią oddzielić strefę uczuciową od fizycznej, a że dwóch facetów pewnie lepiej siebie rozumie… cóż. Dopóki autorka nie zacznie udowadniać, że poligamia to coś pięknego, a zdrada przecież nie boli, jest dobrze.

Mimo iż manga jest dwa lata starsza niż Kare no Niwa ni Saku Hana, nie widać tego specjalnie po oprawie graficznej. Pani Miyamoto stosunkowo szybko wypracowała własny, niepowtarzalny styl, który od tego czasu ewoluuje raczej powoli i bez większych przełomów. To bynajmniej nie jest zarzut, chociaż rozumiem uwagi osób, które czasami mają problem z rozpoznaniem postaci, zwłaszcza przy okazji długich i skomplikowanych cyklów, w jakich autorka się lubuje. Jeżeli chodzi o różnice w rysunku względem późniejszych prac, to na pierwszy plan zdecydowanie wychodzi brak szczegółów i bardziej szkicowe potraktowanie sylwetki. Twarze, często nawet w niewielkim oddaleniu, tracą na wyrazie, są też bardziej owalne, pełne, chciałoby się powiedzieć. Natomiast kontur jest jeszcze niepewny i lekko rozedrgany, a tła nie zawsze dopracowane. Nie zmienił się za to dobór rastrów i natężenie szarości. Czytelnik ma przed oczami dokładnie te same wzory i te same nieznaczne kontrasty tonące w delikatnych szarościach. Nie inaczej ma się sprawa erotyki, jak najbardziej obecnej, ale nieobrażającej poczucia dobrego smaku i estetyki.

Moony – Oukaryou Trilogy to kolejne udane dzieło mangaczki, które jednak musi oddać palmę pierwszeństwa kontynuacji. Chociaż to może być kwestia upodobań, gdyż osoby stawiające na lżejszy klimat i więcej ciepła, będą z tego tytułu zadowolone bardziej niż z drugiej części. Co ciekawe, mangi można czytać w dowolnej kolejności, ponieważ ze względu na sposób narracji i chronologię wydarzeń, nic się nie straci. Być może odwrócenie kolejności jest całkiem niezłym pomysłem, wtedy manga stanowi „odtrutkę” na interesujące, acz dość dramatyczne losy bohaterów Kare no Niwa ni Saku Hana. Niezależnie od decyzji, co należy przeczytać jako pierwsze, warto sięgnąć po opowieść o mieszkańcach niezwyczajnego dormitorium. To zdecydowanie jedne z lepszych okruchów życia, jakie wpadły mi w ręce.

moshi_moshi, 1 kwietnia 2012

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Magazine Magazine
Autor: Kano Miyamoto