Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

NiuCon 8 - konwent

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 kreska: 7/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,75

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 29
Średnia: 7,21
σ=1,61

Wylosuj ponownieTop 10

Endou-kun no Kansatsu Nikki

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2011
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • えんどうくんの観察日記

Dwaj klasowi outsiderzy z (prawie) jednej ławki, czyli krótka i niepozorna, ale przeurocza historia o pączkującym uczuciu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Z prawie jednej, gdyż jak zapewne wiecie, w japońskich szkołach ławki są pojedyncze. Dwaj uczniowie siedzą obok siebie, na pierwszy rzut oka wszystkim się różnią (nie tylko wyglądem), ale jak się okazuje, mają również sporo punktów wspólnych. Wysoki, nieprzystępny Tsuda szkołę raczej odwiedza niż do niej chodzi, nie unika bójek i zdaje się mieć olewczy stosunek do wszystkich i wszystkiego. Prawie. Z kolei jego sąsiad –Endou – to niziutki, niepozorny chłopaczek, którego wyróżniają duże okulary i wyjątkowo bujna i potargana czupryna. Daje się poznać jako introwertyk, który praktycznie zawsze trzyma się na uboczu i z nikim nie nawiązuje bliższych kontaktów. Ot, taki „apatyczny flegmatyk”.

Od jakiegoś czasu kolega Tsudy (jeśli można tak powiedzieć), Kanzaki – początkujący, ale uzdolniony fryzjer bardzo usilnie stara się przekonać Endou, by ten posłużył mu za królika doświadczalnego i dał sobie obciąć włosy. Kiedy jednak każda kolejna prośba przypomina mówienie do ściany, Kanzaki zwraca się o pomoc do kolegi, który w końcu siedzi najbliżej właściciela niesfornej czupryny, z nadzieją, że może jemu uda się coś zdziałać. Ostatecznie Tsuda zgadza się, w ten sposób nawiązując nieco bliższą znajomość z Endou, którego zaczyna widzieć w innym świetle. Ale o co tak naprawdę chodzi?

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o miłość. Proste? Proste. Fabuła nie jest skomplikowana, wymagająca czy bardzo oryginalna. Zakończenie łatwo przewidzieć i weteranek (opcjonalnie weteranów) gatunku raczej niewiele zaskoczy, bo taki scenariusz ma co drugi szkolny romans shounen­‑ai – niewinny, słodki, przewidywalny i do bólu przeciętny. Czym więc na tle tysiąca podobnych mang wyróżnia się Endou­‑kun no Kansatsu Nikki? Ciekawym i świeżym przedstawieniem historii i położeniem nacisku na wydawałoby się oczywiste, ale tak często pomijane rzeczy. Nojiko Hayakawa to stosunkowo nowy głos na rynku yaoi. Rynku, na który wkradła się po cichu i raczej niespodziewanie, ale zapoznawszy się z jej pracami, nie mam wątpliwości, że pozostawi po sobie wyraźny ślad. Cóż, jak wspomniałam, oryginalności jej pracom zarzucić raczej się nie da, ale autorka z nawiązką te braki nadrabia niesamowitą subtelnością, przyziemnością i umiejętnością budowania odpowiedniej atmosfery. Więc co konkretnie jest w tej mandze takiego unikalnego? Klimat właśnie. Wydaje się, że pani Hayakawa z niezwykłą łatwością zarysowuje relacje między bohaterami, które pomimo niewielkiej objętości historii są wystarczająco wiarygodne i nawet bez scen łóżkowych naprawdę zmysłowe. Nie ma tu bowiem pustych i powtarzanych zdecydowanie za często tych magicznych słów, które wszyscy znamy. Nie usłyszymy podniosłych monologów czy natchnionych dialogów o istocie miłości. Czego jednak nie usłyszymy, to poczujemy. Bardzo wyraźnie bowiem widać, że między Tsudą a Endou po prostu iskrzy – wystarczą proste gesty, ukradkowe spojrzenia czy najzwyczajniejsza w świecie wymiana zdań. Chemia wypełnia powietrze i wystarczy jeden niewłaściwy ruch, żeby całość zrobiła efektowne „bum”. No, może nieco przesadzam, ale nie mam wątpliwości, że wzajemna fascynacja bohaterów jest wręcz namacalna.

Co „dopadło” fabułę, zbiera żniwo również w przypadku samych postaci. Długość mangi sprawia, że trudno tu przedstawić wyjątkowo rozbudowane osobowości, ale z drugiej strony to dostateczna liczba stron, by wystarczająco zarysować ciekawe charaktery. I autorce się to udało. Jak wspomniałam we wstępie, jest sporo różnic pomiędzy Endou a Tsudą, nie znajdziemy tu jednak typowego przyciągania się przeciwieństw, bo chłopcy mają również trochę punktów wspólnych. Obaj mają trudności z nawiązywaniem kontaktów międzyludzkich – kwestia usposobienia. Niewiele uwagi poświęcają otoczeniu, tworząc pokaźnej grubości mury, przez co mają spore problemy z wyrażaniem siebie i łatwo opacznie ich zrozumieć, zwłaszcza jeśli bazuje się tylko na pierwszym wrażeniu. Coś jednak sprawia, że te dwie nieprzystępne osobowości zauważają siebie nawzajem i powoli ściany zaczynają pękać. Zarówno Endou, jak i Tsuda zdecydowanie nie należą do ekstrawertyków, przez co fanki spragnione mocnych wrażeń i płomiennych wyznań mogą się srogo zawieść. Nie znaczy to jednak, że bohaterowie wyzuci są z uczuć. Oj, zdecydowanie nie. Autorka z żadnej strony nie popada w skrajności i kreśli związek spokojny, subtelny, ale jednak odpowiednio wyrazisty. Przy okazji całkiem zdrowego, racjonalnego i klarownego podejścia do problemu zaprezentowanego w historii, udało się przemycić bardzo naturalne pokłady takiej po prostu rozbrajającej nieświadomości i niewinności, nadającej całości nieco słodkiego posmaku, który jedynie zaostrza apetyt, a nie sprawia, że można mieć cukru po dziurki w nosie.

Kolorowe i równie udane co protagoniści są postaci drugoplanowe sztuk trzy. Klasyczny wielokąt? Zdecydowanie nieklasyczny i ograniczony do takiego minimum, że w zasadzie można o nim zapomnieć. Wyluzowany, ale spostrzegawczy Kanzaki, bystra Chiba i jej słodziutka i wyjątkowo nieśmiała przyjaciółka Chihiro. Niby nic nadzwyczajnego, ale trio to bardzo udane wypełnienie pustych przestrzeni. Niekoniecznie grzeszący rozbudowanymi charakterami, ale tacy naturalni i po prostu sympatyczni znajomi, którzy kręcą się pomiędzy Tsudą a Endou, nie rzucając im przy okazji kłód pod nogi i nie służąc za oczywiste źródło komplikacji wszelakich.

To naprawdę miłe, że już na samym początku kariery pani Hayakawa ma własny styl. Może nie taki bardzo, bardzo charakterystyczny, ale bez wątpienia rozpoznawalny. Kreska zdecydowanie należy do tych prostych, momentami wręcz niedbałych i pozbawionych podstawowych szczegółów. W ostateczności jednak niewiele mnie to obchodzi, bo ten szkicowy, oszczędny i wypełniony po brzegi rastrami rysunek jest niesamowicie przyjemny dla oka. Pomijając te nieszczęsne szarawe rastry cieniujące i robiące za ubranie, dominuje dość wyrazisty kontrast, choć czasem liczba kresek sprawia, że może być odrobinę nieczytelnie, ale to naprawdę sporadyczne przypadki. Tła występują bardzo okazjonalnie i można powiedzieć, że to gatunek wręcz zagrożony wyginięciem, którego ostatnimi przedstawicielami są pojedyncze ławki szkolne, czasem zarys ściany, podłogi bądź dachu lub jakiś inny rekwizyt. Mimo wszystko kadry wcale nie są takie puste, gdyż mamy sporo zbliżeń twarzy, których mimika nie jest może szalenie bogata, ale efektowna (panowie nie są zbytnio wylewni…). Bohaterowie są narysowani w sposób prosty, ale bardzo wdzięczny, który to właśnie stanowi o charakterystyczności stylu autorki.

Endou­‑kun no Kansatsu Nikki łatwo porównać do torciku, ale jest to deser zdecydowanie prosty, niesamowicie leciutki i umiejętnie posłodzony, tak że lektura nie skończy się przesytem słodyczy i nie będziemy na gwałt umawiać się do dentysty w poszukiwaniu pierwszych oznak próchnicy. Spokojna, niewymagająca i bardzo wyważona historyjka powinna trafić do miłośników shounen­‑ai, którzy nie szukają mocnych wrażeń i przełomowych pomysłów, a chcą przeczytać dobrze znany scenariusz, który jednak skutecznie oczyszczono z denerwujących schematów tak często trapiących przedstawicieli tegoż gatunku.

Enevi, 20 marca 2012

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Taiyou Tosho
Autor: Nojiko Hayakawa