Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 kreska: 6/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 1
Średnia: 9
σ=0

Wylosuj ponownieTop 10

Kaichou to Fukukaichou

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2008
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • President and Vice-President
  • 会長と副会長

Bo w tym całym jest ambaras, żeby obie chciały na raz…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Historyjek o tym, jak to dwie osoby, znające się od pewnego czasu, zaczynają odczuwać względem siebie mocniejsze uczucia, było więcej niż trolli na Onecie. Równie klasycznym motywem jest to, że zwykle w takich opowiastkach jedna ze stron boi się powiedzieć o tym głośno. Toteż, gdy zapoznałem się z założeniem fabularnym mangi Kaichou to Fukukaichou, poczułem, jak budzi się we mnie ochota, by zacząć ziewać… Ale raz Grisznakowi śmierć i mangę jednak przeczytałem. Co z tego wyszło? Ta recenzja.

Fuji jest „pierwszą po Bogu”, czyli przewodniczącą samorządu szkolnego w swoim liceum. Kto oglądał trochę anime, mógłby dojść do wniosku, że przewodniczący samorządów to istoty niemal półboskie, mające absolutną władzę i niewiele obowiązków, a przy tym zwykle idealne. Cóż, Fuji jest raczej leniwa, do pracy się nie garnie, a tym, co najbardziej ją interesuje, nie jest przejmowanie władzy nad światem, ale jej zastępczyni – wiceprzewodnicząca Ashizuka. Ta, o wiele bardziej zasadnicza i konkretna od szefowej, stara się wykrzesać z niej nieco więcej entuzjazmu, ignorując mniej lub bardziej subtelne oznaki sympatii ze strony Fuji. Naturalnie, do czasu…

Problem jest bowiem o wiele bardziej złożony, niż mogłoby się wydawać. Ashizuka bowiem także kocha Fuji, ale chowa to w sobie tak głęboko, jak tylko się da, obawiając się reakcji tamtej. Oczywiście, można by się tu roześmiać, bo o ile w świecie rzeczywistym, gdzie homoseksualiści stanowią jakieś 5% populacji, faktycznie szanse trafienia miałaby znikome, w mangach i anime, gdzie do powyższej piątki należałoby chyba dopisać jedno zero, sytuacja ma się inaczej. Kaichou to Fukukaichou udowadnia to aż za dobrze, gdyż Ashizuka nie jest jedyną dziewczyną w okolicy, która skrycie wzdycha do Fuji.

Mamy więc dwie dziewczyny, co by i chciały i się boją, gdzieś w tle jeszcze tę trzecią, a tylko jeden tomik na całą historię. O dziwo, wystarcza to, by napisać całkiem zgrabną, naturalnie nieroszczącą sobie nadmiernych pretensji do oryginalności, ale jednak sympatyczną opowieść. Bo słowo „sympatyczna” jest tu najwłaściwsze. Mera Hakemada potrafi pisać historie, które nie uderzają w czytelnika ciężarem nieszczęść spadających na bohaterki, ale nawet jeśli zafunduje jakieś melodramatyczne zagranie, to mieści się ono w konwencji prozy życiowej, bez scen godnych brazylijskich telenowel.

Tym, co w tej mandze także zwraca uwagę, jest podejście do tematu. Bardzo często w mangach yuri autorki lawirują, nie mówiąc wprost, o jaki typ relacji chodzi, pozostawiając to czytelnikowi do samodzielnego rozstrzygnięcia. W mangach Hakemady ta kropka nad i jest postawiona, a co ciekawe, nie trzeba do tego nawet scen łóżkowych, wydawać by się mogło nieodzownych w takich momentach. Choć niektórym może się to wydać lekko szokujące, autorka wprost stawia też tezę o mniejszej trwałości takich związków.

Ograniczona do dwójki głównych bohaterek liczba postaci pozwala przynajmniej na ich w miarę dobre pokazanie. Fuji i Ashizuka wymykają się podziałom klasycznych ról. O ile w mangach yaoi mamy najczęściej podział na seme i uke, w mangach yuri jest on rzadszy, zaś w takich tytułach jak Kaichou to Fukukaichou praktycznie nie istnieje. Choć Ashizuka wydaje się osobą bardziej zasadniczą, a Fuji bywa dziecinna, to jednak są one dla siebie partnerkami, nie ma tu pierwiastka męskiego i żeńskiego. Wychodzi to mandze na zdrowie, bo przynajmniej jednego schematu mniej… Wspomniałem o dwójce bohaterek, ponieważ ta trzecia, która się tu pojawia, pełni li tylko rolę przeszkody i nie jest postacią sensu stricte fabularną.

Kreska Mery Hakemady jest „urocza”, jakkolwiek mało precyzyjnie to brzmi. Podobne do spodeczków oczy bohaterek, raczej filigranowe ciała, oszczędnie rysowane tła i całkiem niezła vis comica to znaki rozpoznawcze tej autorki. Bliżej jej może nawet do typowych historyjek spod znaku „okruchów życia” à la A­‑Channel niż do shoujo, gdyż autorka nie korzysta z tak klasycznych dla gatunku motywów jak kwiatowa ornamentyka.

Kaichou to Fukukaichou to w zasadzie typowa dla gatunku manga, ani specjalnie oryginalna, ani nawet porywająca, ale uczciwie napisana i przyzwoicie narysowana. Sęk w tym, że yuri jako gatunek od dość dawna cierpi na brak mang mających odwagę wyrywać się z konwencji szkolnych romansów. Po przeczytaniu iluś tam podobnych historii czytelnik ma pełne prawo poczuć znużenie. Dlatego nie polecam tego komiksu tym, którzy szukają w yuri czegoś oryginalnego, ale jeśli nie znużyła was konwencja, a macie ochotę na coś przyzwoitego w jej ramach, to lektura Kaichou to Fukukaichou nie będzie czasem zmarnowanym.

Grisznak, 6 listopada 2013

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Ichijinsha
Autor: Mera Hakamada