Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Mochicon - konwent

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

9/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,75

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 33
Średnia: 7,67
σ=1,47

Wylosuj ponownieTop 10

Matryoshka

Rodzaj: Manga (oneshot)
Wydanie oryginalne: 2009
Tytuły alternatywne:
  • マトリョーシカ
Widownia: Shoujo; Postaci: Dzieci, Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm

Oto przed państwem miniaturka, która udowadnia, że dla gatunku shoujo jest jeszcze nadzieja.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Marie Antoinette

Recenzja / Opis

Matrioszka, o której mowa w tytule mangi, to rosyjska zabawka składająca się z kilku drewnianych lalek wydrążonych wewnątrz w taki sposób, by jedną można było wkładać w drugą, przy czym każda kolejna jest mniejsza od poprzedniej. Z takim właśnie przedmiotem dziewiętnastoletni Yuuri udaje się na spotkanie ze swoją wieloletnią przyjaciółką, Niną, szukając pocieszenia po entym już zerwaniu z dziewczyną.

I w zasadzie to tyle na temat fabuły, opiera się ona bowiem na dialogu pomiędzy tą dwójką, między innymi na temat powodów, przez które każdy z piętnastu związków chłopaka (naprawdę było ich aż piętnaście) szybko się skończył. Mimo że historia jest banalnie prosta w swoich założeniach, nie można odmówić jej ciepła i uroku oraz pewnej dozy oryginalności na tle gatunku – mnie swoją naturalnością kupiła całkowicie. W trakcie rozmowy razem z bohaterem zagłębiamy się we wspomnienia dotyczące jego i Niny, przy czym motywy postępowania Yuuriego w każdym epizodzie są nierozerwalnie związane z wcześniejszymi – autorka umiejętnie i bardzo ładnie powiązała retrospekcje, zaczynając od najświeższych, a na sięgających dzieciństwa kończąc. Matrioszka pełni w tej opowieści rolę symboliczną – każda następna lalka wyciągnięta przez Ninę to kolejne wspomnienie, które przybliża protagonistę do odpowiedzi na pytanie, kim w rzeczywistości jest dla niego przyjaciółka oraz co do niej czuje.

Ponieważ recenzowany utwór jest niestety tylko oneshotem, o postaciach nie można powiedzieć zbyt wiele. Yuuri to raczej beztroski, nieco płaczliwy chłopak, który, jak sam często powtarza, kocha wszystkie dziewczyny. Odważyłabym się nawet nazwać go uroczym idiotą w sprawach sercowych; wystarczy tu wspomnieć chociażby o kłopocie z wyborem prezentu dla ukochanej, co niejednokrotnie stawało się powodem zerwania – Yuuri bowiem ofiarowywał dziewczynom to, co się jemu samemu podobało. Tak, zabawka przyniesiona tego dnia na spotkanie też była podarunkiem. Dopiero retrospekcyjna podróż uświadamia mu, w czym tkwił problem, dlaczego podczas spektaklu Królewny Śnieżki zrujnował całe przedstawienie swoim zachowaniem oraz czemu matrioszka, zwykła rosyjska lalka, była dla niego tak ważnym przedmiotem. Nina natomiast sprawia wrażenie całkowitego przeciwieństwa chłopaka – sprawia wrażenie, ponieważ przez fakt, że historię poznajemy z perspektywy Yuuriego, o niej wiemy jeszcze mniej. Pół Japonka, pół Rosjanka, jest rozważna i spokojna, o wiele rozsądniej podchodzi do spraw uczuciowych. Stanowi oparcie dla naszego bohatera; wielokrotnie pocieszała go po nieudanych związkach. Trudno wyjawić coś o niej bez psujących czytanie spoilerów, dlatego ograniczę się tylko do tego: zwróćcie uwagę na słowa wypowiadane przez nią po przedstawieniu – pozornie pozbawione są sensu, lecz pod koniec mangi nabierają znaczenia.

Co właściwie może w tej miniaturce zachwycać? – zapytacie. Przede wszystkim oryginalna koncepcja, o której wspomniałam wyżej, czyli matrioszka będąca metaforą uczuć bohatera, z których do tej pory nie zdawał sobie sprawy. Te pięćdziesiąt stron uświadamia także czytelnikowi, że sytuacje na pierwszy rzut oka błahe w rzeczywistości wiele mówią o człowieku i jego emocjach. Retrospekcyjny charakter nadaje tej historii nieco melancholijny, ale jednocześnie magiczny i pełen uroku klimat, tak rzadko spotykany w ogromnym zalewie mang shoujo – tutaj nawet pewien kolczyk w jednym z ostatnich kadrów mimowolnie wywołuje uśmiech na twarzy. Zaskakująco dobrym posunięciem okazało się również zawieszenie zakończenia; wiemy, co prawdopodobnie za chwilę się wydarzy, ale każdy z nas może ubrać to w inne słowa, dzięki czemu autorka uniknęła patosu, który mógłby zniszczyć odbiór całości.

Z pewnością wszyscy znają słynne przysłowie: „nie oceniaj książki po okładce”, w tym jednak przypadku zawartość jest równie klimatyczna jak ta niekonwencjonalna oraz śliczna w swojej prostocie okładka; to właśnie za jej sprawą sięgnęłam po ten tytuł. Jeśli zaś chodzi o samą kreskę, to z pewnością może się ona podobać. Postacie są ładne, ale nie wymuskane, rysowane w dość realistycznym stylu – nie wyglądają jak nieskazitelne lalki, czego dowodem jest na przykład wydzielina z nosa. Jednak ich formy super­‑deformed są… krótko mówiąc, brzydkie. Uwaga, tła odnotowano! Co prawda nie są obecne w każdym kadrze, nie są też bogato zdobione, ale autorka zadbała o to, by wytwory jej wyobraźni nie machały kończynami w powietrzu. Czasami są to stosunkowo dokładne wnętrza pomieszczeń, czasami kontury postaci w tle lub delikatny zarys krajobrazu; bardzo często stosowane były także rastry. Warto wspomnieć o pierwszej stronie w kolorze, utrzymanej w przyjemnych dla oka, pastelowych barwach.

Na koniec pozostaje tylko pytanie, komu powinnam Matryoshkę polecić? Z wielką ochotą zarekomendowałabym ją wszystkim, bo to naprawdę cudna miniaturka, zdecydowanie wyróżniająca się na tle swojego gatunku. Przeczytałam ją pięciokrotnie z obawy przed tym, że być może uległam chwilowemu zachwytowi, który po czasie ustąpi, a wtedy spojrzę na nią z innej perspektywy, jednak nic takiego się nie stało – za każdym razem mój mały zachwyt pozostawał niezmieniony. Owszem, można przyczepić się do tego, że Yuuri zdał sobie sprawę z własnych uczuć w ciągu niespełna kilku chwil, ale to krótka forma, a nie cały tomik, taką przyjęto formę i, według mnie, wydłużenie tej historii byłoby zbrodnią, bo jej urok tkwi właśnie w tych kilkudziesięciu stronach zapełnionych wspomnieniami. Poza tym miłość nieprzewidywalna jest, przychodzi znienacka i uderza jak grom z jasnego nieba. Dla romantyczek takich jak recenzentka jest to pozycja wręcz obowiązkowa.

Maciejka, 28 lipca 2012

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shueisha
Autor: Yuki Andou