Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Animachina

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 4/10 kreska: 4/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 136
Średnia: 6,87
σ=2,45

Wylosuj ponownieTop 10

Elfen Lied

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2002-2005
Liczba tomów: 12
Tytuły alternatywne:
  • エルフェンリート
Tytuły powiązane:
Gatunki: Dramat, Horror
Rating: Nagość, Przemoc; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem, Supermoce

Krwawo, goło i (nie)wesoło, czyli kiepsko narysowany pierwowzór kontrowersyjnego anime o smutnych perypetiach względnie ujmujących rogatych dziewcząt.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Saburo

Recenzja / Opis

Takiego Meksyku pewna tajna nadmorska instytucja naukowa jeszcze nie widziała. Sponsoruje go Lucy, dziewczyna skromnie odziana w skrywający jej twarz hełm. Nieśpiesznie zmierzającej ku wyjściu Lucy towarzyszą pragnący ją zatrzymać strażnicy, po pojawieniu się w polu jej widzenia losowo pozbawiani kończyn bądź wnętrzności – co umieszcza sytuację w scenerii pokaźnego krwawego bajora. Po zdekapitowaniu głupkowatej sekretarki doktora Kuramy, ważniejszego rangą naukowca, Lucy opuszcza budynek… po czym w wyniku nie do końca celnego strzału kula ociera się o jej głowę na tyle mocno, by pozbawiona przytomności dziewczyna runęła z klifu w morze. Odzyskuje przytomność na plaży, gdzie przykuwa wzrok pary uczniów, Kouty i Yuki. Jedyne, co jest im w stanie powiedzieć, to „Nyu”. Okazuje się przy tym bezbronnym, różowowłosym stworzeniem, więc wzruszeni bohaterowie przygarniają ją pod swój dach…

Lucy, gwiazda Elfen Lied, zdecydowanie wyróżnia się na tle reszty postaci – w większości papierowych – bardziej złożonym charakterem, który jednak pozostaje prostym połączeniem paru cech. Postać seryjnej zabójczyni intryguje w sposób typowy dla postaci tego rodzaju – frapuje, kimże może być, czemu robi to, co robi, i co mogło skrzywić jej psychikę. Reszta bohaterów jest nijaka – zależnie od sytuacji zachowują się, jakby łączyli w sobie skrajnie różne typy osobowości – kukiełki, ot co. Prócz głównej (anty)bohaterki, kilka postaci na szczęście obdarzono (powiedzmy) typem osobowości. Po prostu widać, że Nana, krewniaczka Lucy, jest rezolutna, choć bardzo naiwna, doktor Kurama pęka w szwach od natłoku Mrocznych Tajemnic™, które uczyniły go człowiekiem skrytym, ponurym i oschłym, psychika negatywnie zakręconego komandosa (z powołania) Bandou w spaczeniu dorównuje Lucy, zaś Kouta jest skory do pomocy – choć poza tym wpisuje się w schemat płaskich postaci. Biorąc pod uwagę, że Elfen Lied podobno jest nie tyle dramatem, co wręcz dramatem psychologicznym, pojęcie „charakterów postaci” ociera się tu o nieporozumienie.

Powyższe, a także parę innych dość widocznych niedociągnięć, nie zmieniają jednak faktu, że sama historia jest ciekawa. Komiks, choć robi to w sposób powierzchowny, pokazuje intrygującą fabułę, która wypada dobrze w swojej prostej, szkicowej, niepogłębionej formie. Historia opowiada o starciu zła ze złem, wyobcowaniu, krwiożerczych mutantach… a także haremiku zaprawionym fanserwisem, któremu nieraz niedaleko do hentai. Rzeczone mutanty, ponoć obdarzone przez naturę rogami, mają na głowie coś na kształt kocich uszek. Do tego dochodzi przyprawienie całości humorem niskich lotów typu „pomacała jej cycki i uciekła”. Specyficzna mieszanka, delikatnie mówiąc. Trudno więc dziwić się tak skrajnie sprzecznym opiniom na temat anime Elfen Lied – bo manga, choć została w nim wiernie odzwierciedlona, ustępuje mu zdecydowanie pod względem popularności, odstraszywszy wielu początkową oprawą graficzną. Podczas gdy dla jednych jest arcydziełem przedstawiającym okrucieństwo świata wobec jednostek odmiennych, dla innych to papka dla próbujących przygód z zakazanym małolatów, zawierająca wszystko, co mogłoby ich przyciągnąć – od śmiałych erotycznych podtekstów i hurtowej nagości po gore. Generalnie widać, że historia miała możliwości na bycie porządną – może nawet dającą do myślenia, zgodnie z jednym z opisanych wyżej punktów widzenia – opowieścią o mutantach, niekoniecznie złych i niekoniecznie z własnej winy, poddawanych okrutnym eksperymentom przez żądnych władzy ludzi. Nieodpowiednie jej poprowadzenie przez autora jednak doprowadziło do powyższego wielkiego pomieszania z poplątaniem. Każdy wyłowi z tego gulaszu – garści ciekawych pomysłów podtopionych w tanich chwytach – to, co sam zobaczy lub zechce zobaczyć. Ja wyciągnęłam pomysły. Razem tworzą rzecz na kształt zarysu – czytałam ją, mając przed sobą pobieżnie nakreślony fabularny zamysł, któremu nie dane jest zostać rozwiniętym.

Jak już wspomniałam, anime jest wierną ekranizacją pierwszej połowy mangi. Zmiany, które poczyniono w animowanej wersji (oprócz, rzecz jasna, zakończenia), to głównie „odchudzenie” fabuły o scenki obyczajowe, np. z życia szkolnego Kouty i Yuki. Dla jednych tego typu momenty będą nudną katorgą, podczas gdy innym pozwolą zbliżyć się do postaci. W ekranizacji mangę również ocenzurowano – prócz nadmienionych sytuacji ocierających się mocno o hentai, w pierwowzorze mnogość scen drastycznych jest niewyobrażalna, o migających co chwila widokach majtek nie wspominając.

Część fanów docieka, czy Elfen Lied nie posiada ukrytej głębi, objawiającej się nielicznym, tym, którzy nie są „za głupi, by to pojąć, więc muszą przeczytać kilka razy”, opartej na filozofii, o jakiej zwykłym śmiertelnikom się nie śniło. Nie ma takiego numeru. Wszystko, w tym wszelkie możliwe przesłania, podano jak na tacy. Jednakowoż – wracając do filozofii – w mandze można się dopatrzeć garści nawiązań do szeroko pojętej kultury. Nawiązań pełniących głównie funkcję ozdobników. Wykorzystano choćby nazwę Lebensborn, nadaną hitlerowskiemu projektowi hodowli „czystej rasy” – w Elfen Lied występuje zbliżony wątek. Niejaką zagadką pozostaje dla mnie z kolei geneza tytułu mangi. Oryginalny Elfenlied to poemat romantyczny Eduarda Mörikego, opowiadający o skrzacie, który, przyłapany na podglądaniu wioskowego wesela, obrywa kamieniem. Analogia z fabułą mangi jest mocno umowna. Abstrahując od tego aspektu powiązań, Elfenlied występuje w mandze jako pieśń, którą w pewnym momencie śpiewają bohaterowie. Po co i dlaczego w końcu wybrano akurat ten utwór – nie wiadomo. Z mangową historią łączy go bowiem naprawdę mało. Prócz powyższych odwołań pojawiają się pewne pomniejsze odniesienia, także do twórczości Mörikego.

Strona graficzna mangi sprawia, iż wielu czytelnikom trudno jest przebrnąć przez jej lekturę. Choć na miejscu fanów ekranizacji, nurtowanych przez nierozwinięte w niej wątki, bardziej interesowałaby mnie treść pierwowzoru, która zaspokoiłaby moją ciekawość, niż jego forma, trudno mi nie zgodzić się z tego typu opiniami. Kreska jest zwyczajnie brzydka – winę zaś ponosi tylko i wyłącznie brak doświadczenia autora. Nie pozostaje jednak taka od początku do końca mangi – Elfen Lied ilustruje, jak z rozdziału na rozdział twórca nabiera wprawy w rysunku, choć nie ma mowy o przebłyskach geniuszu. Koślawe na początku moé-twarzyczki czy niezamierzenie groteskowe gęby szemranych typów zyskują z czasem znośny wygląd. Nieco lepiej prezentują się kolorowe grafiki zdobiące okładki tomików; tworzą całkiem miłą dla oka całość z prostą kolorystyką okładek. Prawdziwie porządny poziom zaś trzyma jedno, czemu wielu czytelników niestety z reguły nie poświęca większej uwagi – użycie rastrów. Ich zastosowanie dało naprawdę dobry efekt cieniowania. Aż miło popatrzeć, naprawdę.

Mimo nieszczęsnej szaty graficznej, zabójczej dla tych, dla których w odbiorze komiksu ważna jest jego forma, po mangę powinni sięgnąć ci, którym anime Elfen Lied przypadło do gustu i są ciekawi, jak potoczyły się dalsze losy Lucy, co Kakuzawa senior miał na myśli, mówiąc o zawładnięciu światem, i kto w końcu był za tymi drzwiami. Tak poza tym, Elfen Lied nie powinno rozczarować miłośników krwawych horrorów. Amatorzy historii o odmieńcach, odrzuconych i prześladowanych przez społeczeństwo, też mogą się w sumie skusić – a nuż taka wariacja na ten temat się spodoba. Niemniej, jeśli ktokolwiek z zainteresowanych nie wyobraża sobie komiksu bez przyzwoitego rysunku, powinien z miejsca sobie darować. Osoby wrażliwe na sceny brutalne również – manga będzie dla nich tylko chorym tworem. Elfen Lied odradzam również zwolennikom dopracowanej, przemyślanej treści – rzecz, która pod tym względem naprawdę dobra być mogła, a nie do końca taka jest, nie zaskarbi sobie ich sympatii kilkoma interesującymi, ale niestety mocno zmarnowanymi pomysłami.

Bloody Fang, 22 kwietnia 2011

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shueisha
Autor: Lynn Okamoto

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Elfen Lied (manga) na forum Kotatsu Nieoficjalny pl