Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Komentarze

Jin to Neko wa Yobu to Konai

  • Avatar
    M
    AnnalenaNadjem 28.09.2014 22:12
    Komentarz-krowa
    Denerwuje mnie ta manga. Z jednej strony bardzo lubię 1 i 3 historie, 2 wydaje mi się mało wiarygodna i żenująca, 4 żenująca, zabawna i w pozytywny sposób pozbawiona tradycyjnego happy endu, a ostatnia w ogóle zbędna. Za 1 i 3 chciałabym dać 8, pozostałe mi to uniemożliwiają.
    Dwie najlepsze historii są rozwinięciami wątków pobocznych z innych mang. Pierwsza odnosi się do Koujitsusei no Tobira i opowiada o Marim, chłopcu na posyłki, informatorze i dostawcy przesyłek wszelakich. jako główny bohater snuje swoją opowieść o Jinie, przyjacielu ze szkoły, znajomym, może nawet kimś więcej. Jednocześnie użera się ze swoim dawnym, problematycznym współpracownikiem i próbuje przetrwać i jakoś w miarę normalnie żyć. Obserwuje przy tym romans Jina, doskonale zdając sobie sprawę, że uczucie nie ma za dużej szansy na szczęśliwe zakończenie. Zdecydowanie do gustu przypadły mi postaci. Nikt nie ma lekko, ale brak tu cackanie się ze sobą. Trzeba być profesjonalistą, iść na przód i brać życie takie, jakim jest, nawet jeśli to boli.
    Trzecia przybliża początki znajomości Renjego i Arthura z NON Tea Room. Jest to właściwie dopowiedzenie i uzupełnienie tamtej historii. O ile historie o Marim można spokojnie czytać beż żadne wiedzy o głównym wątku, to w przypadku Renjego i Artura dostajemy spoiler, który może zepsuć lekturę NON. Trudno też powiedzieć cokolwiek o jej fabule, bo to spory spoiler. Zasadniczo skupia się na tym, że pewne rzeczy zauważamy zbyt późno, a niektóre chwile i ludzi nie wrócą, nawet jeśli się nam wydaje, że jest inaczej.
    Druga historia opowiada o masochiście (chyba). O ile w dwóch wyżej przedstawionych seks ograniczono do minimum, to tutaj oparta na nim wypaczona relacja jest właściwie tematem. To i brak zdolności porozumienia z otoczeniem i nieumiejętność sformowania prostego „przepraszam”.
    Czwarta historia odbiega zupełnie klimatem i tematem od całego tomu. Otóż w niebie postanowiono zesłać na Ziemie grupę ratunkową. Jej głównym zadaniem jest płodzenie dzieci z ludzkimi kobietami. Tyle że jeden z aniołów ma poważny defekt. Przyznam, że gdyby ta część tak znacząco nie różniła się od pozostałych, to mogłaby być nawet niezła. Główny bohater nie dostaje rozwiązania swoich problemów, wszystko kończy się co prawda dobrze, ale znacząco odbiega od typowego schematu. Ode mnie duży plus. Tylko dlaczego to musi być takie naiwne i głupkowate. W otoczeniu historii raczej poważnych, smutnych i po prostu tragicznych, a przy tym twardo stąpających po ziemi zwyczajnie nie pasuje.
    Ostatnia opowieść prowadzona jest z perspektywy współpracownika Mariego i jest typowym w yaoi extra. Podsumować ją można jako dodatkową seks scenę, bo w końcu to yaoi i seks musi być w możliwie dużych ilościach.
    Może zabrzmi to naiwnie, ale najbardziej denerwującym elementem był… homoseksualizm. I nie chodzi o temat mangi, tylko o to, że każdy randomowy człowiek, który gdzieś się tam przewijał, był w najlepszym razie bi. Ja rozumiem, że tolerancja, XXI wiek i inne szmery bajery, ale to po prostu głupie. Całość stąpa raczej twardo po ziemi, a ten motyw się kupy nie trzyma.
    Od strony technicznej jest średnio. Kadry są w większości puste, z rzadka jakiś mebel, fotel, na którym siedzi postać, zarys ulicy. Postacie często ukazywane są z większej odległości, gubiąc przy tym akie szczegóły jak oczy, nosy i usta. Trochę, jakby ktoś zapomniał je dorysować, albo po prostu dopracować szkic. Sceny seksu są momentami wulgarne (przynajmniej dla mnie). Na plus za to brak wyraźnego estetycznego podziału na uke i seme, co w yaoi jest normą. Co prawda jedna z postaci ma trochę za duże i zbyt okrągłe oczy, ale można to bardziej podciągnąć pod chłopięcy wygląd niż pod zniewieścienie. Miłym akcentem jest też zmiana ubrań bohaterów. Ujęcia SD i wszelkie podobne zabiegi nie pojawiają się zbyt często, z wyjątkiem historii z aniołkiem, która pod względem estetycznym również ni w ząb nie pasuje do tomiku. Wygląd samych postaci nie wybija się jakoś szczególnie, choć mi akurat przypadł do gustu. Osobiści, choć to może dziwne, to bardzo podoba mi się sposób rysowania nosa. Niby szczegół, a cieszy. Moja uwagę zwróciły również wiecznie przymknięte oczy części postaci. Nie wiem, czy taki miał być efekt, ale sprawiało to, że wyglądali na wiecznie nieprzytomnych. Niedospanych, zamyślonych, może pod wpływem jakiś zakazanych substancji. Nawet im to pasowało.
    Dość długie to wyszło, kolejna krowa, więc może tak na podsumowanie, jedynka i trójka są naprawdę dobre (Mari grzechu wart), dwójka jest raczej odpychająca, a przy tym nieszczególnie ambitna, choć zakończenie jest całkiem niezłe, czwórkę czytać można, ale nie w połączeniu z pozostałymi, pięć można sobie odpuścić, w tylu mangach już było.
    • Avatar
      AnnalenaNadjem 28.09.2014 22:26
      Re: Komentarz-krowa
      Zapomniałam wspomnieć, że układ kadrów jest mylący. Okładają się w bloki niezgodnie z kolejnością czytania. Podążając za nimi intuicyjnie czytelnik się gubi. Utrudnia to odbiór.