Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Waneko - Wydawnictwo komiksu japońskiego

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 4/10 kreska: 5/10
fabuła: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 61
Średnia: 6,11
σ=2,03

Wylosuj ponownieTop 10

Darker than Black

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2007
Liczba tomów: 2
Tytuły alternatywne:
  • DARKER THAN BLACK 黒の契約者
  • Kuro no Keiyakusha
  • 黒の契約者
Widownia: Shoujo; Postaci: Przestępcy; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Anime; Miejsce: Japonia; Czas: Przyszłość; Inne: Supermoce

Mariaż Darker than BLACK z shoujo. To się nie mogło dobrze skończyć…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Shenai

Recenzja / Opis

Kana Shino należy do znanego wszystkim gatunku typowej nastolatki. Ale czym byłaby bohaterka bez traumy? Tak więc nasza protagonistka straciła rok temu ojca w czasie brutalnej rzezi, którą sama cudem przeżyła, lecz z powodu luki w pamięci nie potrafi sobie przypomnieć sprawcy. Po tych wydarzeniach dziewczyna nie może przywyknąć do zmian w swoim życiu, a jej matka, pod wpływem załamania nerwowego, w ogóle nie przyjęła do wiadomości informacji o śmierci męża. Ta smutna atmosfera zostaje zakłócona, gdy Kana przypadkiem spotyka na ulicy swojego zmarłego ojca. Niestety, tuż po zauważeniu swojego rodziciela gubi go w tłumie. Przedsiębiorcze dziewczę jest świadome, że nikt nie uwierzy jej na słowo w cudowne przeżycie ojca, postanawia więc sama go odszukać. W trakcie tych poszukiwań przypadkiem staje się świadkiem walki Heia z Krangiem, co kończy się tym, że jej wspomnienia zostają wymazane. Jednak nie na długo, bo wkrótce po raz kolejny szczęśliwy przypadek sprawi… Nie za dużo tych przypadków? Ano właśnie, za dużo.

Gdybym nie wiedziała, że to co właśnie przeczytałam to oficjalna manga spod szyldu Darker than BLACK, miałabym problem, by w to uwierzyć. Fabuła bardziej przypomina wesołą, fanowską twórczość niż cokolwiek innego. Główna bohaterka została wręcz stworzona do tego, by fanki mogły się z nią utożsamiać i wyobrażać siebie w ramionach Heia. Jednocześnie jest to chyba największa zaleta tej mangi. Na plus mogę też policzyć fakt, że fabuła zachowuje ciąg przyczynowo­‑skutkowy. Niestety, jest przy tym naciągana jak guma od majtek. Głównej bohaterce udaje się spotkać chyba wszystkie inne występujące w tej mandze postaci – najczęściej na ulicy i zwykle przypadkiem. Wszystko jest rozegrane tak, by protagonistka została wciągnięta w wir wydarzeń, nawet gdy wcale jej nie dotyczą i bardziej przy tym przeszkadza niż pomaga. Właściwie cała historia została podporządkowana temu celowi, co negatywnie odbiło się na jakości fabuły. Nie wspominając już o tym, że znane prawidła świata są tu traktowane bardzo dowolnie.

Postacie znane z serii telewizyjnej zostały potraktowane wyjątkowo bezlitośnie w tej mandze. Większości z nich – w tym Yin i Kirihary – w ogóle nie uwzględniono (a nie, przepraszam, Yin widzimy dosłownie na ostatniej stronie), zapewne po to, by nie przeszkadzały protagonistce w spotkaniach z Heiem. Natomiast te, które się pojawiają, zostały zmuszone do podporządkowania swojego charakteru wymogom scenariusza, z lepszym lub gorszym skutkiem. Postaci drugoplanowe wyszły jeszcze nie tak źle, za to Hei zachowuje się jak ideał dziewczęcych marzeń z symulatora randek. Na początku jest zimny i nieprzystępny, ale wystarczy wybrać właściwe opcje i rozpłakać się w odpowiednich momentach, by zrobił się milszy i nawet od czasu do czasu przytulił. Ku mojemu zgorszeniu okazało się, że pozbawiono go całego profesjonalizmu – przez większość czasu przemieszcza się on jak gdyby nigdy nic bez maski (choć nadal ma na sobie charakterystyczny płaszcz), a podczas walk popełnia podstawowe błędy. Na jego tle dobrze wypada protagonistka, która z gruntu rzeczy jest przedsiębiorczą osóbką (niech za przykład służy scena wydobywania numeru komórkowego od Mao). Można wręcz powiedzieć, że jako normalna dziewczyna wplątana w sytuację, która ją przerasta, wypada ona całkiem autentycznie. Niestety, to jedyny promyk słońca, jeśli chodzi o postaci wymyślone na potrzeby tej mangi, bo Krang, Kanon i Muzyk mają już zwyczajnie płaskie charaktery. Krang jeszcze początkowo prezentuje się nieźle jako główny antagonista, jednak gdy traci tę rolę, to zostaje nam tylko niezrównoważona i naiwna postać, która wyładowuje swoją frustrację na wszystkich dookoła.

Czy muszę mówić, że kreska shoujo pasuje do Darker than BLACK jak pięść do nosa? Postaci znane z serii wyglądają jakby się pochorowały na anoreksję i tylko jeden Huang zachował swoje oryginalne kształty. Hei ledwo przypomina siebie, a Mao jest o połowę chudszy i bardziej podobny do kotki niż kota. Zresztą nie on jeden ma ten problem. Krang momentami wygląda jak kobieta i gdy czytałam tę mangę po raz pierwszy to przy niektórych kadrach miałam spory problem z określeniem, czy postać, którą właśnie widzę, to Kana czy Krang. Kreska jest zwyczajnie przeciętna – ani nie zachwyca, ani nie razi po oczach. Osobną kwestią są sceny walki, które okazują się bardzo chaotyczne i trudno stwierdzić co tak konkretnie się w ich czasie dzieje. Widać, że osoba odpowiedzialna za grafikę nie miała zbyt wielkiej wprawy w rysowaniu starć.

Ciężko określić czas akcji, należy podejrzewać, że fabuła mangi umiejscowiona jest gdzieś na początku serii telewizyjnej. Polecałabym jednak nie próbować na siłę zrozumieć, kiedy dokładnie mają miejsce te wydarzenia względem serii, gdyż można od tego tylko nabawić się bólu głowy. Najlepiej przyjąć, że to alternatywna wersja przygód Heia i części spółki.

Największym problemem tej mangi jest sposób jej wykonania. Fabuła i postaci zwyczajnie nie pasują do konwencji shoujo. W efekcie wyszedł miszmasz romantyczno­‑mroczny, który właściwie nie wiadomo komu polecić. Ani wielbiciele sensacji nie znajdą tu trzymającej w napięciu akcji i ciekawie skonstruowanych walk, ani wielbiciele romansów nie będą w pełni usatysfakcjonowani banalnymi wątkami miłosnymi. Jedyne osoby, jakie przychodzą mi do głowy, którym mogłaby spodobać się ta manga, to ci, którym przypadło do gustu Darker than BLACK: Ryuusei no Gemini. Te tytuły są do pewnego stopnia podobne, jeśli chodzi o założenia fabularne. Natomiast wszystkim fanom pierwszej serii telewizyjnej zdecydowanie odradzam tę mangę, ponieważ jest ona zbyt daleka od oryginalnych założeń, by mogła im przypaść do gustu. Osoby niezaznajomione ze światem Darker than BLACK teoretycznie nie powinny mieć problemu ze zrozumieniem, o co chodzi (w początkowych rozdziałach pokrótce wyjaśniono ogólne założenia świata), ale nie doradzałabym im lektury tej mangi. Jest tyle lepszych serii, że naprawdę nie warto.

Tren, 22 czerwca 2010

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kadokawa Shoten
Autor: Nokiya
Autor oryginału: BONES, Tensai Okamura

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Darker than BLACK na forum Kotatsu Nieoficjalny pl