Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 kreska: 7/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 11
Średnia: 8,09
σ=1,44

Wylosuj ponownieTop 10

Soredemo Sekai wa Utsukushii

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2011-
Liczba tomów: 13+
Tytuły alternatywne:
  • それでも世界は美しい
Tytuły powiązane:

Dawno, dawno temu pewna księżniczka próbowała pokazać wielkiemu królowi piękno świata…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Imperium Słońca rośnie w siłę, sukcesywnie podbijając kolejne ziemie, zaś jedną z najnowszych jego zdobyczy jest Deszczowe Królestwo. W zamian za niezależność władca żąda, aby wasal dał mu za żonę jedną ze swoich córek. Sytuacja jest o tyle szczególna, że członkowie rodziny królewskiej tego malutkiego państewka mają moc zaklinania deszczu. Ostatecznie na kandydatkę zostaje wytypowana najmłodsza z księżniczek, Nike, która wyrusza w daleką i niebezpieczną podróż do nowego domu. Jakże wielkie jest jednak zdumienie tej niezależnej i silnej dziewczyny, gdy odkrywa, że jej wręcz legendarny mąż okazuje się młodszym od niej chłopcem.

Gdy mamy do czynienia z królewskim małżeństwem w mangach shoujo, zwykle to młodziutka i niewinna księżniczka zostaje wydana za „krwiożercznego” władcę i wraz z rozwojem fabuły stopniowo topi jego zamrożone serce. Nie po raz pierwszy schemat ten zostaje odwrócony, ale w dalszym ciągu mang łamiących konwencję jest zdecydowanie mniej niż tych, które bezpiecznie idą po znanej sobie ścieżce. Żeby daleko nie szukać, można przywołać chociażby wychodzącą w Polsce od jakiegoś czasu Opowieść Panny Młodej, gdzie mamy podobny pomysł. Należy oczywiście pamiętać, że historie te różnią się od siebie w sposób dość znaczący, poza tym wspomniana manga to seinen, a Soredemo Sekai wa Utsukushii mimo wszystko nawet nie próbuje wychodzić z ram gatunkowych. Czy to dobrze? I tak, i nie.

Na pewno dobrym krokiem było umieszczenie opowieści w dekoracjach magicznego świata, co daje duże możliwości, ale równocześnie oznacza sporą ilość pułapek, w które mniej doświadczony autor może wpaść wyjątkowo szybko. W tym przypadku mamy do czynienia z wielkim mocarstwem, które sukcesywnie podbija cały świat, notabene całkiem zróżnicowany i barwny, co odkrywamy wraz z rozwojem fabuły. Problem pojawia się jednak, gdy zdajemy sobie sprawę, na jak wysokim szczeblu rozgrywa się większość wydarzeń i jak łatwo znaleźć tu dziury. Mają tu bowiem miejsce wydarzenia poważne i brzemienne w skutkach dla wielu ludzi, a całość mimo wszystko cechuje się lekką, wręcz bajkową atmosferą. Nie mówię, że to źle, bo to przecież historia dla nastolatek, więc już z założenia ma być przyjemnie, łatwo i nieco naiwnie. Dlatego też tych, którzy oczekiwali jakichkolwiek zawiłości politycznych lub intryg dworskich, będę musiała zmartwić, bo takowe występują w ilościach bardzo niewielkich i są bardzo sztywno podporządkowane konwencji shoujo.

Bohaterowie sporo i beztrosko podróżują, chociaż fakt faktem, że gdyby siedzieli na swoich królewskich grzędach i kisili się w dworskim sosie, byłoby po prostu nudno. Ich perypetie są różne, ale w ogólnym rozrachunku stanowią mniej lub bardziej udane połączenie wątków poważnych i komediowych, ze znaczną przewagę tych drugich, faktycznie zabawnych. Można nawet powiedzieć, że fabuła traktuje siebie z pewnym dystansem, choć niekoniecznie przez cały czas. Cóż, nie ma co ukrywać, że scenariusz został tak naprawdę podporządkowany wątkowi romantycznemu, który jak przystało na ten typ, jest wyjątkowo słodki i niewinny. Tak, tutaj chyba najlepiej widać, że Soredemo Sekai wa Utsukushii to opowieść bardzo bajkowa i wyidealizowana, chociaż pani Shiina nie popada aż tak bardzo w skrajności, żeby czytelnikom zęby powylatywały z powodu próchnicy. Faktem jest też, że teoretycznie ciągła fabuła nie do końca wie, o czym właściwie jest. Akcja nie rozwija się może w zatrważającym tempie, ale sporo się dzieje, jednak trudno stwierdzić, co miałoby być wątkiem przewodnim. Z dotychczasowych wydarzeń wynika, że chodzi właśnie o romans, a ten sam w sobie jest może uroczy, ale mam wrażenie, że dałoby się z niego wycisnąć więcej. Podobnie ze światem przedstawionym, który aż prosi się o dokładniejsze przybliżenie i mniejszą umowność.

To, na czym traci fabuła, nadrabiają po części postaci, których jest całkiem sporo. Niezależna i charakterna Nike to bardzo miła odmiana po wychuchanych i słodziutkich dziewojach zamieszkujących karty podobnych tytułów. Dziewczyna nie boi się wyzwań, jest pewna siebie, nienawidzi siedzieć w jednym miejscu i najlepiej czuje się wśród dzikiej przyrody. Słowem: wolny duch, któremu obca jest sztywna etykieta dworska. Jednocześnie ma w sobie sporo dziecięcej ciekawości i naiwności, chociaż nie należy mylić tych cech z głupotą, bo tej na szczęście protagonistka jest pozbawiona (przynajmniej w porównaniu do większości swoich koleżanek po fachu). Młodej księżniczce zostaje przeciwstawiony jeszcze młodszy, ale całkowicie różny od niej Livius, zwany Królem Słońce. Władca ten, który tak właściwie jest jeszcze na dobrą sprawę dzieckiem, bardzo szybko został zmuszony przejąć władzę, co całkowicie odarło go ze złudzeń i zabrało radość dzieciństwa (fakt, w normalnych okolicznościach rządziłby regent, ale to zły adres). Zdeterminowany i cyniczny małoletni król prze do przodu w walce o władzę i nie ma czasu zachwycać się pięknem otaczającego go świata, który uważa za okrutny, ku czemu w sumie ma powody. Za arogancją i pozorną bezwzględnością (o której zwykle jedynie słyszymy) kryją się bowiem dziecięce lęki i niepewność, których okazywanie władcy przecież nie przystoi.

Na szczęście jednak skorupa króla nie jest aż taka gruba, a Nike nie jest typową księżniczką o dobrym, ale jednocześnie gołębim serduszku. Na początku jest trudno, ale nie ma pomiędzy nimi aż tak wyraźnej niechęci. To taka bardzo lekka odmiana „kto się czubi, ten się lubi”. Tych dwoje stanowi całkiem zgrany i sympatyczny duet, choć trudno wyplenić z serca doświadczonego przez los Liviusa wątpliwości i zaborczość, która należy jednak jeszcze do tego znośniejszego typu. Młodzi powoli nawiązują nić porozumienia, zaczynają sobie ufać i to nie metodą nagłych zmian charakteru i olśnień w stylu „och, jaki ten świat piękny” – to raczej powolne dostrzeganie tych jaśniejszych jego stron. Do tej pory nie zdarzyły im się jednak poważniejsze kłótnie, a ich związek w pewnym momencie staje w miejscu, ale generalnie mimo dużej ilości cukru jest całkiem nieźle. Do kompletu dostajemy również inne mniej lub bardziej ważne postaci, większość z nich jednak obraca się w sferach wyższych, a kreacja ich charakterów nie wykracza poza przyjęte schematy. Gdzieś na horyzoncie majaczy zazdrosna rywalka, ten trzeci, zawistni i knujący, choć niezbyt rozgarnięci wrogowie, nie zabraknie również sprzymierzeńców, ale wszyscy gdzieś tam w innych historiach shoujo mają bliźniacze rodzeństwo.

Manga shoujo: fabuła shoujo, bohaterowie shoujo i kreska… Pewnie że kreska też jest shoujo. Czyli? Wielkookie i wygładzone projekty postaci – ładne dziewczęta i przystojni panowie, przyjemny dla oka, acz niekoniecznie barokowy styl, sporo rastrów i pustych przestrzeni. Te ostatnie nie są może aż tak częste, bo autorka nie zapomina o tłach, które w kreacji fantastycznego świata są dość istotne i choć nie grzeszą wybitną szczegółowością, są ładne i odpowiednio zróżnicowane. Miło również, że Dai Shiina pomyślała o różnych strojach i mimo że nie ma ich aż tak dużo, to bohaterowie, jak przystało na rodzinę królewską, jednak mają coś w szafie na zmianę. Całość jest po prostu ładna i w miarę porządnie narysowana, chociaż nie wyróżnia się aż tak bardzo na tle innych mang.

Soredemo Sekai wa Utsukushii ma szansę stać się naprawdę popularne, zwłaszcza że właśnie zaczęto wyświetlać anime na jego podstawie. Biorąc pod uwagę znikomą liczbę ekranizacji mang shoujo z krwi i kości, niebędących dodatkowo romantycznymi komediami szkolnymi, jest spora szansa na sukces. Historia ta jest na pewno sympatyczna, przyjemna w odbiorze i niegłupia, chociaż odniosłam wrażenie, że czegoś jej brakuje. Tej charakterystycznej iskry czy pazura i jakiejś nietuzinkowości, by mogła wywrzeć wrażenie na starych wyjadaczach. Jeśli spojrzeć na to wszystko racjonalnym okiem (tak, ja wiem, że „racjonalizm” i „manga dla nastolatek” to są dwa przeciwległe bieguny, ale mimo wszystko…), opowieść ta ma swoje braki i pomimo całkiem udanych zabiegów fabularnych nie wyróżnia się aż tak bardzo na tle innych mang z gatunku romantyczno­‑przygodowego. Niewątpliwym plusem jest jednak lekkość historii i unikanie w skrajności, co zmęczonym szarym światem czytelnikom powinno służyć za wystarczającą zachętę do spróbowania tego kolejnego przedstawiciela „rodziny puchatkowców”. Może niekoniecznie zachwyci, ale mniej wymagających ma szansę wciągnąć.

Enevi, 20 kwietnia 2014

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Hakusensha
Autor: Dai Shiina