Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10 kreska: 7/10
fabuła: 9/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,50

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 31
Średnia: 8,23
σ=1,24

Wylosuj ponownieTop 10

Chii's Sweet Home

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2004-
Liczba tomów: 8+
Tytuły alternatywne:
  • チーズスイートホーム,
Widownia: Kodomo; Postaci: Zwierzęta; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm

Urocza historyjka skierowana do dzieci… Albo wielkich miłośników kotów. Czyli sposób na to, jak zajrzeć do umysłu własnego pupila.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: hakman4

Recenzja / Opis

Patrząc na liczbę mang o kotach, stwierdziłam, że Japończycy muszą uwielbiać te zwierzęta. Sama nie jestem ich ogromną miłośniczką, ale jako posiadaczka kota często dostrzegam jak bardzo prawdziwy jest koci obraz kreowany przez komiksy. Chii’s sweet home jest jedną z tych pozycji, które oddają koci los w bardziej śmiały sposób, udając się do wnętrza kociej główki. Analiza jest jednak w moim odczuciu całkiem trafna.

Chii to młodziutka kociczka, która podczas spaceru ze swoją kocią rodziną nagle gubi się. Szukając mamy, trafia w nieznaną okolicę, gdzie niespodziewanie krzyżują się drogi jej i małego Youheia. Rodzina chłopca decyduje się przygarnąć znalezionego kociaka… Oczywiście tylko na jakiś czas, gdyż tam, gdzie mieszkają, trzymanie zwierząt jest niedozwolone. Jak jednak łatwo się domyślić, po kilku dniach spędzonych z Chii, jej tymczasowi opiekunowie nie potrafią się z nią rozstać i nawet nieumyślnie nadają jej imię (w okolicznościach, których lepiej nie zdradzać…), co stało się kroplą, która przelała czarę. Chii stała się pełnoprawnym członkiem rodziny.

Dalsze przygody kociaka i jego nowej rodziny przypominają dziennik kogoś, kto właśnie został właścicielem podobnego potwora i nie mogąc znieść cierpienia w samotności, postanowił podzielić się z kimś spostrzeżeniami. Na przykładzie Chii widać, że kotu potrzeba czegoś więcej niż kuweta i pełna miska, ale nie jest to nic tak wzniosłego, jakby wynikało z początku tego zdania. Najczęściej „tym czymś” okazuje się porzucona torebka foliowa, jakiś obcy koci osobnik albo inna rzecz, która sprawi, że kocie oczka rozszerzą się.

Oprócz wychowawczego piekła, przez jakie przechodzą opiekunowie Chii, fabułę nakręca kocia ciekawość, która zgodnie z angielskim przysłowiem mogłaby nieopatrznie tegoż kota zabić. Chii jest stworzeniem, które definitywnie musi zajrzeć w każdą dziurę i wszystko obwąchać, nie zastanawiając się nad tym, że może dostać po łapkach. Kociak w swoim życiu spotyka ponadto mnóstwo innych zwierząt, więc zawieranie nowych znajomości także mamy odhaczone. Zabawnym jest, że czytając o kocich przygodach, znajduje się mnóstwo aluzji do egzystencji przeciętnego homo sapiens… Z pewnych względów można uznać, że celem autorki była słodka kpina z mang gatunku „okruchy życia”. Kocie okruchy życia? Futerkowy symbol człowieka? Jakiej alegorii by się tu nie doszukiwać, nie przeszkadza to w przyswajaniu tej lekkiej, uroczej fabuły.

Niezbyt wyraźny może być moment oddzielenia się cech typowych dla gatunku seinen (pod jakim oficjalnie figuruje ta manga) od oprawy w stylu dziecięcych bajek. Ot, mamy klasyczną rodzinę, w której tata czyta gazetę, mama robi obiad, a mały synek bawi się gdzie popadnie albo biega z kotem po domu. Sielanka wzbudzająca uśmiech na twarzy. Nie powiem, że przygody kociaka nie wydadzą się przeciętnemu dziecku interesujące, ale jest w tej historii coś poważnego, czego nie spróbuję nawet odsłaniać. Łagodna dawka humoru podkreśla dodatkowo, że manga ma mieć działanie uspokajające, zamiast powalać udziwnioną fabułą i wystrzałowymi dowcipami.

Postaci wprost urzekają prostotą. Zarówno koty jak i ludzie mają tu kształtnie zbudowane charaktery (gorzej z psami, które wydają się być bandą szczekających przygłupów – bez obrażania psów) i łatwo ich zapamiętać. Takie wysmakowane historie doskonale pokazują, że nie trzeba swoich bohaterów budować na zasadzie epatowania piętnem przeszłości i wewnętrznymi rozterkami. Życie rodziny przedstawione w Chii’s Sweet Home obraca się w dużej mierze wokół Chii, ale jednocześnie sposób prowadzenia bohaterów pozwala na domysły, jak może wyglądać reszta ich świata, która nie została przedstawiona w komiksie. To, że na wszystko patrzymy z pozycji żaby… to znaczy z pozycji Chii, wymusza na nas poznanie jej charakteru i ominięcie wzrokiem wszystkich innych wokół. W efekcie otrzymujemy zestawienie kocich osobowości, gdyż to koty są tu najważniejsze, najciekawsze i wokół nich obraca się wszechświat.

Poglądy Chii na temat otaczającego świata balansują na granicy narracji pierwszoosobowej, choć mamy tu możliwość własnego, mogłoby się zdawać jedynego poprawnego wnioskowania. Autorka wyraźnie zachęca jednak, by na chwilę wejść w kocią skórę i zobaczyć, że wnętrze szuflady albo schody prowadzące na piętro nie zawsze muszą być tym, czym sądzimy, że są.

Grafika jest urzekająco prosta, ale po elastyczności kreski widać, że nie jest to spowodowane brakami w edukacji artystycznej. Mimika kociej mordki złożonej z wielkich oczu i rozdziawionej paszczy (na myśli miałam jeszcze słowo „pyszczydło”, którego weterynarz użył wobec mojego kota) jest całkiem bogata. Podobnie łatwo przychodzi autorce wlewanie życia w twarze ludzi, których rysunek jest równie fascynujący, co nakreślony hiraganą „henohenomoheji”, czyli twarz stracha na wróble. Taka zabawa prostymi liniami zawsze mnie urzeka.

Śmiesznym jest obserwowanie ciał kocurków, gdyż wszystkie przedstawione koty są dość ubite i bardziej przypominają mi niedźwiedzie (w jednym z rozdziałów Youhei miał nawet podobne skojarzenia). Stawia to Japonię prawdopodobnie w czołówce państw z najgrubszymi kotami świata. Co by jednak nie mówić, ludzcy bohaterowie mają równie dziwne proporcje, więc całość zgrabnie zamyka się w konwencji kreskówkowej. Co więcej, manga jest w pełni kolorowa, dobór barw zaś łagodny i być może dość przypadkowy. Duże połacie białego, niewypełnionego tła sprawiają, że całość jest przyjemna dla oczu i na swój sposób wyrazista. Do tego mnogość dość prostych ubrań dzięki palecie kolorów wygląda na dużo bardziej dopracowaną.

Podsumowanie w odniesieniu do tak szlachetnie prostego tytułu byłoby stratą czasu. Chii’s Sweet Home to zdecydowanie najlepsza manga o kotach, jaka wpadła mi w ręce i niemożliwym jest porównanie jej z inną z tej samej sekcji. Powinni zainteresować się nią opiekunowie tych futrzastych stworków, gdyż tylko oni mogą naprawdę poczuć więź z przedstawionymi postaciami i pewnie nie raz obejrzą się na swojego kota z myślą: „Teraz wiem, co ci chodzi po głowie, mały łobuzie”. Nie ma jednak przeszkód, by bez własnego doświadczenia w opiece nad kotem móc cieszyć się tą historią. Manga jest tak sympatyczna, że ma szanse oczarować każdego, kto spokojnie zasiądzie nad nią i da się wchłonąć w świat kociego postrzegania rzeczywistości.

Tylko nie zdziwcie się, gdy nagle znajdziecie pod swoim biurkiem skrytą w kurzu, doskonałą kryjówkę…

Garcinda, 18 czerwca 2010

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kodansha
Autor: Konami Kanata