Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Waneko - Wydawnictwo komiksu japońskiego

Manga

Frankenstein

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 1994
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • フランケンシュタイン
Gatunki: Horror
Widownia: Seinen; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Europa; Czas: Przeszłość

Zaskakująco wierna pierwowzorowi komiksowa adaptacja sztandarowej powieści grozy, stworzona przez klasyka mangowego horroru.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Yuriko

Recenzja / Opis

Napisana na początku XIX wieku powieść Mary Shelley Frankenstein należała do pionierskich tytułów gotyckiego horroru oraz stworzyła jeden z najpopularniejszych archetypów wśród opowieści grozy. W ciągu niemal dwustu lat od jej powstania interpretowana była na najróżniejsze sposoby, jednak im dalej odchodzono od oryginału, tym zwykle gorzej się to kończyło. Swoje wersje opowieści o sztucznym człowieku stworzyli także Japończycy, a wśród nich jeden z najsłynniejszych skośnookich autorów horrorów – Junji Itou.

Od razu zaznaczę, że Itou zaskoczył mnie sposobem, w jaki podszedł do opowieści o doktorze Wiktorze Frankensteinie i stworzonym przez niego monstrum. Spodziewałem się autorskiej interpretacji, przeniesienia realiów, bohaterów, japonizacji całości oraz ozdobienia opowieści stosowną dla autora Gyo dawką makabry. Tymczasem nic z tych rzeczy. Frankenstein Junjiego Itou jest historią bardzo wierną pierwowzorowi – różnią się tu w zasadzie tylko detale, fabuła zachowuje ten sam sposób narracji i opowiada taką samą historię.

Mam wątpliwości, czy w tej sytuacji jest sens pisać cokolwiek o fabule. Zainteresowani zapewne znają ją bardzo dobrze, zaś reszta… Cóż, to jedno z tych dzieł, które znać po prostu wypada, jeśli chce się wiedzieć cokolwiek o korzeniach fantastyki. Mniej lub bardziej prawymi dziećmi Frankensteina są bowiem wszyscy „sztuczni ludzie”, na maszynach myślących i robotach, tak licznie zaludniających karty także japońskich opowieści fantastycznych, kończąc. Choć Tima z Metropolis Osamu Tezuki czy major Kusanagi z Ghost in the Shell Masamune Shirowa zapewne niechętnie przyznałyby się do pokrewieństwa z tą cokolwiek odrażającą (acz w gruncie rzeczy – budzącą litość) istotą, to pokrewieństwa nie da się wyprzeć.

Ale miejmy jednak litość nad młodszymi czytelnikami naszego serwisu. Rozgrywającą się na w czasie „wieku świateł” historia opowiada o młodym i ambitnym naukowcu, Wiktorze Frankensteinie, który pod wpływem odkryć naukowych dotyczących elektryczności postanawia wykorzystać ją, aby tchnąć życie w martwą materię (Osamu Tezuko, gdziekolwiek jesteś, przyznaj się, skąd wziąłeś pomysł na początek Metropolis). Potrzeba zdobycia materiału do eksperymentów popycha Wiktora do okradania grobów, celem zdobycia fragmentów świeżych ciał. Ostatecznie powstaje olbrzymie, bezimienne monstrum, które ucieka z laboratorium.

Nie kończy to jednak sprawy, gdyż stwór odkrywa swoje korzenie i prawdę o swym stwórcy. Odepchnięte przez ludzi, ze względu na swój obrzydliwy wygląd, monstrum odszukuje Frankensteina i zmusza go do powtórzenia eksperymentu, celem stworzenia odpowiedniej dlań towarzyszki. Choć Wiktor odmawia, ostatecznie ulega jednak groźbom pozbawienia życia wszystkich osób, które są mu w jakikolwiek sposób bliskie.

Jak zaznaczyłem wcześniej, zaskoczyła mnie kanoniczność tej opowieści. Dotyczy to w równym stopniu fabuły, jak i sposobu jej przedstawienia. Autor nie pokusił się nawet o to, aby doprawić powieść Mary Shelley dawką tak charakterystycznej dla siebie makabry. Pod tym względem nie poszedł dalej niż oryginał, ba, w niektórych scenach można nawet odnieść wrażenie, że powstrzymywał się, aby nie narysować więcej. Skąd takie podejście? Zaryzykowałbym tezę, że z szacunku dla pierwowzoru. Itou doszedł zapewne do wniosku, że nie chce mierzyć się z oryginałem. Wolał oddać mu hołd, przedstawiając całą opowieść z grubsza taką, jaką była. I trzeba przyznać, udało mu się to.

A mimo to mam wątpliwości co do tego komiksu. Jego największa zaleta jest być może jednocześnie jego największą wadą. Prawdę powiedziawszy, gdy się poznało się już oryginał, to lektura mangi oferuje już tylko powtórkę. Fakt, dobrze narysowaną (bo tego Itou nie sposób odmówić), ale niewnoszącą właściwie niczego nowego. W ostateczności można potraktować to jako swego rodzaju streszczenie dla tych, dla których powieść Shelley będzie dziś już ciężkostrawna (choć moim zdaniem, lepiej zniosła próbę czasu niż np. sporo od niej młodszy, a niemniej klasyczny Dracula Brama Stokera). Można także uznać ją za swego rodzaju przypomnienie dla tych, którzy czytali pierwowzór bardzo dawno temu i chcieliby sobie przypomnieć, o co chodziło w tej opowieści.

Tradycyjnie u Itou głównej opowieści towarzyszą dwie krótsze. Niestety w tym przypadku nie mogę o nich napisać niczego dobrego. Obie są bardzo krótkie (mają po kilka stron), bełkotliwe i raczej śmieszne (acz chyba wbrew intencjom autora) niźli straszne. Dotyczy to zwłaszcza drugiej, którą tak w przenośni, jak i dosłownie określić można jako „gównianą”.

Trudno oceniać ten komiks, szczególnie wystawiając mu cyferkowe stopnie. Przyczyną jest właśnie ta wierność oryginałowi, która sprawia, że przychodzi mi niejako oceniać oryginał, a nie to tu przecież chodzi. Frankenstein to po prostu dobra adaptacja. Nic poza tym. Czy to dużo, czy mało – wniosek pozostawiam czytelnikom.

Grisznak, 2 października 2013

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Asahi Shinbunsha
Autor: Junji Itou