Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 kreska: 7/10
fabuła: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 14
Średnia: 7,71
σ=1,1

Wylosuj ponownieTop 10

Asterisk

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2006-2010
Liczba tomów: 8
Tytuły alternatywne:
  • アスタリスク

Kto inny będzie bronił ludzkości przed złymi duchami jak nie anioły?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Shizuka

Recenzja / Opis

Ludzie od zawsze żyli w błogiej nieświadomości, nie mając pojęcia, że często padają ofiarami zawistnych duchów, zwanych „manifami”. Jakimś cudem jednak sytuacja nie wymknęła się jeszcze spod kontroli, bo ktoś cały ten chaos musi ogarniać. Któż taki? Anioły oczywiście. Nasi pierzaści strażnicy po cichu dbają o to, aby każdemu człowiekowi żyło się w miarę możliwości jak najlepiej. Jeden z anielskich obowiązków stanowi odnajdywanie i eliminacja manifów. Ich pochodzenie jest niejasne, ale wiadomo na pewno, że ich obecność zaburza porządek świata, więc trzeba z nimi coś robić. Jednym ze śmiałków, którzy dzień w dzień na nie polują, jest Kio, niesamowicie lekkomyślny, ale równie utalentowany i zdeterminowany anioł. Jego charakter nieraz wpędza go w kłopoty, więc naturalnie trzeba go pilnować. Zadania tego podejmuje się wieloletni przyjaciel Kio – Fraw, który skrywa jednak pewien sekret, mogący postawić pod znakiem zapytania ich dalsze relacje.

Anioły, jakie są, każdy widzi, prawda? A wcale że nie. Z początku może się wydawać, że Shuu Morimoto po raz kolejny wałkuje ten sam schemat, jednak czytelnik dość szybko orientuje się, że stworzony przez nią świat to różnorodna i przeurocza mieszanka wszystkiego: od zapożyczeń z tradycji chrześcijańskiej po buddyjską z fantastycznymi dodatkami. Sama manga nie jest długa i na pewno nie znajdziemy tutaj fascynującej mozaiki stworzonego od podstaw świata, a raczej sympatyczną wariację na znany temat. Autorka na pewno mogłaby wymyślić jeszcze więcej, ale to, co dostajemy, jest dostatecznie dobrze opisane, by tworzyć może niekoniecznie porywający czy odkrywczy, ale na pewno w miarę spójny obraz tej umownej rzeczywistości.

Jak już zapewne większość z Was zgadła, Asterisk jest opowieścią o młodych i dzielnych aniołach, które na co dzień użerają się z zatruwającymi ludzkie życie złymi duchami. Pierwsze rozdziały to wprowadzenie i krótkie przedstawienie kolejnych, nierzadko przypadkowych akcji ratowania opętanych dusz, lecz stosunkowo szybko dochodzimy do głównej linii fabularnej, której tajemnice ujawniane są kawałek po kawałku. Czy sam scenariusz jest zaskakujący? Niekoniecznie, acz umówmy się, nie o oryginalność tu chodzi, a o zabawę znanymi motywami. Efekt jest zdecydowanie udany – choć dość prosta fabuła z czasem poważnieje, całość zachowuje lekki i przyjemny klimat, a sceny komediowe faktycznie są zabawne.

Jest to jak na razie jedna z najkrótszych mang pani Morimoto, znanej zapewne miłośnikom gatunku z takich tytułów jak Jinjuu Houretsuden czy wychodzące od przeszło dwudziestu lat G­‑Defend. Ośmiotomowa objętość w porównaniu do czterdziestu czy nawet trzynastu tomów stawia pewne ograniczenia, jednak fabuła jest prowadzona naprawdę sprawnie i w dobrym tempie, a całość została bardzo zgrabnie rozplanowana. Zakończenie pozostawia pewien niedosyt, ale niewielki. Teoretycznie moglibyśmy dostać nawet drugie tyle, jednak lepiej prezentują się historie zamknięte w porę niż sztucznie podtrzymywane przy życiu, w których kolejne rozdziały to odgrzewane kotlety.

Shounen­‑ai czy nie? Asterisk to jedna z tych opowieści z rodzaju: „czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?”, że pozwolę sobie zacytować Mickiewicza. Bohaterowie są nierozłączni praktycznie od urodzenia, wiadomo, że im na sobie nawzajem zależy, ale nic nie zostaje powiedziane wprost, choć wyraźnie widać, że nie mamy tu do czynienia z typową męską przyjaźnią, a wszelkie odważniejsze fantazje są dozwolone. Czy to wada? Zwykle w tego rodzaju historiach lubię klarowność, tutaj jednak brak dosłowności zupełnie mi nie przeszkadzał, a nawet stanowił jedną z głównych zalet, bo to właśnie dzięki temu manga jest tak przeurocza. Dodatkowo wplecione w scenariusz retrospekcje dobrze dopełniają całości, pokazując, jak relacje bohaterów zmieniały się na przestrzeni czasu.

Moje dotychczasowe mangowe doświadczenie skłania mnie ku przekonaniu, że stuprocentowo dobrzy bohaterowie są nudni, zaś ciekawe jednostki łatwiej znaleźć po drugiej stronie barykady, ale na szczęście zdarzają się wyjątki. Kio i Fraw, podobnie jak zdecydowana większość pozostałej obsady, stoją po stronie dobra – w dodatku takiego prawdziwego i nieskorumpowanego dobra, od którego pewnie większość osób dostaje mdłości. Cóż, mimo nieskazitelności głównych bohaterów pod tym względem, zdecydowanie mogę napisać, że są naprawdę udani i po prostu sympatyczni. Fakt, momentami można nie do końca dowierzać uczciwości i determinacji, z jaką Kio wykonuje kolejne zadania, ale wszystko zostało utrzymane w ryzach, a do talentu i charyzmy bohater otrzymał w komplecie podobną ilość lekkomyślności i porywczości. Jego druga połówka – Fraw, to w oczach innych aniołów zabójczo przystojna, przebojowa i nadopiekuńcza jednostka, prywatnie okazująca się jednak wyjątkowo pocieszną kluchą, która, gdy tylko może, klei się do Kio tak mocno, jak się tylko da. Jak wspomniałam, relacje tej dwójki dalekie są od typowo romantycznych, ale w tym właśnie tkwi ich urok. Potraktowane ze sporym przymrużeniem oka, stanowią naprawdę miłą odskocznię od przedramatyzowanych pląsów skrajnych masochistów, a przy okazji stanowią główne źródło humoru w mandze.

Nawet najważniejszy anioł ma tutaj jasną stronę, zaś autorce udało się pod tym względem zachować równowagę. Dzięki temu nie mamy do czynienia z ani jednym klaunem, pod którego uśmiechem kryłby się potwór lub wyjątkowy nieszczęśnik. Nawet najbardziej elitarna grupa Siedmiu Aniołów składa się z przesympatycznych jednostek, z przywódcą Loreinem na czele. Oczywiście nie mogłoby się też obejść bez czarnego charakteru. Delikwent jest bez wątpienia klasycznym przedstawicielem swojego rodzaju i pani Morimoto nawet nie stara się udawać, że maluje jego charakter w odcieniach szarości. Antagonista mąci i generalnie chce źle, nie śmieje się jednak szaleńczo i nie pozuje na geniusza mroku. Może nie został obdarzony porażającą ilością charyzmy, ale nie jest też całkowicie bezbarwny. Ot, raczej wyższe stany średnie „czarnocharakterowatości”.

Kreskę autorki da się odróżnić od innych, mimo że tak naprawdę nie jest aż tak bardzo charakterystyczna. Widać jednak ogromną poprawę warsztatu – jeśli spojrzy się dla porównania na pierwsze tomy G­‑Defend i niesamowicie kanciaste, toporne sylwetki bohaterów, różnica jest naprawdę porażająca. Nie sposób nie zauważyć, że nieco tej „toporności” jeszcze pozostało i mangaczce zdarzają się wpadki anatomiczne w postaci za długiej szyi czy rąk, ale ogólnie rzecz ujmując, projekty postaci są miłe dla oka i ładne. Pani Morimoto lubi używać rastrów, dba jednak również o szczegóły, choć może nieprzesadnie. Rewelacji nie ma, ale rysunki są przyjemne, a nieliczne usterki raczej ujdą płazem, biorąc pod uwagę, jak urocze są chociażby komediowe deformacje.

Zdaję sobie sprawę, że w powyższym tekście zdecydowanie za często powtarzają się słowa „uroczy” i „sympatyczny”, ale naprawdę trudno mi użyć innych przymiotników, opisując tę mangę. Niełatwo jest bowiem stworzyć coś lekkiego, co mimo braku oryginalności, umie przekonać czytelnika do kontynuowania lektury. Co oferuje Asterisk? Nieprzekombinowaną, ale i niegłupią historię. Scenariusz może nie zaskakuje niespodziewanymi zwrotami akcji, ale zostaje podany w tak bezpretensjonalny i ciepły sposób, że nie sposób narzekać. Do tego dochodzą w większości jednoznacznie pozytywni, a przy tym niesamowicie sympatyczni i uroczy bohaterowie (przepraszam, ale naprawdę nie wiem, jakiego synonimu użyć), których relacje zapewne rozczulą niejedną fankę lżejszych opowiastek spod znaku shounen­‑ai. Lekturę darować sobie mogą amatorzy skomplikowanych, mrocznych i przeładowanych dosłownością historii, bo tu raczej niczego dla siebie nie znajdą.

Enevi, 17 lutego 2013

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Tousuisha
Autor: Shuu Morimoto