Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 kreska: 10/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 8
Średnia: 6
σ=1

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Gigantomachia

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2013-2014
Liczba tomów: 1
Wydanie polskie: 2018
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • Gigantomakhia
  • ΓΙΓΑΝΤΟ ΜΑΧΙΑ ギガントマキア

Najnowsza manga autora kultowego Berserka.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: SJZ

Recenzja / Opis

Odległa postapokaliptyczna przyszłość. Po upadku niezliczonych cywilizacji i wyniszczających wojnach świat w minimalnym stopniu przypomina naszą współczesność. Zmiany klimatyczne i wynikłe z nich katastrofalne zjawiska pogodowe zupełnie zmieniły krajobraz Ziemi. Większość lądów pokryły nieprzyjazne pustynie, na których przetrwać mogą jedynie najbardziej odporne istoty. Flora i fauna w wyniku ewolucji uległy zadziwiającym przemianom, a świat zaczęły przemierzać stwory rodem z mitów, na czele z gigantami. Aby dostosować się do nowych ekosystemów, ludzkość podzieliła się na cały szereg oddzielnych ludów. Wiele z nich z powodu życia w izolacji nabrało różnych zwierzęcych cech i z każdym kolejnym pokoleniem coraz mniej przypominało homo sapiens.

Ten dziwaczny i wrogi świat przemierza z ważną misją dwójka bohaterów – zapaśnik Delos i kierująca jego poczynaniami nastoletnia Prome. Ich celem jest spotkanie z pustynnym ludem Skarabian, przegrywającym wojnę ze znacznie potężniejszym od siebie Imperium Humów. Rychła konfrontacja nie przebiega jednak najlepiej, gdyż napotkani chrząszczojeźdźcy nie wykazują chęci do rozmowy. Podróżnicy zostają więc potraktowani jak szpiedzy, a następnie związani, przewiezieni do pobliskiego miasta i skazani na śmierć. Tym samym można uznać, że para bohaterów mocno utrudniła swoje zadanie, mające na celu uratowanie Skarabian przed zbliżającą się właśnie armią.

Gdybym miał utworzyć ranking najlepszych rysowników mang, Kentarou Miura miałby zagwarantowane bardzo wysokie miejsce. Typowa dla niego zadziwiająca szczegółowość rysunku, wykorzystywana do przedstawiania fascynujących krajobrazów, naturalnie wyglądających tłumów ludzi i pełnych rozmachu scen batalistycznych, niewątpliwie przejdzie do historii. Podobnie jak pełne grozy i szaleństwa wizerunki potworów oraz emocjonujące sceny walki z użyciem charakterystycznego gigantycznego miecza. Jednocześnie miałbym uzasadnione opory przed nazwaniem go jednym z najwybitniejszych mangaków. Jest bowiem znany jako autor jednego tytułu – Berserka. Powstałe w początkach jego kariery inne mangi, takie jak Legenda króla wilków i Japan, trudno z czystym sumieniem nazwać dobrymi. Tym bardziej więc byłem ciekaw jego nowego dzieła, czyli Gigantomachii. Jeśli rysownik tego pokroju zawiesza na kilka miesięcy swój najbardziej popularny tytuł, aby narysować coś zupełnie nowego, to powinien mieć ku temu dobry powód.

A figa z makiem! Napiszę wprost – niewiele rzeczy może popsuć lekturę tego tytułu bardziej niż nierealistycznie wygórowane oczekiwania. Na opowieść składają się walka zapaśnicza na arenie, finalna bitwa i niewiele wnoszący epilog. Historia kończy się, zanim ma szansę się rozkręcić i autentycznie zainteresować czytelnika. Nic też nie wskazuje na to, aby w bliskiej przyszłości powstała kontynuacja. Dokładne pisanie o fabule i próba jej oceny skończyłaby się więc streszczeniem prawie całego tomiku, co byłoby nieetyczne wobec czytelników. A to zdecydowanie najgorsze, co mógłbym zrobić.

Pomimo wszystko jestem pod wrażeniem klimatu opowieści i empatii autora wobec swoich bohaterów. Skarabianie nie są bowiem barbarzyńcami, mordującymi każdego, kto przemierza ich krainę. Wręcz przeciwnie – to nadzwyczaj dzielny lud, zawdzięczający swoje istnienie unikalnej kulturze, powstałej dzięki życiu w symbiozie z gigantycznymi chrząszczami. Nawet miasta, które zamieszkują, są w przeważającej mierze dziełem owadów i na pierwszy rzut oka nie przypominają niczego, co człowiek mógłby stworzyć własnymi rękami. A raczej nie przypominały, gdyż w trakcie działań wojennych zniszczeniu uległy wszystkie poza jednym. Ponieważ Imperium Humów słynie z okrucieństwa, widok głównych bohaterów budzi pozornie uzasadniony gniew i chęć odwetu.

Delos nie jest jednak głupcem i doskonale zdaje sobie sprawę, że za wyzwiskami i lecącymi w jego stronę zgniłymi pomidorami stoją niezliczone tragedie całych rodzin. Wie też, że jego gospodarze są bardzo honorowi i dlatego wydany na niego wyrok może przybrać postać pojedynku. Czyli czegoś, w czym jest prawdziwym mistrzem, gdyż przez całe życie walczył jako gladiator. Przy okazji, rzecz jasna, stara się nie zrobić krzywdy innym wojownikom. Jego konfrontacja na śmierć i życie z nieludzko silnym Ogunem ma więc fascynujący przebieg. Tym bardziej że dla jego przeciwnika jest kwestią honoru i próbą zemsty za cierpienia jego ludu.

Na pierwszy rzut oka widać, że Gigantomachii bardzo daleko do klimatu Berserka, co stanowi w sumie miłe zaskoczenie. Bohaterowie nie są ponurymi mścicielami, lecz idealistami chcącymi powstrzymać rozlew krwi w świecie, który od dawna stoi na krawędzi zagłady. O dziwo, dysponują zarówno odpowiednią siłą, jak i argumentami. Najpierw muszą jednak przekonać swoich gospodarzy, że nie są wrogami, co paradoksalnie staje się możliwe dzięki wspomnianej walce na arenie. Niestety, opowieść jest w paru momentach wręcz zbyt idealistyczna i w efekcie infantylna, co razi szczególnie w zakończeniu, będącym typowym deus ex machina, umożliwiającym bezkrwawe wyjście z patowej sytuacji.

Jak wspomniałem, Delos to typowy szlachetny osiłek. Jest autentyczny, szczery i nie waha się poświęcać w imię wyższego dobra. Dobrze więc, że ma wsparcie w postaci Prome, nieustannie łającej go za nadmierne ryzykowanie własnym zdrowiem. Pełni ona też funkcję narratorki, wyczerpująco tłumaczącej swojemu towarzyszowi i czytelnikom kolejne fakty dotyczące ich podróży i spotykanych ludzi. Wszystko to jest pod wieloma względami zaskakujące, gdyż rozległa wiedza o świecie i dojrzały ton wyraźnie kontrastują z niepozornym wyglądem dziewczyny. Przy okazji muszę jednak skrytykować autora za wykorzystanie jej postaci do czegoś, co z braku lepszego słowa można nazwać fanserwisem. Potrafi ona bowiem uleczyć nawet najpoważniejsze obrażenia Delosa za pomocą swojego „nektaru”, podawanego poprzez stanięcie nad nim z podniesioną sukienką. Jeśli mam być szczery – nie mam pojęcia, co autor sobie tutaj myślał. Nie jest to bowiem ani specjalnie zabawne, ani tym bardziej stymulujące. Jest co najwyżej rubaszne, w najgorszym tego słowa znaczeniu.

Spośród Skarabian jedynie dwójka bohaterów ma wyraźniej zarysowane charaktery i odgrywa istotną rolę w fabule. Cała reszta jest przedstawiona jako całkiem realistyczna społeczność. Ulice i budynki pełne są ludzi w różnych wieku, zaś bohaterowie przelotnie spotykają zarówno niedołężne staruszki opłakujące swoich bliskich, jak i dojrzałych mężczyzn martwiących się o przyszłość. Miasto pełne jest także ciekawskich i nieustannie czymś zajętych dzieci, starających się pomagać rodzicom, opiekując się rodzeństwem i chrząszczami, lub też beztrosko bawiących się z przyjaciółmi. Skłamałbym jednak, pisząc, że nic mnie nie irytowało. Wadą mangi jest bardzo podniosły i niemal teatralny styl wypowiadania się części postaci, w czym przoduje wojownik Ogun. Wraz z kolejnymi rozdziałami jego patetyczne przemowy męczą coraz bardziej i w końcu mogą zacząć śmieszyć. Z drugiej strony, Delos używa bardzo prostego i potocznego języka, natomiast Prome prowadzi długie monologi pełne szczegółowych opisów i zwrotów naukowych, mocno kojarzące się z filmami dokumentalnymi i spokojnym głosem Krystyny Czubówny. O żołnierzach Imperium nie jestem w stanie powiedzieć niemal nic, gdyż autorowi zabrakło czasu lub chęci, aby przedstawić ich z bardziej ludzkiej strony.

Strona graficzna to autentyczne mistrzostwo świata, co w najmniejszym stopniu nie powinno dziwić. Postacie są przedstawione w charakterystyczny dla autora, pozbawiony nadmiernych upiększeń sposób. Mają dalekie od kanonów piękna figury i niejednokrotnie różne blizny lub zmarszczki. Świetnym tego przykładem jest niewysoki, krępy i muskularny Delos. Sceny akcji są bardzo czytelne i dynamiczne dzięki wykorzystaniu całego szeregu chwytów rodem z zapasów i amerykańskiego wrestlingu. Najbardziej jednak imponują tła przedstawiające rozległe panoramy lub tłumy ludzi, nierzadko różniących się posturą, rysami twarzy i strojami. Równie fascynujące są sceny batalistyczne, prezentujące całe oddziały i gigantyczne potwory. Bardziej wymagający czytelnicy mogą narzekać, że brakuje w tym emocji i szaleństwa charakteryzującego najlepsze tomy Berserka, ale efekt i tak jest wybitny.

Jest tylko jeden element, który chciałbym skrytykować, chociaż trudno go nazwać ewidentną wadą. W liczącym nieco ponad dwieście stron tomiku znajduje się bowiem aż dziesięć dwustronicowych ilustracji, niemal całkowicie pozbawionych dymków dialogowych i komentarzy narratora. Wydaje się to bardzo dziwne w przypadku tak krótkiego tytułu z otwartym zakończeniem.

Wszystko to sprawia, że Gigantomachia jest mangą zaledwie niezłą. Może się pochwalić mistrzowską oprawą graficzną i ma dających się lubić bohaterów, ale sprawia wrażenie niedokończonej opowieści, pozostawiającej czytelników z całym szeregiem pytań i nierozwiniętych wątków. Nie sądzę więc, by ktokolwiek po lekturze i odłożeniu jej na półkę chciał do niej wracać.

C.Serafin, 1 lutego 2020

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Hakusensha
Wydawca polski: J.P.Fantastica
Autor: Kentarou Miura
Tłumacz: Paweł Dybała

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 J.P.Fantastica 12.2018