Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Funcon 2017 - konwent

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 kreska: 7/10
fabuła: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 2
Średnia: 7
σ=0

Wylosuj ponownieTop 10

Kyou, Curry!

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2011-2012
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • 今日、カレー!

Życie o smaku curry, a może curry o smaku życia? Pyszne okruchy życia dla spragnionych odrobiny ciepła.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Haruse Urara po śmierci matki przenosi się wraz z ojcem na małą wyspę Benten, gdzie wspólnie prowadzą obwoźny sklep z curry. Oprócz dziewczynki w sklepie pomagają dwie uczennice, Subaru i Yoriko. Mimo pozornej stagnacji ich codzienne życie obfituje w wiele nieoczekiwanych i nietypowych wydarzeń, przy których wymyślanie nowych, czasem bardzo dziwnych wersji curry wydaje się zupełnie normalne. Wszystkiemu winna wyspa, a raczej jej niezwykle specyficzni mieszkańcy, gdyż oprócz ludzi można tu spotkać bóstwa, demony, a nawet mumie!

Opis Kyou, Curry! sugeruje wybuchową mieszankę, tymczasem manga zaskakuje nieco melancholijnym, ale bardzo optymistycznym klimatem. Chociaż ogólne założenia fabularne wydają się odrobinę szalone, efekt końcowy to pełne lekkiego humoru okruchy życia. Opowieść o perypetiach Haruse i jej przyjaciół nie jest szczególnie dynamiczna, ale porywa czytelnika nastrojem i przyciąga sympatycznymi bohaterami. Biorąc pod uwagę nagromadzenie istot nadprzyrodzonych, fabuła powinna pękać w szwach od niezwykłych przygód i odkryć małej bohaterki, jednak Yae Shimane postanowiła nieco inaczej zakomponować komiks. W Kyou, Curry! niezapomnianą i ekscytującą przygodą może być spacer, wyprawa do sklepu lub dostawa towaru do domu klienta. Autorka w barwny i interesujący sposób opowiada o codzienności bohaterów, która od naszej różni się tylko detalami, a mimo to sprawia wrażenie wprost baśniowej. Przez pryzmat poczynań Haruse poznajemy niezwykły mikroświat, jakim jest wyspa Benten, a także jej gościnnych i uroczych mieszkańców. Yae Shimane chętnie czerpie z japońskiego folkloru, twórczo wykorzystując zapożyczone elementy i umiejętnie wplatając je w opowieść – zresztą już sama nazwa wyspy nawiązuje do imienia bogini, jednej z siedmiorga bóstw szczęścia, sprawującej pieczę nad wszystkim, co płynie. Benten pojawia się także w komiksie, właśnie jako opiekunka wyspy i jak już wspomniałam, to nie jedyne nawiązanie.

Fabuła jest epizodyczna i na próżno szukać tu wątku głównego. Mylący może być początek, ponieważ przez chwilę wydaje się, że to na Subaru i Yoriko skupiać się będzie akcja, ale dziewczęta szybko schodzą na drugi plan. Warto też wspomnieć, że chociaż interakcje bohaterów są istotnym elementem mangi, najwięcej czasu autorka poświęca Haruse oraz jej przystosowywaniu do sytuacji i aklimatyzacji w nowym domu. Naturalnie wszystkie napotkane istoty oraz ludzie zawsze służą dziewczynce z pomocą i w ogóle miejsce zamieszkania bohaterów można uznać za oazę spokoju, pełną dobroci i miłości. Nie jest to z mojej strony zarzut, gdyż po pierwsze, taki idylliczny obrazek idealnie pasuje do koncepcji fabularnej, a po drugie, całość nie sprawia wrażenia „nadmiernie polukrowanej”. Zarówno świat przedstawiony, jak i wszystkie wydarzenia, obserwujemy z perspektywy dziecka, dlatego też podczas lektury daje się odczuć pewna naiwność, acz jak to z maluchami bywa, wszelkie spostrzeżenia są zazwyczaj szalenie trafne. Lektura Kyou, Curry! to sama przyjemność, chociaż zabrakło mi tu jednej rzeczy – otóż Haruse poznaje coraz to nowych przyjaciół, zacieśnia więzy z dziewczynami pracującymi u jej taty, można powiedzieć, że z każdym rozdziałem powiększa rodzinę o nowych członków, ale… Odniosłam wrażenie, że autorka zapomniała o tym najważniejszym związku, czyli relacji Haruse z tatą. Bo owszem, jest on obecny praktycznie cały czas, ale poza okazjonalnymi zapewnieniami o miłości do córki, jakaś taka niemrawa ta ich relacja. W sensie, wśród licznej obsady, teoretycznie najważniejsza dla głównej bohaterki osoba pełni rolę statysty, co nie do końca mnie usatysfakcjonowało. Natomiast wyjątkowo przypadły mi do gustu przemycane gdzieś w tle delikatne sugestie Yae Shimane, że nawet na tej pięknej i spokojnej wyspie życie nie zawsze i nie dla wszystkich jest usłane różami. Nawet najradośniejszą postać trapią do bólu zwyczajne problemy, o których niekoniecznie ma ochotę rozmawiać z innymi. Tego typu aluzje, drobiazgi, strzępki rozmów decydują o tym, że Kyou, Curry! nie ocieka cukrem i różową pozytywną energią, które z ciepłych okruchów życia zrobiłyby infantylną i mdłą opowiastkę dla nikogo.

Co ciekawe, trudno uznać postaci za największą zaletę mangi – są sympatyczne i różnorodne, ale nie zapadają jakoś szczególnie w pamięć. Haruse to urocza i rezolutna dziewczynka, ciekawa świata i otwarta na nowe, z łatwością nawiązuje kolejne znajomości, ale jak to w komiksach bywa, wydaje się zbyt doskonała. Każdy chciałaby mieć takie dziecko albo siostrzyczkę, problem polega jednak na tym, że może sobie najwyżej pomarzyć, ponieważ takie dzieci nie istnieją. Nie jest to poważny problem, biorąc pod uwagę znaczne odrealnienie historii i jej ogólny, bajkowy wydźwięk. Warto mieć jednak świadomość, że nie znajdziemy tu obrazu prawdziwego dzieciństwa. Koleżanki bohaterki są bardziej autentyczne, chociaż na pierwszy rzut oka wydają się zbiorem schematów. Subaru tryska energią i podchodzi do wszystkiego raczej na luzie, to typ ekstrawertyczki o nieco chłopięcym sposobie bycia. Natomiast Yoriko, chociaż odpowiedzialna i godna zaufania, często bywa rozkojarzona, odrobinę oderwana od rzeczywistości. Dla Haruse są one jak starsze siostry i przewodniczki, pomagają jej w trudnych chwilach, ale też uczą i zapewniają rozrywkę. Jednak najciekawszymi mieszkańcami wyspy są wszystkie istoty nadprzyrodzone, urocza i zaskakująco ludzka Benten, a przede wszystkim Amanojaku, pojawiający się w dość oryginalnej formie i straszący niewzruszonych bohaterów w wyjątkowo nieudolny, ale bardzo zabawny sposób. Dzięki Haruse poznajemy ich historie, plany, marzenia, a przy tym dowiadujemy się dużo o samej protagonistce. Przedstawione relacje nie są może niesamowicie głębokie, ale za to naturalne i pełne uczuć, co moim zdaniem jest sporym osiągnięciem jak na jednotomową epizodyczną opowieść.

Gdybym miała wymienić największą wadę Kyou, Curry!, z pewnością wskazałabym na okładkę. Nie dlatego, że jest koszmarnie narysowana, gdyż nie prezentuje się aż tak źle (chociaż trudno nazwać ją ładną), ale ze względu na to, że nie spełnia podstawowej funkcji. Okładka nijak nie oddaje stylu Yae Shimano i przede wszystkim nie zachęca do sięgnięcia po komiks. Rysunek jest dość toporny i sugeruje, że mamy do czynienia z tytułem dla dzieci, na dodatek rysowanym mocno przeciętnie. Tymczasem artystka rysować potrafi, może nie perfekcyjnie, ale też nie ma się do czego specjalnie przyczepić. Projekty postaci są anatomicznie poprawne, ładne i dopracowane, acz nie każdemu będzie pasował nieco shoujowaty styl. Sporo tu bieli, mangaczka raczej oszczędnie używa rastrów, a jeszcze oszczędniej cieniuje ręcznie. Natomiast nie unika rysowania tła – coś tam za postaciami zazwyczaj się znajduje, chociażby zarys pokoju, jakichś sprzętów czy fragment krajobrazu. Całość sprawia przyjemne wrażenie ładu, kadrowanie jest dobre, podobnie jak układ paneli, dzięki czemu komiks w końcowym rozrachunku wypada estetycznie, nawet jeśli nie ma mowy o artystycznej rewelacji.

Kyou, Curry! to jedno z tych mangowych odkryć, dokonanych przez zupełny przypadek. Podobnie jak tytułowa potrawa, łącząca wiele składników, na pierwszy rzut oka niepasujących do siebie, komiks łączy rozmaite, niekiedy bardzo specyficzne elementy, w harmonijną i apetyczną całość. Ostateczny efekt to prawdziwy balsam na skołatane nerwy czytelnika, poszukującego czegoś ciepłego i odprężającego po ciężkim dniu. Jest to jedna z tych leniwych opowieści, które mogłyby się nigdy nie kończyć, ponieważ wybrany przez autorkę schemat fabularny okazał się prawdziwym samograjem. Bardzo żałuję, że Kyou, Curry! ma tylko jeden tom, zapewne marne szanse na kontynuację, a jeszcze mniejsze na zekranizowanie. Ale mimo czytelniczego kaca, gorąco polecam, bo warto – zwłaszcza teraz, gdy pogoda nie zachęca do wyjścia, słońce nie rozpieszcza, a jedyne, czego pragniemy, to zawinąć się w gruby koc z kubkiem gorącej herbaty w ręce. Jako dodatek do rzeczonego zestawu manga sprawdza się rewelacyjnie.

moshi_moshi, 26 października 2014

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Mag Garden
Autor: Yae Shimano