Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Tokyo Ghoul:re

Tom 1
Wydawca: Waneko (www)
Rok wydania: 2017
ISBN: 978-83-80962-93-4
Liczba stron: 216
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Po dużym sukcesie wydawniczym, jaki na polskim rynku odniosła manga Tokyo Ghoul, wydawnictwo Waneko nie kazało swoim czytelnikom zbyt długo czekać na jej kontynuację. W zaledwie dwa miesiące po publikacji ostatniego tomu ukazała się pierwsza część sequela zatytułowanego Tokyo Ghoul: re.

Lektura pierwszych rozdziałów może sugerować, że historia nie będzie miała zbyt wiele wspólnego z wydarzeniami przedstawionymi w pierwszej części. Jedyną osobą łączącą obie osi fabularne wydaje się Akira Mado, to jednak tylko pozory… W toku akcji dowiadujemy się, że od tragicznych wydarzeń w dwudziestej dzielnicy minęły dwa lata i choć BSG nadal nie schwytało żadnego z ghuli o przydomku Sowa, to jednak znacznie rozwinęło swoją strategię walki z bestiami polującymi na ludzkie mięso.

Dlaczego jednak z miejsca wspominam o BSG, a nie o ghulach, które dotychczas były w centrum opowieści? To właśnie jedna z głównych różnic, jakie rzucają się w oczy podczas lektury pierwszego tomu Tokyo Ghoul: re. Perspektywa, z której odbiorca ogląda świat przedstawiony, wyraźnie przeniesiona zostaje na inspektorów BSG – ghule sprowadzone zostają do poziomu okrutnych, bestialskich potworów, na które należy bezwzględnie polować. Do tych polowań włączony zostaje oddział Quinx, nowa jednostka BSG, złożona z ludzi, którzy dobrowolnie poddali się eksperymentowi przeszczepienia im kakuhou, organów ghuli odpowiedzialnych za tworzenie komórek krwi Rc. W praktyce oznacza to powstanie hybryd – ludzi będących w stanie wytworzyć z własnego ciała kagune, a dzięki temu walczyć z ghulami jak równy z równym. Mentorem oddziału Quinx zostaje Haise Sasaki, dwudziestodwuletni inspektor pierwszej klasy. Tajemnicza postać, którą mieliśmy okazję po raz pierwszy spotkać pod koniec finałowego tomu Tokyo Ghoul, łudząco przypomina kogoś, kogo dobrze już znamy – a jeśli dodam do tego jeszcze, że młody mężczyzna posiada zawrotną ilość krwinek Rc, znacznie przewyższającą wyniki osiągane przez swoich podwładnych i pasującą raczej do ghula aniżeli do człowieka, z łatwością przyjdzie Wam się zorientować, kim tak naprawdę jest Sasaki. Sam autor nie ukrywa zresztą prawdziwej tożsamości bohatera i wyjawia ją już w pierwszym tomie Tokyo Ghoul: re. Problem jednak polega na tym, że mężczyzna nie pamięta niczego, co wydarzyło się wcześniej niż dwa lata temu. Wydaje się jednak, że ta amnezja może mieć postać chwilową – nasz młody amator kawy w poszukiwaniu nowych kawiarni przypadkowo spotyka osoby, które mogą wpłynąć na powrót jego wspomnień…

Nie wybiegajmy jednak zbytnio w przyszłość, bowiem tom pierwszy recenzowanej mangi to przede wszystkim pobieżne przedstawienie tego, co jest „tu i teraz”, a zatem głównie członków oddziału Quinx, którymi opiekuje się Sasaki. A jest to, trzeba przyznać, gromadka niemałych ekscentryków, co jednak w przypadku twórczości Ishidy bynajmniej nie dziwi. Mamy tu zdeterminowanego, niezależnego i niesubordynowanego dowódcę oddziału Kukiego Urie, gwałtownego, niezbyt rozgarniętego, ale przy tym dobrodusznego Ginshiego Shirazu, delikatnego, nieśmiałego i wyraźnie odstającego od reszty grupy pod względem umiejętności Tooru Mutsukiego oraz tajemniczą Saiko Yonebayashi, która na razie woli spędzać czas w swoim pokoju na grach komputerowych, aniżeli walczyć z ghulami. Z tej grupy Sasaki musi stworzyć najbardziej elitarny i utalentowany zespół BSG – każdy z inspektorów ma w założeniu przewyższać zdolnościami samego Arimę. Trudno sobie wyobrazić, jak nasz bohater tego dokona, biorąc pod uwagę, że zespół nie jest ani zgrany, ani szczególnie doświadczony w prawdziwej walce.

Wydanie poziomem nie odbiega od tego, co mieliśmy okazję oglądać przy okazji kolejnych woluminów Tokyo Ghoul – zastosowane zostały nawet te same rodzaje czcionek. Inną stylistyką charakteryzuje się okładka tomiku, nadal jednak uważam, że zamieszczona na niej grafika wykonana jest bardzo estetycznie. Pomysłową typografię zastosowano również w przypadku spisu treści. Całość tomiku oceniam bardzo dobrze – solidnie sklejony grzbiet, ładny, śnieżnobiały papier, na który naniesiono idealnie nasycone rysunki, odpowiednio szerokie marginesy i całkiem satysfakcjonująca ilość numerowanych stron. Jednym słowem – bardzo dobry start nowej serii.

Lin, 8 września 2017
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 8.2017

Zapowiedzi

Tom Tytuł Wydawca Rok
2 Tom 2 Waneko 10.2017