Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 kreska: 7/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

brak

Wylosuj ponownieTop 10

Mikado no Shihou

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2009-2014
Liczba tomów: 7
Tytuły alternatywne:
  • 帝の至宝
Tytuły powiązane:

Niepokorny władca i jego rozbrykany skarb, czyli sama słodycz w pseudochińskich dekoracjach.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Źle się dzieje w państwie Shou, które nawiedza kolejna klęska głodu, a władza nie przejmuje się losem najbiedniejszych. Pochodząca z jednej z wiosek, której mieszkańcy nie są w stanie płacić podatków, nastoletnia Kouran próbuje włamać się do królewskiego skarbca, by zdobyć środki na przetrwanie. Przypadkiem wpada na zakapturzonego młodzieńca, który niepostrzeżenie próbuje się wymknąć z pałacu i nieświadomie pomaga mu w ucieczce, a dzięki zamieszaniu, jakie wywołał, nikt specjalnie nie zwraca na nią uwagi. Gdy jakimś cudem udaje jej się dotrzeć do domu, dowiaduje się, że poprzedniego wieczoru ktoś zamordował następcę tronu. Kouran szybko kojarzy fakty, kiedy jednak w górach znajduje rannego uciekiniera, nie jest w stanie tak prostu na niego donieść, tym bardziej, że domniemany zabójca nie sprawia wrażenia groźnego. Mimo podejrzeń, postawia mu pomóc, nie mając pojęcia, że wplątuje się w dworską intrygę, a młodzieniec, któremu uratowała życie, jest w rzeczywistości przyszłym władcą…

Powyższy wstęp może sugerować, że mamy do czynienia z dramatyczną historią o intrygach na dworze królewskim i walce o dobro upadającego państwa, z zakazanym romansem jako wątkiem przewodnim. Nic bardziej mylnego, ponieważ sytuacja wydaje się wprawdzie poważna, ale problem z konfliktem na szczytach władzy zostaje dosyć szybko rozwiązany, a Kouran staje się bywalczynią pałacu, jako przyjaciółka i tytułowy „skarb” świeżo upieczonego monarchy. Czego więc można się spodziewać po tym tytule? Stuprocentowego shoujo z całym dobrodziejstwem inwentarza, a to z kolei oznacza sporą dawkę powtarzalności i cukru. Czy to źle? Cóż, sami zadecydujcie.

Świat przedstawiony jest wyraźnie inspirowany starożytnymi Chinami, ale nie wyróżnia go to na tle wielu innych podobnych historii, bo dekoracje mają niewielki wpływ na fabułę. Wszystko ma ładnie wyglądać: pałace, stroje i tym podobne, a reszta jest nieszczególnie istotna. Tak naprawdę akcja mogłaby się rozgrywać w realiach średniowiecznej Europy i nie zauważylibyśmy większej różnicy.

Już sam początek daje czytelnikowi jasno do zrozumienia, że nie będzie miał on do czynienia z emocjonującymi przygodami wygnanego władcy ani ze skomplikowanymi dworskimi intrygami. Autorka zdecydowanie postawiła na lekki romans, radośnie ignorując przy tym większość praw, jakimi zwykle rządzą się opowieści o życiu pałacowym. Etykieta? Konwenanse? Pani Nakano nie przywiązuje do nich zbytniej wagi, traktując je bardziej jako ozdobę, bo gdyby jakiś dwór miał działać w tak beztroski sposób, to źle by się to skończyło… Pierwsze tomy mają charakter epizodyczny, akcja płynie sobie leniwie od problemu do problemu, by w drugiej części powoli zacząć się skupiać na stosunkach z sąsiednim państwem. Nawet wtedy fabuła skręca jednak na boki i przedstawia codzienne perypetie najbliższego otoczenia władcy i przyjaciół Kouran. Co prawda gdzieś w tle majaczą historia i polityka, ale wkraczają one do akcji za późno, by stanowić potencjalny wabik na czytelników spragnionych czegoś więcej niż królewskiego romansu. I to takiego typowego romansu shoujo. Na scenariusz składają się bowiem dobrze znane miłośnikom tej kategorii chwyty i motywy, które widzieliśmy już nie raz, nie dwa i to w znacznie lepszym wydaniu. Fabuła rzadko kiedy zaskakuje i choć autorce zdarza się stworzyć udane sceny i przemycić kilka trafnych obserwacji, to w ostatecznym rozrachunku mamy do czynienia z dosyć powtarzalną i naiwną opowieścią, która o różnicach społecznych, kryzysie w państwie i walce o władzę ma tak naprawdę niewiele nowego do powiedzenia.

Dodatkowo trudno powiedzieć, żeby wrzucone pod koniec odpowiedzi na pojedyncze pytania, które formułują się w trakcie lektury, oraz poważniejsze wątki pasowały do wcześniejszego klimatu. Humor dnia codziennego i nagłe kłopoty w polityce trochę się ze sobą gryzą, ale że całość od początku do końca jest bajkowa i wyidealizowana, aż do przesady, to przeskok atmosferyczny nie jest aż tak bardzo sztuczny (no, może odrobinę). Przy czym „bajkowość” nie oznacza „baśniowości”, a wspomniane wcześniej nieco infantylny i uproszczony sposób przedstawienia wydarzeń. Jednocześnie widać, że autorka nie podchodziła do swojej opowieści tak całkiem na serio, więc jeśli i my przymkniemy oko na naciągane elementy, to niewykluczone, że będziemy się całkiem nieźle bawić. Na pewno plusem jest to, iż mimo zauważalnych niedociągnięć, historia została zakończona w miarę zgrabnie.

Lektura Mikado no Shihou może mniej wymagającym czytelnikom sprawić przyjemność, ponieważ manga braki fabularne zdecydowanie nadrabia postaciami i relacjami między nimi. Nie mamy do czynienia z przesadnie złożonymi czy nietuzinkowymi osobowościami, ale są one uroczymi i nieprzekombinowanymi zbiorami schematów. Oczywiście już na wstępie trzeba przyjąć do wiadomości, że, podobnie jak fabuła, również postaci rzadko kiedy przejmują się ograniczeniami i zasadami, jakie dyktuje (a przynajmniej powinna dyktować) ich rzeczywistość. Pomijając jednak nieco upośledzoną świadomość społeczną bohaterów, prezentują oni charaktery dosyć typowe, ale jednocześnie pozbawione większości irytujących cech, jakie można znaleźć w wielu innych mangach.

Kouran to z natury dobra i nieco naiwna dziewczyna, mająca jednak kręgosłup i zdająca sobie sprawę z wielu rzeczy, a choć nie potrafi walczyć i często wpada w kłopoty, z których trzeba ją ratować, to wcale nie oznacza, że z niczym nie potrafi sobie poradzić. Można ją nazwać słodką, ale wbrew temu, co sugeruje jej wygląd, to całkiem charakterna i pozbierana (jak na shoujo) osóbka. Jej nowy przyjaciel, który przedstawia się Shiki, ale w rzeczywistości jest następcą tronu, ma w sobie sporo z rycerza w lśniącej zbroi, na szczęście jednak nie okazuje się ideałem. Owszem, ma talent do rządzenia, stara się wykonywać swoje obowiązki sumiennie i zależy mu na dobru poddanych, ale stosunkowo rzadko widujemy go w trakcie „pracy”, więc jego pozorna doskonałość aż tak nie razi. Na co dzień bowiem monarcha jest wyjątkowo pogodny i … leniwy – taki lekkoduch, którego niewiele rusza (chyba że dotyczy to spraw państwowych lub głównej bohaterki), momentami uroczo nieświadomy i niewinny, ale nie całkowicie oderwany od rzeczywistości. Jak zapewne się domyślacie, bohater skrywa też poważniejszą stronę osobowości, a jego niezbyt przyjemna (acz nie aż tak tragiczna, jak mogłoby się wydawać) przeszłość poskutkowała wycofaniem i biernością, którą przerwało dopiero pojawienie się w jego życiu Kouran (nie, sama bohaterka nie ma nadzwyczajnych mocy, ale była tym promyczkiem nadziei, którego książę akurat potrzebował). Jak na stuprocentowe shoujo przystało, nieporadność powyższej dwójki dotyczy głównie sfery uczuciowej, a ich początkowe relacje są dosyć niezdarne i pełno w nich niedomówień. Pewnie, że na pierwszy rzut oka Shiki i Kouran prezentują się jak para z pierwszego lepszego romansu szkolnego, ale wystarczy się przyjrzeć nieco bliżej, żeby zauważyć subtelne różnice.

Po pierwsze i najważniejsze – ich związek nie zaczyna z miejsca jako wielka i nieśmiertelna miłość, tylko jako przyjaźń bez jakichkolwiek podtekstów. Owszem, Kouran stosunkowo szybko dosięga strzała Amora, ale dziewczyna też niczego nie forsuje, zaś na początkowym etapie Shiki, podobnie zresztą jak jego najbliżsi współpracownicy, traktuje ją trochę jak maskotkę (ale na pewno nie jak zabawkę). Po części jest tak z powodu jego niewinności, a po części dlatego, że taki stan rzeczy mu po prostu odpowiada. Z czasem się to oczywiście zmienia, ale o dziwo stroną, która częściej przejmuje inicjatywę w tym związku, jest Kouran, co w mangach wcale tak często się nie zdarza. Jednakże z czasem także uczucie bohatera przybiera odcień romantyczny i monarcha zaczyna przejawiać typowe dla „shoujowatych” samców instynkty opiekuńcze, a nawet robi się zazdrosny (nie, żeby konkurencja była poważna), jednak nie zaczyna traktować wybranki przedmiotowo i uroczo walczy z zaborczymi zapędami. Jest to szczególnie warte podkreślenia, ponieważ nieważne, jak szlachetny, dobry czy niesamowicie przystojny byłby mangowy amant, zawsze gdzieś przemknie jakaś kwestia o „posiadaniu”. Tutaj zdecydowanie tego nie znajdziemy i to niewinne, ale jednocześnie bardzo zdrowe podejście do miłości sprawia, że mimo pewnej schematyczności, relacje bohaterów są po prostu urzekające i na swój sposób odświeżające.

Na pozostałą obsadę składają się głównie najbliżsi doradcy króla, szkolne przyjaciółki Kouran, jej opiekun oraz kilka innych postaci, o których nie będę wspominać ze względu na fabułę. Są to całkiem przyzwoicie zaprojektowane wariacje na temat często występujących schematów, przy tym odpowiednio wyidealizowane, ale jakoś nie kojarzę, żeby przewinął się ktokolwiek szczególnie irytujący czy wyraźnie niepotrzebny. Dotyczy to również potencjalnych antagonistów, którzy (z jednym wyjątkiem) są przedstawiani z przymrużeniem oka, a przede wszystkim nie robią nic takiego ewidentnie okrutnego. Chyba tylko jedną postać można uznać za jednoznacznie złą, ale to w zasadzie narzędzie fabularne, któremu poświęcono bardzo mało czasu.

Kreska pani Nakano to sto procent shoujo w shoujo i wystarczy spojrzeć na okładkę, żeby się o tym przekonać. Projekty postaci są dosyć sztampowe, ale na pewno przyjemne dla oka – Kouran jest słodka (choć niewykluczone, że nie każdemu przypadnie do gustu jej dziecinny wygląd), a Shiki zwiewny i przystojny. Autorka zadbała również o efektowne stroje, ekspresyjną mimikę i ustrzegła się poważniejszych błędów w anatomii i perspektywie. Sporo tu przeróżnych rastrów (nawet serduszka, różyczki i tym podobne…), które nierzadko zastępują cieniowanie i pełnoprawne tła, ale tych drugich też nie brakuje i jeśli już się pojawiają, to są całkiem szczegółowe, a kadry pozostają przejrzyste i schludne, więc jeśli nie macie nic przeciwko typowemu dla tej kategorii stylowi, to powinno się Wam podobać.

Niewykluczone, że w dobie takich tytułów jak Saiunkoku Monogatari czy nieco młodszego i ostatnio popularnego dzięki anime Akagami no Shirayuki­‑hime, niewiele osób zwróci uwagę na recenzowaną mangę, bo w innych i na pewno lepszych komiksach można znaleźć to, co tutaj. Jednak mimo względnie naiwnego i powtarzalnego prowadzenia fabuły, można dostrzec tu pewien potencjał, który objawia się przede wszystkim w kreacji postaci – sztampowych, ale naprawdę przesympatycznych. Stosunkowo lekki klimat, potraktowanie przez samą autorkę historii z przymrużeniem oka i fakt, że manga nie rości sobie pretensji do bycia czymś ambitnym czy na siłę wzruszającym, sprawiają, że można ją polubić mimo wyraźnych wad. Mikado no Shihou to niewątpliwie młodsza siostra wymienionych powyżej tytułów – nie tak dojrzała, jak opowieść o Shuurei ani nie tak pomysłowa, jak losy rudowłosej Śnieżki, ale mająca szansę zainteresować czytelników spragnionych niewymagającego, ale przyjemnego romansu w chińskich dekoracjach.

Enevi, 2 lipca 2016

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Hakusensha
Autor: Emiko Nakano