Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Wydawnictwo Waneko 2

Goblin Slayer

Tom 1
Rok wydania: 2018
ISBN: 978-83-80013-13-1
Liczba stron: 182
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Goblin Slayer, bądź, jak kto woli, „Zabójca goblinów”. Zanim ten tytuł został u nas zapowiedziany, był dla mnie czymś kompletnie nieznanym. Nieznanym, acz skądinąd jednoznacznie wskazującym na opowieść rozgrywającą się w świecie fantasy. Gdy zagłębiłem się w lekturę komentarzy popełnionych przez osoby tę mangę kojarzące, przed oczami stanął mi wręcz obrazoburczy tytuł z piekła rodem. Wiecie, taki z dużą ilością juchy, seksu i fruwających bebechów, na których widok nawet Guts z Berserka gotów byłby się wstydliwie zarumienić. Pikanterii dodawał fakt, że Goblin Slayer ukazać się miał pod szyldem wydzielonego ze Studia JG wydawnictwa Osiem Macek. Dla niezorientowanych spieszę z wyjaśnieniem, że oznacza to tytuł od lat 18 i zapewne pozbawiony cenzury. Teraz, kilka miesięcy po zapowiedzi i kilkadziesiąt minut po lekturze mangi, postaram się przekazać wam swoje wrażenia z obcowania z tą nową u nas serią.

Najpierw może nakreślę kilka słów o fabule… A wygląda ona początkowo grzecznie i niepozornie. Ba, wydaje się wręcz żywcem wyjęta z jakiegoś przeciętnego RPG­‑u. Mamy oto młodziutką, piętnastoletnią zaledwie kapłankę, która w świecie przedstawionym osiągnęła właśnie pełnoletniość. Rzeczonej dziewoi marzy się kariera Poszukiwaczki Przygód, toteż kieruje swoje kroki do odpowiedniej gildii. Gildii Poszukiwaczy Przygód oczywiście. Tam też zostaje włączona do drużyny podobnych jej nowicjuszy i wyrusza na polowanie na tytułowe gobliny. Stwory te nie cieszą się zaś opinią szczególnie groźnych. Brzmi sielankowo? Ano brzmi. Ale we wstępie wspominałem o seksie i flakach, więc domyślny czytelnik wie już, że oczekiwania naszych herosów mogą nieco rozminąć się z rzeczywistością… I tak też się dzieje, gdy drużyna wpada w pułapkę „głupich” stworów. Kiepska taktyka i wyposażenie owocują stratą drużynowego „maga” i „wojownika”, a dyżurna ekspertka w walce wręcz… Powiedzmy, że doświadcza rzeczy, jakich raczej nigdy nie pragnęła. No, ale tak do końca tragicznie być nie może, bo nie byłoby dalszej fabuły. Z mroków rozpaczy wyłania się niespodziewany ratunek, robi z goblinów tatar, a kapłanka, nie wiedzieć czemu, postanawia przy nim zostać i mu pomagać.

Jak się drodzy czytelnicy zapewne po powyższym akapicie domyślacie, pierwszy tom Goblin Slayera mnie szczególnie nie zachwycił. Czysto fabularnie za bardzo nie błyszczy. O bohaterach, których imion zresztą nie poznajemy, wiadomo tylko tyle, że Kapłanka to raczej idealistyczna dziewczyna żyjąca dotąd pod swego rodzaju świątynnym kloszem, a Zabójca Goblinów to obdarzony Tragiczną Przeszłością i sporą dozą cynizmu mężczyzna o nieokreślonym wyglądzie i wieku, którego życiowym mottem jest: „Dobry goblin to martwy goblin”.

A kwestia tej całej przemocy i erotyki? Tej pierwszej jest w sumie mnóstwo, głównie w postaci radośnie szlachtowanych goblinów, bo już zgony postaci ludzkich są, nie wiedzieć czemu, pokazywane przeważnie niebezpośrednio bądź z takiej odległości, że niewiele widać. Scen erotycznych też się tu kilka znajdzie, ale nie są, według mnie, jakoś szczególnie szokujące. Ot, nagie kobiece piersi, nagie kobiece sylwetki, a także kilka gwałtów popełnionych przez gobliny, aczkolwiek te ostatnie są bardziej sugerowane niż pokazane w pełnej krasie. W gruncie rzeczy można by to skwitować stwierdzeniem, że z dużej chmury potencjalnych kontrowersji spadł skądinąd niewielki deszcz. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: w żadnym wypadku nie twierdzę, że Goblin Slayer to rzecz miła i przyjemna, jaką może przeczytać bez obaw przeciętny nastolatek, któremu co najwyżej od czasu do czasu oczy rozbłysną na widok panienek w negliżu. Faktem jest, że pełno tu przemocy zarówno fizycznej, jak i erotycznej, ale porównując tę zawartość do takiego Berserka chociażby, trudno się tu doszukać czegoś szczególnie kontrowersyjnego.

Natomiast jakość rodzimego wydania jest już jak najbardziej OK. Mamy zdejmowaną błyszczącą obwolutę z całkiem klimatyczną grafiką z przodu i szczerzącymi mordy, czarno­‑białymi goblinami z tyłu. Pod obwolutą z kolei kryje się jeszcze kilka dodatkowych humorystycznych pasków komiksowych. Samą historię otwiera w sumie sześć kolorowych stron obrazujących pierwsze spotkanie Zabójcy i Kapłanki oraz zawierających spis treści. Całość sprawia solidne wrażenie, a samą mangę czyta się wygodnie i bez większych problemów. Czcionka jest wyraźna, nie zauważyłem też, żeby tekst „gubił się” gdzieś na obrzeżach poszczególnych stron. Nie mam też poważniejszych uwag do samego tłumaczenia. Dariusz Latoś wykonał dobrą robotę, nie rzuciły się mi w oczy żadne błędy ani też niezręcznie wyglądające zdania. Zabójca jest odpowiednio gburowaty, Kapłanka strachliwa i nieśmiała, a reszta postaci, zależnie od kontekstu, odpowiednio rubaszna, niedojrzała bądź śmieszna. Może trochę kuriozalnie w kontekście konwencji dark fantasy brzmi użyte raz przez jedną z postaci określenie „benzyna”. Tu byłaby chyba lepsza „nafta”…

Sama kreska jest dość przeciętna. We fragmentach spokojnych dość cukierkowa i miejscami nawet szczegółowa, w dynamiczniejszych ma tendencję do „gubienia” tła i skupiania się na akurat szlachtowanych postaciach. Jako się rzekło, przede wszystkim goblinach. Chwała Bogu, że w scenach erotycznych autor powstrzymywał się od rysowania bohaterek o biustach rozmiarów dojrzałych melonów, bobym chyba nie zdzierżył… Warto też zauważyć, że na koniec opowieści dostajemy kilkustronicowy bonus utrzymany w stylu oryginalnej light novel, na której bazuje manga. Nic szczególnego w tym fragmencie nie ma, ale jest on całkiem sympatycznym dodatkiem.

Muszę przyznać, że czuję się skądinąd zawiedziony „Zabójcą goblinów”. A może po prostu jestem już zbyt cyniczny i po atrakcjach serwowanych w Berserku pierwszy lepszy gwałt czy ucięta tu i ówdzie ręka albo noga nie robią już na mnie większego wrażenia? Ale nie twierdzę, że Goblin Slayer jest tytułem złym. Ma lepsze fragmenty, a pragmatyczne podejście Zabójcy może się podobać. Lekko komediowe akcenty nie stanowią zbytniej kpiny z intelektu czytelnika. Ale… Wszystkiego tu na razie za mało. Za mało fabuły, za mało historii postaci… Po prostu brak czegoś, co sprawiłoby, że człowiek zżyje się z bohaterami i będzie chciał im kibicować bądź współczuć w sytuacji, gdy jakiś goblin próbuje dobrać się im do tyłka. Historia i świat przedstawiony mają potencjał, jednak na chwilę obecną trudno jednoznacznie stwierdzić, co się z tego wszystkiego wykluje. Pozostaje czekać na ciąg dalszy i obserwować sytuację, a tomik pierwszy potraktować jak swego rodzaju wersję demonstracyjną dalszych atrakcji.

Diablo, 26 maja 2018
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Osiem Macek (Studio JG) 5.2018
2 Tom 2 Osiem Macek (Studio JG) 7.2018
3 Tom 3 Osiem Macek (Studio JG) 9.2018