Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Waneko - Wydawnictwo komiksu japońskiego

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 6/10 kreska: 7/10
fabuła: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 5
Średnia: 7,6
σ=1,62

Wylosuj ponownieTop 10

Tsubaki-chou Lonely Planet

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2015-
Liczba tomów: 6+
Tytuły alternatywne:
  • 椿町ロンリープラネット
Gatunki: Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Artyści, Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm

Najnowsze dzieło autorki Gwiazdy spadającej za dnia, czyli schemat na schemacie, polane różowym lukrem i ozdobione cukrową posypką. Idealna pozycja dla zatwardziałych fanek szkolnych romansów.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Shha

Recenzja / Opis

Fumi Oono nie przypomina zwyczajnej licealistki. Zamiast spędzać czas z koleżankami na zakupach i plotkach lub rozglądać się za chłopakiem, woli „zwiedzać” okoliczne sklepy w poszukiwaniu promocji. Z gorączką w oczach podlicza kolejne wydatki i upycha w skarpecie zaoszczędzone pieniądze, ciesząc się na myśl o kupnie nowego odkurzacza i zmywarki. Co tu dużo mówić, dziewczyna jest biedna jak mysz kościelna, a sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że jej ojciec to osoba skrajnie niezaradna. To właśnie z jego winy rodzina popada w długi – koniec końców pan Oono musi wyjechać do pracy, a nieszczęsna Fumi zostaje sama, bez dachu nad głową. Na szczęście jej ojciec nie radzi sobie głównie z finansami, rodzicem jest zaś całkiem dobrym, dlatego przed wyjazdem prosi znajomego o przysługę. Dzięki jego wstawiennictwu Fumi znajduje pracę jako gosposia u popularnego pisarza, Akatsukiego Kibikino.

Tsubaki­‑chou Lonely Planet to nadal publikowana manga Miki Yamamori, znanej u nas z Gwiazdy spadającej za dnia. Uczciwie przyznaję, że nie czytam wydawanego u nas komiksu, ale już pobieżne zapoznanie się z opisem fabuły sugeruje, że mamy do czynienia z bardzo podobnymi dziełami. Oto niewinna niczym lelyja nagrobna dziewuszka trafia pod skrzydła dorosłego opiekuna – zaś tak się składa, że tenże opiekun jest przystojny, odpowiedzialny i troskliwy, nawet jeśli odrobinę ekscentryczny.

Nie mam pojęcia, jak rozwija się fabuła w Gwieździe spadającej za dnia, ale w przypadku opisywanej mangi od razu wiadomo, że do serca bohaterki jest tylko jeden kandydat, czyli młody i przystojny Akatsuki. Na nieszczęście czytelników, romans rozwija się bardzo powoli i niemrawo. Fumi ma zerowe doświadczenie w miłości, a nasz pisarz do tej pory zawsze biernie przyjmował to, co zsyłał mu los. Patrząc na smutne retrospekcje, nietrudno się domyślić, że nie kochał żadnej z dotychczasowych partnerek, a jego zachowanie ma coś wspólnego z wydarzeniami z dzieciństwa. Dopiero młodziutka gosposia wzbudza w nim cieplejsze uczucia, zapewne dlatego, że ma dobre serduszko i też sporo w życiu przeszła. Gorzej, że zanim obydwoje zdadzą sobie sprawę z własnych uczuć, mija sześć tomów… I co ważne, gdyby nie interwencja najlepszego przyjaciela Akatsukiego, to nadal dreptaliby w miejscu, wymyślając najgłupsze kłamstewka, byle tylko zamydlić oczy drugiej stronie.

Co więc główna para robi przez te trzydzieści rozdziałów? Cóż, chodzą na zakupy, jedzą, rzucają ukradkowe spojrzenia i rozmawiają o głupotach. Oczywiście mamy przed sobą klasycznego do bólu przedstawiciela shoujo, więc nie mogło zabraknąć pęczka klisz. Mały szantażyk złośliwego kolegi, wizyta w gospodzie, letni festyn, zazdrosna rywalka, próba ukrycia kłamstwa – wszystko obecne i wykorzystane. Mika Yamamori ekspresowo odfajkowuje kolejne motywy i przechodzi do następnych, co w tym przypadku należy uznać za zaletę. Przynajmniej nie trzeba się męczyć z przewidywalnymi przeszkodami przez Bóg wie ile rozdziałów. Inna sprawa, że to już było, tysiące razy i to często w dużo lepszym wydaniu. Czytając Tsubaki­‑chou Lonely Planet, miałam poczucie, że artystka w ogóle nie ma pomysłu na komiks, że nie tworzy, ale taśmowo produkuje według sprawdzonego wzoru. Szczerze mówiąc, gdyby nie to, że między bohaterami jednak iskrzy, pewnie porzuciłabym mangę po kilkunastu stronach.

No dobrze, Fumi jest irytująca i mdła niczym wata cukrowa, jednak w połączeniu z Akatsukim prezentuje się niezgorzej. W pojedynkę bywa nie do wytrzymania, daje sobą manipulować i nie potrafi przewidzieć konsekwencji własnych bezbrzeżnie głupich czynów, ale w towarzystwie pisarza nabiera charakteru i daje się lubić. Acz naprawdę wolałabym, żeby zachowywała się jak siedemnastolatka, a nie uczennica pierwszej gimnazjum… Gdyby nie Akatsuki, już ze dwa razy skończyłaby żywot w bolesny i tragiczny sposób. Pisarz na początku kreowany jest na odludka i dziwaka, ale to naturalnie tylko pozory. Młody mężczyzna jest człowiekiem samotnym i zamkniętym w sobie, złaknionym odrobiny ciepła. Pojawienie się młodziutkiej gosposi staje się okazją do powolnego otwarcia się na świat. Kibikino wreszcie może się kimś zaopiekować i podchodzi do tego zadania bardzo odpowiedzialnie, co wyjątkowo mnie urzekło. To nie jest pan i władca, który pragnie mieć Fumi tylko dla siebie – widząc, jak oderwana od rzeczywistości bywa dziewczyna i jak nieprzemyślane decyzje podejmuje, stara się ją chronić, ale i uczulać na pewne rzeczy. Wścieka się, robi awantury, ale zawsze tłumaczy, co i dlaczego zrobiła źle, a także jakie konsekwencje mogły mieć jej działania. Poza tym, to nie jest jeden z tych nawiedzonych autorów, patrzących na licealistkę jak na bohaterkę mangi ecchi, którzy oddają manuskrypt w ostatniej chwili, bo pisali go bez przerwy przez ostatnie trzy dni, podtrzymywani przy życiu przez kroplówkę z kawy. Akatsuki Kibikino kocha swoją pracę, uwielbia pisać i nie dotyczy go syndrom wypalenia – rękopisy oddaje na czas, nie doprowadza swojego redaktora do płaczu i chętnie wykorzystuje wszelkie okazje do zdobycia informacji i pomysłów na nową książkę. Nie przepada tylko za akcjami promocyjnymi, podczas których musi rozdawać autografy. Nie powinno to jednak dziwić, skoro w kolejce zawsze ustawiają się tylko faceci, zafascynowani jego historycznymi powieściami.

Oprócz rozmamłanej pary istotną rolę grają także najlepszy kumpel Akatsukiego i jednocześnie jego redaktor, Gorou Kaneishi, oraz dwójka przyjaciół Fumi, energiczna Tobiume i bystry Aioi. Jakby nie patrzeć, mają oni więcej charyzmy i życia niż główni bohaterowie razem wzięci, tym lepiej więc, że autorka nie traktuje ich jedynie jako dekoracji. Podoba mi się, że biorą oni czynny udział w wydarzeniach i jak na prawdziwych przyjaciół przystało, pomagają i wspierają Fumi i Akatsukiego.

Jedną z nielicznych niepodważalnych zalet Tsubaki­‑chou Lonely Planet jest oprawa graficzna – powtarzalna i niezbyt oryginalna, ale solidnie wykonana. Projekty postaci są bardzo ładne i dopieszczone, chociaż nie wychodzą poza stylistykę shoujo. Wszystkie damskie postaci to śliczne wielkookie boginki o idealnych kształtach i słodkich fryzurach, podkreślających delikatne rysy twarzy. Panowie to oczywiście modelowi bishouneni, smukli i gładkolicy, zawsze modnie ubrani i przyciągający wzrok. Proszę mi wierzyć, nie wyzłośliwiam się, naprawdę przyjemnie się patrzy na to zbiegowisko pięknych ludzi, ze szczególnym uwzględnieniem Akatsukiego. Artystka zadbała o pełne szafy i grzebienie w otoczeniu bohaterów, co niestety nadal nie jest normą w mangach. Poza tym otrzymujemy romansowy standard – dużo bieli i zbliżenia zamiast tła. Inna sprawa, że wspomniane zbliżenia są umiejętnie wykadrowane i zakomponowane, co wpływa na odbiór poszczególnych scen. Tła również nie stanowią problemu dla pani Yamamori, co widać po efektownych krajobrazach czy zgrabnie rozrysowanych wnętrzach, ale w tego typu komiksie jest to tylko dodatek do pięknych postaci. Autorka chętnie wykorzystuje też rastry, ale jedynie jako wypełnienie, a nie równoważny środek artystyczny. Podsumowując, jest na czym zawiesić oko, nawet jeśli kreska nie wyróżnia się znacząco w morzu podobnych.

Cóż, zdaję sobie sprawę, że niektórych czytelników może zdziwić wysoka ocena, na jaką Tsubaki­‑chou Lonely Planet z pewnością nie zasłużyło. To pierwsza manga Miki Yamamori, jaką miałam w rękach, więc nie opatrzyły mi się jeszcze wykorzystywane przez nią schematy fabularne. Po drugie, siadając do lektury, liczyłam na słodkie do bólu, kiczowate i oklepane romansidło dla nastolatek, które dostałam. Po trzecie, jest to ocena wyrażająca bardzo ogólną i bliżej niesprecyzowaną przyjemność czytania, a nie średnia składowych. Te są dużo niższe i perfekcyjnie oddają miałkość i nijakość opisywanego komiksu. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Ta siódemka jest za bisza i kolegę bisza, a także za tylko męskich fanów twórczości bisza, reszta jest o kant tyłka potłuc.

moshi_moshi, 19 marca 2017

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shueisha
Autor: Mika Yamamori