Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

twoje imię.

Tom 1
Wydawca: Studio JG (www)
Rok wydania: 2017
ISBN: 978-83-80012-57-8
Liczba stron: 172
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Po raz kolejny recenzuję mangę opartą na scenariuszu filmowym i zadaję sobie to samo pytanie, co poprzednio – czy aby jest sens wydawać coś takiego? Co prawda z odpowiedzią powinnam poczekać do ostatniego tomu twojego imienia., ale już po lekturze pierwszego wygląda na to, że w przypadku filmów takich twórców, jak Mamoru Hosoda czy Makoto Shinkai, odpowiedź jest twierdząca. W pierwszym rzędzie chcę pogratulować osobie odpowiedzialnej za notkę z tyłu obwoluty, zaczynającej się od intrygującego sformułowania „Spotkanie, do którego nigdy nie doszło…”. Cały opis jest niezwykle rzeczowy i przejrzysty (to naprawdę sztuka napisać coś takiego!), a jednocześnie bardzo zachęcający, także, a może przede wszystkim, dla osób, które filmu nie widziały. Dowiedzą się one z niego, że dwoje nastolatków: mieszkająca na głębokiej prowincji Mitsuha, miko w rodzinnej świątyni i córka burmistrza, która chce się wyrwać ze swego otoczenia, oraz Taki, najzwyklejszy tokijski licealista, śnią wzajemnie o swoim życiu, a raczej o przeżywaniu życia w skórze tego drugiego. Więcej na tym etapie nie warto zdradzać, na wypadek gdyby ktoś czytający te słowa rzeczywiście filmu nie oglądał. A tych, co oglądali, zachęci może kilka dodanych w mandze scenek czy szczegółów, w moim odczuciu tłumaczących lub rozwijających wątki oryginału.

Wydana w większym od standardowego formacie manga prezentuje się bardzo dobrze, od prześlicznej kolorystycznie obwoluty, przez subtelną okładkę, aż do samego środka: z dużymi i czytelnymi kadrami, wyraźnymi kontrastami bieli i czerni, hojnie używaną szarością i dobrze wypełnionymi rysunkiem (bardzo rzadko rastrem) tłami. Kreska rysownika jest pewna i schludna, choć zdarzają się okazjonalne drobne potknięcia – a to zbyt duże czy koślawe dłonie, a to trochę nieanatomicznie wygięta kończyna czy inne niewielkie deformacje, ale naprawdę są to drobiazgi. Więcej tu za to niż w filmie esdeczkowych minek, które dodają akcji komediowego klimatu. Tomik otwierają cztery kolorowe strony, z których ostatnia zawiera spis treści, natomiast na jego końcu nie ma żadnych dodatkowych materiałów prócz stopki wydawnictwa.

Naprawdę znakomicie prezentuje się tłumaczenie. Wśród mang o nastolatkach przyznałabym mu jedno z pierwszych miejsc, tak jest naturalne i płynne, z całym bogactwem młodzieżowego języka i absolutnym brakiem wulgarności. Poza tym świetnie sobie radzi z oddawaniem problemów, jakie mają osoby (Japończycy!) znienacka wcielające się w rolę kogoś innej płci – są to zresztą inne sformułowania niż użyte w filmie, a jednak nie słychać najmniejszego zgrzytu ani trudności z przekładem. Przetłumaczono wszystkie onomatopeje i istotne napisy, jak e­‑maile, wpisy do elektronicznego dziennika Takiego i zeszytu Mitsuhy, wiadomości, jakie sobie wzajemnie zostawiają; nawet szyldy na budynkach, choć te za pomocą przypisów, co uważam za optymalne rozwiązanie. Ponadto zamieszczono kilka bardzo przydatnych przypisów do pojawiających się japońskich terminów i pojęć – jedyne zastrzeżenie do nich jest takie, że te znajdujące się na wewnętrznych marginesach wymagają użycia nieco większej siły, niż może być dla tomiku na dłuższą metę zdrowe.

Oprócz owych ciut za wąskich marginesów wewnętrznych (walki z porządnym klejeniem wymagało też odczytanie co najmniej jednego dymku) można by nieco lepiej wykorzystać zewnętrzne, bo zmieściłoby się na nich trochę więcej niż te symboliczne siedem numerów stron. Co prawda ich brak dał mi się we znaki dopiero wtedy, kiedy próbowałam zlokalizować wypatrzoną literówkę (fajne zamiast fajnie), i nawet nie próbowałam liczyć kartek, bo za dużo tego było. Ponadto dostrzegłam dwukrotnie na ekranie smartfona Takiego angielskie słowa (nazwa miesiąca i aplikacji), podczas gdy w innych miejscach zostały one przetłumaczone na polski. Poza tym imię Saya w dopełniaczu powinno brzmieć Sayi, nie Sai – są to jednakowoż moim zdaniem mało istotne drobiazgi wobec naprawdę znakomitej językowej roboty zrobionej przez tłumaczkę i redakcję.

Razem wziąwszy, muszę przyznać, że po przeczytaniu pierwszego tomiku pomysł wydania tej mangi uważam za trafiony i mimo znajomości fabuły oryginału chętnie od razu sięgnęłabym po kolejne tomy.

ursa, 11 stycznia 2018
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Studio JG 12.2017