Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Deadlock

Tom 2
Wydawca: Studio JG (www)
Rok wydania: 2018
ISBN: 978-83-80012-85-1
Liczba stron: 202
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Znów mogłabym powtórzyć praktycznie całą recenzję tomiku za pierwszą, pomijając oczywiście rozwój fabuły, w której sporo się dzieje, więc czytelnik nie powinien się nudzić. Może za to doświadczać innych odczuć, dla których najwłaściwszym określeniem jest niestety „fejspalm”. Ale po kolei.

Poprzedni tom pozostawił nas i młodego policjanta nad zwłokami więźnia zamordowanego przez przywódcę gangu białych, Gehlena. Wbrew swoim instynktom Yuuto ulega naciskowi bardziej doświadczonych towarzyszy i nie przyznaje się do bycia świadkiem – takie zasady panują w więzieniu, gdzie donosicielstwo oznacza praktycznie samobójstwo. Bardzo szybko testuje na sobie tę regułę raz jeszcze, kiedy ofiarą jednego z brutalniejszych osadzonych pada młodziutki Matthew, z którym Yuuto przekroczył próg Schelger. Matthew trafia do szpitala, a jego współtowarzysz z celi, Mickey Ronini – ten sam, który pomógł Yuuto się zaaklimatyzować – poprzysięga zemstę i prosi o pomoc trójkę przyjaciół: byłego policjanta, Dicka i Nathana. Nie odmawiają, ale plan nie do końca wypala, zaś Yuuto, pilnie i tym razem z przekonaniem trzymający język za zębami, ląduje w karcerze. Tam nawiązuje znajomość z niejakim Neto, sympatycznym i inteligentnym rozmówcą zza ściany. Jakież jest jego zdziwienie, gdy okazuje się, że to osławiony przywódca Chicano, Ernesto Rivera. Znajomość kwitnie w najlepsze po opuszczeniu przez obu karceru, łącznie z cenną pomocą Neto w potajemnym śledztwie Yuuto (zdumiewające, ale jednak o nim nie zapomniał mimo tych licznych atrakcji), co zaowocuje niezbyt dla niego szczęśliwie na końcu tomiku.

Pobyt w karcerze odbija się na zdrowiu młodego mężczyzny, który mocno gorączkuje, co ma tę dobrą stronę, że Dick zdumiewająco troskliwie się nim opiekuje. Tu następują sceny i deklaracje wyciskające łzy z oczu… niestety, są to łzy zażenowania. Apogeum (przynajmniej w tym tomiku i już się boję następnego) osiągają tu zaobserwowane poprzednio tendencje w zachowaniach (pozytywnych) bohaterów, którzy chwilami nie tylko przypominają postaci z shoujo – i nie mam tu na myśli odgrywających damskie role „siostrzyczek” – ale wręcz panienki z dobrych domów, tak są dla siebie mili, uprzejmi i nawet czuli. Nie wspominając o błyskawicznym nawiązywaniu głębokich przyjaźni i zerowych zahamowaniach w ich publicznym okazywaniu – vide Neto, ale nie tylko. Dobrą metaforą byłoby tu jedzenie sobie z dzióbków, gdyby nie to, że w zasadzie nie jest to metafora, a rzeczywistość. Ponadto trudno strawić godne ckliwej pensjonarki rozważania Yuuto dotyczące tego, czemu Dick jest dla niego niemiły, czy może właśnie był miły, jak sprawić, żeby był miły, i czemu Yuuto czuje się taki nieszczęśliwy/szczęśliwy z tego powodu. Na litość!

Z tego samego powodu odmówię naturalności dialogom – aczkolwiek podejrzewam, że nie jest to wina tłumacza, któremu serdecznie współczuję tej pracy, lecz raczej autorki. Świetną ilustrację problemu stanowi Mickey, który między jednym a drugim dymkiem zmienia nagle osobowość, przechodząc od zwykle używanego salonowego języka do wulgaryzmów, które musiałabym tu wykropkować – zresztą całkowicie uzasadnionych sytuacją i znacznie bardziej na miejscu niż ten pierwszy. Sęk w tym, że pozytywni bohaterowie, co do jednego emanujący ogładą i erudycją (Neto zna się ponoć na filozofii, Nathan bawi się nie tylko w prawnika, ale i socjologa – zresztą wątek polityki więziennej USA, czy raczej „biznesu więziennego”, wzbudził moje prawdziwe zainteresowanie – a Dick znienacka porównuje Yuuto do Heleny Trojańskiej!), nie wspominając o wzajemnej trosce, uczynności i wylewności oraz komentowanej przez nich samych urodzie, są co najmniej mało prawdopodobni… No, chyba że mamy do czynienia z shoujo.

W kwestiach językowych należy jeszcze wspomnieć kilka drobiazgów przeoczonych przez korektę, z których najpoważniejszym jest „zawieść” zamiast „zawieźć”, jak również kilka przydatnych przypisów tłumacza (trzeba powalczyć z klejeniem, żeby je odczytać, ale da się). Nadal największą zaletą mangi pozostaje strona graficzna – czyli perfekcyjnie dopracowany rysunek i ponadprzeciętna liczba bishounenów. Polskie wydanie w pełni oddaje jej zresztą sprawiedliwość, gdyż papier jest dobrze dobrany, a druk wyraźny i nie ma żadnych drukarskich wpadek (jak i wartej wspomnienia paginacji, ale to też standard). Tomik otwiera kolorowa ilustracja, tym razem przedstawiająca całą czwórkę, to jest Yuuto, Dicka, Nathana i Mickeya, a kończy, podobnie jak poprzedni, fragment oryginalnej powieści, znów opisujący bezsenną noc Yuuto i jego sercowe rozterki na tle Dicka. Wygląda na to, że będzie to stały dodatek, i skóra trochę mi cierpnie na tę myśl…

ursa, 28 marca 2018
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Studio JG 11.2017
2 Tom 2 Studio JG 3.2018