Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Waneko - Wydawnictwo komiksu japońskiego

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 kreska: 10/10
fabuła: 9/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

brak

Wylosuj ponownieTop 10

Aoi Uroko to Suna no Machi

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2013-2014
Liczba tomów: 2
Tytuły alternatywne:
  • 青い鱗と砂の街
Widownia: Josei; Postaci: Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność

Piękna opowieść o dojrzewaniu z syrenami w tle, której nastrój zmienia się równie szybko, jak nadmorska pogoda.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Rozpoczynając lekturę Aoi Uroko to Suna no Machi, liczyłam na pełną ciepła, kameralną opowieść z subtelnie wplecionym wątkiem nadnaturalnym. Teoretycznie wszystkie te rzeczy można znaleźć w mandze, ale im dalej w las, tym ciemniej i duszniej, ponieważ ani niepozorny początek, ani uproszczona bajkowa kreska, nie zapowiadają fabularnego sztormu, jaki urządza autorka, Youko Komori. I proszę nie traktować tego stwierdzenia jako zarzutu, to najczystszej wody komplement!

Z powodu zawirowań rodzinnych dwunastoletnia Tokiko przeprowadza się z ojcem z tłocznego Tokio do małej nadmorskiej miejscowości, gdzie wychowywała się jej matka. Zamieszkują u babci dziewczynki, bardzo szczęśliwej z tego powodu, ponieważ do tej pory miała okazję zobaczyć Tokiko zaledwie dwa razy (jeżeli liczyć okres, kiedy jej mama była w ciąży). Dla dziewczynki to niezwykle trudna sytuacja, ale jest coś, co sprawia, że przeprowadzka wydaje jej się szalenie ekscytująca. Podczas poprzedniej wizyty w mieście Tokiko omalże nie utonęła w morzu, ale tuż przed tym, jak straciła przytomność, zobaczyła trytona, który uratował ją i wyciągnął na brzeg. Dziewczynka już pierwszego dnia biegnie na plażę, licząc, że może trafi na morskiego wybawcę i zdoła mu podziękować, ale zamiast trytona spotyka tylko sprzedawcę z pobliskiego sklepu i chłopca w swoim wieku, Narumiego. Życie w nowym miejscu okazuje się całkiem przyjemne – dni płyną leniwie, szkolne obowiązki nie są uciążliwe, więc Tokiko może poświęcać mnóstwo czasu na eksplorowanie okolicy i zabawę z nowymi koleżankami i kolegami. A jednak tajemniczy tryton cały czas narzuca się jej myślom, tym bardziej, że jak głosi lokalna legenda, w morzu żyją syreny.

Aoi Uroko to Suna no Machi rozpoczyna się opieszale, powoli poznajemy bohaterkę i jej otoczenie. Warto jednak zaznaczyć, że ten senny nastrój nie nudzi, tylko wciąga czytelnika, coraz bardziej ciekawego, jak potoczą się losy Tokiko. Z każdym kolejnym rozdziałem atmosfera zagęszcza się, a tajemnice dotyczące poszczególnych bohaterów i miasta zaczynają się nawarstwiać. Autorka umiejętnie i z pomysłem podsuwa czytelnikom różne tropy, zwodzi ich i pozwala snuć swoje teorie. Kulminacją stają się obchody święta Wadatsumi, podczas którego mieszkańcy dziękują lokalnemu bóstwu za opiekę. To naprawdę niesamowite, jak kameralne okruchy życia ewoluują w niesamowitą historię z dreszczykiem. Youko Komori przekształca historię zgrabnie i pomysłowo, ale unika metaforycznych trzęsień ziemi i nagłych zwrotów akcji. Całość jest płynna i bardzo naturalna, a przy tym przemyślana. Święto Wadatsumi to arcyważna uroczystość, która na pierwszy rzut oka nie różni się od podobnych – dziewczynki zakładają yukaty, wszędzie jest pełno stoisk z jedzeniem, ludzie dziękują bóstwu w lokalnej świątyni. Ale im bliżej końca festynu, tym większy widać pośpiech w zachowaniu dorosłych, tym dziwniejsze stają się wymagania względem dzieci, nawet pogoda zaczyna się zmieniać. Klasyczny przykład ciszy przed burzą, acz warto mieć świadomość, że nie tak łatwo przejrzeć zamierzenia mangaczki.

Doskonałym konceptem okazało się umieszczenie w centrum wydarzeń grupy dwunastolatków – jeszcze zbyt młodych, by zadawać odpowiednie pytania i otwarcie buntować się przeciw dorosłym, za to ciekawskich i potrafiących wyciągać wnioski. Poza tym, na bogów, autentycznie podziwiam zmysł obserwacji mangaczki. Postaci zostały nakreślone realistycznie, ale nie mają w sobie nic infantylnego czy irytującego. Świat został pokazany ich oczami, dlatego nie dziwią pewne zachowania, które normalnie uznałabym za niekonsekwencję czy po prostu głupotę. Zresztą mam wrażenie, że chyba miałam do czynienia ze zbyt wieloma japońskimi dziełami naznaczonymi piętnem telenoweli – obserwując podsuwane przez autorkę wskazówki, tudzież na bazie doświadczeń z innymi mangami i anime, co i rusz wieszczyłam śmierć, pożogę i tragedię, po czym kończyłam rozdział mile zaskoczona i zadowolona, jak to się ślicznie wszystko ułożyło. Oczywiście ułożyło w spójną i sensowną całość, podszytą odrobiną japońskiego folkloru, który umiejętnie wykorzystany, zawsze daje mnóstwo wspaniałych możliwości fabularnych. To nie jedyna zaleta omawianego komiksu, który w sposób realistyczny i uniwersalny ukazuje także małe i duże dziecięce dramaty. Są to sytuacje o naprawdę różnym natężeniu emocjonalnym, mające mniejszy lub większy wpływ na osobę „poszkodowaną”. Zachowanie Tokiko, Narumiego czy ich koleżanki, Sayi jest zgoła inne, bo też inne są powody ich zmartwień, natomiast szalenie podoba mi się fakt, że Youko Komori nie deprecjonuje żadnego problemu, nawet błahego. Co więcej, nie wali nimi czytelnika po głowie, podobnie jak cała historia, mają one charakter kameralny, a o ich intensywności świadczy postawa bohaterów.

Tokiko stara się nie martwić ojca, ponieważ mimo młodego wieku rozumie, w jak skomplikowanej sytuacji jest jej rodzina. Ale nie jest też tak, że chowa wszystko w sobie i udaje, że nic się nie stało. Docenia troskę bliskich i przyjaciół, kiedy jednak nie może już wytrzymać, daje upust skrzętnie skrywanym emocjom. To osoba, która bacznie obserwuje otoczenie i jest pełna empatii, co sprawia, że wydaje się dojrzała na swój wiek. Podobnie jak Narumi, tyle że w jego przypadku dojrzałość wynika nie tyle z charakteru, co przeżyć. Jest on także bardziej zamknięty w sobie i do wszystkiego stara się podchodzić racjonalnie. Mimo to, bohaterowie są na tyle podobni, że szybko rodzi się między nimi więź. Nie jest to jednak klasyczna przyjaźń, widać tu pewną fascynację osobą, która wydaje się podobna do nas, takie pokrewieństwo dusz mogące być zapowiedzią romantycznej relacji. Większość rozmów Tokiko i Narumiego podszyta jest niesamowitym napięciem, naturalnie pozbawionym pierwiastka seksualnego, ale ukazującym, jak wiele ważnych rzeczy zostaje niewypowiedzianych, a jednak zrozumiałych dla drugiej strony. Podobało mi się także to, że bohaterowie nie żyją w próżni – ich szkolna paczka nie jest tylko scenariuszową koniecznością, a rodzice statystami. Nie odgrywają oni jakiejś dużej roli, ale są obecni, wykazują się też zainteresowaniem i troską.

Jak już wspomniałam, autorka ma zmysł obserwacji, więc jej bohaterowie faktycznie przypominają ludzi z krwi i kości, a nie zestaw potrzebnych cech. Tokiko i Narumi to przepięknie skonstruowane postaci – psychologicznie wiarygodne, sympatyczne i dojrzałe, ale dalekie od dorosłych zamkniętych w ciele dziecka. Dotyczy to również reszty obsady, na przykład jedna z koleżanek Tokiko, zresztą przewodnicząca klasy, zawsze wykazuje się rozsądkiem i dba o pozostałych członków grupy – taki nawyk wyniosła zapewne z domu, ponieważ ma kilkoro młodszego rodzeństwa, którym musi się często zajmować. Przy czym pozostaje lojalną i dobrą przyjaciółką, nie torpeduje nieco szalonych pomysłów chłopców i nie biegnie ze skargą do dorosłych, chętnie uczestniczy we wspólnych wyprawach i kiedy trzeba, kryje niesfornych kolegów i koleżanki. Także wspomniani chłopcy zachowują się idealnie na swój wiek (pomijam Narumiego), dokuczają dziewczynkom i pchają się tam, gdzie nie powinni – jednakże nie robią tego złośliwie, ale po to, by zwrócić na siebie uwagę i zyskać poklask innych dzieci. Nie inaczej jest z dorosłymi, troskliwymi, odpowiedzialnymi i zbyt często zapominającymi, że dużo lepszym rozwiązaniem jest wytłumaczenie czegoś dziecku niż piętrzenie nakazów i zakazów.

To nie koniec psalmów pochwalnych na cześć Aoi Uroko to Suna no Machi, została przecież oprawa graficzna. Kreska należy do bardzo charakterystycznych i z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Manga pełna jest rysunków przypominających prace dzieci – kontur jest rozedrgany i krzywy, postaci uproszczone, a całość bardziej przypomina bajkowe ilustracje niż komiks. Warto jednak przyjrzeć się jej dokładniej, ponieważ takie uproszczenia sylwetki zadziałają tylko wtedy, kiedy artysta ma bardzo dobre pojęcie o anatomii. Twarze są ślicznie okrągłe, z niedokładnie odwzorowanymi oczami i ledwo zaznaczonymi nosami i ustami, a mimo to pozostają pełne ekspresji i doskonale wyrażają uczucia bohaterów. Poza tym żadne dziecko nie byłoby w stanie z takim pietyzmem i szczegółowością zapełnić tła czy tak umiejętnie bawić się kompozycją. Perspektywa, olbrzymia ilość detali i pomysłowe kadrowanie sprawiają, że całość robi naprawdę duże wrażenie. Autorka operuje głównie czernią i bielą, szarości występują dużo rzadziej i pełnią rolę wypełnienia. Niewiele jest też rastrów, ponieważ Youko Komori woli cieniować ręcznie, a jej drobiazgowy styl nie potrzebuje dodatkowych ozdobników w postaci słodkich kwiatuszków czy gwiazdek. Użyte rastry są tak neutralne i proste, że czytelnik często nawet ich nie zauważa. Kunszt mangaczki doskonale widać w pięknych widokach miasta, planszach rozpoczynających poszczególne rozdziały oraz kolorowych ilustracjach. Akwarelowe, delikatne malunki perfekcyjnie oddają baśniowy nastrój komiksu i idealnie podkreślają wszystkie atuty nietypowej kreski.

Aoi Uroko to Suna no Machi zaskakuje czytelnika niesamowitą intensywnością emocji i pysznie skonstruowaną intrygą, która potrafi zaskoczyć nawet starych wyjadaczy. Autorka powoli, ale z rozmysłem plecie misterną sieć powiązań i funduje doskonale zaplanowany, zaskakujący finał. Proste okruchy życia podszywa mroczną tajemnicą, po czym w centrum wydarzeń stawia wrażliwe, ale ciekawe świata dzieci, dla których rozwiązanie zagadki może okazać się ważnym krokiem w kierunku rozwiązania własnych problemów. Aoi Uroko to Suna no Machi to piękna także wizualnie, wzruszająca i wciągająca opowieść, która pod płaszczykiem historii niesamowitej skrywa drugie dno. Youko Komori w przystępny, ale inteligentny sposób mówi o rzeczach poważnych i niekoniecznie przyjemnych, ale w żadnym momencie nie topi bohaterów w morzu rozpaczy, wręcz przeciwnie, co i rusz podsuwa im promyczek nadziei. Co tu dużo mówić – to po prostu cudny komiks, w każdym znaczeniu tego słowa.

moshi_moshi, 3 lipca 2017

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shueisha
Autor: Youko Komori