Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

brak

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Opus

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 1995-1996
Liczba tomów: 2
Wydanie polskie: 2017
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • オーパス
Widownia: Seinen; Postaci: Artyści; Rating: Przemoc; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce

Mangaka, jego życie i twórczość we wzajemnych relacjach. Metaliteratura z wątkami autobiograficznymi, raczej dla pasjonatów tematu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Jak pewnie większości czytelników Tanuki.pl, nazwisko Satoshiego Kona kojarzy mi się przede wszystkim z filmami. Nie oglądałem ich wiele (Perfect Blue i Millennium Actress), ale dosyć, bym o Satoshim Konie wyrobił sobie opinię jako o jednym z najciekawszych reżyserów w historii japońskiej animacji. Tak więc zaskoczeniem była dla mnie informacja, że Studio JG wydaje w Polsce mangę owego twórcy, którego po prawdzie nigdy z komiksem nie kojarzyłem. W sumie słusznie – jak się okazuje, Opus to jedna z nielicznych mang Satoshiego Kona i jak się zdaje chyba jedyna, którą było sens u nas wydać.

Co do jakości wydania (mającej w tym przypadku niemałe znaczenie) odsyłam do opisu tomiku, tu zaś właściwą recenzję zacznę od tego, co w komiksie najważniejsze – od kreski. Cóż, nie czarujmy się, Opus to komiks już dosyć stary (oryginalne wydanie to lata 1995 – 1996, przeszło dwadzieścia lat temu) i miejscami bardzo to widać. Czytelnicy, którzy mieli do czynienia z takimi mangami jak Akira czy Ghost in the Shell, bez trudu zauważą, że mimo wszystkich różnic, jakie dzieliły autorów, okres powstania odcisnął na ich dziełach wyraźne wspólne piętno. Czytając Opus, cały czas łapałem się na wrażeniu, że „gdzieś już to widziałem” i nie, nie wynikało to ze znajomości twórczości Satoshiego Kona, ale po prostu z tego, że jednym z moich pierwszych kontaktów z mangą były te klasyki seinen, wydane w Polsce na przełomie wieków. Co z tego wynika? Otóż Opus należy do tych mang, które mogą odrzucić „od pierwszego wejrzenia”. Oczywiście, nie jest to ten poziom przeraźliwego „oldschoolu” co powiedzmy One Piece czy Dragon Ball, ale poczucie estetyki odbiorców przez dwadzieścia lat uległo sporym zmianom i to, co dla autora było w rysunku normalne czy nawet atrakcyjne, dla wielu z nas będzie jedynie dziwne. Trzeba przy tym powiedzieć, że o ile Satoshi Kon był fenomenalnym reżyserem, o tyle mangaką jedynie dobrym (i niezbyt doświadczonym), nie wypracował własnego, unikatowego stylu, czegoś, co sprawiłoby, że Opus zapadnie w pamięć dzięki rysunkowi. Tak więc raczej rozczaruje się ktoś, kto recenzowany komis nabędzie, by podziwiać dzieło dawnego mistrza. Satoshi Kon mistrzem owszem, był – ale nie komiksu.

Trzeba jednak przyznać, że nie kreską Opus stoi, ale scenariuszem. Dzieło Satoshiego Kona to wielopoziomowa metaliteratura, z własną wewnętrzną „czwartą ścianą” swobodnie przekraczaną przez postacie. Zakończenie przechodzi wręcz w autobiografię, ironiczny komentarz na temat skutków zamknięcia czasopisma w którym Opus się ukazywał. Pisząc wprost, nie przepadam za metaliteraturą. O ile gdy chodzi o kreskę, jestem otwarty na choćby i najdziwniejsze pomysły (byle w ogólnym zarysie utwór pozostał komiksem), tak gdy chodzi o scenariusz, moja tolerancja na eksperymenty z formą jest bardzo ograniczona. Utwory takie wywołują we mnie znużenie, a że nie potrafię docenić błyskotliwego pomysłu, lektura pozostawia mnie z odczuciem doświadczenia literackiego hałasu. Nie inaczej było z recenzowanym komiksem, w którym dostrzegam raczej poletko doświadczalne dla koncepcji z powodzeniem wykorzystanych później w filmach (Millennium Actress), aniżeli coś, co ma wartość samą w sobie. Pragnę jednocześnie podkreślić, że powyższe nie oznacza wcale, że Opus to jakiś komiksowy dadaizm. Przeciwnie, fabuła jest spójna, wartka, przystępnie podana i wystarczy chociaż minimalny poziom oczytania, by bez problemów zrozumieć, co i dlaczego dzieje się w kolejnych kadrach. Przy czym nie da się ukryć, że to komiks dla osób dobrze znających współczesną Japonię – co prawda tłumacz w obszernym posłowiu wyłapał liczne w tym utworze nawiązania kulturowe, ale podane w tak suchy, faktograficzny sposób nie wpływają w żaden sposób na lekturę.

Jeszcze kilka słów poświęcę epilogowi, części najkrótszej, ale nadającej ton całemu utworowi. Redakcja „Ryu Comics” prezentuje go jako ostatni, niepublikowany rozdział, milcząco zakładając, że autor jedynie z przyczyn czasowych i organizacyjnych nie zdołał wydać zakończenia. Mam co do tego wątpliwości. Epilog sprawia raczej wrażenie czegoś, co zostało napisane dla siebie samego, wyłącznie do szuflady, rozrachunku z rozgrzebanym i porzuconym fragmentem przeszłości. Nie całkiem pasuje do reszty komiksu i w bardzo istotny sposób zmienia jego wymowę – z uogólnionego komentarza do relacji między dziełem a autorem w niemalże autobiograficzną spowiedź.

Opus to komiks, z którym raczej mi nie po drodze. To, co potrafię w nim docenić, jak sprawnie poprowadzona akcja czy racjonalność postaci, w gruncie rzeczy ma drugorzędne znaczenie. „Oldschool” kreski sprawia, że zamiast mangi do poczytania widzę utwór ciekawy z historycznego, nie estetycznego punktu widzenia. Nie przepadam za biografiami i autobiografiami, nie interesuje mnie życie twórców, a to w Opus jeden z głównych tematów. Brak wiedzy wyklucza jakąkolwiek przyjemność z tropienia popkulturowych nawiązań. Z drugiej strony, w ten sposób zapewne odpowiadam na pytanie „komu to może się spodobać”. Interesuje cię historia mangi, względnie życie Satoshiego Kona? Lubisz czytać o tym, jak powstają komiksy, co tak naprawdę autor miał na myśli, jak kształtuje się jego stosunek do tego, co tworzy? Śmiało sięgaj po Opus, satysfakcja gwarantowana.

Teukros, 28 października 2017

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Gakken, Tokuma Shoten
Wydawca polski: Studio JG
Autor: Satoshi Kon
Tłumacz: Jacek Mendyk

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Studio JG 9.2017