Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 kreska: 8/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 3
Średnia: 7,67
σ=0,47

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Odrodzony jako galareta

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2015-
Liczba tomów: 8+
Wydanie polskie: 2019-
Liczba tomów: 2+
Tytuły alternatywne:
  • Tensei Shitara Slime Datta Ken
  • 転生したらスライムだった件
Widownia: Seinen, Shounen; Postaci: Bóstwa, Duchy, Łowcy nagród, Smoki; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Ecchi, Magia

Tytuł mówi wszystko.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: KonekoDxD

Recenzja / Opis

Recenzja powstała na podstawie pierwszych dwunastu tomów.

Główny bohater, pracownik korporacji budowlanej, umiera, pchnięty nożem przez przypadkowego szaleńca. Może go pocieszać tylko świadomość, że przynajmniej zginął jako prawdziwy bohater, ratując swojego znajomego i jego dziewczynę. W ostatnich sekundach życia przychodzą mu do głowy bardzo dziwne myśli dotyczące reinkarnacji, po czym ze zdziwieniem budzi się w innym świecie. Pewną niedogodność stanowi to, że znajduje się w rozległej jaskini, nie widzi, nie słyszy i może się poruszać jedynie w bardzo dziwny sposób. Szybko dochodzi więc do wniosku, że ktoś potraktował jego finalne życzenia nadzwyczaj dosłownie i nie jest już człowiekiem, lecz galaretą. Może nie jest to najlepszy obrót wydarzeń, ale wciąż to ciekawszy los niż bycie zimnym trupem. Pozostanie na miejscu, aby połykać zielsko i straszyć nietoperze, nie wydaje się dobrym pomysłem. Bohater wyrusza więc w podróż na zewnątrz jaskini, aby sprawdzić, w jakim to świecie przyjdzie mu odtąd żyć. Najpierw czeka go jednak spotkanie z władcą labiryntu korytarzy, który w zamian za przysługę pomaga mu opanować nowe umiejętności i nadaje nowe imię – Rimuru Tempest.

Odrodzony jako galareta jest reprezentantem tytułów zwanych potocznie isekajami, wykorzystujących motyw odrodzenia się po śmierci w świecie fantasy. Większość z nich nie tworzyła oryginalnych światów, czerpiąc inspiracje z gier. Zazwyczaj czyniły więc bohaterów niepokonanymi wojownikami lub magami, stąd z czasem zaczęły pojawiać się pozycje starające się urozmaicić ten schemat i przez to wyróżnić się z tłumu. W efekcie bohaterowie odradzali się jako pilot magicznego mecha (Knight’s & Magic), nieumarły zły mag (Overlord), pajęczyca (Kumo Desu ga, Nani ka?) lub gadający miecz (Tensei Shitara Ken Deshita). Na tle konkurencji Odrodzony jako galareta nie wydaje się więc aż tak udziwnionym tytułem, choć ewidentnie się wyróżnia. Zarówno w negatywnym, jak i pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Jest to głównie zasługą tytułowego bohatera, na którym ciąży znacznie większa odpowiedzialność niż na typowym poszukiwaczu przygód. Niedługo po wydostaniu się z jaskini spotyka on bowiem grupkę wynędzniałych, lecz dzielnych goblinów. W geście dobrej woli postanawia im pomóc, a następnie nadaje im imiona, co w tym świecie ma szczególne znaczenie. Nadanie potworowi imienia oznacza bowiem podzielenie się z nim własną mocą magiczną i niemal gwarantuje jego lojalność na całe życie. W efekcie Rimuru nieświadomie staje się władcą kilkudziesięciu zielonoskórych obdartusów oraz wioski składającej się z marnej palisady i paru nędznych chat, które rozpadłyby się od silnego podmuchu wiatru. Jako wieloletni pracownik firmy budowlanej postanawia więc, że zadba o dobro swoich nowych przyjaciół. Kieruje podstawowymi naprawami i wyrębem lasu oraz sprawiedliwie rozdziela obowiązki, aby każdy czuł się potrzebny. Z czasem sprowadza kompetentnych rzemieślników i kowali, przyjmuje uchodźców i rozwiązuje groźne konflikty. Tym samym stopniowo, z rozdziału na rozdział, zmienia tragicznie biedną osadę goblinów w dobrze zarządzane miasteczko, a następnie silne gospodarczo miasto, nawiązujące stosunki dyplomatyczne i handlowe z sąsiednimi państwami.

Zabrzmiało rewelacyjnie? Pomysł uczynienia niebieskiej galarety władcą prężnie rozwijającej się społeczności jest bez wątpienia cudownie zabawny i oryginalny. Niestety, w praktyce nie wygląda to aż tak ciekawie. W kwestiach politycznych i gospodarczych manga jest wręcz nieprawdopodobnie naiwna, nawet w porównaniu z popularnymi shounenami. Głównie dlatego, że bohaterowi wszystko przychodzi o wiele za łatwo. Ponieważ nadaje imiona wszystkim potworom osiedlającym się na podległym mu terenie, jego autorytet jest niepodważalny. Wszyscy dzielnie pracują do wspólnego dobra, nikt się nie skarży, korupcja nie istnieje, a stopniowo powstające służby publiczne są zarządzane przez kompetentne osoby. Nawet najpoważniejsze problemy, jak groźba klęski głodu, rozwiązują się niemal same dzięki pomocy życzliwych sojuszników. Społeczność stale się rozwija bez konieczności podejmowania na co dzień trudnych decyzji ani doglądania wszystkiego po kilka razy. Muszę jednak przyznać, że jest to na swój sposób urocze, szczególnie na tle tytułów takich jak Spice & Wolf, w których bohaterowie mogą zostać wykorzystani lub oszukani na każdym kroku.

Jako bitewniak manga również prezentuje się nierówno. Główny bohater, pomimo specyficznej formy, szybko staje się bardzo potężny i z czasem tylko rośnie w siłę. Walki z jego wyłącznym udziałem stałyby się bez wątpienia nadzwyczaj przewidywalne i w konsekwencji nudne. Ten problem udało się rozwiązać dwoma dobrymi pomysłami. Po pierwsze, Rimuru szybko przekonuje się osobiście, że nadużywanie siły może sprowadzić na niego kłopoty. Dlatego woli rozwiązywać nawet poważne konflikty polubownie, traktując walkę jako ostateczność, co często przynosi zaskakująco dobre efekty. Kiedy już dochodzi do walk, akcja zaczyna się koncentrować na jego podkomendnych, podczas gdy Rimuru zajmuje się dowodzeniem, oceną sytuacji lub walką z najgroźniejszymi wrogami. To z kolei pozwala się wykazać odwagą i umiejętnościami sporej liczbie postaci. Pomimo to nawet największe bitwy mocno rozczarowują, gdyż z zasady koncentrują się na najsilniejszych wojownikach, błyskawicznie wycinających w pień wrogich oficerów lub całe oddziały. Pozostałe postacie walczą gdzieś w tle albo są całkowicie pomijane. Co dziwniejsze, prawie wszystkie starcia obywają się bez strat po stronie pozytywnych bohaterów. Ranni są błyskawicznie opatrywani, a mikstury leczące mogą nie tylko dosłownie postawić na nogi półżywych, ale też zregenerować odcięte kończyny. Wszystko to sprawia, że trudno o odpowiednią dramaturgię wydarzeń. Tym bardziej że kwestie logistyki i taktyki są często pomijane, a kolejni wojownicy po prostu pojawiają się pośrodku pola bitwy dzięki teleportacji lub woli autora.

Wśród postaci najbardziej wyróżnia się główny bohater. Jako dorosły mężczyzna w ciele galarety wypada zaskakująco przekonująco i zabawnie. Ze względu na spory bagaż doświadczeń i kompleksów z poprzedniego życia nie czuje się zbyt pewnie w nowej formie i nie ufa do końca nabytym zdolnościom. Stara się postępować roztropnie i ze szczerym zainteresowaniem słucha rad innych, niezależnie od tego, kim lub czym są. Nieustannie uczy się na własnych błędach i sukcesach, starając się wyciągać z nich właściwe wnioski. Z czasem zdobywa też zdolność przybierania ludzkiej postaci, z czego, paradoksalnie, nie jest do końca zadowolony. Zmarł bowiem jako nieco podstarzały prawiczek, a galarety są bez wyjątku bezpłciowe, więc nawet w ludzkiej formie brakuje mu paru części ciała. I choć pozostało mu zainteresowanie płcią piękną, to nawet najbliższe przyjaciółki traktują go głównie jak maskotkę.

Poza nim poznajemy długi szereg bohaterów, składający się z goblinów, wargów, driad, demonów oraz wielu innych ras. Tak duża liczba postaci sprawia problemy nawet autorom i większości z nich poświęcano zdecydowanie za mało czasu, przez co sprawiają wrażenie jednowymiarowych. Dobrym tego przykładem jest księżniczka ogrów – Shuna, pełniąca przez większość czasu funkcję gosposi i krawcowej, przez rzadko wysuwa się na pierwszy plan. Dopiero podczas podróży dyplomatycznej do sąsiedniego królestwa ma okazję się wykazać, ratując całą delegację przed kompromitacją dzięki znajomości dworskiej etykiety.

Pochwalić za to muszę postacie czarnych charakterów. Większość z nich nie jest zła do szpiku kości, a ich czyny wynikają z zadufania, chciwości lub bezrefleksyjnego słuchania poleceń przełożonych. Część z nich pod wpływem działań głównego bohatera zaczyna się autentycznie wstydzić swojego postępowania i dojrzewać do naprawy wyrządzonych krzywd własną ciężką pracą. Z drugiej strony mamy królów demonów, którzy nie zawsze są źli do szpiku kości. Większości z nich zależy na życiu i szczęściu poddanych oraz przyjaciół. Potrafią więc docenić przyjazne gesty i nie zamierzają bezrefleksyjnie siać zniszczenia tak długo, jak długo nikt im nie zagraża.

Kreska już od pierwszego tomu trzyma bardzo równy poziom, zwracając uwagę głównie charakterystycznymi i z reguły ładnymi projektami postaci. Bohaterów nie sposób ze sobą pomylić dzięki zróżnicowaniu rysów twarzy, ubiorów i fryzur, choć większość została obdarzona podobnymi, pełnymi emocji, dużymi i szklącymi się oczami. Co ciekawe, pomimo sporej różnorodności ras większość bohaterów ma bardzo ludzką aparycję, co jest zaskakujące choćby w przypadku krasnoludów. Większość z nich jest solidnie zbudowana i ma przynajmniej małą bródkę lub wąsy, ale nie ustępują znacząco wzrostem innym postaciom. Na pierwszy rzut oka bardzo trudno byłoby więc odróżnić np. krasnoludzkich generałów od ludzi. Dotyczy to także goblinek, wyglądających z reguły jak piękne dziewczęta o szarej lub zielonej skórze. Anatomia postaci jest odwzorowana bez zarzutu, a tła pojawiają się, gdy tylko są potrzebne, choć nie imponują ilością szczegółów. Wielkim plusem jest też umiejętność przedstawiania całych tłumów postaci w naturalnych pozach, co przydaje się szczególnie na kadrach pokazujących miasta. Dzięki temu ulice tętnią życiem i codziennymi wydarzeniami.

Tomiki polskiego wydania mają na ostatnich stronach po kilka dodatków, na czele z cyklem króciutkich opowiadań będącym streszczeniem wydarzeń z perspektywy smoka Veldory. Jest on napisany prostym i zwięzłym językiem, przez co czyta się błyskawicznie, a chociaż opisuje to, co wcześniej widzieliśmy w wersji komiksowej, potrafi autentycznie zaciekawić. Głównie dzięki osobie narratora, będącego pod względem charakteru całkowitym przeciwieństwem Rimuru i dysponującego ogromną wiedzą na temat świata, w którym toczy się akcja.

Recenzowany tytuł jest adaptacją japońskiej powieści internetowej publikowanej w latach 2013–2016. Dzięki swojej popularności powieść doczekała się mocno przeredagowanego wydania tomikowego w postaci light novel, które wciąż powstaje i obecnie liczy 15 tomów. Adaptacja komiksowa jest trzecią z kolei wersją tej historii i już w roku 2016 doczekała się kilkutomowej serii pobocznej – Tensei Shitara Slime Datta Ken: Mabutsu no Kuni no Arukikata. Natomiast w 2018 roku cykl powiększył się o telewizyjną serię anime, obejmującą pierwsze 54 rozdziały mangi, a następnie rozbudowaną o odcinki OAV. Niewykluczone, że z czasem także anime doczeka się kolejnej odsłony, prezentującej dalsze wątki.

Odrodzony jako galareta jest w momencie pisania tej recenzji jedynym, poza bardzo specyficznym Drifters, isekajem na polskim rynku. Jest też na pewno jedną z oryginalniejszych mang fantasy, błyskotliwie wykorzystującą oklepany do znudzenia schemat. Wymaga jednak wyrozumiałości ze względu na cały szereg naiwnych rozwiązań.

C.Serafin, 18 listopada 2019

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kodansha
Wydawca polski: J.P.Fantastica
Autor: Fuse
Tłumacz: Ula Knap
Rysunki: Taiki Kawakami

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 J.P.Fantastica 4.2019
2 Tom 2 J.P.Fantastica 6.2019