Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Drifters

Tom 1
Wydawca: J.P.Fantastica (www)
Rok wydania: 2016
ISBN: 978-83-74715-77-5
Liczba stron: 220
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Cieszę się jak małe dziecko za każdym razem, kiedy na polskim rynku pojawia się któraś z mang, które lubię. Myślę, że to wciąż pewien dowód na to, że mimo wieku i lat spędzonych na obcowaniu z mangą i anime, nadal mam w sobie coś, co nazwać można duszą fana. I właśnie owa dusza wykonała fikołka z radości, gdy w moje ręce trafił pierwszy tomik polskiego wydania Drifters Kouty Hirano. Ponieważ uwielbiam tego autora i jego mangi.

W 1600 roku pod Sekigaharą doszło do zamykającej okres Sengoku bitwy, która zapoczątkowała trwającą ćwierć millenium supremację rodu Tokugawa na japońskiej scenie politycznej. Po stronie przegranych walczył między innymi ród Shimazu. Wśród jego wojowników wyróżniał się Toyohisa Shimazu. Poważnie ranny podczas szaleńczej szarży na wroga, oczekuje na śmierć – która jednak nie nadchodzi. Toyohisa trafia do osobliwego, wypełnionego dwoma rzędami drzwi korytarza, z którego zaraz potem zostaje przerzucony do innego świata. Tam zaś spotyka dwie postaci, dla niego już będące historią: pierwszego ze zjednoczycieli Japonii – Odę Nobunagę i owianego legendą łucznika z czasów dwunastowiecznej wojny Gempei – Nasu no Yoichiego. Szybko okazuje się, że w niebezpiecznym, pełnym konfliktów świecie Toyohisa, Nobunaga i Yoichi czują się jak ryby w wodzie. Co więcej, nie są oni jedynymi historycznymi postaciami, które się tu znalazły. To jednak nie oznacza, że wszyscy będą walczyć pod jedną flagą. Są pionkami w rozgrywce „innych Szatanów”, ale nikt nie powiedział, że w pewnym momencie pionki nie mogą przemienić się w królowe.

Pierwszy tomik Drifters intryguje. Autor wrzucił bohaterów, a co za tym idzie – czytelnika, do nieznanego świata i stopniowo przedstawia toczący się tutaj konflikt. Najważniejsze będą postaci – już teraz widać to wyraźnie, bo otrzymujemy ich bogatą galerię. Można trochę sarkać, że gros spośród bohaterów historycznych stanowią Japończycy, ale cóż, w końcu to komiks japoński… Niemniej, przy takim zagęszczeniu bohaterów można się domyślać, że interakcje między nimi będą dynamiczne, a efektowne pojedynki mamy już niejako obiecane. Ciekawostką jest natomiast typowy sztafaż fantasy jako tło – elfy, smoki, orki itd. Że może się to gryźć z samurajami, kowbojami, współczesnymi żołnierzami czy przedstawicielami antyku? Nie, raczej powstaje w ten sposób ryzykowna, wybuchowa i gwarantujące duże emocje mieszanka.

Jeśli ktoś pamięta poprzednią mangę tego autora – Hellsinga, to pewnie będzie kilkoma rzeczami zaskoczony. Kouta Hirano nie poszedł na łatwiznę, a przecież mógł po prostu stworzyć kontynuację swojego poprzedniego hitu. Zamiast tego wymyślił zupełnie nową historię, na dodatek opowiedzianą w zupełnie inny sposób. W Hellsingu bohaterów poznawaliśmy bardzo powoli, stopniowo – tu zaś już pierwszy tom wprowadza liczną obsadę, złożoną w lwiej części z postaci historycznych. Na dodatek Hirano pokusił się o stworzenie własnego świata, zamiast, jak w Hellsingu wykorzystywać nasz. To tyle w kwestii nowości. A co pozostało po staremu?

Po pierwsze, wygląd postaci – Hirano ma tak charakterystyczną kreskę, że siła rzeczy jego bohaterowie będą się kojarzyć – Toyohisa ma momenty, gdy wygląda jak Alucard, zaś Joanna d'Arc potrafi przypominać Victorię (acz z wyraźną różnicą w kwestii biustu). Niezmienna pozostaje pieczołowitość, z jaką autor rysuje poszczególne sceny. Jego perfekcjonizm błyszczy tu tak samo jak w Hellsingu, kadry wypełnione są po brzegi, brak tu pustych miejsc i wszechobecnej w wielu mangach bieli. Bohaterowie są tak samo charyzmatyczni – choć wyraźnie mniej dopakowani, przynajmniej na starcie. Takich potęg jak Alucard czy Victoria w swojej finalnej formie na razie nie ma co tu szukać. No i wreszcie, co pewnie nie każdemu się spodoba, Kouta Hirano raczy nas nadal bardzo charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru – głównie w dodatkach, ale i w samej mandze.

Zaryzykuję tezę, że z okładkami autor ten nigdy sobie nie radził – wrzucał na nie losowe rysunki, nie przywiązując do nich wielkiej wagi, jakby podkreślając, że jest rysownikiem, a nie ilustratorem. Toteż i okładka pierwszego tomu Drifters wygląda tak sobie, zaś Toyohisa na niej jak żywo przywodzi na myśl krótkowłosą wersję Alucarda. Pod obwolutą, na okładce, znajdziemy kilka typowych dla autora żartów, z czego jeden ma charakter drobnego spoilera – acz o tym czytelnicy przekonają się dopiero w kolejnych tomach. Pierwsze cztery strony wydrukowano w kolorze, co cieszy, bo wyglądają świetnie – autor od samego początku pokazuje, na co go stać.

Ktoś mógłby pomyśleć, że tłumaczenie mangi o zabijaniu to banał. A gdzieżby. Kouta Hirano szpikuje swoje mangi humorem, także językowym, którego oddanie potrafi być wyzwaniem – widać to najlepiej w zafundowanych przez autora opisach postaci na końcu mangi, w rodzaju „taka shimaszyna mashimazyszyna cokolwiek”. Tłumacz dał sobie radę nieźle – w zasadzie nie znalazłem niczego, do czego mógłbym się przyczepić, choć manga operuje w końcu w bliskiej mi tematyce historycznej. W kwestii tej ostatniej – w polskim wydaniu Drifters zafundowano solidnych rozmiarów dodatek poświęcony wyjaśnieniu tego, kto kim był i z jakiego okresu historycznego pochodził. Podobne dodatki widziałem do tej pory chyba tylko w polskich wydaniach mang Tsutomu Niheia. Doceniam sens takiego rozwiązania, o wiele praktyczniejszego niż dołączanie przypisów – zwłaszcza że w mangach Kouty Hirano trudno by nawet było o miejsce na takowe…

Grisznak, 31 lipca 2016
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 J.P.Fantastica 6.2016
2 Tom 2 J.P.Fantastica 9.2016
3 Tom 3 J.P.Fantastica 3.2017
4 Tom 4 J.P.Fantastica 6.2017