Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 kreska: 5/10
fabuła: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

brak

Wylosuj ponownieTop 10

Mairimashita! Iruma-kun

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2017-
Liczba tomów: 11+
Wydanie polskie: 2019-
Tytuły alternatywne:
  • 魔入りました!入間くん
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia

Zróbmy sobie wnuka w wersji z piekła rodem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Obecna wersja tekstu powstała na bazie sześciu z dwunastu wydanych dotąd tomów. Czytelników proszę więc o potraktowanie tej recenzji jako rozbudowanej zajawki, a nie jako pełnowartościowy i wyczerpujący tekst.

Lord Sullivan jest z każdym dniem coraz bardziej poirytowany swoimi obowiązkami. Jako jeden z najpotężniejszych demonów musi uczestniczyć w naradach, przybierających od pewnego czasu bardzo dziwny obrót. Powodem tego jest zachowanie jego dwóch pobratymców dorównujących mu władzą i potęgą. Od czasu narodzin ich wnuków Sullivan jest mimowolnym świadkiem nieustannych dyskusji polegających głównie na pokazywaniu sobie słodkich foci, chwaleniu się rodzinnymi wycieczkami i zachwytach nad dzieciakami. Nawet dla zwykłej osoby słuchanie tego wszystkiego byłoby nie do zniesienia, więc Sullivan podejmuje jedną z najbardziej niezwykłych decyzji w swoim życiu. Może i jest zdziwaczałym starym kawalerem, ale też chce mieć wnuka! I dostanie go, choćby musiał go wyciągnąć z miejsca, gdzie sam diabeł mówi dobranoc!

Niedługo potem zwykły czternastolatek, Iruma Suzuki, również staje przed koniecznością podjęcia kluczowej w swoim życiu decyzji. Został bowiem sprzedany Sullivanowi przez własnych nieodpowiedzialnych rodziców, na poczet ich długów. Stojący przed nim ekscentryczny demon daje mu wybór. Chłopiec może zostać jego wnukiem i (powiedzmy) legalnym następcą lub odmówić i powrócić do dotychczasowego życia. Decyzja wydaje się oczywista, ale Iruma ma jedną poważną przypadłość, polegającą na absolutnym braku asertywności. A dokładniej – nie potrafi powiedzieć „nie”. Ku własnemu zdumieniu zgadza się więc na pozostanie w świecie demonów.

Jego świeżo upieczony dziadek zajmuje się takimi formalnościami jak sfałszowanie aktu urodzenia, przekupienie urzędników i zadbanie o edukację jedynego potomka. Na szczęście Szkoła Demonów Babirus właśnie zaczyna nowy rok, dzięki czemu Iruma trafia do tej placówki wraz z całą menażerią potworów. Niestety, ludzie nie są mile widziani w tym świecie i poznanie przez kogokolwiek jego prawdziwej tożsamości skończyłoby się, łagodnie mówiąc, nieprzyjemnie. Jedynym rozsądnym wyjściem z tej śmiertelnie groźnej pułapki wydaje się udawanie kogoś nieważnego i niezwracanie na siebie uwagi. Ten plan sypie się w gruzy już podczas pierwszego apelu szkolnego, gdy Iruma poznaje zawód swojego dziadka. Sullivan okazuje się bowiem dyrektorem szkoły i bez cienia wstydu przedstawia wszystkim obecnym nowego członka rodziny.

Motyw chłopca o złotym sercu trafiającego nagle w zupełnie obce środowisko nie jest przesadnie oryginalny. Bardzo podobne zawiązanie fabuły miało choćby Rosario + Vampire albo wydane przez Waneko Silver Spoon. Schemat wydaje się jednak na tyle nośny, że nawet stosowany wielokrotnie potrafi autentycznie bawić. Tym bardziej że Iruma okazuje się nadzwyczaj kompetentnym bohaterem. Lata życia u boku bezmyślnych rodziców uczyniły go odpowiedzialnym chłopcem, brzydzącym się przemocą i gotowym pomagać każdemu, kto tego potrzebuje. Konieczność chodzenia do szkoły z całymi tłumami wilkołaków, sukubów i demonów wydaje się najgorszym, co go dotąd w życiu spotkało, ale z przeciwnościami radzi sobie o wiele lepiej, niż sam mógłby podejrzewać. Paradoksalnie, dzięki swojej dobroci i splotowi nieszczęśliwych wypadków niezasłużenie zyskuje sławę cynicznego i groźnego demona, z którym lepiej nie zadzierać. Co ułatwia fakt, że większość uczniów nie szuka problemów i przypomina potwory jedynie z wyglądu. Nawet czarne charaktery wykazują się nadzwyczajną nieudolnością, a ich złowrogie plany okazują się śmiechu warte. Do tego stopnia, że mogę przysiąc z ręką na sercu, iż znacznie groźniejsze ogry i trolle spotykałem na co dzień podczas nauki w gimnazjum wiele lat temu.

Fabuła jest więc zabawna i przewrotna, ale niestety niezbyt zajmująca. Większość wątków wykorzystuje oklepane schematy i niczym nie zaskakuje. Bardzo nierówne jest też tempo akcji. Ważne wydarzenia, jak choćby cały wstęp, często toczą się zbyt szybko, przez co wydają się chaotyczne i nieprzekonujące. Pochwalić za to warto rozwijający się w tle wątek główny, związany z awansowaniem w demonicznej hierarchii. Prosto i zgrabnie spaja on poszczególne epizody i ma spory potencjał. Ostatnia i najwyższa kategoria, jaką może osiągnąć Iruma, oznacza bowiem możliwość zostania przyszłym królem demonów. Finalne tomy będą więc bez wątpienia widowiskowe.

Niewiele można powiedzieć o świecie przedstawionym. Akcja pierwszych sześciu tomów rzadko przenosi się poza okolice szkoły, mieszczącej się w komicznie sztampowym ponurym zamku nad urwiskiem. Wiadomo, że w świecie demonów istnieje jakaś struktura państwowa, wraz z urzędami, radami i królem, ale brakuje jakichkolwiek konkretów. Sytuacja na pewno ulegnie jednak zmianie wraz z rozwojem fabuły. Trzeba przy okazji wspomnieć o sporej niekonsekwencji autorki. Iruma musi kilkakrotnie tłumaczyć nowym znajomym, czym są zwykłe ludzkie uczucia, takie jak miłość i przyjaźń. Albo o co chodzi w randkowaniu. Tymczasem różne demony ewidentnie mają przyjaciół, zawierają małżeństwa oraz kochają swoje dzieci i wnuki. Kilkakrotnie wręcz zdarza się, że nazywają kogoś przyjacielem, więc trudno tego nie uznać za wpadkę.

Warto też wspomnieć o fanserwisie, a dokładniej o jego braku. W mandze nie znajdziemy bowiem typowego motywu haremowego, a liczbę istotnych postaci kobiecych można policzyć na palcach jednej ręki. Zaledwie jedna z nich, czyli przewodnicząca samorządu szkolnego, ma choć odrobinę seksapilu. W efekcie niemal jedynym źródłem erotyki dla czytelników jest pojawiający się okazjonalnie klub sukubów. W nieco lepszej sytuacji są czytelniczki, bo pojawia się trochę skierowanego do nich fanserwisu, włącznie z motywem gender­‑bender, czyli przebieraniem męskiej obsady w damskie ciuszki. Co, szczerze mówiąc, może równie dobrze zniechęcić część odbiorców.

Nierówno prezentują się postacie. Pomimo całkiem udanej kreacji głównego bohatera reszta raczej nie wyróżnia się przesadnie pozytywnie. Jego nowy dziadek lord Sullivan jest kolejno: zdziecinniały, próżny, niezdyscyplinowany, bezczelny, potężny i na dłuższą metę męczący dla czytelników. Trzeba jednak przyznać, że dba o jedynego wnuka i interweniuje za każdym razem, gdy sytuacja zaczyna się wymykać spod kontroli. Iruma szybko zyskuje też dwójkę przyjaciół w postaci młodego demonicznego arystokraty Asmodeusa oraz Clary, słusznie traktowanej przez wszystkich wokół jako nadpobudliwa dziwaczka. Oboje bywają na swój sposób irytujący, ale na szczęście często są zajęci sobą nawzajem. Co oznacza, że się kłócą albo próbują współpracować, co prowadzi do kolejnych awantur.

Poza nimi da się wyróżnić zaledwie garstkę postaci, bo nawet większość kolegów z klasy Irumy to bezimienni statyści. Warta wzmianki jest jedynie przewodnicząca szkolnego samorządu – Amelie Azazel, będąca najbardziej charyzmatyczną postacią w całej mandze. Jest surowa i wymagająca, czym budzi powszechny szacunek wśród uczniów. O porządek w szkole dba głównie kopniakami i przemowami wykrzykiwanymi z takim przejęciem, że nikt nie zauważa, iż połowa jej kwestii nie ma najmniejszego sensu. Przy okazji ukrywa w szkole kolekcję książek ze świata ludzi, składającą się głównie z… najbardziej sztampowych mang shoujo. Oczywiście nie potrafi odczytać zapisanych japońskimi znakami dialogów, nie rozumie też dziwnych dla niej reakcji postaci, ale samo przeglądanie obrazków sprawia, że serce zaczyna bić jej mocniej. Do szczęścia brakuje jej tylko… tłumacza znającego japoński.

Kreska już na pierwszy rzut oka wskazuje, że autorka nie ma przesadnie dużego doświadczenia. Mairimashita! Iruma­‑kun jest dopiero jej drugą mangą po trzytomowym Hotel Helheim. Postacie są więc rysowane prostym i nieco karykaturalnym stylem. Co ciekawe, większość z nich ma ogony we wszelkich możliwych kształtach oraz rogi, czasem zastępowane przez włosy układające się w ich kształt. Wszystkie demony zostały też obdarzone umiejętnością latania, ale ma to znaczenie w zaledwie paru rozdziałach, więc ich skrzydła są zazwyczaj pomijane.

Rysunkowi można jednak wytknąć mnóstwo niedociągnięć. Szwankuje choćby anatomia postaci, które z kadru na kadr nieraz ledwo siebie przypominają. Przeciętnie wypadają próby dynamicznego przedstawienia bohaterów w różnych pozach, na czym w szczególności cierpią sceny akcji. Autorce brak też pomysłów na ciekawe projekty postaci trzecioplanowych i potworów. Przykładem może być władca doliny Karakiri, który powinien być gigantycznym ptakiem, a wygląda jak bezkształtna kupa pierza ze szponami i jarzącymi się oczyma. Również oba chowańce Irumy wyglądają, jakby były wypadkiem przy pracy polegającym na rozlaniu tuszu na kartkę. Paradoksalnie, lepiej prezentują się postacie epizodyczne i statyści. Szkolne korytarze pełne są przeróżnych dziwadeł i podejrzanych typów, dzięki czemu nie sposób zapomnieć, że akcja toczy się w świecie demonów. Tła natomiast pojawiają się dostatecznie często, ale z zasady nie zawierają niczego ciekawego. Razi to głównie w przypadku pomieszczeń szkolnych, zaskakujących dużymi i pustawymi przestrzeniami.

Pomimo mojej surowej krytyki Mairimashita! Iruma­‑kun jest całkiem przyjemną, choć sztampową szkolną komedią. Wykorzystuje kilka ciekawych pomysłów, ma dającego się lubić bohatera i może być zabawnym czytadłem do lektury przed snem. Na tle konkurencji, czyli innych shounenów kobiecego autorstwa, takich jak mangi Hiromu Arakawy lub Jun Mochizuki, wypada jednak blado.

C.Serafin, 29 września 2019

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shounen Champion
Wydawca polski: Studio JG
Autor: Osamu Nishi