Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 7/10 kreska: 7/10
fabuła: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 63
Średnia: 7,81
σ=1,69

Wylosuj ponownieTop 10

Lovely Complex

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2001-2006
Liczba tomów: 17
Tytuły alternatywne:
  • ラブ★コン
  • LoveCom
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm

Romans krasnala i żyrafy – czyli miłość w dość nietypowym wydaniu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Joanne

Recenzja / Opis

Oczywiście nie mamy tu na myśli faktycznego mezaliansu międzygatunkowego, tym niemniej historia, którą opowiada nam Aya Nakahara, jest z punktu widzenia fana romansów równie interesująca. Miejsce akcji to głównie, jak na klasyczne shoujo przystało, liceum. Główna bohaterka, Risa Koizumi, rozpoczyna dopiero swoją karierę jako licealistka. Robi to w niefortunny sposób, zasypiając i chrapiąc głośno na rozpoczęciu roku. Zwraca tym samym na siebie uwagę nauczycieli i innych uczniów. Nie byłaby to jeszcze najgorsza sytuacja, gdyby nie fakt, że Risa ma wystarczająco dużo powodów, żeby odstawać od reszty rówieśników. W wieku piętnastu lat mierzy 170 cm. Jakby tego było mało, jedną z osób, która dokucza jej najczęściej z powodu wzrostu, jest Atsushi Otani, chłopiec z zupełnie odwrotnym niż ona problemem. Otani mierzy zaledwie 156cm. Mają podobnie wybuchowe osobowości, więc bardzo często ich wymiany zdań kończą się na ognistych kłótniach. Dla postronnych obserwatorów są one na tyle zabawne, że parę bohaterów przezwano All Hanshin Kyoujin (od nazwy znanej w Japonii pary komików). Kłótnie kłótniami, ale wszyscy wiemy, że „kto się czubi, ten się lubi”. Z początku jest to tylko czysta sympatia i współpraca w osiągnięciu podobnych celów (Otaniemu spodobała się koleżanka Risy, a Risie kolega Otaniego). Po drodze odkrywają jednak, że mają ze sobą znacznie więcej wspólnego, niż na początku przypuszczali. Jak potoczy się to dalej? Wyróżnik „romans” mówi sam za siebie. Po trudnej, wyboistej i pełnej wądołów drodze do związku głównych bohaterów poznajemy ich najbliższych przyjaciół, którym również zostanie poświęcone kilka rozdziałów.

Fabuła nie zaskakuje oryginalnością poza motywem wiodącym serii, który sprawia, że manga jest naprawdę wyjątkowa. Pomijając dylematy związane ze wzrostem, dostajemy typowe rozterki licealistki, która nigdy nie miała chłopaka. Pojawia się wiele motywów, które wytrawny znawca shoujo zna już doskonale. Niemniej fakt, że główni bohaterowie borykają się oprócz normalnych problemów miłosnych z własnymi kompleksami, dodaje serii uroku. Taki znany element jak np. noszenie na rękach nabiera w Lovely Complex nowego wyrazu. Recenzentkę rozbroił sposób, w jaki autorka bawi się takimi typowymi chwytami znanymi z shoujo i czyni z nich coś świeżego. Poza tym nie znajdziemy w tej mandze zaskakujących zwrotów akcji, nieoczekiwanych zmian partnerów itp. Od samego początku dość łatwo jest wywęszyć, który bohater będzie z którą bohaterką.

Risa jest dziewczyną charakterną, pełną temperamentu i wybuchową. Nie jest typową tsundere, która leje po mordzie za wszystko każdego osobnika płci męskiej. Leje po mordzie, co stanowi jej wielki plus, ale robi to sensownie i jest to zazwyczaj w pełni zasłużone. Natomiast kłóci się to z rozmamłaniem emocjonalnym Risy w późniejszych rozdziałach. Zachowuje się jak wyprana z charakteru płaczliwa idiotka. Trzeba ją kopać w tyłek za każdym razem, żeby zrobiła coś sensownego. Ten niewdzięczny obowiązek wzięła na siebie Nobuko, co sprawiło, że później przy każdym problemie Risa szła do niej zapytać się, co powinna zrobić w takiej sytuacji. Nobuko poza tym, że ma do głównej bohaterki niezrozumiale świętą cierpliwość, nie jest zbyt barwną postacią. Razem z Nakao stanowią przeuroczą parę i są przeciwwagą dla niemogących dojść ze sobą do ładu głównych bohaterów. Mimo wszystko rola, jaka przypadła im w udziale, niesamowicie spłyca ich charaktery. Robią jedynie za ludzi, którzy popychają Risę i Otaniego do działania. Stanowią uroczą pociechę dla fanów prostych romansów, bez niepotrzebnego dramatyzmu, lecz nic poza tym. Skoro już jesteśmy przy niepotrzebnym dramatyzmie… W Lovely Complex, zwłaszcza kiedy autorce ewidentnie skończyły się pomysły, widzimy kilka tak „dramatycznych”, że aż absurdalnych historii mających stanowić „przeszkody do pokonania dla głównej pary”. Risa jeszcze nie wychodzi na tym aż tak źle, ale Otani trochę na tym traci. On już wcześniej nie był moim faworytem. Na samym początku wzbudzał moją sympatię, jednak jego kompletna ślepota i nieczułość zaczęły mnie dobijać. Ileż można dręczyć pytaniami „no powiedz, kto Ci się podoba?” dziewczynę, z którą się spędza niemal każdą wolną chwilę? Rozkwit związku Otaniego i Risy jest pewną osłodą frustracji, jaką się przeżywało, kiedy oboje nie mogli się zdecydować, czy chcą ze sobą być, czy nie. Dopiero wtedy naprawdę miło się patrzy na dość normalną w gruncie rzeczy parę, gdzie ludzie są ze sobą, ponieważ do siebie pasują, a nie dlatego, że autorka tak chciała. Nie mają oporów przed okazywaniem sobie uczuć, co wypada bardzo ciekawie, biorąc pod uwagę różnicę wzrostu. Pomysły Otaniego, jak udowodnić swoją męskość, są naprawdę warte obejrzenia. Ma chłopak fantazję.

Abstrahując od dość dobrego, acz szczenięcego wątku miłosnego, mamy tu dość sporo komediowych wstawek. Nawet napięte sytuacje zostają bardzo fajnie rozładowywane, przez co historia nie jest zbyt ciężka i przytłaczająca. Sytuacje komiczne, mimo że czasem trochę oderwane od rzeczywistości, przypadły mi do gustu. Cóż, nie oczekuję za każdym razem prawdziwej historii z życia wziętej. Nie obraziłabym się, ale też ile można czytać opowieści pokroju Paradise Kiss i Nana? Czasem warto poświęcić trochę czasu na coś lżejszego, dla relaksu i odstresowania się. Ewentualnie dla późniejszego docenienia nieco bardziej realistycznych opowieści.

Oprócz fabuły warto też wspomnieć co nieco o technicznej stronie mangi. Trzeba przyznać, że mamy do czynienia z dobrze wykonanym komiksem. Rysunki są staranne, niektóre ujęcia Risy wprost prześliczne. Bohaterowie nie cierpią też na znaną wszystkim przypadłość niezmieniania ubrań. Nieco mnie to frustrowało, bo niektóre ciuchy wyglądały naprawdę świetnie i chętnie widziałabym coś takiego w sklepie bądź na sobie samej. Jak widać, kobietom się nie dogodzi. Ale trzeba przyznać, że kwestie mody autorka wzięła sobie do serca i na to nie mam prawa narzekać. Natomiast niestety muszę wspomnień o koszmarnych SD­‑kach, których jest w LoveCom dość sporo, a które bardziej przypominają skrzyżowanie chomika z koniem niż zdeformowaną jednostkę ludzką. Zazwyczaj wersje chibi albo SD bardzo mi się podobają, lecz nie tutaj. Zarzynało to czasem doszczętnie komizm sytuacji, bo zamiast śmiesznej mordki widzimy bliżej nieokreślonego maszkarona. Aż dziw, że Otani był w stanie zakochać się w takiej mazepie. Poza tym dość często mamy do czynienia ze świecącym bąbelkowym tłem albo w ogóle brakiem tła (co jest dość powszechnym zabiegiem w mangach shoujo). Nie rzucało się to zbytnio w oczy, pewnie dlatego, że przy czarno­‑białym komiksie efekty bąbelków nie rażą.

Kiedy rozpoczynałam swoją znajomość z Lovely Complex, rzuciłam je dość szybko. Dopiero po kilku latach, kiedy nieco mi obrzydła proza życia, znalazłam coś ujmującego w tym tytule i w niemal sielankowym życiu grupki licealistów. Jako odskocznia od mrocznych i dramatycznych tytułów, gdzie bohaterowie giną, a wszystko okazuje się złe i obrzydliwe, LoveCom nadaje się idealnie. Pochłonęłam tę mangę bardzo szybko i nie żałuję. Mimo że ostatnie rozdziały są bardziej wypychaczami niż czymkolwiek innym, to szczerze mi brakowało tego tytułu po skończeniu. Jeśli ktoś lubi proste, ciepłe historie o romansie licealistów, bardzo polecam.

Salva, 4 września 2010

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shueisha
Autor: Aya Nakahara