Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Ao no Exorcist

Tom 4
Wydawca: Waneko (www)
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-6376948-2
Liczba stron: 180
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Trzymani od końcówki poprzedniego tomu w niepewności, w tym dostajemy odpowiedź na zadane wtedy pytanie – czy Suguro widział, czy nie widział. Oczywiście, że nie widział, iż oślepiające niebieskie płomienie pochodziły od Rina ratującego nieprzytomną Shiemi. Nie mógł się tego dowiedzieć, ponieważ grunt pod tę rewelację nie był jeszcze odpowiednio przygotowany. A przypominając nieco szerzej: mamy trzydniowy obóz treningowy, zadanie, w trakcie którego są bohaterowie, wymaga odnalezienia, zapalenia i przyniesienia do obozu, w którym czekają Yukio i Shura, latarni. Latarnie są tylko trzy, mających je zdobyć – siedmioro. Dość szybko jednak indywidualizm zostaje zwyciężony przez pracę zespołową. Żeby dopełnić obrazu dodam, że w tym tomie, zaraz po afirmacji współpracy, mamy tkliwą pogadankę o byciu przyjaciółmi. Większa część świeżo upieczonych exwire (Rin, Bon, Shiemi, Shima i Konekomaru) łączy siły, by razem zakończyć zadanie, które ewidentnie miało wypróbować ich umiejętność współpracy, pomagają sobie nawzajem, ratują się, a szczególnie ciekawe są pod tym względem relacje Rina z Bonem. Ten ostatni bowiem zdaje się być coraz bardziej sfrustrowany tym, że starszy Okumura zawsze chce wszystko załatwić sam, nawet będąc w śmiertelnym niebezpieczeństwie odsyła resztę i twierdzi, że sobie poradzi. Bon nie chce zaakceptować takiego zachowania, w końcu są przyjaciółmi. Tak, teraz grunt jest porządnie przygotowany.

Trening młodych z pozycji wśród koron drzew obserwuje Mephisto wraz z Amaimonem, który pali się do konfrontacji z głównym bohaterem. Oczywiście dyrektor Pheles nadal jest absolutnie tajemniczy i nieodgadniony, jeśli chodzi o pobudki działań. Tym razem pozwala Amaimonowi na zaatakowanie Rina przy wszystkich, doprowadzając tym samym do dramatycznej kulminacji niniejszego tomu. Na szczęście nie mamy tutaj kolejnego cliffhangera, konsekwencje zachowania postaci poznamy już teraz, przy czym tym razem tłumaczyć się będzie musiał gęsto Mephisto Pheles, chociaż ostatecznie i tak wygląda na to, że wszystko poszło według jego planu…

A to nadal nie wszystko, co szykuje nam ten tomik, oj, dzieje się, dzieje. Pojawia się aktualny Paladyn, znajdziemy się na sali sądowej… Niemniej jednak czytało mi się go nieco gorzej niż poprzedni. Być może miały na to wpływ wspomniane wyżej schematyczne sceny z demonstracją praktyczną przyjaźni i współpracy, chociaż sama sytuacja muszę przyznać była ciekawa, a jeszcze ciekawsze – reakcje Shimy na pojawiające się podczas treningu demoniczne robactwo. Na pewno zaś zaważyło na odbiorze tego tomu wrażenie, że autorka, by pokierować fabułę na pożądane przez siebie tory, używała małych deus ex machina (oczywiście z nieuniknionym zgrzytem), gdzie tylko potrzebowała. Bohaterowie wyruszają z obozu, by odnaleźć latarnię, odnajdują ją i wracają. A tu na ich drodze pojawia się dziurawy wiszący most. Skąd? Jaką drogą wracają, skoro wcześniej go nie było (a patrząc z daleka na lasek, to taki duży on wcale nie jest)? Żeby zaś przeciąć sznur pieczętujący demona, Rin musi skoczyć nienaturalnie wysoko (tak na oko jakieś pięć metrów), tylko przy wychodzeniu z „rzeki” na brzeg. Shura oddaje Rinowi miecz, a potem co sił w płucach wrzeszczy, żeby się nie dał sprowokować do jego wyciągnięcia… Cały czas odczuwałam, że prezentowane wydarzenia są naciągane, nie było w tym naturalnego toku, który pozwoliłby wciągnąć się w historię postaci (które, notabene, są w większości bardzo sympatyczne, więc tym bardziej szkoda). Ostatecznie, gdyby nie wielość ważnych fabularnie wydarzeń oraz parę udanych komediowych wstawek (przede wszystkim rysunki na końcach rozdziałów!), tomik uznałabym za słabszy, jeśli chodzi o konstrukcję fabularną.

Tak jak poprzednio i tym razem mamy bogaty wstęp zawierający przedstawienie postaci oraz streszczenie dotychczasowych wydarzeń – ponownie zajmuje on pięć stron (o, nie rozrósł się! Noihausa zastąpiła Shura i tyle). Ostatnie strony za to są uboższe w dodatki, ale Ao no Panelówka, czyli trzy komiksy w formie yonkomy, oraz wczesny szkic projektu pokoju bliźniaków to i tak dużo, więc nie ma co narzekać. Na obwolucie i pod nią, czyli na okładce komiksu, króluje zaś Mephisto Pheles, zagorzały fan kultury japońskiej.

Jeśli chodzi o stronę techniczną, to jest podobnie jak w poprzednim tomie. Czyta się płynnie (dziwnie tylko brzmi język młodzieżowy pijanej Shury, ale nie wiem, jak było w oryginale, więc nie mogę o tym napisać więcej), błędów praktycznie nie ma, poza jedną literówką, ponownie w przedstawieniu postaci na początku tomu, tyle tylko, że w innym miejscu.

Melmothia, 7 kwietnia 2014
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 9.2013
2 Tom 2 Waneko 11.2013
3 Tom 3 Waneko 1.2014
4 Tom 4 Waneko 3.2014
5 Tom 5 Waneko 5.2014
6 Tom 6 Waneko 7.2014
7 Tom 7 Waneko 9.2014
8 Tom 8 Waneko 11.2014
9 Tom 9 Waneko 1.2015
10 Tom 10 Waneko 3.2015
11 Tom 11 Waneko 5.2015
12 Tom 12 Waneko 7.2015
13 Tom 13 Waneko 9.2015
14 Tom 14 Waneko 11.2015
15 Tom 15 Waneko 1.2016
16 Tom 16 Waneko 5.2016
17 Tom 17 Waneko 10.2016
18 Tom 18 Waneko 4.2017
19 Tom 19 Waneko 7.2017