Megatokyo
Recenzja
Tom drugi Megatokyo zaczyna się w chwili, gdy Piro i Largo zostają pozbawieni dachu nad głową. Co gorsza, są obcym sobie mieście, bez pracy i pieniędzy, sytuacja jest więc więcej niż ciężka. W dodatku do brzegów Japonii zbliża się statek, wiozący dwóch uzbrojonych po zęby agentów korporacyjnych oraz Zło przez wielkie Z (i nie chodzi tylko o kilka ton konsoli X‑box spoczywających w ładowni).
Jak widać fabuła znowu stanowi groteskową wizję życia bardzo szalonych fanów, przemieszaną dodatkowo ze światem całkowicie nierealnym. Jednocześnie jednak obok snute są wątki opowiadające o bardziej przyziemnych problemach i koncentrujące się na codziennych kłopotach bohaterów, a nie na rozhasanych po ulicach zombie.
Ta edycja Megatokyo – za sprawą zarówno autora, jak i wydawnictwa – zmienia drastycznie wygląd. Rysownik bowiem zaczyna stosować bardziej skomplikowany układ niż cztery klatki ustawione w kwadracik, wydawcy natomiast zmieniają papier oraz objętość komiksu, który jest prawie dwa razy grubszy niż poprzedni. Niestety, objętość zawdzięcza właśnie nowemu papierowi, który zajmuje o wiele więcej miejsca, mimo że zeszyt zwiększył swą objętość tylko o jakieś 10 kartek. Jednocześnie drastycznie spada jakość tłumaczenia, co objawia się prawdziwym pogromem wśród nawiązań i dowcipów. Porównanie wersji papierowej i elektronicznej wypada bardzo na niekorzyść tej pierwszej. Tam, gdzie czytając komiks na monitorze komputera, co chwilę wybuchamy śmiechem, w papierowej wersji dostajemy tylko nudnawe dialogi, w których zabito cały humor.
Komu bym polecał? Fanom Megatokyo z kolekcjonerskim zacięciem, albo osobom nie posiadającym w domu komputera, które koniecznie chcą poznać tę pozycje i nie przeszkadza im, że całkowicie pozbawiono ją poczucia humoru. Pozostałym radziłbym jednak zapoznać się z całkowicie legalnymi publikacjami w internecie, które prezentują wyższy poziom.
Tomiki
Tom | Tytuł | Wydawca | Rok |
---|---|---|---|
1 | Tom 1 | Mandragora | 9.2004 |
2 | Tom 2 | Mandragora | 12.2004 |