Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 kreska: 8/10
fabuła: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,40

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 60
Średnia: 7,4
σ=1,59

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Istota zła

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2005-2006
Liczba tomów: 2
Wydanie polskie: 2014
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • Akusaga
  • Blank Slate
  • 悪性 -アクサガ-

Okrutna rzeczywistość i jeszcze okrutniejszy główny bohater w pesymistycznej opowieści Ayi Kanno, traktującej o poszukiwaniu prawdziwej wolności.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Shizuka

Recenzja / Opis

Przystojny, inteligentny i czarujący, przynajmniej na pierwszy rzut oka – taki właśnie jest Zen, jeden z najbardziej poszukiwanych przestępców. Czyżby kolejny Robin Hood, który zalazł za skórę wysoko postawionym ludziom? Nic z tych rzeczy, gdyż Zen ciężko zapracował na opinię okrutnika, mordercy i wcielenia wszelkiego zła. To człowiek robiący, co mu się żywnie podoba i niedbający o innych – życie jest dla niego rozrywką, a ludzie zabawkami, które w każdej chwili można rzucić w kąt. Jednak charyzmatyczny sposób bycia i mroczny urok mężczyzny sprawiają, że zawsze znajdzie się ktoś, kogo zafascynuje jego zimny i bezduszny świat. Problem polega na tym, że Zen nie ceni posłuszeństwa czy lojalności i nie wierzy w nic oprócz przemocy, dlatego wszyscy jego samozwańczy towarzysze kończą tragicznie. Czy przypadkowe porwanie niewidomej córki generała i spotkanie z wiejskim lekarzem wpłyną w jakikolwiek sposób na takiego przestępcę?

Jest to jedna z tych mang, o których nie słyszałam, dopóki wydawnictwo Waneko nie ogłosiło, że ma zamiar ją wydać. Chciałabym jednak uprzedzić potencjalnych czytelników, że zarówno śliczna buźka głównego bohatera, widoczna na obwolucie, jak i obecny na stronie wyróżnik shoujo, mogą być bardzo mylące. Istota zła żadną miarą nie pasuje do obrazu klasycznego czytadła dla trzynastolatek, chociaż zawiera kilka elementów, które mogą być akurat dla tej grupy szczególnie atrakcyjne. Recenzowanie tej publikacji okazało się dla mnie o tyle trudne, że jest w mandze sporo rzeczy interesujących, ale też nie brakuje zmarnowanego potencjału.

Przede wszystkim przypadł mi do gustu koncept, żeby głównym bohaterem uczynić osobnika skrajnie amoralnego, nieprzestrzegającego żadnych zasad współżycia społecznego, dla którego absolutna wolność jest celem nadrzędnym. Zen myśli tylko o sobie, nie chce, by ktokolwiek nim kierował i mówił mu, co ma robić, sam jest sobie panem i to on ustala zasady, na których funkcjonuje. Cóż, z pewnością jest to miła odmiana po wszystkich sprawiedliwych i szlachetnych protagonistach, chętnie wygłaszających przemowy o obowiązku, przyjaźni i poświęceniu. Założenia fabularne również są niezgorsze – akcja dzieje się w kraju Amata, okupowanym przez siły Garei, państwa mającego wyraźnie charakter wojskowy. Gdzieś między kolejnym morderstwem a napadem na bank Zen wplątuje się w roszady wojskowo­‑terrorystyczne, by ostatecznie trafić do zapadłej wioski, gdzie poznaje lokalnego lekarza, idealistę Hakkę. W wyniku kilku zdarzeń bohatera zaczynają nawiedzać wizje z przeszłości, chociaż od wielu lat ma amnezję i nie wie nawet, skąd pochodzi ani jak się nazywa. Oskarżony o porwanie córki generała i współpracę z terrorystami, musi uciekać wraz z Hakką. Pozwala lekarzowi podróżować ze sobą, bo liczy, że ten pomoże mu odzyskać pamięć. Zen nie pragnie jednak zmiany, nie pożąda wiedzy o sobie, przeszłość interesuje go tylko z jednego powodu – chcąc być zupełnie wolny, musi zmierzyć się ze wspomnieniami i ponownie zapanować nad swoim życiem.

Cóż, nie będzie dla nikogo niespodzianką, jeżeli napiszę, że główny bohater nie jest zwyczajnym człowiekiem, o czym świadczą chociażby jego umiejętności. Przez dwa tomy obserwujemy symfonię zniszczenia z jego udziałem, a także ludzi, których spotkanie z nim zmieniło. Krew, przekleństwa i wybuchy towarzyszą nam aż do finału, który moim zdaniem jest najlepiej rozegraną częścią mangi. Niby przewidywalny, a jednak Aya Kanno zdołała mnie zaskoczyć pewnym drobiazgiem, co z pewnością zaważyło na ocenie całości. Nie zmienia to jednak faktu, że komiks nieco rozczarowuje, głównie z powodu chybionych decyzji autorki, chociaż zapewne nie na wszystko miała wpływ. W jednej z ramek mangaczka wspomina, że początkowo Istota zła miała być dłuższa, ale ostatecznie skończyło się na dwóch tomach i o ile autorce to nie przeszkadza, ja uważam, że kilka tomów więcej z pewnością pomogłoby całej historii, a na pewno bohaterom.

Chociaż mamy do czynienia z dziełem stosunkowo krótkim, obsada jest dość liczna. Sęk w tym, że nikogo nie udaje nam się zbyt dobrze poznać. Aya Kanno „ślizga się” po bohaterach, przedstawiając ich strasznie pobieżnie, przez co nie sposób pozbyć się wrażenia płytkości. To nie są wiarygodne psychologicznie kreacje, a ładne kukły, zaprogramowane przez twórczynię na konkretne czynności. Jedynymi bohaterami pojawiającymi się regularnie są Zen i Hakka, podczas gdy reszta to statyści, od czasu do czasu wyskakujący na scenę i służący wszechmocnej woli autorki. Ale to nie ich jednowymiarowość boli najbardziej, a brak konsekwencji w prowadzeniu postaci, co dotyczy zwłaszcza Zena. Mangaczka sama przyznaje, że chciała stworzyć osobnika na wskroś złego i zepsutego, i niby na początku czytelnik dostaje zapowiedź czegoś takiego, ale niestety na zapowiedzi się kończy. Niezależnie od rosnącej sterty trupów i liczby wypowiedzianych przekleństw, nie sposób postrzegać Zena jako czarnego charakteru, ponieważ szybko przestaje w ogóle przypominać człowieka. To maszyna, pusta i nieciekawa, zaprogramowana na trzy czynności na krzyż oraz rzucająca „fajne teksty” na prawo i lewo. Na dodatek przecząca swoim własnym słowom i przekonaniom – chociaż twierdzi, że nic i nikt go nie obchodzi, wielokrotnie robi rzeczy, które świadczą o czymś wręcz odwrotnym. W jednej chwili zabija człowieka, który był wobec niego lojalny, by w następnej oszczędzić niewidomą córkę generała lub ocalić grupę wieśniaków. Rozumiem raz, wtedy można by to uznać za kaprys przestępcy, ale takie okazywanie łaski w pewnym momencie zaczyna Zenowi wchodzić w krew, choć cały czas podkreśla swoją niezależność i negatywny stosunek do świata. Do tego dochodzi totalny brak charakteru – jest zły, bo jest, chciałoby się powiedzieć. No dobrze, zostawia po sobie mnóstwo ciał, ale trudno uznać to za wyznacznik osobowości, której bohater po prostu nie posiada. Nie wiem, być może jestem ślepa i nie dostrzegam głębi, ale Zen wydał mi się po prostu nudny i monotonny. Jego niezależność polega na popełnianiu kolejnych przestępstw, ale nie towarzyszą temu żadne emocje, Zen pozostaje obojętny na jakiekolwiek wydarzenia, nie wchodzi w bliższe interakcje z kimkolwiek. Ot, stoi spokojnie z boku i czasem kogoś zastrzeli – nie jest ani zimny, ani szalony, zabijanie nie sprawia mu przyjemności, jest czynnością wykonywaną mechanicznie i bez zastanowienia, dlatego siła jej oddziaływania szybko słabnie. Po kilku rozdziałach robi to mniej więcej takie wrażenie, jak obserwowanie taśmowego pakowania jogurtów.

Jedyną pozytywną rzeczą, związaną z obecnością Zena, są jego relacje z doktorem Hakką – młodym i pełnym ideałów. To jedna z dwóch interesujących postaci w mandze, dla odmiany podchodząca do wydarzeń niezwykle emocjonalnie, ale też potrafiąca myśleć i podejmować niełatwe decyzje w trudnej sytuacji. Poza tym, co ważne, to chyba jedyny bohater, którego potencjał nie został zmarnowany przez autorkę – powiedziałabym, że Aya Kanno wykorzystała Hakkę do granic możliwości, tworząc postać nietuzinkową i dość złożoną, która potrafi zaskoczyć. Równie ciekawie zapowiadał się ścigający głównych bohaterów kapitan Harst Gear. Niestety chodząca legenda armii Garei pojawia się niezwykle rzadko, chociaż bierze udział w dwóch kluczowych wydarzeniach – w odróżnieniu od innych żołnierzy, kapitan wydaje się czymś więcej niż kolejnym statystą w mundurze. Wykazuje się także niezależnością, nie wypełnia ślepo rozkazów, zazwyczaj zdając się na własny osąd. W przeciwieństwie do reszty, widzi świat w wielu odcieniach, a nie tylko w czerni i bieli. A skoro już przy tym jesteśmy…

Drugą obok niekonsekwencji w prowadzeniu postaci wadą Istoty zła jest zbyt uproszczone ukazanie świata. Wszystko jest czarne lub białe, nie ma nawet cienia szarości – dotyczy to zarówno bohaterów, jak i rzeczywistości. Armia jest zła, podstępna i okrutna, podczas gdy mieszkańcy Amaty to biedni, nieco zacofani wieśniacy. Jedyną niewinną i czystą istotą okazuje się córka generała – tak dobra i naiwna, że wydaje się wycięta z innej bajki. Kapitan Harst mógł wyłamać się z tego schematu, ale zabrakło na to miejsca i czasu. W sumie wielka szkoda, może dzięki temu konstrukcja fabularna byłaby bardziej udana, a komiks trzymał się kupy? Bo, przepraszam, ale najpierw mangaczka wmawia mi, że oto widzimy parszywy, brudny świat, w którym pierwsze skrzypce gra równie zepsuty bohater, po czym serwuje sceny rodem z kiepskiego filmu o odwiecznej walce dobra ze złem, gdzie nie ma miejsca na niejednoznaczność i wahanie. I żeby nie było, Zen nie miał pełnić roli takiego równoważnika, o czym świadczy zakończenie, po prostu autorce zabrakło umiejętności, by wykreować obraz spójny i logiczny.

Cóż, mimo tej litanii narzekań, muszę pochwalić Ayę Kanno za rysunek, będący niezaprzeczalną zaletą Istoty zła. Nie ukrywam, że obwoluta jest średnio zachęcająca – żałuję, że nie znalazła się na niej inna ilustracja, chociażby ta ze skrzydełka obwoluty. Na szczęście właściwy komiks prezentuje się dużo atrakcyjniej – kreska jest wymuskana i szczegółowa, i tutaj jak najbardziej pasuje wyróżnik shoujo. Strony mangi wypełniają efektowni i co istotne, różnorodni bishouneni, z głównym bohaterem na czele. Chyba każda czytelniczka znajdzie tu coś dla siebie – są panowie w okularach, krótkowłosi, długowłosi, w garniturach, mundurach i cywilnych ubraniach. Wiem, że brzmi to jak piski nawiedzonej fanki, ale z której strony nie patrzeć, tak właśnie rzecz się ma. Przy czym, kiedy trzeba narysować kobietę, artystka też daje sobie radę. Nie są to jednak jedyne plusy twórczości pani Kanno – projekty postaci są anatomiczne, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia ze zbliżeniem czy z oddaleniem, autorka różnicuje bohaterów etnicznie, obywatele Garei i mieszkańcy Amaty wyglądają inaczej. Komiks jest raczej „jasny”, czerń zazwyczaj jest obecna punktowo, w większych ilościach występuje sporadycznie. Do wypełnienia rysunku mangaczka oszczędnie stosuje proste rastry o bardzo subtelnym wzorze. Nie ma też problemu z tłem, które nie pojawia się na każdym panelu, ale zazwyczaj jest szczegółowe i przemyślane – to nie są nijakie, bezosobowe pomieszczenia i krajobrazy, gabinet lekarza jest wyposażony odpowiednio, takoż pokój monitoringu w więzieniu, a rezydencja generała faktycznie jest rezydencją. Sam kontur jest pewny, a kreska nie drga – Aya Kanno chętnie skupia się na oczach, to one przykuwają uwagę wyrazistością i najwięcej mówią nam o postaci. Istota zła to naprawdę ładna i dopracowana plastycznie manga, którą aż przyjemnie wziąć do ręki.

Czytając kolejne informacje od autorki, znajdujące się w ramkach w komiksie, trudno nie zauważyć, że ogólna koncepcja zmieniała się i ewoluowała. Niestety ten decyzyjny chaos daje się odczuć podczas lektury i to właściwie już od pierwszego rozdziału, który jest jedynie wprowadzeniem i nie łączy się z późniejszymi wydarzeniami. Pomysł na fabułę oraz bohaterów jest ciekawy, ale nie został w pełni wykorzystany, a kolejne zmiany zaowocowały brakiem konsekwencji i nieścisłościami. Istota zła wciąga, momentami intryguje, a także zaskakuje udanym finałem, ale nie sposób pozbyć się wrażenia zmarnowanego potencjału. Nie zgadzam się z mangaczką, że skrócenie wyszło mandze na dobre, moim zdaniem zarówno fabuła, jak i postacie zdecydowanie by zyskały, gdyby powstało jeszcze kilka tomów. Tymczasem otrzymaliśmy publikację ciekawą, ale niekoniecznie satysfakcjonującą. Poza tym wydaje mi się, że jestem odrobinę za stara, by w pełni docenić mrocznego bishounena, jakim jest Zen – podejrzewam, że gdybym miała -naście lat, mój odbiór byłby nieco inny, a ocena łagodniejsza. To bardzo prywatne spostrzeżenie, ale warto, by potencjalni czytelnicy wzięli je pod uwagę, zastanawiając się nad lekturą.

moshi_moshi, 24 listopada 2014

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Hakusensha
Wydawca polski: Waneko
Autor: Aya Kanno
Tłumacz: Magdalena Rokita

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 10.2014

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Zakup mangę Akusaga w sklepie Komikslandia Oficjalny pl