Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Fantasmazuria - konwent

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 kreska: 7/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 1
Średnia: 6
σ=0

Wylosuj ponownieTop 10

Mazinger Z

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 1972
Liczba tomów: 5
Tytuły alternatywne:
  • Majingā Zetto
  • マジンガーZ
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Rating: Przemoc; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Mechy

Klasyczna historia o wielkich robotach, niestety, nieco już nadgryziona zębem czasu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Kouji Kabuto nie miał okazji poznać swoich rodziców, którzy odeszli z tego świata, kiedy nasz bohater był jeszcze dzieckiem. Wspólnie ze swoim młodszym bratem wychowywał się w domu dziadka – Juzo. Ten doświadczony naukowiec i twórca rozlicznych wynalazków, wycofał się kilka lat temu z czynnego życia naukowego, spędzając czas w domu. Choć coś tam na boku majstruje, wygląda na to, że postanowił resztę życia spędzić w spokoju, żyjąc za pieniądze z patentów naukowych. Kouji, którego hobby to motocykle, wydaje się nawet zadowolony z takiego stanu rzeczy. Jednak nie potrwa to długo. Pewnego dnia trzęsienie ziemi przerywa spokojną, szkolną rutynę Koujiego. Tknięty przeczuciem, wskakuje na motor i czym prędzej wraca do domu, obawiając się o los dziadka. W ogrodzie znajduje wielką wyrwę w ziemi, prowadzącą do podziemnego laboratorium. Tam znajduje Juzo przygniecionego stalową belką. Umierający naukowiec resztą sił wskazuje na wielkiego robota, informując bohatera, że to jego pożegnalny prezent dla wnuka. Co Koji zrobi z owym nietypowym podarkiem? To już jego wola.

Każdy chciałby dostać mecha w prezencie. Problem w tym, jak takim gigantem sterować. Dziadek nie zdążył objaśnić Koujiemu tych zawiłości, a że główny bohater tej mangi prezentuje klasyczny stereotyp „najpierw zrobię, potem pomyślę”, to i bez wahania zasiada w głowie Mazingera, zakładając, że „jakoś to będzie”. Akurat… Mając w całkowitym poważaniu słowa, gesty i prośby Koujiego, mech rusza na miasto, demolując wszystko, co stanie mu na drodze. Wojsko oraz policja nie są w stanie powstrzymać tej mechanicznej Godzilli. Nie widząc innego rozwiązania, władze wzywają na pomoc Aphrodite A, kobiecego mecha, którego dopiero co ukończono. Zbudował go dawny przyjaciel Juzo, Kabuty, zaś w kokpicie posadził własną wnuczkę – Sayakę. Dzięki podobieństwom konstrukcyjnym udaje się nawiązać kontakt i wyjaśnić sprawę – a czasu nie ma dużo, bo właśnie z morza wylazły dwa kolejne mechy, które idą przez miasto, siejąc spustoszenie wcale nie gorzej niż przed chwilą czynił to Mazinger. Kto nimi steruje? Czego chce? Kim jest pan o jakże malowniczym przydomku Dr Hell? Tego już dowiemy się z dalszego ciągu historii…

Tak zaczyna się jedna z pierwszych i najsłynniejszych historii o wielkich robotach. Niewiele na to wskazuje – Mazinger to historyjka staroświecka i dość prosta, a na dodatek nie mająca wiele wspólnego z takimi tytułami jak np. Gundam czy Macross. Warto zwrócić uwagę na datę powstania – zamierzchły rok 1972. To pozwala spojrzeć na ten komiks z nieco innej perspektywy, dostrzec i zrozumieć to, co dziś może wydawać się śmieszne i groteskowe. Przede wszystkim archaiczny design mechów – o ile Mazinger jeszcze jakoś ujdzie, tak Aphrodite, mająca wyrzutnie rakiet w biuście, jest już czymś z zupełnie innej beczki. Podobnie rzecz się ma z maszynami budowanymi przez antagonistów – te najczęściej mają zwierzęce kształty i wyglądają odpowiednio paskudnie tak, aby czytelnik już po jednym spojrzeniu mógł powiedzieć: „Ten mech jest zły”. Podobnie rzecz ma się z postaciami negatywnymi – są one programowo nikczemne i obdarzone mało sympatycznymi wyrazami twarzy, żeby czytelnik przypadkiem nie zapałał do nich sympatią.

Autor tej mangi, Go Nagai, lubi bawić się gatunkami. Mazinger Z obfituje w sceny komediowe, z których bez uprzedzenia przeskakuje do sekwencji znacznie poważniejszych. Widać wyraźnie, że jedynym gatunkiem, w jaki można jednoznacznie wtłoczyć tę mangę, są mechy, a wszystkie pozostałe kwestie to już rzecz umowna. Znajdziemy tu i humor, i makabrę, elementy romantyczne sąsiadują zaś z parodią. Paradoksalnie, dzięki takiemu grochowi z kapustą, mangę dobrze się czyta. Akcja toczy się szybko i sprawnie, a dłużyzny pojawiają się rzadko. Gorzej z bohaterami, ponieważ są niestety dość jednowymiarowi i szablonowi – mówię tu o postaciach z obu stron barykady. Nie zapadają raczej w pamięć, a czytelnika pozostawiają obojętnym na swoje losy. To zrzuciłbym po części na karb wieku tego komiksu, postaci tworzono bowiem wedle schematów bohaterów tamtych lat. Zresztą ten problem dotyczy całej mangi – zdecydowanie trudno ją nazwać ponadczasową.

Rysunek jest sprawny, ale znowu – w oderwaniu od czasów, w których powstał, Mazinger Z będzie rzeczą strawną dla nielicznych, głównie dla tych, którym nie przeszkadza staroświecki styl rysowania. Dotyczy to głównie postaci i maszyn – tła są bardzo dopracowane i rysowane z wielką dbałością o detale, natomiast sceny walk w plenerze miejskim robią wrażenie. Niestety, jak już pisałem wcześniej, projekty mechów wprowadzają efekt niezamierzonego komizmu. Na ich tle Gundamy czy Transformersy wyglądają niezwykle wręcz realistycznie. Co więcej, autor bardzo często upraszcza projekty ludzi, nadając im groteskowo pokraczne kształty, co średnio służy całej historii.

Z powyższej recenzji mogłoby wynikać, że jest źle. To nie do końca prawda. Mazinger Z był niezłą mangą, którą po prostu nadgryzł już dość solidnie ząb czasu. Pozostaje tytułem ważnym – jako komiks, który rozpoczął jedną z dłuższych historii o wielkich robotach. Fani produkcji z tej serii powinni po niego sięgnąć. Podobnie rzecz ma się z tymi, których interesuje przeszłość mechów w mandze i anime. Reszta – niekoniecznie. Pochodząca z mniej więcej tego samego okresu Cutey Honey zachowała jednak więcej świeżości niż zardzewiały już nieco Mazinger Z.

Grisznak, 21 maja 2010

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Kodansha
Autor: Gou Nagai