Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Komentarze

Nanami

  • Avatar
    Nanami 14.07.2018 16:21
    Komentarz do recenzji "Atak Tytanów: Levi - Narodziny"
    W zasadzie nie mam pojęcia, czy to dobry trop, ale jak się dobrze przyjrzeć okładce, to na samym dole jest napisane dosyć niewyraźnie „Levi – narodziny”, więc pewnie gdyby oddać pełen, pełniutki tytuł to byłoby coś w stylu „Atak Tytanów – Bez żalu. Levi – narodziny”...
  • Avatar
    M
    Nanami 2.07.2018 23:29
    Iii ostatni rozdział! Koniec.
    Komentarz do recenzji "Tokyo Ghoul:re"
    Nadal mnie niezwykle zastanawia, że kontynuacja Tokyo Ghoul nie ma tu absolutnie żadnych komentarzy ;-) A dziś właśnie doczekaliśmy się ostatniego – 179 rozdziału, który w sumie w sposób definitywny zamyka oba cykle. Zakończenie, jak na Ishidę – jest zadziwiająco  kliknij: ukryte .
    Miałam problem z TG:re, większy niż z Tokyo Ghoul, chyba. Trudniej mi się było przekonać z początku, choć chęć poznania dalszych losów Kanekiego była na tyle silna, że z wypiekami na twarzy śledziłam ją od samego początku. Potem powoli mój zapał słabł, by ostatecznie zostać dobity wraz ze śmiercią  kliknij: ukryte . Potem już raczej z przyzwyczajenia zerkałam tu i tam. I tak: uważam, że TG:re było niezwykle… nierówne. Niektóre wątki wciągały niesamowicie, wczuwało się w sytuację i ją przeżywało. Ale część była mi absolutnie totalnie obojętna i jedynie mnie nudziła. Zresztą przy takim natłoku różnorodnych postaci nie pamiętam wyraźnie nawet połowy z tych, które zostały „podsumowane” pt. co się z nimi dalej działo w ostatnim rozdziale… To taka trochę błogosławieństwo, a jednocześnie przekleństwo Ishidy – usiłował prowadzić tyle postaci, jednocześnie nadając każdej z nich unikalny rys, że czytelnik się zwyczajnie sam gubi albo nudzi, obserwując rozwój akurat tej, która nie tak bardzo go interesuje, a żeby wrócić do ulubionej musi poczekać bardzo długo.
    Gdyby ktoś zapytał mnie, jakie „arce” były w TG:re, to nie byłabym w stanie ich wymienić, bo zlały mi się w jedno, poza kilkoma. Jakoś Tokyo Ghoul było pod tym względem… lepsze? O wiele więcej pamiętam. Skala TG:re mnie osobiście trochę przytłoczyła.
    Niemniej, jest to manga godna uwagi. Ishida niesamowicie rozwinął swój warsztat rysowniczy – różnica między pierwszymi rozdziałami a ostatnimi jest absurdalnie kolosalna. Również przesłanie jak i rozwój fabuły jest bardzo satysfakcjonujący i absolutnie nie standardowy.
    Ostatecznie przyznaję ocenę 7/10, ale nie wrócę do niej w najbliższym czasie.
  • Avatar
    Nanami 23.02.2018 20:31
    Komentarz do recenzji "Atak Tytanów"
    A ja jednak mam mieszane odczucia. Znaczy okej, dorośli i w ogóle – w końcu duży timeskip był, więc teraz jest efekt „wow” i fajnie ich znów zobaczyć. Ale z drugiej strony nie potrafię się na nowo mentalnie do nich przywiązać i mi są kompletnie obojętne ich losy w tym momencie
  • Avatar
    Nanami 8.12.2017 11:55
    Re: Epoka kamienia łupanego
    Komentarz do recenzji "Akatsuki no Yona"
    No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak się podpisać pod tą wypowiedzią. A poza tym niby się dużo dzieje, ale mam jednak wrażenie, że to zapchaj­‑dziury wszystko i nie widzę celu w tym.
  • Avatar
    Nanami 31.10.2017 10:51
    Re: Perełka!
    Komentarz do recenzji "Oblubienica czarnoksiężnika"
    Z tym gore bym nie przesadzała, nie ma tam hektolitrów krwi i wyprówanych flaków. Cała „mroczność” polega raczej na tym, że (niewielki spoiler)  kliknij: ukryte  co już w najnowszym odcinku anime jest nawet wyraźnie sygnalizowane. Myślę więc, że możesz czytać spokojnie, o ile lubisz lekki posmak „mroczności”, który tutaj cały czas towarzyszy – ale jednocześnie cały czas eksplorujemy ten magiczny świat i jest on niezwykle urzekający.
  • Avatar
    M
    Nanami 1.09.2017 23:16
    Opinia po dogonieniu do 96. rozdziału
    Komentarz do recenzji "Atak Tytanów"
    Wiele lat temu czytałam tę mangę, a że wtedy było do około 54. rozdziału, to tyle wtedy pochłonęłam – jest to mniej więcej moment, w którym kończy się obecny drugi sezon anime. Potem… jakoś odpadłam. Z perspektywy tego czasu mogę powiedzieć, że po prostu Shingeki no Kyojin to świetna manga, jeśli czyta się ją, mając dużo rozdziałów do połknięcia na raz – potrafi naprawdę wciągnąć i gna od tajemnicy do tajemnicy i trudno się oderwać. Jednocześnie, jeśli trzeba czekać na kolejny rozdział… zmienia się na bardzo ciężkostrawną. Ogrom wątków, złożoność, wiele nowinek, a przede wszystkim to, że każdy nowy wątek trwa bardzo wiele rozdziałów… powoduje, że zanim się on zakończy to czytelnik się męczy i męczy i mało co pamięta z poprzednich informacji. To nie pomaga.
    Kreska z pewnością się poprawiła na przestrzeni tylu rozdziałów. Acz pewna prawidłowość jest zachowana – czyli postaci w statyce obecnie wyglądają okej, natomiast sceny ruchu, dynamiczne, czy tła są… no cóż, nie rozpieszczają.
    Co jednak jest absolutnie niesamowite w tej serii, to świat przedstawiony. Z pozoru prosty – ostatki ludzkości żyjące za wielkim murem, oblężone przez bezmózgie tytany, których jedynym celem jest zeżarcie ludzkości. I to wystarcza, by stworzyć niesamowity klimat, w którym ludzkość walczy o przetrwanie i jest absolutnie przyparta do muru. Świat sam w sobie całkiem spójny, ciekawy, nikt nie mógłby narzekać, gdyby tak właśnie było. A potem… a potem dzieją się rzeczy niesamowite. Otóż autor mówi – nie, oj nie. Ja wam pokażę, jak bardzo się mylicie. Nie po to wam podrzucałem wskazówki, by na tym poprzestać. Ja wam pokażę, że sytuacja nie była wcale taka beznadziejna – zawsze może być gorzej. Tu wiele rzeczy ma wytłumaczenie. I tutaj chyba nastąpił rozłam w fandomie, bo klimat się diametralnie zmienia… Ja sama mam mieszane odczucia. Z jednej strony – mają rozmach; z drugiej – ogromny dysonans między tym, co obecnie prezentowane było, a tym, co zostaje ujawnione.
     kliknij: ukryte 
    I pierwszy tom nigdy już nie będzie taki sam… ciekawe tylko kiedy wreszcie w najnowszej akcji pojawi się Eren i spółka? Od wielu rozdziałów nic o nich nie było słychać, a „timeskip” był potężny… Mam nadzieję, że dotrwam chociaż do tego momentu, bo obawiam się, że znów „odskoczę” od tej mangi na dłuższy czas, by potem pożreć ją w całości. Bo jest dobra, naprawdę dobra. Niesamowicie zaskakująca. Bezwzględna i okrutna. A przy tym logiczna.
    Na początku dawałam jej 9/10, potem jak zwolniło tempo, to 6/10. Ale teraz myślę, że jakieś 7,5/10.
  • Avatar
    Nanami 6.05.2017 22:34
    Komentarz do recenzji "Magi - The Labyrinth of Magic"
    Pewnie kiedyś dokończę i recenzję, ale cóż, do tego muszę sobie odświeżyć jeszcze kawałek mangi… a tymczasem jeśli ktoś czuje wenę do napisania recenzji – nic nie stoi na przeszkodzie :D
  • Avatar
    Nanami 26.03.2017 00:11
    Re: ( ≧Д≦)
    Komentarz do recenzji "Oblubienica czarnoksiężnika"
    ...też mnie to odrzuciło. Ale jestem na bieżąco z mangą i muszę rzec, że bardzo dziwi mnie, że takie coś mocno rzucili w głównym opisie, skoro później ani specjalnie tego tematu nie drążą ani nie wspominają zbyt często. Odpływają w zupełnie inną stronę, o wiele sympatyczniejszą.
  • Avatar
    Nanami 1.09.2016 16:25
    Re: Hahahaha~
    Komentarz do recenzji "Shunkan Lyle"
    Hahaha niezmiernie mnie to cieszy! Mam nadzieję, że seria będzie się rozkręcała i wraz z kolejnymi rozdziałami (i latami…) przybędzie jej zwolenników, nie tylko w kraju kwitnącej wiśni. Acz to naprawdę wczesny etap i przez to trochę niewdzięczny… bo na resztę przyjdzie bardzo cierpliwie poczekać, a nowe rozdziały są dostępne właściwie tylko po japońsku.
    Nic nie wspominałam o braku oryginalności :) Owszem, motywy na których się opiera nie są jakoś szczególnie oryginalne czy nowatorskie i dopiero jak się przyjrzeć, to w niesamowicie oryginalny sposób je wykorzystuje. Tylko takie eksperymentowanie może skończyć się niestrawną kichą albo właśnie czymś… fazowym. Nie dla każdemu taka mieszanka przypadnie do gustu, a jeszcze cała manga przed nami i autorce może się coś nie udać. Ale początek jest dobry :)
  • Avatar
    M
    Nanami 1.09.2016 14:14
    Hahahaha~
    Komentarz do recenzji "Shunkan Lyle"
    Manga­‑świeżynka, którą całkiem przypadkiem przydybałam szperając w japońskich nowościach (w momencie pisania komentarza jest dopiero 10 rozdziałów wydanych). Zerknęłam na kreskę – kurczę, ładne to to! Zerknęłam na tematykę – pomieszanie współczesności ze światem fantasy z nutką magii – brzmi zachęcająco dla mnie. A jako wisienka na torcie… szczeniaczki…
    Żeby nie było, nie jest to manga, którą określiłabym jako intrygującą, nowatorską czy dla każdego. Wręcz przeciwnie, jest dosyć fazogenna i stąd się bierze mój zachwyt.
    Otóż mamy najzwyklejszego głównego nastoletniego bohatera żyjącego we współczesnej Japonii. Takiego spod znaku ADHD, ganbaryzmu, walki z przeciwnościami wszechświata i mówiącego to, co myśli akuratnie. A głębokich przemyśleń raczej nie miewa… A teraz jest jeszcze równoległy świat, taki typowy średniowieczny setting fantasy, w którym jest szlachetny do bólu książę z rodziny królewskiej, zamki, magiczne stworzenia, magia oraz… latanie na miotle…? Fazowy dodatek, zaprawdę. Bizony latające na miotłach… Wracając do księcia, w dniu jego ważnych urodzin, pojawia się złe bóstwo, które postanawia porwać księcia. Bo tak, bo może i ma taki kaprys. A że jest bardzo bezwzględny, to zabija księciu szczeniaczka, z którym był niezwykle związany… smuteczek. Kurtyna opada.
    Wróćmy teraz do naszego głównego bohatera. Słowo klucz: reinkarnacja. Otóż, jest on reinkarnacją wspomnianego wyżej szczeniaczka o imieniu Lyle. I pewien szemrany typ pomaga mu znaleźć sposób, jak dostać się do tego równoległego świata, by mógł na nowo odszukać swojego Pana. Serio, serio. I nawet udaje mu się… tylko, że z księcia zrobił się zimny drań. Ups.
    Podsumowując, Shunkan Lyle jest fazowe, choć nie wiem na ile zamierzenie, sama się dziwię, że aż tak mi się podoba.
  • Avatar
    M
    Nanami 12.06.2016 23:33
    Ukryta perełka
    Komentarz do recenzji "Nasz Cud"
    Pokusiłam się o recenzowanie tomików, bo założenia fabularne brzmiały ciekawie – nie znając tytułu jako tako.
    I wpadłam jak śliwka w kompot ;) Na jednym tomiku nie dało się zatrzymać.
    Spodziewałam się takiego ciekawego, acz niezbyt ambitnego tytułu… zostałam zaskoczona. Owszem, podczytywałam opinie, że niedoceniona manga bardzo… podchodziłam do nich z dystansem. Teraz je podzielam.
    Sporo osób rezygnuje z podjęcia lektury, gdy wspomnienie o zamianach płci, że jest gender­‑bending i w ogóle. Otóż ja bym nie sugerowała się tym w żadnym wypadku, bo owszem, niektórzy odradzają się jako osoby o przeciwnej płci, ale nie ma tu nic więcej do dodania ani żadnego roztrząsania tej kwestii. Bohaterom też to specjalnie nie przeszkadza.
    Co sprawia, że to taka dobra manga? Bohaterowie – ich ilość, motywacje, reakcje, zdolność do myślenia, nie wpadanie w szablonowość, zawiłość relacji pomiędzy nimi. I to wymieszane na dwóch poziomach – teraźniejszości i przeszłości. Oraz fabuła. Zgrabnie przemyślana, zaplanowana, starannie odkrywająca swoje karty, budująca nastrój, trochę gnająca na szyję, poruszająca często pomijane kwestie (halooo tu szkoła, tu są nauczyciele, którzy wcale nie są ślepi na poczynania wychowanków!). Mająca zdecydowanie ciekawą zagadkę przeszłości, która pewnie jeszcze nieraz zadziwi. Do tego wszystkiego protag, Harusumi, jest niezwykle ciekawym głównym bohaterem. O ironio, kreska jest no, w porządku, lecz trzeba się jednocześnie do niej przyzwyczaić. Powiela rażące błędy anatomiczne (te uszyyyyyy), ale najważniejsze, to „nauczyć się” rozpoznawać kto jest kto (czasem trudno).
    Ale cóż to, kreska nie przeszkadza, natomiast historia jest przednia. Póki co jest 50 rozdziałów. Historia raczej na etapie… dosyć zaawansowanym, choć nadal trzymająca wiele kart w rękawie, które mogą sporo zaważyć. Do czego dąży? Nadal nie mam pojęcia, ale oczekuję, że do swego rodzaju katharsis bohaterów, gdy już wszystkie puzzle układanki z przeszłości wskoczą na swoje miejsca.
    A wydaje mi się, że ta zagadka z przeszłości będzie baaaaardzo gorzka i pełna ironii. Czyli dokładnie taka, jakie lubie :>
    Na razie mocne 8/10, ale w zależności od tego, co podadzą mi dalej, może być spokojnie wyżej, bo wskakuje do rankingu moich ulubionych.
  • Avatar
    M
    Nanami 29.05.2016 20:41
    Do 76 rozdziału :)
    Komentarz do recenzji "Shirayuki: Śnieżka o czerwonych włosach"
    Okej, mała aktualizacja!
    Ufff nareszcie skończył się dłuuugi „badawczy” wątek w Lilias (Lyrias). Był ogromnie szczegółowy, lecz jako, że czytelnik nic sam nie mógł specjalnie wydedukować, był też męczący… aczkolwiek ciekawe, że i taki wątek się pojawił – poza oczywistymi okołoromansowymi. Trochę mi przypominał Saiunkoku i Shuurei biegającą po targu, szukającą źródła szwindlu. A tutaj o trującej roślince, która świeci, o łączeniu kryształów, metalurgii i tak dalej. Bardzo sobie osobiście chwalę, że autorka postanowiła wrzucić dwójkę głównych bohaterów z dala od siebie na dłuuugi czas… bo jednak póki co są dosyć młodzi i niedojrzali, a tak to mają szansę dorosnąć, nie idąc w kierunku zbytniego polegania na sobie i niemożności bycia osobno. Ale tym bardziej nie mogę się doczekać, kiedy po tak długim czasie Zen spotka się z Shirayuki sam na sam – może coś znów trochę pójdzie mały kroczek do przodu! Ponad to drugi raz sobie wyrywkowo czytam – strasznie lubię ten arc, który jest tuż po tym, gdzie zatrzymał się drugi sezon – pierwszy wypad do Lilias, by zwalczyć chorobę. Strasznie lubię, jaką rolę pełnił w nim książę Izana. I znając ciąg dalszy, wychwyciłam interesującą rzecz :>
     kliknij: ukryte 
    A nowe (przeplatane ze starymi) wątkami są równie ciekawe… achhh szkoda, że na nowe rozdziały tak wolno wychodzą.
  • Avatar
    Nanami 22.05.2016 12:11
    Re: Recenzja
    Komentarz do recenzji "Naruto"
    To napisz własną i wyślij do redakcji, będzie na pewno szybciej :)
  • Avatar
    M
    Nanami 27.02.2016 15:33
    Po 65 rozdziałach TG:re
    Komentarz do recenzji "Tokyo Ghoul:re"
    Zadziwiające, że manga nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Może zawierać spoilery z TG, bo w końcu tu jest kolejna część. Najwyższy czas więc coś naskrobać :-)
    Pamiętam jak nie tak dawno temu skończyło się dosyć „nagle” Tokyo Ghoul. Czasem po prostu się czuje, że koniec się zbliża, ale jak nadejdzie to i tak ma się wrażenie, że jest się zaskoczonym i było to trochę za wczesnie – w pewnym momencie po prostu rozpoczął się ostatni arc. Konstrukcyjnie tak bardzo szablonowy, a jednocześnie fabularnie tak bardzo nieszablonowy. Zamknął część wątków, ale jednocześnie pozostawił jeszcze więcej pytań… a najważniejsze brzmiało: czy Kaneki zginął z ręki Arimy? Stał się jego quinxem? Tyle pytań, odpowiedzi brak.
    A potem po tej burzy przyszła informacja, że będzie nowa manga – Tokyo Ghoul:re, z nowym protagonistą, z widokiem zza drugiej strony barykady, od strony ludzi. Nie było mi łatwo to zaakceptować! Tak bardzo się zżyłam z Kanekim i ghulami, ich losami, że CCG wydawało mi się nudne, niewarte uwagi, na dodatek pakowano nam zupełnie nową paczkę dzieciaków i nowego protaga. Przez wiele rozdziałów trudno mi było poczuć do nich sympatię, ale to w końcu Ishida i ciąg dalszy – kto wie, może dowiemy się kulis ostatnich scen z TG? Jeśli ktoś podchodzi z takim nastawieniem – gorąco rekomenduję czytanie :re, zdecydowanie nie zawodzi.
    Im więcej czytam Tokyo Ghoul całościowo, tym bardziej odczuwam geniusz autora, Ishidy Sui. Porównując od strony graficznej, różnica jest piorunująca. TG to takie jednak okrągłe buźki, miękka kreska, trochę koślawa. TG:re to artystyczny majstersztyk, bardzo charakterystyczny, kreska jest chaotyczna, ale celowo chaotyczna, realistyczna, niezwykle szczegółowa, mroczna. To nie znaczy, że w TG kreska była zła – była po prostu niewyrobiona, przeciętna, bez szału. W TG:re czuć jak bardzo nabrała ona własnego stylu, jak bardzo udoskonaliła się.
    Jeśli chodzi o fabułę, ta w TG:re stoi na najwyższym poziomie, choć zaczyna się niepozornie. Ot kilka lat po rajdzie na Anteiku mamy szansę podejrzeć życie młodego śledzego Sasakiego Haise i jego podwładnych. Pamiętam te nadzieje i domysły, że a może Kaneki przeżył i to on, ale nic nie pamięta…
    Cóż, zawiedzionym się nie będzie. Historia jest prowadzona po mistrzowsku. Aczkolwiek trzeba mieć na uwadze, że Ishida Sui nie szczędzi swoich postaci (a jest ich naprawdę dużo i każdy ma swoje motywy, swój wyraźny charakter!). Wręcz przeciwnie, Ishida lubi się nad nimi znęcać, tak samo jak nad czytelnikami. Nie raz i nie dwa jest płacz i zgrzytanie zębów, nie nad bezsensownością, ale właśnie nad bezwzględnością, z jaką są traktowane postaci. A trudno się do niektórych nie przywiązać, a tu…
    Co więcej, intryga jest jak pajęcza nić. Niezwykle misterna. Na tyle, że naprawdę trzeba uważnie czytać, by móc poskładać sobie ją w kawałek po kawałku. W TG:re dowiadujemy się powolutku coraz więcej o świecie przedstawionym, o pociągających za sznurki, o clownach, o incydencie z Rize, o przeszłości Eto. Postaciom są fundowane kolejne traumy, stawiani są przed trudnymi decyzjami. Ishida zaprawdę wie, co robi.
    Jeśli ktoś polubił Tokyo Ghoul, to zdecydowanie powinien sięgnąć po kontynuację.
  • Avatar
    Nanami 3.04.2015 17:32
    Re: Świetna
    Komentarz do recenzji "Reimei no Arcana"
    Ostatni rozdział to 53 (nie licząc side­‑chapterów, bo z nimi ostatni to bodajże 65 rozdział).  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    Nanami 1.04.2015 21:08
    Re: Kolory włosów
    Komentarz do recenzji "Reimei no Arcana"
    No żeby znaleźć odpowiedź na to konkretne pytanie musisz po prostu dojść do końca mangi :)
  • Avatar
    Nanami 31.03.2015 20:31
    Re: Kolory włosów
    Komentarz do recenzji "Reimei no Arcana"
    Po prostu czarne włosy dają +100 do nadętej królewskiej jedwabistości… to znaczy po prostu są mocno faworyzowane i pewno mariaże wewnątrzrodzinne sprzyjały dziedziczeniu Jedynego Słusznego Koloru Włosów. A że niektórzy członkowie rodziny królewskiej znaleźli sobie wybranków spoza królewskiego rodu to i dzieci niekonieczne wyszły z czarnymi włosami.
  • Avatar
    M
    Nanami 18.01.2015 19:29
    Komentarz do recenzji "Akatsuki no Yona"
    Zachęcona ciekawym anime i głodna „co dalej” sięgnęłam po mangę. I jest mi z tym źle… ale tylko dlatego, że dobiłam do momentu, w którym muszę czekać na więcej. Bo jak już się dossałam, to w kilka dni 101 rozdziałów pochłonęłam.
    Im dalej w las, tym historia nabiera coraz większy rozmach. W anime myślałam, że po zebraniu czterech smoków reszta pójdzie dosyć szybko ku zakończeniu, takiemu czy innemu… teraz mam wrażenie, że wprost przeciwnie – to był dopiero sam początek. Dopiero teraz zaczynamy mieć sensowny wgląd w wewnętrzną politykę, intrygi, relacje z innymi krajami, wędrujemy po różnych zakątkach kraju i nawet poza. Dopiero teraz historia nabiera rumieńców.
    Bohaterowie są przesympatyczni. Ich relacje są ukazane w niezwykle przemyślany sposób, są dosyć zawiłe. Każdy ma zupełnie inne motywacje – i zdecydowanie nie sprowadzają się do zalecania się do głównej bohaterki. Szanują się, wspierają – ale jak jedna rodzina, przyjaciele. Na dobrą sprawę wątek romantyczny jest jeden i też dobrze wpleciony. A że kibicuję im, to czasem woooolny rozwój trochę irytujący, ale ma w sobie mnóstwo uroku. W końcu Yona ma dopiero 16 lat.
     kliknij: ukryte 
    Co tu dużo mówić, nie mogę się doczekać dalej – a pewnie sporo czasu minie zanim manga się skończy. Smuteczek. Zarzekam się (na tę chwilę), że basta z mangami, które wciąż się ukazują. Tak się nie da…
  • Avatar
    Nanami 24.01.2012 20:51
    Re: ehhh...
    Komentarz do recenzji "Pandora Hearts"
    Strona wizualna to kwestia prawie wyłącznie gustu, w mojej opinii zasługuje na te 10/10, gdyż idealnie wpasowuje się w moje pojęcie o tym jak powinna wyglądać idealna manga. Bardzo ważne DLA MNIE przy ocenianiu strony graficznej jest również: ilość stron / czas, rozwój kreski przez parę lat, wyrównanie poziomu, czy są strony ewidentnie naciapane „na odwal się”. W recenzji myślę dosyć wyraźnie to zaakcentowałam. To są tylko i wyłącznie moje kryteria. Inni mają pełne prawo do posiadania własnego gustu, zdania i szczegółów, które przykują ich uwagę. Szanuję odmienne zdanie, jednak wymagam, by i moje zdanie szanowano. Pozdrawiam ;)