x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w polityce prywatności.
Recenzja sprzed 15 lat, ale nadal… Ribbon no Kishi nie jest pierwszą mangą shoujo w dziejach ani nawet pierwszą mangą shoujo od Tezuki. Nie przypominam też sobie z niej porad odnośnie dojrzewania, to nie jest, za przeproszeniem, Yakkepachi no Maria (które momentami przypomina podręcznik do WdŻ). Natomiast faktycznie jest narysowana – nawet jak na swoje czasy – bardzo staroświecko, no i są tam fragmenty które mogły wywołać kłopotliwe pytania wśród dzieci. Historyjki nie porywają, ale też nie nudzą. Sporo z nich to wariacje na temat popularnych fantazji dziewczynek – bycia baletnicą, nauczycielką, policjantką, lekarką, ratowania zwierzątek itd., a z poważniejszych motywów – bycia w stanie sprzeciwić się postępującym niesprawiedliwie dorosłym. Ich długość to miecz obosieczny, z jednej strony historyjki są za krótkie, żeby zmęczyć, z drugiej nie mają miejsca, żeby zagłębić się bardziej w jakikolwiek temat.
Na tle innych szojców Tezuki Melmo wypada po prostu średnio. Można przeczytać, można się przy lekturze uśmiechnąć parę razy, ale żadna z tego lektura obowiązkowa.
Możliwe, że ta manga podobała mi się tylko dlatego, że nie miałem zbyt dużych wymagań. Manga jest starsza o de mnie o ponad 25 lat i dla tego nie oczekiwałem za dużo. Okazało się, że to całkiem fajne. Nawet do kreski się przyzwyczaiłem. Ale mimo wszystko jest to seria dla dzieci. Starszych może znudzić, ale i tak polecam, bo jest krótkie. W końcu to tylko jeden tom.
Na tle innych szojców Tezuki Melmo wypada po prostu średnio. Można przeczytać, można się przy lekturze uśmiechnąć parę razy, ale żadna z tego lektura obowiązkowa.
Nawet mi się podobało