Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 kreska: 4/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 13
Średnia: 6,31
σ=2,05

Wylosuj ponownieTop 10

Can't Lose You

Rodzaj: Komiks (Korea Płd.)
Wydanie oryginalne: 2003-2004
Liczba tomów: 6
Tytuły alternatywne:
  • 세상과도 바꿀 수 없어!
  • Can't Live Without You

Pełna intryg i pościgów uwspółcześniona bajka o Kopciuszku, który po północy zgubił się na balu i musiał udawać księżniczkę. Plus zapożyczenia z Księcia i żebraka oraz Króla Edypa. Brzmi kosmicznie? Cóż…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Łakomczuszek Pospolity

Recenzja / Opis

Lidę i Yooi dzieli praktycznie wszystko, ponieważ jednak są do siebie podobne jak dwie krople wody, Lida proponuje biednej Yooi niebezpieczną, ale dobrze płatną pracę sobowtóra. Jako że ktoś grozi jedynej dziedziczce ogromnej fortuny, ta znika na jakiś czas, a jej miejsce zajmuje koleżanka z liceum. Jednak czy życie w bajkowym świecie przepychu okaże się takie piękne, na jakie wygląda i co zrobi Yooi, gdy zda sobie sprawę, że zaczęła się z wzajemnością zakochiwać w narzeczonym Lidy, który do tej pory w ogóle nie zwracał na nią uwagi? Czy ten niezwykły sen zamieni się w koszmar, czy może wcześniej dobiegnie końca? I najważniejsze pytanie: czy podobieństwo dziewczyn jest przypadkowe?

Brzmi mi jak Kopciuszek? Oczywiście, Yooi Kang to nie pierwsza i nie ostatnia biedna dziewczyna, której dane jest zasmakować życia w luksusie, poznać księcia i… stracić to wszystko, gdy wyznaczony czas dobiegnie końca. W baśni jej nieszczęście nie trwa długo, bo zakochany po uszy monarcha znajduje dziewczynę, która skradła mu serce i od tej pory żyją długo i szczęśliwie. Nie zawsze jednak musi to wyglądać dokładnie tak, często bowiem pojawiają się jeszcze pojedyncze zazdrosne o serce księcia rywalki lub inni młodzieńcy, którym spodobało się niepozorne dziewczę. Opcjonalnie knuć mogą wszyscy pozostali, bo z jakiegoś powodu przeszkadza im szczęście dwójki zakochanych protagonistów. Cóż, opowieści czerpiących z tej baśni jest bez liku, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Brzmi jak Książę i żebrak? Owszem, bohaterki są do siebie podobne, ale Yooi nie zamienia się miejscami z Lidą, a jedynie przez jakiś czas ma ją udawać, podczas gdy prawowita spadkobierczyni rodziny Yoo będzie „na urlopie” z dala od niebezpieczeństwa. Aczkolwiek motyw identycznego wyglądu dwóch teoretycznie obcych sobie osób jest dość istotny i podobnie jak opowieść o Kopciuszku, stała się źródłem inspiracji dla różnych innych historii.

Prawda, że powyższe streszczenie brzmi jak początek baśni? A co się dzieje, kiedy próbujemy osadzić baśń we współczesnych realiach, zakręcić fabułę jeszcze bardziej i wlać do niej sporo łez i jadu? Wtedy, Drodzy Czytelnicy, dostajemy czystej wody operę mydlaną, a dokładnie wiemy, na co stać autorów tychże. Czy może jednak, mimo natłoku infantylizmu, głupoty i kiczu, da się stworzyć w miarę strawną historyjkę z telenoweli?

Can’t Lose You jest komiksem, który już na pierwszy rzut oka wygląda jak wzorowy kandydat na klasyczny scenariusz serialu rodem z Brazylii lub innego kraju, gdzie kręci się podobne opowieści o obrzydliwie bogatych lub równie biednych ludziach, których drogi krzyżują się nieskończoną ilość razy w wyjątkowo „oryginalnych” okolicznościach przyrody. Poznajemy dziedziczkę fortuny, jej biednego sobowtóra oraz księcia równie bogatego, co ta pierwsza, którzy plączą się w mnożonych na bieżąco intrygach i tajemnicach, bo przecież przez cały czas musi iskrzyć. Jednakże zaznajomionemu z podobnymi schematami czytelnikowi wszystkie te intrygi i tajemnice wydadzą się wyjątkowo mało intrygujące i tajemnicze, bo to wszystko już było i często wraca, żeby straszyć, tylko za każdym razem inaczej ubrane. Same założenia tej opowiastki, do których w końcu docieramy, są wyjątkowo naciągane i w umowność tego wątku trzeba uwierzyć autorce na słowo albo w tym momencie zakończyć lekturę, bo dalej nie robi się lepiej. Czego dowiadujemy się tym razem? Bogaci mogą wszystko, wymiar sprawiedliwości oraz psychiatrzy nie istnieją i tak dalej… O czymś zapomniałam? A, nie zapominajcie o przepowiedniach, bo są bardzo ważne! O odwołaniach do Króla Edypa nie będę się rozpisywać, bo wiązałoby się to ze zdradzeniem szczegółów fabuły. Oczywiście poleje się sporo łez, wiele serc zostanie złamanych, słowem melodramat pełną gębą. Jednak mimo tego wszystkiego wymienionego powyżej, autorce udało się stworzyć rzecz w miarę wciągającą i strawną dzięki odwróceniu niektórych schematów.

Prawdopodobnie nie byłabym w stanie przełknąć tego wątpliwej jakości koktajlu, gdyby nie obsada, która ten balansujący na krawędzi komiks ratuje przed upadkiem w otchłań. Być może na pierwszy oka Yooi wygląda na sierotę (dosłownie i w przenośni) o dobrym sercu, ale momentami przesadna wiara w ludzi wynika z tego, co dziewczyna w życiu przeszła i wskazuje na jej silny charakter. Do nieskazitelnego klasycznego Kopciuszka jej daleko i to, że ma w sobie zdrową dawkę egoizmu, sprawia, iż daje się lubić. Z kolei Lida to pozornie arogancka i rozpieszczona panienka z dobrego domu, która w rzeczywistości została równie mocno doświadczona przez życie, co jej sobowtór, tylko w inny sposób. Znajdująca się pod ciągłą presją i wychowywana na idealną następczynię dziewczyna stała się zamknięta w sobie, cyniczna i nieufna, ale z pewnością nie pozbawiło jej to ludzkich odruchów. Do zestawu dostajemy jeszcze narzeczonego panny Yoo, Gaona, który swojej przyszłej żony szczerze nienawidzi, a przynajmniej usilnie stara jej się to wmówić. Cóż, jego uczucia względem Lidy pozostają zagadką, lecz kiedy zaczyna mieć do czynienia z „nową wersją” dziewczyny, na początku baranieje, ale jego podejście diametralnie się zmienia. Spod wyrachowanego, zdystansowanego i zimnego drania wychodzi kochający i wrażliwy facet, który nie chce stać za sukcesem politycznym jeszcze zimniejszego i bardziej wyrachowanego ojca. Postaci nie są psychologicznymi majstersztykami, ale nie można też powiedzieć, żeby relacje tej trójki były wtórne czy nudne. Owszem, bohaterowie nie mają głębokich osobowości, ale autorka potrafiła zarysować ich interakcje w taki sposób, że można wyczuć prawdziwą chemię między nimi i dobrze się bawić, śledząc ich losy.

Nie można również zapominać o pozostałych bohaterach – innych elementach tego romantycznego wielokąta, ale nie tylko. Wszyscy mają do odegrania jakaś rolę, jedynie nieliczni zostali sprowadzeni do roli fabularnych marionetek i chyba tylko główny antagonista jest postacią jednoznacznie złą, reszta maluje się w przeróżnych odcieniach szarości. W ich życiu dzieje się dużo i to, przez co przechodzą, można nazwać emocjonalną kolejką górską, ale mimo przeróżnych zawirowań, autorce udało poprowadzić ich w miarę konsekwentnie. W większości przypadków bohaterowie kierują się własnymi przekonaniami, wiedzą, co mają robić (nawet jeśli scenariusz w ten czy inny sposób ogranicza ich rozwój), rzadko biadolą nad swoim losem – słowem mają kręgosłup i jaja, choć czasami wpadają w desperację i dają się ponieść emocjom. Ale bez wzniosłych i gwałtownych emocji nie ma przecież dobrej telenoweli!

Wszystko fajnie, wszystko pięknie, gdyby nie ta kreska… Owszem, zdarzają się niezłe ujęcia, ale „zdarzają się” to zdecydowanie za mało jak na sześć tomów komiksu. Na pierwszy rzut oka postaci nie wyglądają źle, acz mają bardzo „koreańskie” (znaczy, manhwowe) rysy – duże oczy i wydatne usta. Często zmieniają stroje (niektóre suknie Lidy są nawet ładne), ale nierzadko widzimy ujęcia, na których perspektywa i anatomia mocno szwankują, i to delikatnie rzecz ujmując… Kadry są przejrzyste, ale może to wynikać z faktu, że autorka lubi niewyraźnie rastry, a jeśli już widzimy jakieś tła (głównie pejzaże), zwykle są to przefiltrowane zdjęcia, znacznie rzadziej rysunki odręczne. Nie piszę, że nie można na to patrzeć, ale odniosłam wrażenie, że nie wszyscy są odporni na tego typu „urodę” bohaterów.

Zdaję sobie sprawę, że powyższa recenzja może brzmieć odrobinę prześmiewczo, ale mimo całej swojej sympatii do tego tytułu (bo takową do niego żywię, jeśli ktokolwiek miałby wątpliwości), nie potrafiłam brać go całkowicie na serio. Gdybym to miała zrobić, ocena byłaby znacznie niższa. Podejrzewam jednak, że jeśli ktoś lubi melodramaty, ale ma dosyć nijakich i nudnych bohaterów, to znajdzie tu coś dla siebie. Fabuła inteligencją nie grzeszy, ale dzięki temu, iż nie jest za długa i w gruncie rzeczy sporo się tu dzieje, ma szansę wciągnąć. Dodajmy do tego niekoniecznie oryginalnych, ale charakternych i ciekawych bohaterów uwikłanych w porywające romanse i przepis na strawną telenowelę gotowy. Ale tak serio? Serio, serio.

Enevi, 25 kwietnia 2015

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Daiwon Culture Industry
Autor: Wann