Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 kreska: 6/10
fabuła: 5/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 9
Średnia: 7,11
σ=1,45

Wylosuj ponownieTop 10

Hyakunen Renbo

Rodzaj: Komiks (Japonia)
Wydanie oryginalne: 2009-2011
Liczba tomów: 2
Tytuły alternatywne:
  • 百年恋慕
Gatunki: Fantasy, Romans

Stara czarownica i młody następca tronu, czyli baśniowe ciasteczko na deser.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Czarownice zwykle szczęścia nie mają, zwłaszcza gdy w ogólnej opinii uchodzą za mściwe i niebezpieczne stworzenia, które tylko czekają, by kogoś zaczarować lub otruć. Plotki plotkami, ale rzeczywistość ma się jednak nieco inaczej – faktem jest, że czarownice żyją znacznie dłużej niż zwykli ludzie, nie uprawiają jednak czarnej magii, posiadają za to niezwykłą wiedzę medyczną i potrafią rozmawiać ze zwierzętami. I gdy nie ma już ratunku, niektórzy starają się szukać u nich pomocy. Tak jak władca królestwa Fernest, którego najmłodszy syn od urodzenia był słabym i chorowitym dzieckiem. A ponieważ nadworni lekarze spisali księcia na straty, król postanawia prosić o pomoc mieszkającą głęboko w lesie czarownicę Evę. Unikająca przez ostatnie sto lat ludzi kobieta niechętnie zgadza się, jednak na czas leczenia młodziutki książę Louis musi przebywać u niej. Jak potoczą się losy biednego chłopca rzuconego na pastwę złośliwej wiedźmy?

No dobrze, Louis wcale nie jest ofiarą krwiożerczego potwora, a pacjentem wiekowej, ale w niczym nieprzypominającej zarówno z wyglądu, jak i z charakteru Baby Jagi, czarownicy Evy. Fabuła wygodnie omija okres przełamywania lodów między bohaterami i praktycznie od razu przeskakuje do momentu, gdy zdrowy i dorosły już książę cały czas odwiedza swoją ulubioną czarownicę (jedyną w całej mandze, warto dodać). Niespodziewanie jednak zjawiają się rodzice chłopaka i oznajmiają, że są Evie niezmiernie wdzięczni za pomoc, ale książę niedługo otrzyma koronę i powinien wrócić do domu. Czy po dziesięciu latach czarownica tak po prostu da odejść swojemu wychowankowi? Domyślam się, że znacie odpowiedź, bo raczej nikogo nie zaskoczy fakt, iż wiedźma darzy Louisa głębokim uczuciem, które on oczywiście odwzajemnia. To co, teraz pora na dramaty, intrygi i akcję z cyklu: jak tu być szczęśliwym, gdy cały świat jest przeciw naszemu związkowi? Nie do końca…

Owszem, sytuacja nie jest wcale taka oczywista i przyjemna, ale jeśli ktokolwiek liczył na poważną historię spowitą w mrokach dworskich intryg oraz namiętny zakazany romans, to zdecydowanie się zawiedzie. Mimo dobrych podstaw, fabuła nie zagłębia się aż tak bardzo w meandry walki o władzę czy polityki. To przede wszystkim słodki, prosty i naiwny romans z obowiązkowymi dodatkami. Całość bardzo delikatnie wprowadza wątki takie jak rywalizacja o koronę, brak akceptacji społeczeństwa, ale równie łatwo zamiata je pod dywan, bo czas na kolejny rozdział i nowy problem. Wszystko jest generalnie łatwe, miłe i przyjemne, a jedynym nieco przerysowanym elementem, który ma chyba dodać nieco dramatyzmu, jest wyobcowanie Evy i strach przed czarownicami. Gdyby nie to, że całość powoli zmierza ku wiadomemu finałowi, można by wręcz powiedzieć, że scenariusz jest epizodyczny, bo jak wspomniałam każdy rozdział poświęcono osobnemu zagadnieniu, z którego morał jest jeden – czarownica i książę bardzo się kochają.

Mała odkrywczość i niezbyt wciągająca fabuła raczej nie zachęcają do czytania. Czego by jednak o Hyakunen Renbo nie mówić, manga ta na pewno znajdzie swoich zwolenników (głównie zwolenniczki, jak podejrzewam). Dlaczego? Przy całej swojej przeciętności i naiwności historia nie zapomina jednak o umiarze. To w końcu tylko dwa tomy, więc ile można tu wcisnąć wątków? Niejeden przykład pokazał, że wiele, a przejedzenie też nie jest dobre. Scenariusz jest przewidywalny, może czasami nudnawy, ale za to bezpretensjonalny i pozbawiony nadmiernego dramatyzmu. Wszystkie intrygi okazują się mało szkodliwe, a rywali w miłości brak. Fakt, niewątpliwie ich obecność mogłaby dodać nieco pikanterii, ale Nao Mashiba nie jest chyba na tyle wyrobioną mangaczką, by poradzić sobie z tak delikatnym materiałem i nie przesadzić.

Niektórym problem w odbiorze może sprawiać również kreacja głównych bohaterów, którzy nie są nawet niesamowicie typowi – z tym da się żyć – oni są po prostu nijacy. Najbardziej ucierpiał tutaj Louis – rycerz w lśniącej zbroi, chodzący ideał, nieco dziecinny, ale gdy trzeba szarmancki i odrobinę zaborczy, w gruncie rzeczy człowiek bez skazy, pozbawiony wad jakichkolwiek i wiecznie zapewniający Evę o swojej miłości. Nieco większy potencjał miała czarownica, jednak z tego potencjału również niewiele wyszło. Bardziej niż wiekową i boleśnie doświadczoną przez życie kobietę, która postanowiła unikać ludzi, przypomina zahukaną i niewinną nastolatkę, zakochaną po raz pierwszy. Dziecinne zagrywki ze strony Louisa można zrozumieć, ale ktoś w tym związku powinien być mądrzejszy. Tymczasem oboje przypominają typowych japońskich licealistów z innych mang shoujo, zachowujących się jak przedszkolaki. W ostatecznym rozrachunku nie prowadzi to jednak do monstrualnych nieporozumień, więc w sumie nie powinno się tak bardzo na to narzekać…

Idealna para swoją drogą, ale są jeszcze inni, którzy mogli się wykazać, gdyby dostali odpowiednią ilość stron. Mowa tu o rodzeństwie księcia, a przede wszystkim o moim ulubieńcu Gilbercie, który już na pierwszy rzut prezentuje się znacznie ciekawiej. Trzymający się na uboczu, nieco arogancki i czasami knujący, miał znacznie większy potencjał, ale cóż. Trudno powiedzieć, co wyszłoby z tej mangi, gdyby to jemu poświęcić główny wątek, a tak – trzeba zadowolić się mikroskopijnym dodatkiem w drugim tomie. Do swojego zachowania podstawy miał całkiem dobre, jednak musiał zostać zredukowany do roli, która chyba najbardziej pasuje do antagonisty, chociaż to też nie do końca tak wygląda. Pozostali bracia służą raczej za rekwizyty, które po kolei mają się przekonać, że nie taka straszna czarownica, jak ją malują. Tłum statystów zwykle ma jedno do powiedzenia: czarownice są złe, bo tak. Nie, żeby autorka przedstawiła dobre podstawy do tego… Plotki plotkami, ale skądś to się musiało wziąć. Niestety, nie ma czasu na rozwinięcie tego wątku, podobnie jak kilku innych.

Oprawa graficzna to quiz z cyklu „gdzie już to widzieliśmy?” I odpowiedź brzmi: prawie wszędzie. Nie wiem, czy to jeszcze za wcześnie, czy tak już pozostanie na wieki wieków, ale autorka wyraźnie nie posiada własnego stylu. Jej rysunek nie jest ani brzydki, ani jakoś szczególnie ciekawy – ot, typowa rzemieślnicza robota, która ma szansę spodobać się miłośnikom gatunku. Wielkookie wygładzone piękności i przystojni panowie o spiczastych podbródkach: właśnie to tu zobaczymy. Atak klonów, chociaż w dopuszczalnym stężeniu. Anatomia jakoś szczególnie nie cierpi, podstawowa mimika została zachowana, na co więc narzekać? Hm.. pomyślmy, może na brak tła? W końcu lepsze rastry niż kilka kresek przypominających mebel. No dobrze, jakieś wyjątki są, ale ich ilość w porównaniu do fantazyjnych wzorków za bohaterami jest naprawdę niewielka. Z kolei rastry są właściwie wszędzie: na ubraniach, tworzą cieniowanie i wypełnienie kadru, by nie świecił pustką. Niby nie jest to szkodliwe, ale co wrażliwsi mogą dostać oczopląsu, a przyzwyczajeni wzruszą ramionami.

Czym jest, a czym nie jest Hyakunen Renbo? Nie jest porywającym romansem i dramatem dworskim w magicznych dekoracjach. Świetnie jednak wpisuje się w ramy typowego romansidła z odpowiednią ilością lukru, zaś baśniowość fabuły polega bardziej na braku realizmu niż odpowiednim klimacie. Całość nie jest zła, ale za to bardzo, bardzo sztampowa. Jeśli ktoś ma ochotę na dużą ilość słodkości i naiwności, może się skusić na ten deser. Manga jest bowiem krótka i na szczęście nie stara się przesadzać ani z komedią, ani z dramatem. Brakuje jej jednak iskry, czegoś, co mogłoby ją wyróżnić z tłumu, zwłaszcza że fabuła miała dobre podstawy do bycia czymś więcej. Cóż, nie ma co jednak gdybać, gdyż całość zamknięto w dwóch tomach i miłośnicy romansów shoujo jako takich bez problemu przełkną i tę historię. Bądź co bądź, inteligencji czytelnika nie obraża, a można przy niej odpocząć po stresującym dniu, chociaż nie można oczekiwać zbyt wiele.

Enevi, 7 czerwca 2012

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Hakusensha
Autor: Nao Mashiba