Człowiek o wielu twarzach
Recenzja
Grupę CLAMP i jej twórczość darzę szczególną sympatią w zasadzie od czasu, gdy zainteresowałem się mangą i anime. Oczywiście, od tego czasu nabrałem dosyć doświadczenia, by uświadomić sobie, iż CLAMP miał lepsze i gorsze okresy, ale że pewien sentyment pozostał, to sięgnąłem po polskie wydanie Człowieka o wielu twarzach, by przypomnieć sobie mangę którą ostatni raz widziałem jakieś dwadzieścia lat temu.
Jako że moje poprzednie doświadczenie z mangą z J.P. Fantastica to lektura Tokyo Babylon, spodziewałem się po Człowieku o wielu twarzach wydania na solidnym poziomie, może nawet lepszego niż to, co oferował japoński wydawca. Początek wygląda całkiem nieźle – czytelnika witają dwie kolorowe strony przedstawiające Akirę i Utako w wieku dziecięcym i już po ślubie. Tym większe było moje zdumienie, gdy zaledwie trzy strony dalej zobaczyłem postać Ryuusuke z ręką wyrastającą (dosłownie) z brzucha i uciętą w połowie nogą. Co się stało? Fatalnie sklejone strony zablokowały dostęp do pasów stron o szerokości mniej więcej 0,8 cm z każdej strony (komiks wydany jest w nienormatywnym formacie 14,5 x 20,5 cm) i zaręczam, robi to sporą różnicę. W dalszej części tomiku, po kilkudziesięciu stronach, robi się już lepiej – ale i tak zdarzają się miejsca (np. str. 14, 30 czy 60), gdzie tekst zbliża się do klejenia i staje się przez to trudny do odczytania. Warto zaznaczyć, że nie jest to problem, który można zrzucić na złej jakości materiały z Japonii czy nawet na tzw. „spady drukarskie” (te również występują, ale są minimalne i nie utrudniają lektury) – to po prostu zwykła niestaranność wydawnicza, błąd, który na jakimś etapie został uznany za akceptowalny i niewarty poprawy. Poza tą kwestią, trudno mieć do wydania J.P. Fantastica jakiekolwiek zastrzeżenia; Shin Yasuda wydaje komiksy dłużej, niż większość z nas żyje, i takie elementy jak tłumaczenie czy redakcja ma opanowane do perfekcji. Notabene, można zauważyć, że wydanie konsultowane było z Katarzyną Żarnowską, rodzimą specjalistką od Clampoversum, co gwarantuje poprawność nie tylko językową, ale i merytoryczną tłumaczenia.
Recenzując polskie wydanie, zazwyczaj nie odnoszę się do recenzji głównej, ale że ta ma już piętnaście lat i była pisana na podstawie innych źródeł, pozwolę sobie na wskazanie pewnych różnic w polskim wydaniu. Zlikwidowane zostały „Mama A” i „Mama B”, obie panie są teraz zbiorczo określane mianem „mamy”. Utako Ogawa (pisownia za polskim tłumaczeniem) najwyraźniej została lekko odmłodzona, bo teraz dzieli ją od ukochanego nauczyciela nie siedemnaście, a dwadzieścia lat. I co najważniejsze, mój redakcyjny kolega Chudi X wspomina o krótkich, czteropanelowych historyjkach pomiędzy poszczególnymi rozdziałami. Niczego takiego nie zauważyłem, muszę więc przyjąć że zostały usunięte w recenzowanej edycji. To akurat istotna zmiana, a pamiętając podobny zabieg z polskiej edycji Battle Angel Alita obawiam się, że mogło przepaść trochę istotnych informacji. Wreszcie, polskie wydanie jest jednotomowe, co uważam za dobry pomysł – fabuła Człowieka o wielu twarzach opiera się na krótkich, zajmujących rozdział epizodach, i nie wymaga podziału na tomy.
Przyznam, że odłożyłem recenzowany tom z mocno mieszanymi uczuciami. Powiedzmy sobie szczerze – to komiks, który źle się zestarzał, słaby, i interesujący tylko dla fanów grupy CLAMP, rzecz do postawienia na półce jako część kolekcji mangowych memorabiliów. Niemniej jednak wydaje się, że nawet taka manga zasługuje na solidność wydawniczą, tym bardziej że tomik kosztuje wcale niemałe pieniądze (cena okładkowa to 63 zł). No, chyba że ktoś postąpi tak jak ja, i egzemplarz wypożyczy w bibliotece – w takiej sytuacji mogę z pełną szczerością powiedzieć, że za darmo to uczciwa cena za Człowieka o wielu twarzach.
Tomiki
| Tom | Tytuł | Wydawca | Rok |
|---|---|---|---|
| 1 | Tom 1 | J.P.Fantastica | 5.2026 |