Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 kreska: 7/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,25

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 33
Średnia: 7,76
σ=1,39

Wylosuj ponownieTop 10

Akagami no Shirayukihime

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2007-
Liczba tomów: 16+
Tytuły alternatywne:
  • Red-haired Snow White
  • 赤髪の白雪姫

Naiwne romansidło udające fantasy, czy ciepła, sympatyczna historia w baśniowej oprawie? Czyli o tym, jak czerwona czupryna i zatrute jabłko połączyło przeznaczenie rezolutnej dziewczyny z losami pewnego księcia.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Sasayaki

Recenzja / Opis

Niniejsza recenzja powstała w oparciu o 68 rozdziałów mangi i w przyszłości może ulec zmianie.

Na pierwszy rzut oka Shirayuki wyróżnia spośród rówieśniczek jedna rzecz – jej włosy są czerwone niczym dojrzałe jabłka. Nie jest to jednak dla dziewczyny powód do radości, a wprost przeciwnie – sprawia, że przyciąga uwagę zbyt wielu natrętnych jegomości. Gdy wieść o jej unikatowym kolorze włosów wzbudza zainteresowanie samego księcia królestwa Tanburn, który słynie z bycia lekkomyślnym idiotą, dziewczyna niewiele myśląc ucina swój długi warkocz i daje dyla do sąsiedniego kraju. Shirayuki ma bowiem własny rozum i marzenia – chce pogłębiać wiedzę o medycynie i ziołolecznictwie, a nie być własnością choćby i samego księcia. Tuż po przekroczeniu granicy zatrzymuje się w opuszczonym domostwie i jak się okazuje, nie ona jedna – los chce, że spotyka tutaj młodzieńca o imieniu Zen oraz dwójkę jego towarzyszy, którzy również zatrzymali się tutaj na postój. Już wkrótce za Shirayuki do leśnej chatki dociera wysłannik księcia Tanburn z tajemniczą przesyłką – koszem pełnym jabłek, jak się okazuje – zatrutych. Tylko że zamiast dziewczyny truje się nimi Zen i incydent szybko nabiera rumieńców, gdy wychodzi na jaw, że chłopak jest tak naprawdę księciem królestwa, w którym szuka schronienia Shirayuki…

Muszę przyznać, że kiedy usłyszałam o planowanej ekranizacji tego tytułu, z ciekawości sięgnęłam od razu po mangę, jednak po kilku rozdziałach stwierdziłam, że nie mogę znaleźć punktu zaczepnego, by ją dalej czytać. Dopiero później, po obejrzeniu paru odcinków anime, po raz kolejny dałam szansę mandze – tym razem czytanie poszło o wiele mniej opornie. Zapytacie dlaczego? Otóż po przemyśleniu wydaje mi się, że wersja papierowa jakoś mniej zachęcająco przedstawia wstęp do historii. Czytelnik jest wrzucany w środek akcji i niby dużo się dzieje, ale po chwili fabuła zwalnia i w żaden sposób nie można stwierdzić, w którą stronę ta historia pójdzie. Jeśli jednak przebrnie się przez początek mangi i zdąży się polubić bohaterów, to przestaje to uprzykrzać lekturę, choć nie znaczy to, że manga wyraźnie się zmienia.

O czym jest ta manga? Sam tytuł nawiązuje do baśniowej królewny Śnieżki – wszak imię „Shirayuki” to japoński odpowiednik „Śnieżki”. Poza tym w historii pojawiają się zamki, królewicze, zatrute jabłka, lecz na tym kończy się baśniowa stylizacja i jeśli ktoś nastawiał się na coś więcej, będzie zawiedziony. Nasza bohaterka nie jest księżniczką, lecz zwykłą, rezolutną dziewczyną. Los chce, że na swojej drodze spotyka drugiego w kolejce do tronu księcia sąsiedniego królestwa, Zena – i jak przystało na mangę shoujo, łatwo przewidzieć, że tych dwoje zakocha się w sobie. Ciąg dalszy też nie jest jak w bajce, gdyż status księcia nie sprawia, że Zen może robić co chce, a wprost przeciwnie – musi podejmować wszelkie decyzje ze świadomością, jakie obowiązki na nim spoczywają. Shirayuki również o tym pamięta, więc postanawia aplikować na stanowisko dworskiego medyka – by być przydatną i powoli, o własnych siłach zyskać uznanie i udowodnić swoją wartość, a pewnego dnia zacząć wspierać Zena. To, czego można oczekiwać w tej mandze, to rozwijająca się powoli opowieść o szukaniu swojego miejsca na świecie, o pokonywaniu przeszkód oraz o dojrzewającym uczuciu pomiędzy dwójką młodych ludzi.

Historia ta jest pełna ciepła i optymizmu, choć świat przedstawiony nie jest różowy i w pełni bezpieczny – zwłaszcza z początku czytelnik może mieć serdecznie dość nagminnych porwań głównej bohaterki, która sama się prosi o kłopoty. Trochę mroczniejsza atmosfera pojawia się też w retrospekcjach. Z drugiej strony ewidentnie nad bohaterami czuwa opiekuńcza wola autora, która nie pozwoli im wyrządzić krzywdy. Nawet jeśli wpadną w tarapaty, można być pewnym, że ratunek przyjdzie w odpowiednim momencie. Nie ma tutaj większej ilości przemocy, a większość potyczek rozgrywa się za pomocą słów.

Bohaterowie są sympatyczni, choć jednocześnie trochę zbyt idealni. Shirayuki nie jest typem bezradnej głównej bohaterki, oczarowanej przez księcia – uparcie dąży obraną przez siebie ścieżką, choć jednocześnie w odpowiednim momencie oblewa się pąsem lub wybucha płaczem. Zen z kolei może sprawiać z początku wrażenie aroganckiego księcia, lecz szybko pokazuje oblicze szlachetnego, wrażliwego młodzieńca. Uczucie ich łączące pojawia się dosyć szybko, lecz dojrzewa bardzo powoli. Wspomniane wcześniej wyidealizowanie bohaterów powoduje, że ich próby pogodzenia serca z rozumem zakrawają niemal na hipokryzję, gdy ciągle podejmują same najbardziej racjonalne decyzje. Trzeba po prostu przymknąć oko na te mankamenty, przekonując siebie samego, że najwyraźniej ich uczucie jest tak głębokie i szlachetne, że wszystko przyjmują bez słowa sprzeciwu. Choć to krystaliczne uczucie ujmuje realności mandze, z drugiej strony dzięki temu nie ma przedłużających się irytujących nieporozumień między główną parą. No, ale nie tylko tych dwoje jest bohaterami tej historii.

Oprócz nich mamy przesympatyczną straż przyboczną Zena – Mitsuhide i Kiki, którzy oczywiście w sposób idealny pełnią swoje obowiązki. Do orszaku przyjaciół księcia dołącza też Obi – sprawiający początkowo wrażenie typa spod ciemnej gwiazdy. Jest też wiele innych, ciekawych postaci, na czele z moim faworytem – pierwszym księciem Izaną, osobą dosyć enigmatyczną, którego planów nie da się od razu przeniknąć. Potrafi on zgrabnie manipulować ludźmi i jest oczywiście księciem idealnym. Pojawia się też cały szpaler dalszych bohaterów i nawet jeśli ktoś zrobił nie najlepsze pierwsze wrażenie, to potem szybko się rehabilituje, no chyba że jest epizodycznym bucowatym arystokratą. Seria na razie cierpi na brak antagonistów z krwi i kości i kto wie, może ktoś zapełni ten wakat, a może nie.

Mamy więc bardzo sympatyczną historię, sensowne postaci i powoli rozwijający skrzydła wątek romantyczny pomiędzy dwójką młodych ludzi. Czego można chcieć więcej? Muszę przyznać w tym miejscu, że czegoś jednak brak. Mimo całej sympatii do tego tytułu trzeba napisać, że brakuje wyraźnego wątku przewodniego, który napędzałby fabułę i nadałby jej kierunek – może wprowadzenia groźnego antagonisty, a może chociaż limitu czasowego… czegoś więcej, niż miłość pomiędzy dwójką głównych bohaterów, która może i jest ustawicznie wystawiana na próbę, ale są to próby niewzbudzające silnych emocji. Historia sama w sobie ma ogromny potencjał, jest ciekawie prowadzona, ale sprawia wrażenie popychanej przez mniej lub bardziej losowe zdarzenia. Paradoksalnie powoduje to, że postaci poboczne często są lepiej przedstawione, niż dwójka głównych bohaterów, w przypadku których rozwój charakterów jest niesamowicie mozolny, a minęło już przecież kilkanaście tomów, w trakcie których fabuła wielokrotnie przeskakiwała pewien okres czasu… Pozostaje mieć nadzieję, że prędzej czy później pojawi się i taki wątek, bo jego brak jest niestety odczuwalny. Sprawia, że manga wydaje się nadmiernie rozwleczona, podczas gdy mogłaby albo zakończyć się już jakiś czas temu, albo obrać jakiś konkretny kierunek. Należy się więc (na razie) przed lekturą nastawić bardziej na leniwie płynące „życie codzienne” w oprawce fantasy, niż na fantasy z konkretną fabułą.

Szata graficzna dobrze oddaje atmosferę przedstawianej historii. Nie można o niej powiedzieć, by była przesadnie kunsztowna, lecz jest urocza w swojej prostocie. Kadrowanie jest proste i czytelne, czasem jedynie można odnieść wrażenie, że kolejne sceny są zbyt skokowe. Kreska jest miękka i przejrzysta, a projekty głównych postaci bardzo charakterystyczne. Tła bywają czasem puste, a czasem wzbogacane o sale, zamki czy leśne dukty – wystarczająco, by podkreślać bajkowy nastrój, lecz nie na tyle, by podziwiać ich wyjątkową artystyczność. Kreska tej autorki sprawia wrażenie stabilnej i wyważonej – raczej nie zauważymy odczuwalnej różnicy pomiędzy początkowymi rozdziałami a tymi o wiele dalszymi. Ogólnie mówiąc, rysunek wraz z rozwojem historii stabilizuje się, lecz nie są to znaczące różnice i styl pozostaje ten sam. Tym, co przyciąga wzrok, są na pewno kolorowe strony tytułowe i okładki, troszkę bardziej dopieszczone i utrzymane w ciepłych barwach. Wszystko to sprawia, że mangę czyta się bardzo przyjemnie.

Zdecydowanie nie należy podchodzić do tej mangi, oczekując czegoś naprawdę wyjątkowego po zapoznaniu się z pozytywnymi komentarzami innych osób. Historia zawiera pewne elementy baśniowe, lecz zawiedzie się ten, kto myślał, iż umiejętnie wplata motywy z różnych baśni. Jest to powoli rozwijająca się wielowątkowa opowieść, osadzona w świecie przypominającym trochę średniowiecze – o uczuciu rodzącym się pomiędzy zwykłą dziewczyną i idealnym księciu, o przyjaźni, o obowiązkach, o świecie przedstawionym i rozwoju nauki i medycyny. Na szczęście absolutnie nie o ślepej sile miłości, która wszystko przezwycięży. Przez to bardziej przypomina „okruchy życia” w baśniowej oprawie niż typowy romans shoujo bądź historię fantasy z antagonistą i zagrożeniem dla istnienia świata. Ze względu na wymienione wyżej cechy, z pewnością wielu uzna tę pozycję za naiwną i nudną – a ja powiem, że jest idealna na długie jesienne wieczory, nawet jeśli nie czeka się z wypiekami na twarzy na kolejny rozdział. Poszukiwałam ciepłej i optymistycznej aż do przesady historii, osadzonej w ciekawym świecie – i nie zawiodłam się ani trochę.

Nanami, 24 września 2015

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Hakusensha
Autor: Sorata Akizuki