Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 6/10 kreska: 7/10
fabuła: 6/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,40

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 60
Średnia: 7,53
σ=1,5

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Zawrócić czas

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2008-2009
Liczba tomów: 2
Wydanie polskie: 2015-2016
Liczba tomów: 2
Tytuły alternatywne:
  • Ano Hi no Kimi o Dakishimeta Nara
  • If Only I Held You That Day
  • あの日のきみを抱きしめたなら
Tytuły powiązane:
Gatunki: Dramat, Romans
Postaci: Pracownicy biurowi; Rating: Seks; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm, Shounen-ai/yaoi

Stara miłość nie rdzewieje, czyli zawirowania miłosne dwóch bardzo niepozbieranych przyjaciół.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Enevi

Recenzja / Opis

Kiedy dwie autorki łączą siły, by stworzyć komiks, efekt bywa zaskakujący. Kotetsuko Yamamoto – to nazwisko zawsze przyciąga mój wzrok, tym bardziej, że lubię charakterystyczną kreskę mangaczki i lekki humor, jakim zazwyczaj są wypełnione jej komiksy. Zawrócić czas to raczej nietypowe dzieło w jej dorobku, ale nie powinno to dziwić, skoro tym razem była odpowiedzialna jedynie za rysunek. Scenariusz stworzyła początkująca Haruhi Sakiya, preferująca poważniejsze opowieści. Podczas lektury na początku odczuwałam lekki dysonans, zwłaszcza że pierwszy tom momentami niebezpiecznie zbliża się do granicy między stonowanym dramatem a średnio strawnym melodramatem. Na szczęście druga część udowadnia, że autorka scenariusza trzyma w zanadrzu coś więcej niż tylko morze łez i rozpaczy.

Zawrócić czas opowiada o dwójce przyjaciół, starszym Hidetoshim Sawakimi i młodszym Kengo Mutsuurze. Kiedy Hidetoshi kończy liceum, wyznaje przyjacielowi, że jest gejem, jednocześnie wyraźnie sugerując, że czuje do Kengo coś więcej. Jednak przestraszony i niedojrzały Kengo zbywa kolegę, nieświadomie go odrzucając. Mija dziesięć lat, panowie nadal spotykają się co jakiś czas, ale ich relacje trudno nazwać poprawnymi. Sawaki notorycznie pakuje się w toksyczne związki, by potem lizać rany (dosłownie i w przenośni) w mieszkaniu niedoszłego ukochanego. Mutsuura ze stoickim spokojem znosi nieprzemyślane decyzje przyjaciela, ale narasta w nim gniew i zniecierpliwienie. Chce, żeby Hidetoshi przestał widywać się ze swoim agresywnym partnerem, powoli zaczyna także docierać do niego, że czuje do kolegi coś więcej niż przyjaźń. Uświadamia sobie, że w liceum popełnił błąd, problem polega na tym, że nie wie, jak go naprawić. Przypadkowa wspólnie spędzona noc zamiast pomóc, jedynie komplikuje sprawy – czy panom uda się wreszcie dojść do porozumienia?

Cóż, na pewno będą się bardzo starać, by tak się stało, acz pierwszy, nieco depresyjny tom nie wskazuje na to. Największą przeszkodą jest to co zwykle, czyli totalny brak komunikacji, co tyczy się zwłaszcza Hidetoshiego. Nie do końca pojmuję, dlaczego dwóch facetów, którzy znają się ponad dziesięć lat, nie potrafi siąść i porozmawiać jak dorośli ludzie, ale to w końcu yaoi, zdecydowanie nieaspirujące do bycia dziełem przełomowym i wiernym rzeczywistości. Ale w myśl starego powiedzenia „jak nie kijem go, to pałką”, bohaterowie w końcu dochodzą do jakichś wniosków i wspólnie zaczynają naprawiać łączące ich relacje. Nie ukrywam, że zasadniczą rolę w tym procesie odgrywa seks, jednak jak już wspomniałam, to yaoi. Żeby nie było zbyt nudno, autorka dorzuca pęczek przeszkód, niezbyt poważnych, ale znaczących, bo czym byłby romans bez pojawienia się byłego partnera/partnerki? Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie próbuję być złośliwa, a jeśli ktoś mi nie wierzy, niech spojrzy na ocenę. Po prostu uczciwość recenzencka wymaga ode mnie chociażby pobieżnego omówienia fabuły, która, jak widać, nie jest wolna od schematów. Czy to źle? Niekoniecznie, zwłaszcza że Haruhi Sakiya zgrabnie wykorzystuje wytarte klisze i nie komplikuje zanadto opowieści. Zawrócić czas to prosta historia, opowiedziana bez zadęcia i pozbawiona przesadnych ozdobników. Wszystkie wydarzenia zostały dobrze rozplanowane, nawet najmniejsza przeszkoda nie wydaje się dorzucona na siłę, a całość wieńczy sympatyczny, chociaż przewidywalny finał.

Mangę przeczytałam raz dwa, miło zaskoczona zgrabną zmianą nastroju, bo nie ukrywam, że pierwszy tom nastroił mnie średnio optymistycznie. Warto jednak przebrnąć przez odrobinę łzawe zawirowania miłosne, by cieszyć się znacznie cieplejszą i puchatą częścią drugą. Mimo to były w komiksie dwie rzeczy, które trochę mi zgrzytały – jedna z nich wiąże się z bohaterami, dlatego zostawię ją sobie na później i skupię się pewnym wątku, który mocno mnie zaskoczył, bynajmniej nie pozytywnie. W pewnym momencie na scenę wkracza była dziewczyna Kengo, obecnie mężatka, kobieta raczej silna i pewna siebie, ale mająca swoje problemy. Okazuje się, że bije ją mąż – nie jest istotne, czy zaprezentowana w mandze sytuacja miała miejsce raz, czy panu już wcześniej się zdarzyło, istotna jest reakcja głównych bohaterów. Hidetoshi, który sam był ofiarą przemocy, z miejsca oferuje pomoc i wyraźnie przejmuje się losem koleżanki, chociaż jest zazdrosny o jej dawno miniony związek z Kengo. Brawo Hidetoshi! Gorzej ma się sprawa w przypadku Mutsuury, który wcześniej wydawał mi się tą znośniejszą połówką, a po wygłoszeniu swojej opinii o byłej dziewczynie, bardzo stracił w moich oczach. Stwierdził bowiem, że chociaż generalnie uważa przemoc wobec kobiet za coś złego, w sumie rozumie męża swojej byłej, bo pani ma taki charakter, że pewnie go sprowokowała. Po czym następuje tyrada na temat tego, że jest pewien typ kobiet, które nieświadomie prowokują do pewnych zachowań i rzeczona eksdziewczyna właśnie do nich należy. Tutaj, mówiąc mocno oględnie, trafił mnie szlag, bo chociaż feministka ze mnie żadna i nie pałam cieplejszym uczuciem do opisywanej pani, uważam, że jakakolwiek przemoc w rodzinie jest zła – co to, pan ma cztery lata i nie potrafi rozwiązywać konfliktów inaczej niż za pomocą pięści?! Taki problem porozmawiać z małżonką? I drugi mądry, piętnujący kobiety dlatego, że mają taki, a nie inny sposób bycia… Pardon my French, ale jak facet jest taki ciul, że nie potrafi w ludzki, dojrzały sposób poradzić sobie z problemem, to niech lepiej zajmie się hodowlą kaktusów, a nie zakładaniem rodziny. Poza tym autentycznie nie rozumiem, nie pojmuję, jak autorka­‑kobieta mogła taką bzdurę wcisnąć w usta bohatera? Kaj idziesz, Japonio…

Wspomniana scena pozostawiła pewien niesmak, chociaż ogólne wrażenia mam pozytywne. W sumie nie wiem, czy młodsze czytelniczki w identyczny sposób odbiorą ten epizod, być może jestem przeczulona na punkcie pewnych spraw, ale napiszę zupełnie uczciwie, przez chwilę zrobiło mi się zimno, mimo iż uważam byłą partnerkę Kengo za irytującą. W ogóle bohaterowie wydali mi się na początku mocno niemrawi, ze szczególnym wskazaniem na Hidetoshiego. Rozumiem, pan cierpi, bo obiekt westchnień nie zwraca nań uwagi, ale robi bardzo niewiele, by to zmienić. Poza tym jest płaczliwy, wiecznie mu źle i ma potężne problemy z wyrażaniem własnego zdania. Cóż, chwilami zachowuje się jak małe, rozkapryszone dziecko, które samo nie wie, czego chce. Kengo nie wypada dużo lepiej, bo chociaż nie płacze z byle powodu i raczej jasno wyraża pragnienia, bywa okrutnie samolubny. Często traktuje Hidetoshiego jak swoją własność, narzuca mu swoje zdanie i zmusza, by postępował według jego widzimisię. Owszem, jest pewny siebie i wyraźnie dojrzalszy niż dziesięć lat temu, ale to nadal duży, zaborczy dzieciak. Co ciekawe, kiedy panowie są razem i akurat mają dobry dzień (nie kłócą się lub nie targają nimi wątpliwości co do celowości ich związku), są zaskakująco sympatyczni i autentycznie dają się lubić. Zdarza się nawet, że Hidetoshi postępuje wbrew życzeniom Kengo! Ku mojej uciesze, w drugim tomie takich momentów jest całkiem sporo. Warto też wspomnieć o koleżance Kengo z pracy, przebojowej Yuunie Mio. Okazuje się, że da się wcisnąć poukładaną i sensowną postać kobiecą do yaoi, aż szkoda, że pełni ona rolę mocno drugoplanową i pojawia się sporadycznie. Takich postaci jest w komiksie sporo, na przykład były przyjaciel Hidetoshiego czy rodzice bohaterów, tyle że w przeciwieństwie do Yuuny, wylatują z pamięci zaraz po przewróceniu strony.

Jedną z mocniejszych stron mangi jest kreska, zwłaszcza jeśli lubi się twórczość Kotetsuko Yamamoto, a pisząca te słowa jak najbardziej się do jej fanek zalicza. Charakterystyczny, pełny krągłości rysunek o delikatnych konturach, postaci często „zawieszone” w pustych przestrzeniach, duże, okrągłe, wyraziste oczy i zdecydowana dominacja bieli i jasnych szarości nad czernią to znak rozpoznawczy artystki. Prostota, skromne środki wyrazu i skupienie się przede wszystkim na bohaterach to zalety stylu autorki, ale są i wady, chociaż te zależą od preferencji czytelnika. Po pierwsze, mangaczka ma ulubione typy postaci i trzyma się ich z uporem maniaka – jeżeli czytaliście jakąkolwiek jej mangę, możecie być pewni, że w kolejnej zobaczycie te same twarze. Po drugie, nieważne, ile lat ma bohater, i tak zawsze będzie wyglądał jak nastolatek. Czasami autorka aż do przesady odmładza nieszczęsnego uke, tak że przedstawiony związek sprawia wrażenie balansującego na granicy legalności. Tym razem nie jest aż tak „niebezpiecznie”, ale drobny, chłopięcy Hidetoshi na pewno nie wygląda na człowieka, który zbliża się do trzydziestki. Mimo wszystko niezdecydowanych uspokajam, że nastoletni wygląd to jedyny poważny problem z postaciami i z której strony by nie patrzeć, panowie pozostają panami – na pewno nie trzeba wierzyć w ich płeć na słowo.

Zawrócić czas to przyjemne czytadełko na długie popołudnie. Nawet jeśli początek sugeruje coś innego, manga nie tonie w melodramatycznym sosie, ale zgrabnie wygrzebuje się ze schematów, oferując przyjemną, chociaż niezbyt inteligentną rozrywkę. Zawiedzeni mogą się poczuć fani Kotetsuko Yamamoto, którzy skuszeni nazwiskiem na okładce, nie odnajdą w fabule jej specyficznych pomysłów oraz przedniego humoru – podkreślam, tym razem pani Yamamoto tylko rysowała, podczas gdy scenariusz wyszedł spod pióra Haruhi Sakiyi. Mimo to polecam, zwłaszcza fankom yaoi z fabułą, które liczą też na rozsądną liczbę scen łóżkowych i przy okazji lubią jasne podziały na stronę dominującą i zdominowaną. Ot, sympatyczny średniak, przemyślany, ładnie narysowany, mający kilka wad, nieźle zamaskowanych całkiem przyzwoitą resztą.

moshi_moshi, 30 maja 2016

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Gentosha
Wydawca polski: Ringo Ame
Tłumacz: Anna Piechowiak
Rysunki: Kotetsuko Yamamoto
Scenariusz: Haruhi Sakiya

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Ringo Ame 5.2015
2 Tom 2 Ringo Ame 4.2016