Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Książę Piekieł: devils and realist

Tom 2
Wydawca: Studio JG (www)
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-8001-015-4
Liczba stron: 186
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Dantalion, siedemdziesiąty pierwszy książę piekieł, przebywa w świecie ludzi już jakiś miesiąc, a jego długa nieobecność w domu wzbudza paniczny niepokój Lamii, jego samozwańczej narzeczonej. Lamia i jej przyjaciółka Astaroth sprawdzają w lustrze wody (dzięki mocy tej ostatniej), co też porabia Dantalion, ich oczom ukazuje się jednak dwuznaczna scena z udziałem dwóch panów. Motywuje to Lamię do udania się do świata ludzi i osobistego rozprawienia z problemem niewierności ukochanego. W tym samym czasie wspomniany problem, czyli William Twining, strofuje Dantaliona za niesienie niepotrzebnej pomocy. Tak, panowie nadal się nie dogadują – młody arystokrata uparcie zaprzecza, jakoby istniało cokolwiek, czego nie można racjonalnie wytłumaczyć, jeśli zaś brakuje mu sensowniejszych argumentów, to sprowadza wszystko do atomów i dyskusja jest skończona. Niby oswoił się już z permanentnie pałętającymi się pod nogami dwoma demonami – które, z drugiej strony, zdążyły się zadomowić w świecie ludzi i nie wygląda na to, żeby planowały w najbliższym czasie go opuszczać – ale nie zmienia to faktu, że cyrk ten traktuje tak, jakby go nie dotyczył, cały czas broniąc się przed rzeczywistością. Jego podejścia nie zmienia nawet strącenie go przez zazdrosną Lamię do Piekła, gdzie odbywa się właśnie bankiet z okazji święta nowiu, na którym jest pełno demonów o czułym węchu, zdolnym błyskawicznie wykryć człowieka pośród nich…

Początek tomu służy przede wszystkim przedstawieniu dwóch wspomnianych już postaci: Lamii i Astaroth. Ta pierwsza jest dość irytująca – krzykliwa i zaborcza, druga bardziej opanowana i sympatyczniejsza, na razie jednak trudno powiedzieć o nich cokolwiek więcej, jako że obie panie pojawiają się na krótko. Demonice zapewne wrócą na kartach kolejnych tomów, a na razie fabuła wraca do świata ludzi, a dokładniej – do rezydencji Isaaca – gdzie przebywają duchy, którym trzeba zaradzić, do czego oczywiście zostaje zaprzęgnięty William z jedną sztuką inwentarza – Sytrym. Dopiero po rozprawieniu się z tym wątkiem fabuła nabiera rozpędu – widziany przelotem w poprzednim tomie pastor tym razem wyłazi w pełnej krasie i, jak to przedstawiciel Kościoła, ma coś do powiedzenia w sprawie sił nieczystych panoszących się na terenie szkoły. Zaczyna się robić nieciekawie, jednak dzięki niebezpieczeństwu w jakim znajduje się główny bohater, wątek jego relacji z Dantalionem zdaje się ruszać do przodu, robi to jednak powolutku – jak lokomotywa ciągnąca czterdzieści wagonów węgla, a cała inicjatywa, aby poprawić te relacje, i tak wychodzi od demona, który, notabene, robi się coraz bardziej zaborczy.

Największą zaletą mangi nadal jest rysunek. Nawet jeśli momentami dialogi wydają się pompatyczne (przoduje tu Dantalion), to lektura nawet w takich momentach nadal potrafi być przyjemna, gdyż oko i tak w końcu ześlizguje się z tekstu i wędruje do postaci. Już na samym początku tomu możemy podziwiać prześliczną Astaroth, dojrzałą i kobiecą demonicę. Mam wrażenie, że postaci są rysowane coraz lepiej, szczególnie Dantalion i Sytry. Wart wspomnienia jest też śliczny (akurat do tej postaci to słowo pasuje idealnie) obrazek z tym ostatnim na początku jedenastego rozdziału – znajdująca się w naszym wydaniu wersja czarno­‑biała wydaje mi się nawet ładniejsza niż oryginalna kolorowa grafika.

Ładną, matową obwolutę tym razem okupuje Dantalion w wersji „cool”, a z tyłu znajdują się William oraz, przewijający się też w tym tomie, jego kamerdyner, Kevin (który zdaje się, będzie miał większą rolę w tomie trzecim). Pod obwolutą ponownie mamy „Okładkowy kącik Isaaca”, tym razem z charakterystykami Astaroth i Lamii, a na końcu, poza zapowiedzią kolejnego tomu, znajduje się jeszcze jedna strona z yonkomą. Wydanie prezentuje się estetycznie i przyjemnie dla oka (oraz palców – zdecydowanie wolę okładkę matową niż śliską), mankamentem jest tylko parę przeoczeń redaktorsko­‑korektorskich, m.in. „no co się stać” czy „acha”. Jeśli chodzi o marginesy czy onomatopeje, to poziom jest taki sam jak poprzednio – pierwsze są na tyle, na ile są potrzebne, wszystko można doczytać i nic nie ucięto, drugie są przede wszystkim tłumaczone, a czyszczone tylko wtedy, gdy nie ingerują za bardzo w rysunek.

Melmothia, 5 września 2014
Recenzja mangi

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Studio JG 6.2014
2 Tom 2 Studio JG 8.2014
3 Tom 3 Studio JG 10.2014
4 Tom 4 Studio JG 2.2015
5 Tom 5 Studio JG 3.2016
6 Tom 6 Studio JG 5.2016
7 Tom 7 Studio JG 7.2016
8 Tom 8 Studio JG 10.2016
9 Tom 9 Studio JG 12.2016
10 Tom 10 Studio JG 3.2017