Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Kuroshitsuji

Tom 1
Wydawca: Waneko (www)
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62866-28-1
ISBN oryginału: 978-4-75751963-3
Liczba stron: 194
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja

Kuroshitsuji to jeden z tych tytułów, które z radością witałam na polskim rynku. Wydana przez Waneko manga w końcu trafiła w moje ręce i już pierwsze jej szybkie przejrzenie pozwoliło z ulgą stwierdzić, że jakość tomiku jest dobra i jeśli chodzi o całość, to nie mam praktycznie żadnych zastrzeżeń. Jako że szczegółowy opis znajduje się w głównej recenzji, tutaj skupię się tylko na tym, co prezentuje recenzowany tom, bez zbędnego wstępu dotyczącego ogólnego wątku i postaci, pominę też ocenę kreski pani Yany Toboso, gdyż zgadzam się całkowicie z tym, co napisała Easnadh.

Fabuła w pierwszym tomie skupia się przede wszystkim na postaci Sebastiana, mniej na Cielu. Jest to swoisty wstęp, stosujący w przedstawieniu postaci gradację, pozwalający powoli poznawać bohatera. Od jego podstawowych cech, jak punktualność, dokładność, przez coraz bardziej szczegółową charakterystykę, aż po pełne pokazanie jego możliwości na końcu. Podskórnie można wyczuć napięcie – nie jest ono oczywiste ani nie bije czytelnika po głowie, w tej kwestii wiele zdziałały komiczne momenty z udziałem przede wszystkim reszty służby posiadłości Phantonhive. Budowane jest stopniowo wraz z coraz dokładniejszą charakterystyką kamerdynera – im więcej o nim wiemy, tym bardziej klimat się zagęszcza, aby punkt kulminacyjny osiągnąć w ostatnim rozdziale. Kim jest Sebastian i co go łączy z Cielem (poza byciem jego kamerdynerem) – to pytanie czytelnikom niezaznajomionym wcześniej z opisywaną historią nasunie się na początku tomu. Przez całą jego długość będzie się formowała odpowiedź, która definitywnie zostaje udzielona na samym końcu. O ile rzeczona odpowiedź nie jest szczególnie zaskakująca i łatwo się rzeczy domyślić, sposób poprowadzenia historii, powolnego odkrywania kart przez drobne wydarzenia, zasługuje na pochwałę, przede wszystkim z powodu obecności nadrzędnego pomysłu, który logicznie łączy epizody w całość. W efekcie kilka różnych zdarzeń – wizyta zleceniobiorcy Ciela po zakończonym zadaniu, odwiedziny narzeczonej bohatera czy jego porwanie – zostaje efektywnie połączone postacią Sebastiana wykonującego swoje obowiązki. Mimo sielankowości początkowych rozdziałów, gdzieniegdzie przemycane są mroczniejsze fragmenty, (głównie gdy na kadrach znajduje się Ciel Phantonhive) sugerujące, że za idylliczną zasłoną codzienności kryje się coś jeszcze, mroczne i być może nie do końca szlachetne pobudki, większa intryga (której pozostałych graczy widzimy już w tym tomie, chociaż tylko przelotem) i główny bohater mający za sobą więcej niż jego wiek mógłby sugerować.

Wydanie polskie ma przeważający już u nas format, w tym przypadku jednak o parę milimetrów większy, a tym samym zbliżony jeszcze bardziej do B6. Jak w przypadku mang wydawanych przez Waneko bywa, tomik posiada obwolutę, podnoszącą moim zdaniem znacznie estetykę wydania i pozwalającą na zamieszczanie drobnych smaczków na okładce, np. dość ciekawej wariacji ilustracji z obwoluty. Jedyną rzeczą, która mnie zdziwiła, było umieszczenie ISBN­‑u serii na jej przedniej części, zamiast na końcu razem z ISBN­‑em tomiku, jak to jest zwykle praktykowane. Jest on co prawda na tyle mały, że nie rzuca się specjalnie w oczy, ale lepiej wyglądałby z tyłu. Tomik czyta się bez problemu nawet w przypadku rozginania do granic możliwości – czego wcale nie trzeba robić, bo i bez tego nic nam nie umknie (chwała marginesom) – klejenie nie rozpada się, a trzyma mocno. W środku znajdziemy dwie kolorowe strony, ładnie, szczególnie jeśli chodzi o kolorystykę, skomponowane. Czcionka jest czytelna, standardowa, papier biały (ważna rzecz, jakkolwiek głupio by nie brzmiała), a nasycenie czerni wyważone, wydaje mi się, że idealnie. Tłumaczenie też jest bardzo dobre – wszystko, co się dało, zostało przełożone na język polski, zaś to, co w oryginale było w języku angielskim, pozostawiono po angielsku (np. „my lord”), czyli tak, jak powinno być. Sposób wysławiania się bohaterów jest tylko odrobinę stylizowany (głównie w przypadku Sebastiana), ale nie w sposób nachalny i zbyt sztuczny – tę pułapkę tłumaczkom, Karolinie Balcer i Paulinie Tuczapskiej, udało się ominąć. Znany zwrot, „Akuma de shitsuji desu kara”, przetłumaczony jako „Demon ze mnie nie kamerdyner” też brzmi zaskakująco dobrze (chociaż ciekawa jestem, czy wydawnictwo zdecyduje się na stosowanie opcji obocznej w niektórych przypadkach).

Na końcu znajduje się krótki komiks, w którym Yana Toboso przedstawia genezę postaci Sebastiana i samej mangi, ciekawą i w sumie zaskakującą, chociaż zdaje się, że wiele innych pomysłów rodziło się właśnie w ten sposób. Całość przeczytałam z przyjemnością, bez większych zgrzytów (korektorskie przegapienie zbędnego myślnika nie należy do jakichś szczególnie istotnych błędów, chociaż mogłoby się obyć bez tego typu drobiazgów) i zdecydowanie będę się zaopatrywać w dalsze tomy.

Melmothia, 25 października 2011
Recenzja mangi

Recenzje alternatywne

Tomiki

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 10.2011
2 Tom 2 Waneko 12.2011
3 Tom 3 Waneko 2.2012
4 Tom 4 Waneko 4.2012
5 Tom 5 Waneko 6.2012
6 Tom 6 Waneko 8.2012
7 Tom 7 Waneko 10.2012
8 Tom 8 Waneko 12.2012
9 Tom 9 Waneko 2.2013
10 Tom 10 Waneko 4.2013
11 Tom 11 Waneko 6.2013
12 Tom 12 Waneko 8.2013
13 Tom 13 Waneko 10.2013
14 Tom 14 Waneko 12.2013
15 Tom 15 Waneko 2.2014
16 Tom 16 Waneko 4.2014
17 Tom 17 Waneko 6.2014
18 Tom 18 Waneko 8.2014
19 Tom 19 Waneko 10.2014
20 Tom 20 Waneko 4.2015
21 Tom 21 Waneko 9.2015
22 Tom 22 Waneko 2.2016
23 Tom 23 Waneko 8.2016
24 Tom 24 Waneko 4.2017
25 Tom 25 Waneko 9.2017