Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Fantasmazuria - konwent

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 10/10 kreska: 8/10
fabuła: 9/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,50

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 14
Średnia: 8
σ=1,96

Wylosuj ponownieTop 10

Zankoku na Kami ga Shihai Suru

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 1993-2001
Liczba tomów: 17
Tytuły alternatywne:
  • A Cruel God Reigns
  • 残酷な神が支配する

Nagrodzony w 1997 roku Nagrodą Osamu Tezuki dramat psychologiczny pióra Moto Hagio – jednej z autorek, które w latach 70. XX wieku zrewolucjonizowały gatunek shoujo.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Enevi

Recenzja / Opis

Dwaj przyrodni bracia uczestniczą w pogrzebie rodziców, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Starszy z nich Ian zauważywszy dziwne zachowanie młodszego Jeremy’ego, zaczyna podejrzewać, że to właśnie on przyczynił się do śmierci ich najbliższych. Tajemnicą pozostaje motyw, który poznajemy, cofając się prawie rok wcześniej do Bostonu, gdzie Sandra, matka Jeremy’ego poznaje bogatego Brytyjczyka. Para dość szybko zaczyna planować ślub. Czyżby los się do nich uśmiechnął? Czy mają szansę stworzyć udaną rodzinę wraz z Gregiem i jego dwoma synami? Okaże się, że kochający z pozoru ojczym to potwór, a jego ofiarą padnie właśnie Jeremy…

Na początek może o samej autorce słów kilka. Moto Hagio, znajoma Keiko Takemiyi (był również okres, gdy były współlokatorkami) należy do grupy autorek, które przyczyniły się do tego, że mangi shoujo pisane przez kobiety zyskały popularność. Brzmi dziwnie? Owszem, obecnie większość komiksów dla dziewcząt jest rysowanych przez kobiety. Z początku królowały jednak dzieła mężczyzn i dopiero, gdy do „akcji” wkroczyły takie sławy, jak Riyoko Ikeda, Keiko Takemiya czy właśnie Moto Hagio, sytuacja uległa zmianie. Dwie ostatnie były również pionierkami yaoi, a ich prace na trwałe zapisały jako klasyki gatunku (z przodującym Kaze to Ki no Uta pani Takemiyi).

Jak sama Moto Hagio przyznała, praca nad Zankoku na Kami Ga Shihai Suru łatwa nie była. Początkowy zamysł miała już na dziesięć lat przed rozpoczęciem pracy, jednak musiała minąć dekada, zanim autorka była pewna, w jaki sposób chce przenieść scenariusz na papier. Zadanie to z pewnością nie było łatwe, biorą pod uwagę trudną i kontrowersyjną tematykę, która obecnie też wzbudza sporo emocji i w wielu środowiskach pozostaje tematem tabu. Wyraźnie widać jednak, że pani Hagio nie chodziło jedynie o wzbudzenie taniej sensacji. Na szczęście manga ta powstała w czasach, kiedy utarte schematy gatunku yaoi (typu Miłość od Pierwszego GwałtuTM – obecnie pojawiający się w ilościach hurtowych i w najbardziej absurdalnych okolicznościach) jeszcze nie istniały (albo nie były tak popularne), a tytuły niemal identyczne nie wychodziły taśmowo. Ukazany w mandze temat (molestowanie seksualne) jest dość popularny i ostatnio dość często obecny w różnego rodzaju mediach, trzeba jednak wyjątkowego wyczucia i wiedzy (głównie z zakresu psychologii), aby wiarygodnie przedstawić bohaterów w tej poważnej dla nich sytuacji. O przesadę nietrudno, a w większości znanych mi tytułów decydowano się na użycie tego motywu tylko po to, by dodać całości pikanterii i dramatyzmu, zapominając całkowicie o tym, że sprawa ta nie jest wcale taka prosta.

Żeby uniknąć przeładowania, autorka konsekwentnie skupiła się na jednym wystarczająco problematycznym zagadnieniu i z rzadko spotykaną dbałością o szczegóły zaczęła snuć momentami niezwykle brutalną opowieść. Sytuacja z pozoru wydaje się prosta, ale samo przedstawienie problemu niczego nie rozwiązuje. Trzeba jeszcze dokładnie wszystko opisać, stworzyć „dogodne” warunki dla historii, aby mogła uzyskać miano w pełni realistycznej. Akcja skupia się głównie na tym, jak bohaterowie radzą sobie z zaistniałą sytuacją, dlatego też wiele czasu poświęcono na ich przemyślenia i rozmowy, kluczowe dla fabuły, a przy okazji niesamowicie naturalne. Nie uświadczymy tu taniego melodramatu, który wylewałby z kartek i krzyczał „Patrz, jaka tragedia!”, a dostajemy szokujący i przerażająco realistyczny obraz sytuacji, jaka panuje zapewne w niejednym domu (tu Jeremy’ego) – jak całość odbiera sama ofiara, ale również jej otoczenie. Wreszcie pojawia się dylemat – jak ocenić postępowanie głównych bohaterów, mimo że zdrowy rozsądek podpowiada, jaki powinniśmy wydać osąd. Dla samych bohaterów nie jest to już takie oczywiste, a ich wątpliwości ukazano w sposób mistrzowski – autorka dokładnie analizuje całą sytuację, ukazując nawet najdrobniejsze szczegóły i myśli postaci. Całość można podzielić na dwie części, z których pierwsza dosadnie i drobiazgowo zarysowuje przyczynę i kluczowe wydarzenia. Później zaś przychodzi czas na skutki i próbę oceny, kiedy to teoretycznie powinno nastąpić rozwiązanie problemów (i dopiero tu zaczynają się one naprawdę piętrzyć). Jak pokazuje rozwój wydarzeń, rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana, a relacje bohaterów tylko się zapętlają.

Czytając tę mangę, nie mogłam oprzeć się skojarzeniom z innym, pod pewnymi względami porównywalnym tytułem. Chodzi o uznawane za popularyzatora gatunku Kaze to Ki no Uta, z którym omawiany tytuł łączy podobna, bardzo trudna tematyka i nieco zbliżone kreacje postaci. Jednak o ile dzieło Keiko Takemiyi miało w moim odczuciu za zadanie oswoić czytelnika z problematyką i głównie pokazać zjawisko, o tyle Zankoku na Kami ga Shihai Suru mimo równie potężnego ładunku emocjonalnego wyraźnie celuje w analizę sytuacji. Historia Gilberta i Serge’a była naprawdę poruszająca, jednak momentami wydawała mi się nazbyt poetycka i oderwana od codzienności, może nieco przesadnie wysublimowana. W opozycji do niej stoi scenariusz pani Hagio, który twardo stąpa po ziemi, zapędzając się co prawda momentami w umysł bohaterów, jednak nie tracąc połączenia z rzeczywistością. Przyczyną wyższej oceny tej mangi może być również fakt, iż jej fabuła jest znacznie bardziej współczesna i prawdopodobna.

Dzięki skupieniu się na postaciach, na przestrzeni siedemnastu tomów możemy obserwować rozwój niezwykle intensywnych relacji międzyludzkich. Początkowo najwięcej miejsca poświęcono sytuacji Jeremy’ego i temu, jak radził sobie, gdy oprawca miał go cały czas na wyciągnięcie ręki. Chłopak zachowuje się tak, jak zapewne większość osób na jego miejscu – jest wiecznie zestresowany i bardziej przypomina zaszczute zwierzę niż dorastającego nastolatka. Powtarzające się gwałty i bicie zostawiły po sobie bardzo głęboką ranę, która nigdy w pełni się nie zagoi. Jeremy jest wyjątkowo nieufny i zdystansowany, co tylko utrudnia z nim kontakt. Nie zachodzą w nim nagłe i drastyczne zmiany, które pod znakiem zapytania stawiałyby dotychczasowe przeżycia (jest to jeden z bardzo denerwujących schematów w wielu obecnie wydawanych yaoi, gdzie gwałciciel i często kat szybko awansuje do roli zaborczego i tylko „nieco” brutalnego kochanka). Na szczęście Moto Hagio wie, co to realizm i mimo maski dżentelmena i kochającej głowy rodziny, Greg jest potworem i nikt nie próbuje temu zaprzeczyć, a sam jego widok wywołuje obrzydzenie i niechęć.

Czy to wszystko wydarzyłoby się, gdyby Jeremy miał wsparcie silnej, zdecydowanej i kochającej matki? Gdyby Sandra była taką osobą, nigdy nie wyszłaby za Grega i nie byłoby całej historii. Mimo pozornej delikatności i dobroci matka Jeremy’ego to również jedna z najbardziej odpychających postaci. Jej anielskiej urodzie towarzyszą niestety tylko przewrażliwienie, niesamowity egoizm i naiwność. Dawno nie widziałam postaci o tak słabym charakterze i autorce należą się brawa, iż mimo delikatnego przerysowania Sandra nie opuszcza ram wiarygodności. Pojawią się również młodszy brata Iana, cichy i zamknięty w sobie oraz siostra poprzedniej żony Grega, Natasha, która zdaje się wiedzieć więcej niż początkowo się może wydawać. Na kartach mangi pojawiają się również inni mniej lub bardziej istotni bohaterowie, z których każdy spełnia jakąś rolę i nie ma się wrażenia, że został wepchnięty na siłę. Ich charaktery są odpowiednio zróżnicowane i wyważone, co tylko uzupełnia układankę realizmu.

W jednym z wywiadów Moto Hagio przyznała, że najtrudniejsze było stworzenie postaci Iana, tak, aby ten wypadł jak najwiarygodniej. Zresztą, nic dziwnego, to jemu bowiem przypadła „najgorsza” rola w fabule. Ten stojący u progu dorosłości chłopak traci nagle ukochanego ojca, zostając z rozchwianym emocjonalnie przyrodnim bratem, który okazuje się winny śmierci rodziców. Od tego jaką decyzję podejmie, zależały dalsze losy Jeremy’ego: czy zemści się za ojca, czy pomoże dojść chłopakowi do siebie. To właśnie Ianem targają największe wątpliwości, których rozwiązanie wcale nie jest ani łatwe, ani oczywiste. Chłopak jest postacią nieszablonową, przy której tworzeniu udało się autorce nie popaść w skrajności. Dzięki temu dostajemy w miarę twardo stąpającego po ziemi młodego mężczyznę, teoretycznie pewnego siebie i szczerego, ale również wyraźnie zagubionego w obecnej sytuacji. W miarę rozwoju historii Ian zaczyna zdawać sobie sprawę, że jego relacje z Jeremym nie są tak jednoznaczne, jak mogłoby się wydawać. Całość komplikuje się jeszcze bardziej, a uczucia względem pokrzywdzonego brata ulegają zmianie. Trudne do zdefiniowania i bardzo kruche, momentami dalekie od normalności zapędzają Iana na skraj szaleństwa. A wszystko dodatkowo przyprawione jest obawami przed staniem się takim potworem, jak ojciec…

Kreska Zankoku na Kami ga Shihai Suru w niczym nie przypomina współczesnej kreski z ponętnymi przystojniakami i przesłodkimi dziewczątkami w rolach głównych, niewiele wspólnego ma również ze starszymi pracami autorki (przykładowo Thomas no Shinzou bardzo kojarzy mi się z pracami Keiko Takemiyi). Projekty postaci są charakterystyczne i zdecydowanie należą do realistycznych. Na przestrzeni lat można jednak zauważyć subtelne różnice w przedstawieniu oczu czy włosów, z czasem również rysy twarzy wyraźnie łagodnieją. Na tła składają zarówno szczegółowe wnętrza i pejzaże, jak i mniej definiowalne wzory i kształty, które towarzyszą bohaterom. Kreska Moto Hagio jest bardzo wyrazista i bardzo widoczny jest również kontrast między bielą a czernią, ze sporadycznym zastosowaniem rastrów, głównie w tle i czasem na ubraniach. To co jednak najbardziej rzuciło się w oczy i zachwyciło, to drobiazgowość, z jaką autorka potrafi przedstawić nawet najdrobniejsze zmiany na ich twarzach i najmniejsze gesty, które wyraźnie widać na kolejnych kadrach. Często zdarza się bowiem tak, że dostajemy jedno ujęcie, często powtarzane w różnych konfiguracjach, tu natomiast perspektyw jest mnóstwo i nadaje to mandze niesamowitej dynamiki nawet gdy postaci siedzą i rozmawiają. W tytule obecna jest również przemoc i seks, czasem w dość brutalnym wydaniu, jednak nigdy nie zostaje przekroczona granica dobrego smaku (nawet w Kaze to Ki no Uta występowała gdzieniegdzie tzw. „anatomia” – tutaj jej nie uświadczymy), a większość scen pozostawiono wyobraźni czytelnika.

Lojalnie ostrzegam, iż ocena, jaką wystawiłam, jest bardzo subiektywna i nie gwarantuję, że ten mocno kontrowersyjny tytuł spodoba się wszystkim. Na pewno mogę odradzić tę mangę czytelnikom, którzy oczekują wartkiej akcji czy słodkiego romansu ze wszystkimi możliwymi chwytami znanymi z yaoi. Zankoku na Kami ga Shihai Suru jest historią trudną i zdecydowanie przeznaczoną dla starszych czytelników, nie tylko ze względu na tematykę, ale i na sposób prowadzenia fabuły – drobiazgowe zarysowanie charakterów, długie i szczegółowe rozmowy bohaterów, niekoniecznie muszą być dla wszystkich atrakcyjne. Osobiście jednak najbardziej cenię tę mangę za niezwykle realistyczne studium psychologiczne, satysfakcjonujące i wiarygodne zakończenie oraz niewymuszoną odrobinę refleksji, jaka w tego typu tytule bardzo łatwo mogła przerodzić się w nieznośną łopatologię. Miłośnicy dramatów psychologicznych, których nie odrzuca tematyka i którzy liczą na poważną pozycję bez jakiegokolwiek udziału sztampy czy absurdu, powinni być zadowoleni z lektury. To miłe, że istnieją jeszcze autorzy nieobawiający się trudnych tematów i potrafiący je wykorzystać do stworzenia historii jednocześnie poruszającej i przerażającej realizmem.

Enevi, 26 maja 2011

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Shogakukan
Autor: Moto Hagio