Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
kreska: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,00

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 28
Średnia: 7,96
σ=1,72

Wylosuj ponownieTop 10

Kami no Kodomo

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2009
Liczba tomów: 1
Tytuły alternatywne:
  • God's Child
  • 神の子供
Gatunki: Horror
Widownia: Josei; Rating: Nagość, Przemoc; Inne: Eksperymentalne

Niezwykła manga o życiu i śmierci seryjnego mordercy.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Sophronimos

Recenzja / Opis

Czasami podczas zatwierdzania ogryzków lub opisów natrafiam na szczególnie ciekawie zapowiadający się tytuł i zapamiętuję go sobie, by później przeczytać. Właśnie w ten sposób natrafiłam na Kami no Kodomo. Jest to jeden z najbardziej nietypowych komiksów azjatyckich, z jakimi miałam okazję się zapoznać. I nie mam na myśli tylko tematyki…

Opowieść zaczyna się w momencie narodzin głównego bohatera, który przychodzi na świat w cokolwiek nietypowy sposób. Warto zaznaczyć, że od samego początku to on jest narratorem tej historii, dlatego też nie poznajemy jego imienia. Chłopiec od dzieciństwa różnił się od swoich rówieśników – był inny, wyobcowany, zawsze na uboczu. Wiele myślał i zazwyczaj dochodził do wniosku, że większość ludzi wokół niego jest głupia i bezmyślna. Pod wpływem pewnych okoliczności te cechy (w tym sposób myślenia) zaczęły się pogłębiać i ostatecznie doprowadziły do tego, że bohater został seryjnym mordercą. Na mangę składają się w gruncie rzeczy wycinki z jego życia – pierwsze kroki, pierwsza „miłość”, a wreszcie pierwsze zabójstwo. Akcja bardziej zwarta staje się dopiero na koniec, kiedy opisuje jego upadek.

Jeśli mam być szczera, niewiele więcej mogę napisać w temacie wprowadzenia do fabuły, bo musiałabym streszczać całą mangę, która jest stosunkowo krótka. Jeden tomik, zawierający jedenaście krótkich (15­‑23 stron) rozdziałów – to naprawdę niewiele, ale w tym przypadku nie potrzeba nic więcej. Jak już wspomniałam, główny bohater jest zarazem narratorem, obserwujemy więc świat z jego perspektywy, okraszony jego komentarzami. Dialogi są zredukowane do minimum, a w zasadzie nie występują prawie w ogóle, a ramek z tekstem narratora też jest tylko tyle, ile potrzeba, aby akcja i motywy bohatera były zrozumiałe. Pozostawiają spore pole do myślenia – bo można wydarzenia interpretować w różny sposób. Czy los bohatera był z góry przesądzony i prędzej czy później i tak wkroczyłby on na tę ścieżkę prowadzącą do autodestrukcji? A może wszystko zależy tylko od okoliczności, być może wychowany w innym miejscu, wśród innych ludzi i po prostu z odmiennym bagażem doświadczeń, byłby zupełnie normalnym człowiekiem… Chociaż manga skłania się raczej ku temu pierwszemu wnioskowi (w dość idiotyczny sposób, ale o tym za chwilę), dla mnie temat mimo wszystko pozostaje otwarty. Za to na pewno Kami no Kodomo ma duży plus – nie tylko za ciekawą tematykę, ale też za to, że przedstawiono ją w oryginalny sposób. Bez moralizowania (wręcz przeciwnie), nienachalnie i po prostu robiąc wrażenie, chociaż nie powiem, żeby manga była bardzo drastyczna, ale jednak potrafi zaszokować – zwłaszcza na początku.

Większych wad w Kami no Kodomo nie dostrzegłam, poza jedną. W pierwszym rozdziale, zatytułowanym (w wolnym tłumaczeniu) „Dziecko Czarnego Słońca”, mamy opisane życie płodowe i przyjście na świat głównego bohatera. Otóż jako płód rozwijał się… w żołądku, w agresywnym środowisku kwasu solnego oraz enzymów i był jedynym spośród wielu zarodków, któremu udało się przetrwać. „Poród” odbył się oczywiście… per rectum. Ja wiem, że to miało być mocne wejście, nadać od początku bardzo mrocznego klimatu – w takim tonie utrzymana jest narracja i później to nie przeszkadza – ale są pewne granice i mnie jako absolwentkę klasy licealnej o profilu biologicznym, a obecnie studentkę kierunku okołomedycznego, takie bzdury po prostu bolą (niczym ten nieszczęsny sok żołądkowy skórę). Zatem pierwszy rozdział nie nastroił mnie zbyt optymistycznie i spodziewałam się, że dalej będzie gorzej – na szczęście pomyliłam się, dalsza część była na tyle ciekawa, że zupełnie zapomniałam o idiotycznym początku. Poza tym, jak już wspomniałam, nie mam wiele temu komiksowi do zarzucenia. Warto podkreślić, że manga jest ponura, mroczna i dość psychodeliczna – więc jeśli ktoś nie przepada za takimi klimatami, powinien ją omijać, chociaż moim zdaniem w swojej kategorii jest dobra.

Kreska Kami no Kodomo świetnie współgra z klimatem mangi. Jest zupełnie nierealistyczna i bardzo uproszczona, wręcz karykaturalna. Postacie mają nienaturalnie duże głowy, a na nich rozstawione szeroko duże, wyłupiaste oczy. W połączeniu z treścią daje to niepokojący, psychodeliczny efekt. Nie jest szczegółowa ani wybitnie piękna, ale doskonale podkreśla wspominany wielokrotnie przeze mnie klimat – i właśnie to uważam za najważniejsze, że świetnie spełnia swoją rolę. Więcej na temat grafiki naprawdę nie warto pisać, bo nie ma w niej nic nadzwyczajnego.

Polecam tę mangę wszystkim zaciekawionym – jest to na pewno coś innego, interesujące choćby ze względu na tematykę i to, jak autor do niej podchodzi. Ostateczna ocena ma prawo być bardzo zróżnicowana, ale sądzę że nikt nie odmówi Kami no Kodomo oryginalności. A także uczucia niepokoju, jakie wywołują ostatnie słowa seryjnego mordercy…

Yumi, 18 kwietnia 2015

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Oota Shuppan
Autor: Kyoudai Nishioka