Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 kreska: 7/10
fabuła: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,67

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 44
Średnia: 8,52
σ=1,31

Wylosuj ponownieTop 10

Akatsuki no Yona

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2009-
Liczba tomów: 21+
Tytuły alternatywne:
  • 暁のヨナ
Tytuły powiązane:

Pełna rozmachu opowieść o pewnej księżniczce, która musiała opuścić wygodne komnaty oraz porzucić marzenia o księciu i sięgnąć po łuk.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Recenzja powstała na podstawie ośmiu tomów mangi i w przyszłości może ulec zmianie.

Yona jest uroczą i nieco naiwną córką króla Ila, władcy krainy Kouka. Jak na prawdziwą księżniczkę przystało, całe dnie poświęca na zabawę i przyjemności – dziewczyna przypomina ślicznego ptaka, zamkniętego w pięknej klatce, który nie ma pojęcia o świecie znajdującym się za złotymi kratami. Yona najbardziej marzy o poślubieniu starszego kuzyna, Soo­‑wona, dosłownie i w przenośni księcia z bajki, który również wydaje się nią zainteresowany. Jednak pewnego dnia jedno wydarzenie sprawia, że beztroskie i uporządkowane życie księżniczki zamienia się w koszmar. Z niepojętego dla bohaterki powodu Soo­‑won zabija jej ojca i przejmuje władzę w państwie, a ona jest zmuszona uciekać wraz z ochroniarzem i przyjacielem z dzieciństwa, generałem Son Hakiem. Chowana w kryształowej wieży dziewczyna musi zmierzyć się rzeczywistością, mającą bardzo niewiele wspólnego z pałacową idylliczną codziennością.

Jak zawsze początki są trudne, zwłaszcza że bohaterka jest w szoku po tragicznej śmierci ukochanego ojca i zdradzie jednego z najdroższych jej ludzi. Dlatego też odpowiedzialność za życie Yony, przynajmniej w początkowej fazie ucieczki, spada na Son Haka. Na szczęście, zarówno dla bohaterów, jak i czytelników, księżniczka szybko dochodzi do wniosku, że nie ma sensu użalać się nad sobą, lepiej wziąć się w garść i działać. Dziewczyna zdaje sobie sprawę, że jeśli pozostanie bierną obserwatorką wydarzeń, to niezależnie od siły i umiejętności generała czeka ich śmierć lub niewola. Ma także świadomość, że we dwoje niewiele zdziałają, ale po wizycie w rodzinnym mieście Haka, gdzie na własnej skórze przekonuje się, jak wygląda polityka, nie chce narażać innych na niebezpieczeństwo. Tym bardziej, że jedno miasto nie ma szans w starciu z całym państwem. Jednak los daje jej odrobinę nadziei w postaci pewnego kapłana słyszącego głos bogów. Dowiaduje się od niego, że na początek powinna odszukać czterech mitycznych smoczych wojowników i poprosić ich o pomoc. Nie mając wyboru, Yona wraz z Hakiem i dopiero co poznanym chłopcem, Yoonem, wyruszają na poszukiwania.

Królewski dwór, pałacowe intrygi, dawne legendy, w których kryje się więcej niż ziarenko prawdy i szczypta magii, a to zaledwie początek mangi. Wymyślony przez Mizuho Kusanagi świat jest niezwykle złożony, barwny, ale i przemyślany – widać tu inspiracje chińskie, japońskie i koreańskie. Mimo wielu elementów, całość okazuje się zaskakująco logiczna i poukładana, jak również dużo mniej baśniowa niż sugeruje początek. Ale zacznijmy może od kilku wyjaśnień – w królestwie Kouka można wyróżnić cztery „dominujące” ludy, które wzięły nazwy od żywiołów, to jest wiatru, ziemi, ognia i wody. Dowodzą nimi generałowie, zajmujący bardzo wysoką pozycję w państwie, o czym świadczy fakt, że osoba pragnąca zostać władcą, musi uzyskać przychylność wszystkich generałów. Władzę w kraju sprawują zaś członkowie piątego ludu – Niebiańskiego. Oczywiście oprócz wspomnianych społeczności, zamieszkujących nieco większe ośrodki miejskie, powstałe wokół siedzib lokalnych władców, w królestwie nie brakuje mniejszych miast, portów i wsi, nierzadko pełnych biedoty i skrajnych nędzarzy. Jak się okazuje, uległość zamordowanego króla Ila wobec sąsiadów, zaniedbywanie spraw na prowincji i zbyt pacyfistyczna wizja sprawowania władzy doprowadziły kraj do poważnego kryzysu. Duża część możnowładców zaczęła traktować wojsko jak prywatną armię, a mieszkańców niczym niewolników – korupcja i niesprawiedliwość stały się w wielu miejscach normą, a poszczególne miasta zaczęły przypominać państwo w państwie. Cóż, nie jest to może widok szczególnie szokujący i nowy dla czytelnika, ale dla głównej bohaterki i owszem.

Przez całe swoje szesnastoletnie życie Yona była przekonana, że jej ojciec to dobry człowiek i wspaniały władca. Tymczasem w najtrudniejszym dla niej momencie okazuje się, że w wyniku jego rządów ludzie cierpią, a kraj chyli się ku upadkowi. Dziewczyna jednak nie chowa głowy w piasek, ale w miarę możliwości stara się naprawić błędy króla. Naturalnie zawsze może liczyć na pomoc Son Haka i Yoona, który już raz ocalił im życie, kiedy ścigali ich żołnierze z ludu Ognia. Poszukiwania czterech smoczych wojowników wymagają przemierzenia sporych połaci kraju, dlatego okazji do interwencji nie brakuje.

Kim jednak są wspomniani ludzie, obdarzeni niezwykłymi mocami? Otóż według legendy ród księżniczki pochodzi od jednego z bogów, który pewnego dnia zamieszkał na ziemskim padole, przybierając ludzką postać. Zrobił to naturalnie z miłości do naszego niegodnego gatunku, który nie potrafił mu odpłacić taką samą dobrocią. Wtedy to pozostali bogowie obdarzyli czterech śmiałków swoją krwią, tak by mogli służyć ich przyjacielowi pomocą oraz chronić go. Zgodnie z opowieścią owe magiczne zdolności odradzają się w kolejnych pokoleniach, a wybrańcy czekają na powrót „pana”, który ponownie wezwie ich do siebie. Jednak pamięć o dawnych bohaterach nie wszędzie jest kultywowana, a że ludzie boją się nieznanego, odszukanie wojowników może okazać się trudne.

Fabuła Akatsuki no Yona jest niezwykle wciągająca i płynnie prowadzona i chociaż autorka bardzo często przerzuca bohaterów z miejsca na miejsce, nie można mówić o jakimkolwiek poszatkowaniu opowieści. Warto jednak wspomnieć, że o ile przez kilkadziesiąt pierwszych rozdziałów obserwujemy głównie poczynania Yony i jej przyjaciół, o tyle później Mizuho Kusanagi poświęca też sporo miejsca Soo­‑wonowi i poszczególnym ludom. W ogóle jest to jeden z ciekawszych aspektów mangi – na razie, poza okazjonalnymi przypadkami, próżno szukać tu stuprocentowego czarnego charakteru. Co prawda mangaczka nie wyjaśniła jeszcze motywów kierujących kuzynem księżniczki, ale uznanie go za antagonistę byłoby grubą przesadą, gdyż z żadnej strony na takiego nie wygląda. Wręcz przeciwnie, interesuje się sprawami państwa i wyraźnie stara się doprowadzić kraj do porządku, a także wzmocnić jego pozycję na arenie międzynarodowej. Soo­‑won jest wszystkim tym, czym nie był król Il, acz cały czas zastanawiam się, jak autorka ma zamiar rozwiązać problem konfliktu między nim a Yoną i, może przede wszystkim, Hakiem. Zwłaszcza że oprócz morderstwa ojca księżniczki zostają jeszcze kwestie romantyczne. Nie ukrywam, że chociaż lubię młodego następcę tronu, to najchętniej widziałabym bohaterkę z generałem, ale że ten wątek rozwijany jest bardzo powoli, nie da się przewidzieć, w którą stronę się skieruje. Ta ślamazarność, w pełni uzasadniona, to jedyna jego wada – między bohaterami iskrzy aż miło, głównie ze strony Haka, ale to chyba dlatego, że Yona jeszcze nie do końca otrząsnęła się po wydarzeniach w pałacu, a i generał był dla niej zawsze tylko przyjacielem. Nie jest jednak całkowicie obojętna, ponieważ kilka razy pokazuje, jak wiele znaczy dla niej towarzysz i, co najistotniejsze, o ile jest w stanie obejść się bez innych, tak Son Hak jest jej niezbędny, co sama przyznaje. Naprawdę, już dawno nie widziałam tak zgrabnie i subtelnie poprowadzonego wątku romantycznego, gdzie autorka bierze pod uwagę nie tylko charaktery postaci, ale również ich doświadczenia, nie zawsze sprzyjające zakochiwaniu się.

Wracając jednak na chwilę do fabuły, mile zaskoczył mnie również wątek poszukiwań smoczych wojowników. Przyznaję, że chwilami jest odrobinę naciągany, acz i z tym mangaczka nieźle sobie poradziła. Mamy przepowiednię­‑wskazówkę młodego kapłana, ale nic ponadto. Bohaterowie właściwie szukają w ciemno, przynajmniej na początku. Kraj rozległy, wiele osób w ogóle nie pamięta już starej legendy i niby jak tu zdobywać informacje? Przecież nie będzie towarzystwo chodziło od domu do domu i pytało, czy aby nikt nie widział jakiegoś człowieka z dziwną mocą (bo nawet nie wiadomo, jaką konkretnie). I tu mamy uroczy pomysł autorki – otóż nasi wybrańcy są jak bracia, dlatego wyczuwają swoją obecność, czyli znajdujesz jednego, a potem to już z górki. Acz doceniam, że Mizuho Kusanagi nie zrobiła z poszukiwań „łapania pokemonów”, tylko każdą kolejną przygodę wzbogaciła jakąś historią, czyniąc je tym samym ciekawszymi. Poza tym smoczy wojownicy to nie bezwolne marionetki, a ludzie z krwi i kości, których trzeba przekonać, by zechcieli przyłączyć się do Yony.

W sumie mogłabym się długo rozwodzić i rozpływać nad fabułą, ale mam wrażenie, że i tak trochę za dużo zdradziłam. Poruszę jeszcze tylko jedną kwestię, to jest pewne podobieństwo do Saiunkoku Monogatari. Jeżeli ktoś jest fanem wspomnianej mangi lub anime, Akatsuki no Yona zdecydowanie powinno przypaść mu do gustu. Światy przedstawione są bardzo podobne, chociaż nie sposób nie zauważyć, że królestwo Saiunkoku jest znacznie bardziej przyjazne dla zwykłych ludzi, ale też lepiej rządzone. Poza tym autorki położyły nacisk na coś zupełnie innego: w Saiunkoku Monogatari najważniejsze są pałacowe i polityczne intrygi, podczas gdy w Akatsuki no Yona na pierwszy plan wysuwa się podróż księżniczki i jej walka z niesprawiedliwością. Lud Saiunkoku ma się dobrze, to raczej oficjele muszą uważać, by nie stracić stołka i pozycji (a czasem i życia) w walce o władzę, tymczasem w królestwie Kouka problemy są bardziej przyziemne i dotykają przede wszystkim prostych ludzi – zamiast biurokratycznych potyczek mamy głód, ubóstwo i rujnujące wszystkich podatki, ustalane według widzimisię lokalnego arystokraty. Natomiast obydwa dzieła bardzo wyraźnie łączą silne bohaterki.

No dobrze, Shuurei od początku jest osobą zaradną i silną, Yona musi najpierw poradzić sobie z traumą i nieco dorosnąć, ale kiedy to następuje, okazuje się wyjątkowo charakterną dziewczyną. Przemiana nie następuje nagle, bohaterka uczy się cały czas i ma świadomość, że nadal potrzebuje pomocy innych, ale obserwowanie jej starań naprawdę robi wrażenie, zwłaszcza kiedy zestawi się Yonę z pierwszych rozdziałów z Yoną, która przeszła kawał kraju w poszukiwaniu towarzyszy. Jestem bardzo ciekawa, czym jeszcze zaskoczy mnie młodziutka księżniczka, zapowiadająca się na jedną z lepszych postaci żeńskich w mandze w ogóle. Poza tym nie mogę się doczekać rozwoju jej związku z Hakiem (to nie może być Soo­‑won, nie i już!), bo chociaż od pewnego momentu naszą heroinę zaczyna otaczać wianuszek rasowych bishounenów, zapatrzonych w nią jak w obrazek, nawet oni widzą, co się święci. W ogóle panowie szalenie przypadli mi do gustu, to autentyczny destylat dziewczęcych marzeń, ale nieprzesłodzony, wyjątkowo charyzmatyczny i, co ważne, różnorodny. Chociaż muszę przyznać, że akurat smoczy wojownicy mają w sobie pewien pierwiastek dziecinności, są uroczy, ale jakoś nie widzę ich w romantycznej relacji, może z wyjątkiem najstarszego Jae­‑ha. Może to wynikać z faktu, że panowie żyli w bardzo specyficznych warunkach i tylko wspomniany Jae­‑ha normalnie funkcjonował wśród zwykłych ludzi, podczas gdy reszta była albo czczona, albo izolowana ze społeczności. Yoon i Son Hak, niemający podobnych doświadczeń, ale za to odpowiedzialni za kogoś od najmłodszych lat, zachowują się wobec reszty dość protekcjonalnie, acz wynika to z ich troski o pozostałych członków grupy. O ile generał często pozwala sobie na utarczki słowne z „ochroniarzami” Yony (jest wyjątkowo zadziornym i mocno złośliwym człowiekiem), o tyle Yoon zazwyczaj pozostaje poważny i skupiony. Nie jest tak silny fizycznie jak reszta panów, nie potrafi walczyć, ale myśli i dysponuje rozległą wiedzą, która bardzo przydaje się w czasie podróży.

Przydałoby się chociaż napomknąć o teoretycznych antagonistach, czyli młodym królu i wiernych mu generałach. Jak już pisałam, Soo­‑won wcale nie zapowiada się na czarny charakter, mimo iż zgładził poprzedniego władcę. Takoż generałowie, a przynajmniej ich część, wydają się wesołym i wyjątkowo barwnym towarzystwem, mającym swoje problemy, ale raczej dalekim od spiskowania oraz uprzykrzania życia prostym mieszkańcom (z wyjątkiem dowódcy ludu Ognia, ten wygląda na zimnego drania). Na razie bohaterowie działają obok siebie, zawsze w słusznej sprawie, ale chętnie zobaczyłabym rozdział, w którym muszą połączyć siły i mam cichą nadzieję, że w końcu taki dostanę.

Strona techniczna pozostaje chyba najmniej wyróżniającym się elementem Akatsuki no Yona, ale proszę tego nie traktować jak zarzutu. Mamy do czynienia z bardzo klasyczną kreską, charakterystyczną dla komiksów przeznaczonych dla młodych dziewcząt, czyli szczupłe sylwetki, duże oczy, śliczne bishoujo i równie przystojni bishouneni. Przy czym mangaczka potrafi narysować więcej niż dwie twarze na krzyż, dla niepoznaki zamaskowane innymi fryzurami. Całkiem dobrze oddaje także różnice wieku bohaterów, bo nie każdy mieści się tu w przedziale od piętnastu do góra trzydziestu lat. Mimo pewnej schematyczności, nie ma na co narzekać, ponieważ postaci są anatomicznie poprawne, dokładnie narysowane i nie „zajączkują się” po pięciu stronach z powodu identycznych rysów twarzy. Tła nie są mocną stroną artystki – nie powiem, trafiają się naprawdę ładne krajobrazy, ale nie brakuje bieli i przypadkowych rastrów. W sumie trochę szkoda, bo wykreowany przez Mizuho Kusanagi świat jest wyjątkowo interesujący z plastycznego punktu widzenia. Dominują proste rastry, które służą autorce nie tylko do wypełnienia przestrzeni, ale również do cieniowania. Przydałoby się nieco więcej detali na ubraniach bohaterów i używanych przez nich przedmiotach czy w tłach, z pewnością ożywiłoby to strony, bardzo często pełne zbliżeń, a przez to momentami monotonne. Cóż, to całkiem przyjemna i estetyczna manga, ale zbyt podobna do wielu innych, na szczęście tylko pod względem rysunku.

Akatsuki no Yona zaczęłam czytać zupełnie przypadkowo i od niechcenia, by po dosłownie kilku rozdziałach nie móc się oderwać. Rozbudowane tło społeczno­‑polityczne, duża liczba dynamicznych scen, nacisk na przygodę i odsunięcie romansu na drugi plan sprawiają, że jest to pozycja interesująca także dla panów. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę mangę – dla ciekawej, pełnej humoru historii i przede wszystkim silnej oraz sprytnej bohaterki, która zmienia się i dojrzewa na oczach czytelnika. Jeżeli szukasz dobrej przygodówki w pseudoazjatyckich dekoracjach, to Akatsuki no Yona jest zdecydowanie dla Ciebie.

moshi_moshi, 8 listopada 2014

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Hakusensha
Autor: Mizuho Kusanagi