Tanuki-Manga

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Manga

Okładka

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 9/10 kreska: 9/10
fabuła: 9/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,33

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 86
Średnia: 8,4
σ=1,31

Recenzje tomików

Wylosuj ponownieTop 10

Horimiya

Rodzaj: Manga
Wydanie oryginalne: 2011-
Liczba tomów: 10+
Wydanie polskie: 2015-
Liczba tomów: 8+
Tytuły alternatywne:
  • ホリミヤ
Tytuły powiązane:
Postaci: Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm

Piękna, popularna dziewczyna i gburowaty, zaniedbany chłopak. O tym, jak nie warto wierzyć pozorom.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Sasayaki

Recenzja / Opis

Japonia. Współczesne liceum. Ich dwoje. Ona ma tajemnicę. On ma tajemnicę. Oboje ukrywają swoje sekrety przed kolegami do momentu, w którym nieprzewidywalny los z pomocą młodszego brata bohaterki postanawia się wtrącić. Ona, zamiast popularną, miłą i śliczną młodą damą, okazuje się agresywną i sadystyczną kurą domową. On, zamiast mrocznym gburem, odludkiem i otaku, okazuje się przesympatycznym, ciepłym i uczynnym chłopcem, który mimo łagodnego charakteru cały czas przechodzi fazę buntu, co objawia się poprzez kolczyki i tatuaże.

A wszystko zaczęło się od tego, że pewnego dnia młodszy brat Hori rozkwasza sobie nos i zostaje odprowadzony do domu przez spotkanego przypadkowo młodego człowieka. Młody człowiek jest grzeczny, uprzejmy i dobrze wychowany, aczkolwiek wygląd ma nieco ekstrawagancki. Hori nie przeszkadza jego powierzchowność, choć dziwią ją odważna, modna fryzura i zaskakująca ilość kolczyków (w uszach i nie tylko). Dziewczyna jest wdzięczna za odprowadzenie brata i niewiele się zastanawiając, zaprasza nieznajomego do środka. Po chwili rozmowy wychodzi na jaw, że chłopak zna jej imię. Hori nie ma czasu na bulwersowanie się sytuacją, bo szybko okazuje się, że to nie jest dziwny nieznajomy, a mroczny i ponury otaku ze szkoły. Nastolatka przeżywa szok na dwóch frontach. Po pierwsze, ma trudności, żeby uwierzyć, że to faktycznie jedna i ta sama osoba, a po drugie, jest przerażona, że ktoś odkrył jej prawdziwą, skrzętnie ukrywaną twarz.

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam opis fabuły, zawiązanie akcji sugerowało dość standardowe ecchi – śliczna dziewczyna w typie tsundere nagle zbliża się do wyglądającego jak typowy nieudacznik kolegi. Byłam zaskoczona i w zasadzie cały czas jestem, jak bardzo się myliłam. Szybko okazuje się, że Horimiya to jeden z bardziej sensownych i realistycznie pokazanych romansów, jakie przeczytałam. Wiem, że słowo „realistyczny” budzi czasem pewne kontrowersje; nie ukrywam, że lubię relacje, które równie dobrze mogłabym zaobserwować w normalnym życiu. Często typowe romanse muszą się rozkręcić i zwykle te początki są usiane idiotycznymi przypadkami, zbiegami okoliczności lub nadprzyrodzoną wolą odautorską, która sensu ma niewiele. Tymczasem w Horimiyi to właśnie początki znajomości są najpiękniejsze. Manga pokazuje, że nawet ludzie, którzy nie mają ze sobą wiele wspólnego, mogą się do siebie zbliżyć w całkiem naturalny sposób. Poszczególne sceny w rękach niewprawnego autora byłyby kolejnym odgrzewanym kotletem, w wykonaniu autorów Horimiyi to rzadkie połączenie nieprzewidywalności i poczucia humoru. Rzadko zdarza mi się śmiać podczas czytania. Tutaj nie dość, że uśmiechałam się większość czasu, bo manga jest po prostu ciepła i urocza, to zdarzało mi się wybuchać głośnym śmiechem. Reakcje postaci często są absurdalne i bardzo różne od tych, jakie mam okazję obserwować w preferowanym przeze mnie gatunku shoujo. Fabuła oszczędziła mi kolejnych ziewnięć, wywracania oczami i nucenia pod nosem „ale to już było”. Zachwyciła mnie prostota pomysłów, jakie wykorzystują autorzy komiksu. Bohaterowie zmagają się z mało zaskakującą codziennością, a jednak obserwowanie ich poczynań jest… interesujące. Odpowiadają za to zarówno sposób prowadzenia historii – nie ma tu pośpiechu, nic nie dzieje się zbyt szybko i na siłę, jak i postaci.

Bohaterowie to największy atut Horimiyi; każde z osobna jest interesujące, ale razem tworzą coś naprawdę niesamowitego. Dawno nie widziałam takiej chemii pomiędzy dwójką ludzi. Główna bohaterka – Kyouko Hori – jest bardzo obowiązkową dziewczyną. Co rano zakłada maskę popularnej, ślicznej, miłej i beztroskiej istoty. W rzeczywistości ciągle musi odmawiać propozycjom kolegów, aby się gdzieś spotkać, z bardzo prozaicznego powodu (który z niejasnych dla mnie przyczyn próbuje ukryć – ale kto zrozumie nastolatki?). Hori zajmuje się domem i bratem, ponieważ pracujący rodzice rzadko są obecni. Jest odpowiedzialna, więc swoje obowiązki traktuje serio. Ponadto z biegiem czasu zaczęła zwyczajnie lubić te domowe zajęcia. Młodszy braciszek nie przysparza jej wielu problemów, musi jedynie zostać codziennie przyprowadzony ze szkoły do domu. W związku z tym zaraz po powrocie z lekcji Hori zrzuca swą maskę i zamienia się w domową Kyouko – ubraną w nietwarzowe i wygodne ciuchy; bez makijażu i atrakcyjnej fryzury.

Izumi Miyamura to z kolei cichy chłopak, który chowa twarz za długą grzywką i okularami, a wśród kolegów ma opinię otaku. Tymczasem jest on miłym, grzecznym i dobrze wychowanym młodym człowiekiem, który lubi spędzać czas z innymi, pod warunkiem, że nie jest notorycznie obrzucany wyzwiskami i uważany za dziwaka. Jak się łatwo domyślić, ze względu na styl bycia, który wiąże się ukrywaniem tatuaży i kolczyków („zaniedbany” i ponury wygląd oraz notoryczne noszenie pełnego zimowego mundurka) nie jest on odbierany pozytywnie przez rówieśników. Cały urok Miyamury daje się zauważyć w momencie, kiedy można obserwować jego interakcje z ludźmi, do których się zbliżył. Jeśli miałabym wskazać jakikolwiek romans, w którym wiarygodnie przedstawiono postaci męskie, to byłaby to Horimiya (przy czym dopuszczam myśl, że moje wyidealizowane pojęcie na temat płci męskiej może być nieco wypaczone). Ponadto Izumi zachwyca tym, że nie jest płytki i jednowymiarowy, a przez to nie udaje się go wpisać w żaden typowy schemat postaci męskiej występującej w romansach. Jest żywym człowiekiem, który ma swoje przyzwyczajenia, obawy i… zaskakująco dużo poczucia humoru. To nie jest niewinne chłopię bez pojęcia o życiu, nieudacznik, ani perfekcyjny, pewny siebie idol. Jest normalnym, pełnym uroku chłopakiem, który musi poczuć się pewnie w czyimś towarzystwie, żeby pokazać, na co go stać. W uroczy sposób zabiera się do pogłębiania znajomości z Hori, martwi się, jak okazać jej uczucie, nie chce być nachalny, ale jednocześnie bardzo mu na niej zależy (ach, jak trudno powstrzymać się tu od smakowitych spoilerów – Izumi ma niesamowicie świeże podejście do zaspokajania zachcianek swojej wybranki). Równocześnie nie wyklucza to bycia zwyczajnym, japońskim nastolatkiem. Ogólnie pojęta grzeczność, wycofanie i niemieszanie się w sprawy innych, które zwykle albo są skrajnie przedstawione, albo nieistniejące – tutaj wyglądają naturalnie. Izumi reaguje w bardzo nietypowy jak na mangi sposób na zachowanie innych ludzi, nie robiąc z siebie idioty ani niedorozwiniętego, ślepego ignoranta. Prosty przykład – kiedy widzi, że kolega bardzo się dopytuje o Hori, pyta go wprost, czy na nią leci.

Kyouko nie zachwyciła mnie aż tak bardzo, ale jej interakcje z Miyamurą są warte zobaczenia. Na początku wszystko jest grzeczne i kulturalne, a stosunki pomiędzy bohaterami raczej normalne. W późniejszych rozdziałach wychodzi z Kyouko zwierzę i przyznam, że troszkę mnie rozczarował rozwój jej postaci. Hori nie jest pozbawiona sumienia ani zdrowego rozsądku, zdaje sobie sprawę, że czasem przesadza, a w razie nieporozumienia chce rozwiązać problem. Nie oczekuje, że chłopak będzie jej podnóżkiem. Wręcz przeciwnie… A jednak czasem zachowuje się naprawdę absurdalnie agresywnie. Momentami ich związek balansuje na granicy patologii. To zrozumiałe, że jako nastolatka Hori próbuje radzić sobie z własnymi kompleksami i brakiem pewności siebie, a na dodatek z zupełnie nową sytuacją emocjonalną. Efekt jest przez większość czasu uroczy, jednak wydaje mi się, że jej stosunek do Izumiego zmienia się na niekorzyść w późniejszych rozdziałach. Nie przeszkadza to zbytnio w ogólnym odbiorze mangi i jest to w gruncie rzeczy drobiazg, ale mam szczerą nadzieję, że dalej nie będzie gorzej.

Poza dwójką głównych bohaterów przez karty mangi przewija się kilka bardziej znaczących postaci: przyjaciółka Hori, przyjaciel Miyamury czy członkowie samorządu. Każda z nich jest ciekawa i bardzo przyjemnie było obserwować normalnie zachowujących się nastolatków. Poszczególni bohaterowie dostają krótkie wątki, więc nie są jedynie kukiełkami mającymi robić sztuczny tłok. Jednym z ciekawszych aspektów Horimiyi jest też to, że bohaterowie miewają rodziny i rodziców, co jest rzadkością. Chociaż rodzina Kyouko jest nieco przerysowana, to nadal z przyjemnością obserwowałam jej perypetie.

Mam też nadzieję, że wolno mi to powiedzieć: Horimiya zawiera bardzo ładną scenę seksu, co jest ewenementem. Nie znoszę nastoletniego seksu, ale w tym wypadku miał sens, uzasadnienie i po prostu był logicznym następstwem pewnych wydarzeń. Rzadkość w przypadku romansów, które zwykle obfitują w prawie­‑gwałty (zarówno w shoujo, jak i w shounenach) albo wymuszone przez okoliczności absurdalne sytuacje (np. upadek z klifu i przymusowa noc w jaskini), które z powoli budowaną intymnością mają niewiele wspólnego.

Grafika również stoi na wysokim poziomie. Być może przemawia przeze mnie gorycz po czytaniu takich „arcydzieł” jak Kirai, ale rzadko spotykam się ze ślicznie narysowaną mangą. Zarówno zwykłe projekty postaci, jak i wersje uproszczone na potrzeby scen komediowych są ładne i zaspokajały moje poczucie estetyki. Graficzna połowa duetu autorskiego pokazała, na co ją stać. Rysunki są dopracowane, te same postaci są rozpoznawalne w różnych ujęciach i okolicznościach. Nie wspominając o tym, że zmieniają ubrania i rosną im włosy – co oznacza zmianę fryzur. Zwykle akcja ma miejsce w szkole albo w domu, co sprawia, że tła raczej nie zwalają z nóg, jednak pod tym względem został wykonany kawał dobrej roboty. Kolorowe ilustracje, czy to z okładek, czy z dodatkowych stron, również są świetnie narysowane. Bohaterowie są poprawni anatomicznie i choć nie jestem grafikiem, to zwykle doceniam ten akurat aspekt komiksu. Ba! Jedną z głównych przyczyn, dla których sięgnęłam po Horimiyę był obrazek z dwójką głównych bohaterów. Po spojrzeniu na niego uznałam, że ta manga ma szanse być naprawdę dobra. Nie pomyliłam się.

Czas na pewne wyznanie. Tak – jestem ogromną fanką tego tytułu. Tak – wielbię Miyamurę i ubolewam, że nie znam faceta podobnego charakterem do niego, bo przyssałabym się jak pijawka. Polecam Horimiyę z całego serca wszystkim fanom dobrych szkolnych romansów, przede wszystkim spragnionym czegoś nowego i świeżego w gatunku.

Salva, 11 kwietnia 2015

Technikalia

Rodzaj
Wydawca (oryginalny): Square Enix
Wydawca polski: Waneko
Tłumacz: Aleksandra Kulińska, Jan Świderski, Sara Schoeneberg, Szymon Szeszuła
Rysunki: Daisuke Hagiwara
Scenariusz: HERO

Wydania

Tom Tytuł Wydawca Rok
1 Tom 1 Waneko 9.2015
2 Tom 2 Waneko 11.2015
3 Tom 3 Waneko 1.2016
4 Tom 4 Waneko 3.2016
5 Tom 5 Waneko 5.2016
6 Tom 6 Waneko 7.2016
7 Tom 7 Waneko 9.2016
8 Tom 8 Waneko 11.2016

Zapowiedzi

Tom Tytuł Wydawca Rok
9 Tom 9 Waneko 1.2017
10 Tom 10 Waneko 5.2017